Śmierć na gilotynie

Katowicka gilotyna przechowywana w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau
Katowicka gilotyna przechowywana w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau

CZĘŚĆ II - Kaźń hitlerowska Haftanstalt Kattowitz w cieniu czerwonej wdowy

W katowickim więzieniu, mieszczącym się przy ul. Mikołowskiej, czynna była gilotyna zwana „czerwoną wdową”, na której wykonywano wyroki śmierci. Budziła ona grozę wśród ludności Śląska i Zagłębia podczas okupacji hitlerowskiej. 30 czerwca 1942 r. został na niej stracony Stanisław Janicki - śląski pisarz i publicysta, działacz narodowy w okresie Plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego.

Okres policyjnych i cywilnych samosądów

Zajęcie katowickiego więzienia przez Niemców nastąpiło 4 września 1939 roku. Na kilka dni przed wybuchem wojny polskie władze więzienne ewakuowały sporo więźniów do centralnej Polski. Na miejscu pozostało jeszcze około 500 więźniów skazanych za drobne przestępstwa.

Z okien więźniowie obserwowali wkroczenie wojska niemieckiego do centrum miasta, próbowali wyłamać drzwi cel i opuścić pomieszczenia zakładu. Niektórzy z nich wydostali się już nawet na podwórze i próbowali przejść przez mur na plac Andrzeja, rychło cofnęli się jednak z powrotem do cel, bowiem Niemcy grozili użyciem broni. Następnie przeprowadzono w budynku gruntowną rewizję w poszukiwaniu broni. Jej wynik okazał się negatywny.

Już następnego dnia zaczął się toczyć potworny walec śmierci przez więzienie przy ul. Mikołowskiej. Raz po raz wjeżdżały w więzienną bramę wojskowe kryte samochody, wypełnione ofiarami obław gestapo i policji, wsadzano aresztowanych pospiesznie do cel, bez zwykłych w tym przypadku formalności urzędowych. Nad więzieniem wszechwładnie panowało wówczas katowickie gestapo*. Najczęściej następnego dnia te same osoby wywożono bez sądu, aby dokonać bezkarnie mordu i zatrzeć jego ślady.

Wśród gestapowców widoczni byli cywile. Oni denuncjowali działaczy polskich ze Śląska, często bili ich i bestialsko torturowali, a nawet uśmiercali.

Więzienie katowickie stało się w tym czasie miejscem gromadzenia ludności, którą zamierzano zgładzić. Samosądy i szczególne bestialstwo oprawców były nie tylko wynikiem prowadzenia przez organy policyjne zorganizowanego pościgu na podstawie nakazu aresztowania, ale często płynęły z chęci zemsty cywilnej mniejszości niemieckiej na Polakach.

Ustanowienie władz więziennych

Po prowizorium i tymczasowości władz sprawujących nadzór nad więzieniem katowickim nadszedł (w październiku 1939 roku) okres stabilizacji. Z więzienia bytomskiego skierowano tutaj część personelu więziennego, a braki w dozorze i personelu administracyjnym uzupełniano na miejscu. Więzienie katowickie zostało podporządkowane zakładowi w Bytomiu jako jego filia (Zweigstelle). W późniejszym okresie więzienie katowickie odegrało jednak czołową rolę w hitlerowskiej polityce eksterminacyjnej prowadzonej w prowincji górnośląskiej.

Nadzór nad więzieniem sprawował naczelnik, chorymi „opiekował” się naczelny lekarz więzienny, a posługi religijnej udzielał kapelan więzienny. Najniższe funkcje więzienne sprawowali sami więźniowie znający niemiecki, którzy zostali zatwierdzeni przez bezpośredni nadzór więzienny.

Budynek więzienny stanowił typowy przykład zakładu karnego wg schematu stosowanego w III Rzeszy. Do budynku głównego były przybudowane pomocnicze pomieszczenia gospodarcze. W obrębie murów znajdowało się 5 izolowanych od siebie podwórzy. Całość otaczały mury z cegły o wysokości do 4 m, z wieżyczkami strażniczymi na rogach. Nocą na wewnętrznych podwórzach pełnili służbę wartownicy.

Egzekucje

W katowickim więzieniu śmierć zadawano od pierwszych dni okupacji. Na samym początku więzienie służyło tylko do przetrzymywania ofiar gestapo, które doprowadzano niemal codziennie na noc, a rano wywożono na rozstrzelanie. W wymienionym okresie gestapo działało samowolnie, bez sądu, niemal codziennie mordując ludzi. Ofiary egzekucji wywożono poza osiedla ludzkie do lasów panewnickich, do starej cegielni na Muchowcu lub na teren byłej strzelnicy garnizonowej nie opodal Parku im. Tadeusza Kościuszki. Tam ofiary grzebano w masowych grobach, zacierając skrzętnie wszelkie ślady zbrodni. Część ciał ofiar wywożono do krematorium w Gliwicach.

Z czasem do uśmiercania zaczęto wykorzystywać szubienicę; próbowano nawet ścinać głowy toporem na pniu, ale ta metoda nie spodobała się oprawcom.

Kiedy zakończył się terror policyjnych samosądów, zaczęły raz po raz zapadać prawomocne wyroki wydawane przez katowickie sądy. Pierwsze ofiary tych wyroków, zgodnie z obowiązującym w Niemczech prawem, przekazywano do zgilotynowania we wrocławskim więzieniu przy obecnej ul. Kleczkowskiej 35. Ciała ich dostarczano następnie Klinice Anatomicznej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Pierwszej egzekucji dokonano tam 30 stycznia 1940 roku. Od tego mniej więcej czasu datuje się instalowanie gilotyn w centralnych więzieniach wschodnich prowincji Rzeszy, a mianowicie w Poznaniu, Gdańsku i Królewcu. W Katowicach, w więzieniu przy ul. Mikołowskiej 10a, gilotynę zainstalowano w 1941 roku, a pierwszej egzekucji za jej pomocą dokonano 9 października tego roku.

Centralne placówki wykonywania egzekucji w III Rzeszy

Zjednoczona Rzesza Niemiecka w 1871 roku ustaliła, że wyrok śmierci wykonuje się wyłącznie poprzez ścięcie głowy. Nie wszystkie egzekucje odbywały się na gilotynie; tam gdzie ich nie było, ścinano głowy toporem na pniu. W III Rzeszy Hitler w 1936 r. nakazuje ścinać wyłącznie na gilotynie, a wykonywanie kary śmierci zostaje scentralizowane. Ministerstwo sprawiedliwości wytycza tzw. okręgi egzekucyjne. W każdym znajdują się dwa-trzy więzienia, w których powstają tzw. Zentrale Hinrichtungsstätten, czyli centralne placówki wykonywania egzekucji. Mieszczą się zwykle w parterowych budynkach wznoszonych na uboczu więziennych kompleksów. W centralnym pomieszczeniu stoi gilotyna, wzdłuż prowadzącego do niej korytarza są pojedyncze cele, w których skazańcy spędzają ostatnie godziny życia. Za gilotyną przewidziano pomieszczenia socjalne dla kata i jego pomocników – pokoje z łóżkami i umywalnie.

Po aneksji Austrii, rozbiorze Czechosłowacji i napaści na Polskę liczba okręgów dochodzi do 10. Centralne placówki powstają m.in. w przyłączonych do Rzeszy Katowicach, Poznaniu i Gdańsku. Latem 1944 r. w Warszawie powstaje dodatkowa centralna placówka, która jest obsługiwana przez katów z Katowic, Poznania i Królewca. Nie podlega ona jednak jurysdykcji sądów III Rzeszy - wyroki śmierci zapadają na podstawie prawa obowiązującego w Generalnej Guberni. Podczas wojny w centralnych placówkach głowy spadają jedna za drugą – jak się szacuje, w latach 1943-45 w ten sposób straciło życie 12 tys. ludzi.

Nad sprawnym wykonywaniem wyroków czuwa 10 państwowych katów i 38 pomocników. Zgodnie z przepisami kaci w Rzeszy byli odświętnie ubrani. Nie rozstawali się z cylindrem, który był symbolem ich funkcji. Kaci świetnie zarabiali, ich zarobki sięgały dziesiątek tys. reichsmarek rocznie.

Okręg egzekucyjny III – Wrocław, Katowice

Zanim Katowice stały się centralną placówką wykonywania egzekucji w okręgu III, wszystkich skazanych na śmierć z prowincji górnośląskiej transportowano do jedynej placówki we Wrocławiu. Transport licznych skazanych był kłopotliwy ze względu na odległość pomiędzy obydwoma miastami, stale rosnące koszty i problemy organizacyjne. Ustalono, że transport odbywać się będzie koleją, w przedziałach oddzielonych od innych podróżnych. Bez względu na ilość skazanych, należało opłacić wszystkie miejsca siedzące w przedziale. Wśród skazanych musiał znajdować się zawsze prokurator, który za wyjazd pobierał dodatkową opłatę.

Gilotynę we Wrocławiu obsługiwał dojeżdżający z Hanoweru zespół katowski w składzie: kat Friedrich Hehr, pierwszy zastępca Wilhelm Röttger oraz kilku pomocników - August Köster, Alfred Roselieb i Albrecht.

Raport o kłopotach związanych z transportem skazanych do Wrocławia został przesłany w maju 1941 r. do Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeszy, które nakazało wybudować placówkę egzekucyjną w Katowicach. Budynek do wykonywania egzekucji powstał w sierpniu 1941 r. Nie bez kłopotów powstała też na miejscu gilotyna. Topór sprowadzono pośpiesznie z więzienia w Tegel (dzielnica Berlina). Za wzór wzięto starą gilotynę z więzienia w Weimarze. Narzekano na brak odpowiednich materiałów oraz pośpiech towarzyszący budowie urządzenia – aby zdążyć na czas, prace trwały kilka dni w dzień i w nocy pod nadzorem specjalisty, który wcześniej nadzorował budowę gilotyny w Poznaniu. W tym samym czasie katowickie sądy zostały zobligowane do wspólnego ustalania daty wykonywania egzekucji. Miało to usprawnić pracę katów tak, aby podczas jednej egzekucji ścinano podobną liczbę skazanych.

Jak wspomniano, pierwsza egzekucja na gilotynie została wykonana w Katowicach 9 października 1941 r. Obsługiwał nią dojeżdżający zespół katowski z Hanoweru**. W sierpniu 1942 r. kat Hehr mianował nowego pierwszego zastępcę, dotychczasowego luźnego pomocnika, Augusta Köstera. Od września 1942 r. do lipca 1943 r. katowicką gilotynę obsługiwały dwa zespoły katowskie z Poznania: kat Gottlob Bordt z pomocnikami i kat Karl Henschke z pomocnikami.

Od początku kaci narzekali na nużące podróże, najpierw z Hanoweru, potem z Poznania. W związku z tą sytuacją, Ministerstwo Sprawiedliwości Rzeszy, zażądało ustanowić Katowice miejscem zamieszkania kata. Naczelnym katem, odpowiedzialnym za okręg egzekucyjny III stał się z dniem 1 sierpnia 1943 r. August Köster, dotychczasowy pierwszy zastępca kata Hehra z Hanoweru. Köster przeprowadził się do Katowic w czerwcu 1943 r. i stworzył na miejscu swój własny zespół katowski, który obsługiwał (oprócz Katowic) również gilotynę we Wrocławiu.

W skład podstawowego zespołu weszli sprowadzeni z Hanoweru: 51-letni pomocnik kata Franz Falkenberg i 66-letni ochroniarz Wilhelm Haughton. Zespół uzupełniali miejscowi pomocnicy: Lasota, Peter Szklarz i Śliwiński. Od 1944 r. katowicki zespół katowski zaczął obsługiwać również gilotynę w Warszawie.

„Czerwona wdowa”

Katowicka gilotyna stanęła w osobnym parterowym budynku z czerwonej cegły bez okien, który przylegał do gmachu więzienia, na prawo od głównej bramy wejściowej. Po wojnie komorę wyburzono, zachowały się jednak relacje świadków o tym, że całe jej wnętrze było wyłożone białymi kaflami, a „czerwoną wdowę” zasłaniała czarna kotara. Na oddziale śmierci służbę pełnili najbardziej zaufani strażnicy. Oddział był izolowany i otoczony tajemnicą, a o istnieniu gilotyny w więzieniu wiedzieli z początku tylko nieliczni.

Głowa po odcięciu od tułowia przez topór gilotyny spadała do blaszanego kosza umieszczonego naprzeciw „oczka” zacisku szyjnego, a krew spływała blaszaną rynną do kanału w betonowej podłodze. Pomocnicy spłukiwali szybko krew wodą z gumowego węża, wkładali ciało do drewnianej paczki, zbitej z nie malowanych desek na wzór trumny, układając głowę w nogach.

Uprzątaniem śladów kaźni w pomieszczeniu gilotyny zajmowali się konwojenci, którzy zbijali trumny, przygotowywali je do transportu i ewentualnie zajmowali się ich pogrzebaniem. Zarówno kat, jak i jego pomocnicy otrzymywali dodatkowe wynagrodzenie za pełnienie swych czynności w miejscu kaźni. Kat miał stałą pensję w wysokości 250 RM, a za ścięcie każdej głowy skazańca otrzymywał po 40 RM. Jego pomocnicy otrzymywali po 30 RM, strażnicy za doprowadzenie skazańca do gilotyny - po 4 RM, a za zbijanie trumien i pogrzebanie - po 2 RM. Wszystkie koszty pokrywano z pieniędzy znajdujących się w depozycie więźnia, bądź ściągano je od rodziny.

Po godzinie 5 rano trumny ze zwłokami ściętych wynoszono na podwórze koło bramy więziennej, a następnie ładowano na samochody ciężarowe i pod eskortą policji wywożono w nieznanym kierunku. Dopiero pod koniec 1942 r. ciała zaczęto kierować do krematorium obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Palenie ciał zgilotynowanych więźniów z Katowic w obozie oświęcimskim trwało do września 1944 roku. Potem pochówków dokonywano na cmentarzu w Bogucicach.

Na ślady hitlerowskich zbrodni można natrafić w prasie wychodzącej w czasie okupacji na terenie prowincji górnośląskiej. Na łamach gazet zamieszczano często informacje z sal sądowych, podając do publicznej wiadomości zbrodnicze wyroki wydawane na Polaków przez sądy niemieckie za najbłahsze nawet przewinienia. Wśród setek skazanych na karę śmierci i zgilotynowanych w katowickim więzieniu byli między innymi znani działacze polscy, harcerze i członkowie podziemnych organizacji polskich.

Wreszcie, dokumentami zbrodni hitlerowskich dokonanych w katowickim więzieniu były plakaty śmierci z nazwiskami Polaków skazanych na śmierć, na których wykonano wyrok; plakaty rozwieszano w miejscach publicznych. Inny ślad stanowią dokumenty Urzędu Stanu Cywilnego w Katowicach.

Od 9 października 1941 do 22 stycznia 1945 roku w Katowicach odbyły się 94 egzekucje, podczas których ścięto 552 osoby, w tym 48 kobiet. Tracono w ten sposób również młodzież, niemal dzieci. Topór katowickiej gilotyny odciął głowy 13 chłopcom w wieku do 19 lat.

Ewakuacja

Ostatnia egzekucja w katowickim więzieniu odbyła się 22 stycznia 1945 roku, tj. na dwa dni przed ostateczną ewakuacją. Potem czekała więźniów gehenna na „szlaku śmierci”, jakim była droga w głąb Rzeszy. Więźniowie odbywali ją przeważnie pieszo.

Najpierw zniszczono wszystkie tajne dokumenty, najważniejsze wysyłając w niewiadomym kierunku w głąb Rzeszy. Potem usunięto narzędzia zbrodni: gilotynę z katowickiego więzienia zakopano na cmentarzu w Katowicach-Bogucicach. Następnie przyszła kolej na więźniów, których ewakuowano w kilku grupach.

Ewakuacja więźniów maszerujących pieszymi kolumnami do obozów koncentracyjnych III Rzeszy przebiegała jednocześnie z wycofywaniem się wojska niemieckiego pod naporem wojsk sowieckich oraz ucieczką ponad 1,5 mln osób cywilnych. Jeśli wziąć pod uwagę wojenne warunki, mróz sięgający -18°C, zawieje i zamiecie śnieżne oraz ataki sowieckiego lotnictwa na maszerujące kolumny wojska pomieszane z ludnością - można sobie wyobrazić, jak wielkie straty w ludziach poniosły kolumny więźniów, co zresztą potwierdzają sprawozdania przekazywane do Berlina.

Więzienie katowickie odgrywało szczególną rolę wśród zakładów karnych prowincji górnośląskiej. Hitlerowski okupant, biorąc pod uwagę centralne położenie więzienia w stolicy prowincji i bezpośrednie sąsiedztwo władz sądowych oraz policyjnych, wykorzystywał je przede wszystkim do realizacji polityki eksterminacyjnej i utrwalania swego panowania na zagrabionych obszarach byłego państwa polskiego. Wyłącznie tutaj wykonywano wyroki śmierci wydane przez Sondergericht (Sąd Specjalny), Oberlandesgericht (Wyższy Sąd Krajowy) i Standgericht (Sąd Doraźny). W tym celu w więzieniu katowickim wybudowano dodatkowy budynek do zainstalowania gilotyny, którą miały również centralne więzienia w innych prowincjach wschodnich III Rzeszy, w Poznaniu, Gdańsku, Wrocławiu i Królewcu.

Powojenne losy gilotyny

Po odnalezieniu na cmentarzu w Bogucicach, gilotyna przez kilka lat stała na strychu budynku Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Nikt się nią nie interesował. W końcu, w połowie lat 50-tych ub. wieku, odnalazł ją przedstawiciel ówczesnej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce; prokurator Karol Jarzębiński usłyszał dziwne opowieści o „czerwonej wdowie” znajdującej się na poddaszu komendy. Przewodniczący tej komisji dr Jan Markowski uznał, że powinna trafić do muzeum w Oświęcimiu. Potem, rozłożona na części, zaległa w muzealnym magazynie i została niemal zapomniana.

Gilotyna to niezwykły, rzadki w Polsce eksponat. Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka (obecnie Auschwitz-Birkenau) dokładnie opisało unikat, który tu trafił w nieznanym roku. Była to: „Gilotyna złożona z trzech części: metalowego obramowania z ostrzem na prowadnicach, skórzanym pasem oraz mechanizmem korbowym i drewnianym elementem z otworem na szyję. Jest również pojemnik na głowę o wymiarach 41 na 51 cm i prycza o długości 136 cm. Ostrze ma ciężar 51 kilogramów, wysokość gilotyny wynosi 235 cm.”

Katowicka gilotyna jest związana z historią byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau posiada w swoich zbiorach album z rysunkiem żydowskiego więźnia z Francji, członka Sonderkommando, Davida Olère, na którym widać, jak z ciężarówki znoszone są do krematorium ciała, a obok leżą odcięte głowy.

Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem od wielu lat stara się o to, aby gilotyna wróciła do Katowic. Jest ona symbolem zła, ale zarazem też symbolem poświęcenia ludzi, którzy w jej obliczu stawali się bohaterami. Nie może więc leżeć zapomniana w muzealnym magazynie.

Stanowisko Muzeum Auschwitz-Birkenau było do niedawna jednak nieugięte. W 2007 r. na łamach „Dziennika Zachodniego” wypowiedział się w tej sprawie Igor Bartosik, szef działu zbiorów Muzeum Auschwitz-Birkenau: „Gilotyna z katowickiego więzienia znajduje się w naszych zbiorach i jest to odpowiednie oraz godne miejsce. Obecnie przechowujemy ją w magazynie, wśród innych narzędzi hitlerowskich zbrodni, które nie znajdują się aktualnie w ekspozycji stałej. (…) Pragnę zaznaczyć, iż gilotyna jest ściśle związana z historią KL Auschwitz. Ciała ściętych w Katowicach skazańców przewożono do krematoriów w KL Auschwitz celem spopielenia. (…) Oprócz tego gilotyna jest także związana z ziemią oświęcimską, bo zginęło na niej wielu mieszkańców tego regionu. Tym bardziej katowicka gilotyna powinna tu zostać. (…)”

Obecnie sytuacja uległa zmianie; Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau zgodziło się w końcu przekazać gilotynę Muzeum Śląskiemu. Ma się ona stać elementem wystawy stałej, która ma zostać udostępniona zwiedzającym w kwietniu 2015 r. Umieszczenie gilotyny na wystawie budzi ogromne kontrowersje i sprzeciw części środowisk opiniotwórczych.

W kwietniu br. na łamach „Gazety Wyborczej” wypowiedział się w tej sprawie Łukasz Czuj, reżyser, współautor projektu wystawy stałej „Historia Górnego Śląska” w Muzeum Śląskim: „Budząca wątpliwości gilotyna pojawia się na ekspozycji, jest ważnym obiektem muzealnym, ale zarazem jest tylko jednym z elementów skomplikowanej opowieści, także tej dotyczącej historii II wojny. Plastyczno-aranżacyjny sposób jej prezentacji: poprzez umieszczenie jej wewnątrz ciemnej, zamkniętej bryły metalowego sześcianu, w którym widz podglądał ją będzie przez wąski pas ciemnej szyby umieszczonej na wysokości 150 centymetrów (a więc niedostępnej dla dzieci), ma służyć ukazaniu grozy i niepokoju wojny, nie zaś być manifestacją jakiejś politycznej tezy „o umacnianiu polskości” ani tym bardziej „atrakcją turystyczną”. Sposób eksponowania ma podkreślić wagę i unikalny charakter tego obiektu. II wojna była czasem zbrodniczym, zabijano nie tylko za pomocą gilotyny. Na terenie Górnego Śląska mieściło się wiele filii obozów koncentracyjnych, ginęli w nich Żydzi, Polacy, Czesi, Niemcy, katolicy, ewangelicy itd. Gilotyna, właśnie dlatego, że jest autentykiem, ma być obiektem „świętym”, mającym uświadomić także młodym ludziom skomplikowaną historię tego regionu. To nie oznacza braku szacunku dla ofiar, ale coś wręcz odwrotnego: ukazanie wagi ich śmierci. Gilotyna nie jest osią ani głównym tematem ekspozycji. Jest jednym z kilkuset eksponatów muzealnych. Dopiero poznając całość, zbudowaną z rekonstrukcji, gablot, zdjęć, plansz, multimediów, będzie można ocenić wystawę, stawiać jej zarzuty.”

W ramach własnego komentarza chciałbym zaznaczyć, że Niemcy mieli wielowiekową tradycję wykonywania wyroków śmierci poprzez ścięcie. Uznawali wyższość tej metody uśmiercania nad wieszaniem i rozstrzelaniem. Z tego względu Ministerstwo Sprawiedliwości Rzeszy zdecydowało o uruchomieniu gilotyny w Warszawie, która znajdowała się poza terytorium III Rzeszy. Polacy uważali ścięcie na gilotynie za wyjątkowo odrażającą metodę uśmiercania, co zostało zauważone przez Niemców i zamieszczone w raporcie przesłanym do Berlina.

*) Gestapo (niem. Geheime Staatspolizei) – tajna policja państwowa utworzona w nazistowskich Niemczech w 1933 r.
**) 30 czerwca 1942 r. katowski zespół z Hanoweru wykonał egzekucję na Stanisławie Janickim.

Armin Lach

 

Okładka Montes nr 68

Okładka Montes nr 68