Mamy europosła

Rozmyślania o Górnym Śląsku

W ostatnim numerze „Montesa” pisałem o tegorocznych wydarzeniach i działaniach, które sprawę śląskiej tożsamości postawić mogą w nowym (bardziej lub mniej korzystnym) świetle. Pod koniec 2014 roku może się okazać, że liczyć możemy już tylko na pomoc z Unii Europejskiej, a sprawiedliwe wyroki i rozstrzygnięcia może przynieść tylko mniej lub bardziej odległa przyszłość, bo przecież nie polskie sądy, nawet te najwyższe.

Póki co, oczekiwania i dążenia milionowej już społeczności, której śląska tożsamość jest wyraźnie określona, stara się reprezentować i wyrażać Rada Górnośląska, skupiająca śląskie organizacje, które stawiają przed sobą głównie 3 cele: uznanie śląskiej mniejszości etnicznej (nie narodowej), śląskiego języka regionalnego i wprowadzenie do szkół (obowiązkowego) nauczania regionalnego.  Po ostatnim kongresie Związek Górnośląski ma nowego prezesa, który zdecydowanie pokrzyżował nadzieje na polityczno-kościelne odgórne zarządzanie tą organizacją. Ta najstarsza górnośląska organizacja regionalna stała się silnym i godnym zaufania (nie jak dotychczas) członkiem Rady (w jej siedzibie odbywają się posiedzenia), poprzez swoją sieć Kół i Bractw wiążąc i aktywizując ziemie Górnego Śląska. Sama zaś Rada Górnośląska na prawie każdym swym posiedzeniu rozpatruje wnioski o przyjęcie nowych członków – warunek przystąpienia jak zwykle jest jeden: akceptacja wymienionych wyżej trzech celów. Rada liczy coraz więcej członków, zyskuje na znaczeniu, jest reprezentantem coraz większej rzeszy Ślązaków. Coraz częściej jednak dobrych przykładów, wskazówek, a przede wszystkim nadziei, szukać nam trzeba za granicą. Miesiąc temu byli w Strassburgu dwaj przedstawiciele Rady Górnośląskiej: Jerzy Gorzelik i Piotr Długosz. Spotkali się oni z międzypartyjnym zespołem do spraw tradycyjnych mniejszości, wspólnot i języków regionalnych. Członkowie (a zespół liczy kilkadziesiąt osób) tego gremium Unii Europejskiej nie mogli uwierzyć, że w kraju, mieniącym się gwarantem swobód obywatelskich, Ślązacy na wiele z nich liczyć nie mogą, podziwiając troskę o nie jedynie w odniesieniu do krajów sąsiedzkich. Symptomatyczne, iż polscy europosłowie – członkowie tej komisji; Czarnecki, Cymański, Kurski i Kowol, obecni nie byli. Zespół uznał, że kwestia śląskiej tożsamości powinna stać się przedmiotem prac zespołu w kolejnej kadencji.

By spraw śląskich w UE nie referowali tacy „przyjaciele Ślązaków” jak Ryszard Czarnecki i Jacek Kurski, Rada Górnośląska zaprosiła przed wyborami do Parlamentu Europejskiego kandydatów wszystkich zarejestrowanych ugrupowań startujących z terenu województwa śląskiego. Chciała posłuchać, co mają do powiedzenia ci, którzy przecież chcą być naszymi reprezentantami i naszych cennych głosów łakną. Przybył na wózku inwalidzkim jedynie Marek Plura. Reszta nie wysłała nawet odpowiedzi, nie mówiąc o przeprosinach. Marek Plura zaskoczył obserwatorów, wchodząc do Parlamentu Europejskiego z piątego miejsca na liście. Pewna mobilizacja Ślązaków, potrzebujących w UE autentycznego reprezentanta ich interesów, dokonała się. To dobrze, że 9 tysięcy głosów wystarczyło, to bardzo źle, że było ich tylko tyle. Malkontenci twierdzą, ze jeden, w dodatku niepełnosprawny, poseł, nie uczyni nic. Oczywiście nie mają racji. Mając takiego reprezentanta śląskich interesów – o stałych poglądach, uczciwego, pracowitego, nie musimy słać co jakiś czas do Strassburga czy Brukseli obserwatorów, czy delegatów (mając świadomość tego, jakim wyczynem i wyrzeczeniem jest to dla społecznej organizacji). Praw i sprawiedliwości nie mamy póki co szukać w Rzeczpospolitej. Przekonaliśmy się o tym na wiele sposobów. Upominać się o nie musimy na forum europejskim i tam szukać orędowników i sympatyków.

Jan Hahn

 

Okładka Montes nr 68

Okładka Montes nr 68