Śmierć na gilotynie

W katowickim więzieniu, mieszczącym się przy ul. Mikołowskiej, czynna była gilotyna zwana „czerwoną wdową”, na której wykonywano wyroki śmierci. Budziła ona grozę wśród ludności Śląska i Zagłębia podczas okupacji hitlerowskiej. 30 czerwca 1942 r. został na niej stracony Stanisław Janicki - śląski pisarz i publicysta, działacz narodowy w okresie Plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego.

1 IX 1939 r. Początek II wojny światowej.

Plakat śmierci Stanisława Janickiego i jego współpracownika Marcina Skorupy. Tłumaczenie z jęz. niemieckiego: Obwieszczenie. W dniu 8 maja 1942 r. wyrokiem Wyższego Sądu Krajowego w Katowicach zostali skazani na karę śmierci za zdradę stanu Marcin Skorupa z Katowic i Stanisław Janicki z Sosnowca, wyrok został wykonany dzisiaj. Skazani byli zaangażowani w zdradzieckie działania przeciwko Rzeszy Niemieckiej. Katowice, 30. czerwca 1942. Prokurator Generalny
Plakat śmierci Stanisława Janickiego i jego współpracownika Marcina Skorupy. Tłumaczenie z jęz. niemieckiego: Obwieszczenie. W dniu 8 maja 1942 r. wyrokiem Wyższego Sądu Krajowego w Katowicach zostali skazani na karę śmierci za zdradę stanu Marcin Skorupa z Katowic i Stanisław Janicki z Sosnowca, wyrok został wykonany dzisiaj. Skazani byli zaangażowani w zdradzieckie działania przeciwko Rzeszy Niemieckiej. Katowice, 30. czerwca 1942. Prokurator Generalny
Obszar Górnego Śląska został oskrzydlony przez wroga z trzech stron. Oddziały niemieckie szybko zbliżały się do Katowic. Już 2 września rozpoczęła się ewakuacja na wschód oddziałów wojska polskiego oraz strategicznych instytucji i kadr administracji państwowej. Na wschód ruszył również tłum cywilnych uciekinierów obawiających się represji ze strony wroga.

Stanisław Janicki wraz z Marią Kromalicką i dziećmi opuścili Katowice 3 września. Obawiali się samosądu z rąk niemieckich cywilów, żądnych zemsty za przegrane powstania. Wyruszyli pieszo do Sosnowca, który przed I wojną światową nie należał do Niemiec. Tam mogli czuć się w miarę bezpiecznie. Na miejsce dotarli 4 września, w dniu szturmu wojsk niemieckich na miasto. Zamieszkali w budynku przy ul. Żeromskiego 8 (Heinrich Dietelstrasse 8 w czasie wojny). Wkrótce otwarli sklep z galanterią skórzaną przy ul. Warszawskiej l.

Władze niemieckie jeszcze przed wojną sporządziły specjalną listę gończą (Sonderfahnungsbuch Polen), obejmującą nazwiska osób, które przyczyniły się do umacniania polskości: przedstawicieli polskich organizacji społeczno-politycznych, nauczycieli, duchownych, dziennikarzy. Na początku września 1939 r. to właśnie te osoby w pierwszej kolejności zostały aresztowane, a następnie skierowane do więzień i obozów. Nazwisko S. Janickiego nie znalazło się na liście gończej, choć należał on do znanych działaczy narodowych w okresie plebiscytu i powstań śląskich. Był to prawdopodobnie efekt jego małej aktywności politycznej w latach 30-tych.

Działalność konspiracyjna

Na początku okupacji Janicki włączył się w ruch oporu. Założył tajną organizację konspiracyjną, znaną pod nazwą Lech, a później Przyszłość, która działała na terenie Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Jej członkami byli jego współpracownicy, dawni wojskowi, zatrudnieni w sklepie który prowadził. Spotkania organizowano w prywatnych mieszkaniach, zarówno w Sosnowcu jak i w Katowicach. Oprócz tego spotykano się w Jeleśni koło Żywca, gdzie powstała suszarnia grzybów, która była przykrywką dla działalności konspiracyjnej. Janicki szukał kontaktu z innymi polskimi organizacjami podziemnymi. Prawdopodobnie początkowo próbował nawiązać kontakt z organizacją Orła Białego kpt. Ryszarda Margosza. Dążył również do połączenia swojej organizacji ze Związkiem Walki Zbrojnej. W tym celu jeździł do Krakowa, gdzie prowadził rozmowy z tamtejszym dowództwem ZWZ. Był twardym negocjatorem, stawiał warunki. Jeden z działaczy ZWZ wspominał, że S. Janicki żądał bezpośredniego kontaktu z Józefem Korolem przez swojego kierownika wydziału, Marcina Skorupę, dla którego domagał się stanowiska szefa wywiadu w Okręgu Śląskim organizacji a dla siebie stanowiska kierownika spraw cywilnych. Poza tym chciał, aby jego organizacja pozostała niezależna w ramach ZWZ. J. Korol odrzucił te warunki i zaprzestał dalszych rozmów z Janickim. Jednocześnie wydał rozkaz wchłaniania jego ludzi i przyjmowania ich do ZWZ.

Wkrótce jednak sytuacja radykalnie się zmieniła. W sierpniu 1940 r. w Wiśle zginął Korol. W ręce Niemców dostały się tajne dokumenty i nominacje dla członków ZWZ. To przyspieszyło kolejne aresztowania. Już w listopadzie 1940 r. aresztowano bliskich współpracowników Józefa Korola: Karola Kornasa, Benedykta i Michała Rymerów, Ksawerego Lazara.

Aresztowanie

Stanisław Janicki nie dał za wygraną, próbował się porozumieć z nowym komendantem śląskiego ZWZ oraz krakowskim kierownictwem. Nie wiedział, że od dłuższego czasu jest śledzony. 12 grudnia 1940 r., po powrocie z Krakowa, został zatrzymany przez gestapo na dworcu kolejowym w Katowicach. Następnie dokonano rewizji w jego mieszkaniu i sklepie w Sosnowcu, poszukując obciążających go dokumentów. W mieszkaniu podczas rewizji obecna była jego partnerka Maria Kromalicka wraz z dwójką dzieci. Wśród przeszukiwanych rzeczy gestapowcy natknęli się na pieniądze ukryte przezornie na okoliczność aresztowania. Niemcy nie dali się przekupić, ale pieniądze zabrali. Wychodząc z mieszkania powiedzieli dzieciom: „Nie martwcie się, wasz ojciec niedługo wróci do domu”. Jak się potem okazało, było to zwykłe kłamstwo.

Pobyt w więzieniu

Po wstępnych przesłuchaniach skierowano Janickiego do zakładu karnego przy ul. Mikołowskiej 10a w Katowicach. Tam po wprowadzeniu do ewidencji rozebrano go, zważono i przekazano rzeczy osobiste do depozytu. W zamian otrzymał łyżkę, miskę, spodnie i koc. Następnie poprowadzono go pod prysznic, gdzie po krótkiej kąpieli obdarowano kawałkiem glinianego i wydającego nieprzyjemną woń mydełka oraz ścierką mającą zastępować ręcznik. Następną dobę spędził w celi przejściowej, aby otrzymać właściwy uniform więzienny wraz z bielizną i przydział do odpowiedniej celi. Odtąd jego życie biegło zgodnie z obowiązującym regulaminem.

Regulamin więzienny zakazywał palenia papierosów, posiadania przyborów piśmienniczych, polskich gazet i książek, uprawiania gier i sportu oraz porozumiewania się z innymi osadzonymi. Istniała jedynie możliwość kontaktu z rodziną poprzez korespondencję i wizyty. Listy musiały być pisane w języku niemieckim, podlegały cenzurze i były opłacane z depozytu więźnia. Wysyłano je raz w miesiącu. Widzenie odbywało się - w zależności od zezwolenia władz więziennych lub gestapo - raz w miesiącu, w pomieszczeniu zwanym „Sprachstube”. W czasie prowadzenia rozmowy więzień musiał znajdować się w odległości uniemożliwiającej bezpośredni kontakt z osobą z zewnątrz.

W pierwszym liście do M. Kromalickiej z dnia 19 XII 1940 roku Janicki pisał: (tłumaczenie z jęz. niemieckiego) „Przynieś mi 5 marek, okulary, bieliznę, grzebień, szczoteczkę do zębów, szklankę, kalesony, kapcie, sweter, ciepłe rękawiczki, mydło i pastę do zębów. Możesz mnie odwiedzić we wtorek albo w piątek przed południem między 9-12. Jeśli cię do mnie nie wpuszczą to napisz proszę do mnie od razu list, ale po niemiecku i oddaj wszystko w więzieniu. (…) Całuję cię najukochańsza Mario tysiąckrotnie. (…) Nie zapomnij o okularach i 5 markach na opłatę za przesyłkę pocztową. Twój St. Janicki”.

Janickiemu, jak każdemu więźniowi przysługiwał codziennie posiłek wydawany na śniadanie, na obiad i kolację. Składał się on z porcji 300 g chleba, 1 litra czarnej nie słodzonej kawy zbożowej i około ¾ litra zupy (tzw. Eintopf). Więzień jednak nigdy takiego posiłku nie otrzymywał. W praktyce część tego chleba przeznaczano na dodatek żywnościowy dla pracujących, również byle jakiej zupy nalewano mniej. Podstawowe posiłki – niskokaloryczne i objętościowo niewystarczające – wydawano w więzieniu o godzinach 6.00, 12.00, 18.00. Kucharze czynili wysiłki, aby za pomocą dostępnych środków zniwelować straty kalorii, poprawić jakość lub gęstość zupy. Mimo to więźniowie przebywający w celach głodowali, tracili zdrowie. Musieli więc szukać dostępnych dróg ratunku. Stanisław Janicki, dzięki staraniom i środkom finansowym swojej partnerki Marii Kromalickiej, uzyskał zgodę od Naczelnego Prokuratora Wojskowego Rzeszy na prywatne dożywianie z restauracji.

Wyrok: kara śmierci

Akt oskarżenia przeciwko Janickiemu został wydany dopiero 27 sierpnia 1941 r. Wiosną 1942 r. ruszył proces. Został oskarżony o prowadzenie działalności wywrotowej, mającej na celu oderwanie siłą terenów należących do Rzeszy. Na ławie oskarżonych oprócz niego zasiadł również jego współpracownik, M. Skorupa. 8 maja 1942 r. Wyższy Sąd Krajowy w Katowicach (Oberlandesgericht Kattowitz) wydał wyrok w tej sprawie, skazując obu na karę śmierci i utratę honoru. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że oskarżeni dopuścili się zdrady stanu, działając przeciwko Rzeszy Niemieckiej. Po wydaniu wyroku odprowadzono S. Janickiego prosto na „odział śmierci” B-1 w podziemiach katowickiego więzienia, gdzie miał oczekiwać na termin egzekucji. W dzień i w nocy zakuty był w kajdany; rozkuwano go tylko do spożycia posiłków. Leżał na kamiennej podłodze, bo skazanym na śmierć nie przysługiwał materac. W końcu dostał zawiadomienie o dacie egzekucji, którą wyznaczono na dzień 30 czerwca 1942 r. Zezwolono mu także na napisanie ostatniego listu. Pożegnał się w nim z najbliższą rodziną i ze swoim życiem doczesnym, powierzając się Bogu.

W ostatnim liście do M. Kromalickiej z dnia 15 VI 1942 roku Janicki pisał: (tłumaczenie z jęz. niemieckiego) „Moja najukochańsza Mario i dzieci! (…) Ach, jak bardzo się ucieszyłem, gdy zobaczyłem Cię w dniu mego procesu w gmachu sądu. (…) Szkoda, że nie mogłem z Tobą porozmawiać, ale słowa i tak nie byłyby w stanie wyrazić siły naszych uczuć. Z przyjemnością zobaczyłem jeszcze raz nasze dzieci, ale teraz to już tylko przeszłość. Obecnie moją ostatnią nadzieją jest ułaskawienie. (…) Jeśli mam tu zginąć, to zachowaj mnie w swoim sercu i w sercach naszych dzieci, aż do waszej śmierci. Tam u góry, u naszego Stworzyciela i Ojca Niebieskiego, będę na was czekać i tam się znowu spotkamy i będziemy się radować po tych ziemskich cierpieniach. (…) Jeśli mam tutaj umrzeć, to odbierz moje rzeczy. Odbierz również moje ciało, albo spowoduj jego przesłanie i pochowaj mnie w takim miejscu, żebyś także mogła leżeć koło mnie po swojej śmierci. (…) Teraz pozdrawiam Cię, moje serce najdroższe i nasze dzieci, moich znajomych i krewnych, dzieci i wnuki mojej pierwszej żony, którym wszystko przebaczyłem. (…) Twój kochający Cię najdroższa Mario i nasze dzieci wierny do śmierci małżonek i ojciec Janicki Stanisław”.

Egzekucja

W końcu nadszedł dzień poprzedzający egzekucję. Atmosfera grozy i lęku, która towarzyszyła Stanisławowi Janickiemu od wielu dni, sięgnęła szczytu. Wieczorem dopuszczono jeszcze do niego księdza, który dał mu ostatnią pociechę religijną i zaopatrzył w wiatyk. W końcu wyprowadzono go z celi i zabrano do magazynu ubrań. Musiał oddać wszystko co miał na sobie. Dostał papierową śmiertelną koszulę. Ostrzyżono go i wygolono mu szyję. Potem poprowadzono go do specjalnej celi zwanej „Zugangzelle”, gdzie miał oczekiwać na śmierć wraz z innymi skazanymi. Następnego dnia o godz. 5.30 rano zakutego w kajdany wprowadzono do jasno oświetlonej izby straceń. W przedsionku izby oczekiwali na niego prokurator oraz lekarz. Prokurator dla formalności zapytał Stanisława, czy ma coś do powiedzenia. Prawdopodobnie padła odpowiedź: „Nie”. Teraz już tylko czarna zasłona oddzielała więźnia od oprawców, a prokurator bezbarwnym głosem odczytał formułę odrzucenia prośby o ułaskawienie i skończył słowami: „Ich übergebe Sie dem Scharfrichter! - Oddaję Pana w ręce kata!” Wtedy błyskawicznie rozsunęła się czarna kotara i w okamgnieniu pochwyciły Stanisława ręce pomocników kata, zwaliły go na pomost gilotyny, a głowa zniknęła w zacisku „oczka” na szyję. Ciało obezwładniono sznurami, przywiązując je do pomostu. Na dany znak kat szarpnął za rączkę spustu i ostrze topora gilotyny spadło na kark skazańca z wysokości ponad dwóch metrów. Ciała, w ramach represji hitlerowskich, nie wydano rodzinie, więc oficjalnie nie mogli go godnie pochować. S. Janicki spoczął w nieznanym miejscu na terenie Katowic.

Tuż po egzekucji, pojawiły się na słupach ogłoszeniowych w Katowicach i Sosnowcu plakaty informujące o straceniu S. Janickiego i jego najbliższego współpracownika M. Skorupy. Rozklejanie plakatów śmierci przez niemieckiego okupanta było powszechnym zjawiskiem stosowanym jako element zastraszania ludności cywilnej.

Sprawa aresztowania i śmierci Stanisława Janickiego wpłynęła na całą rodzinę. W ramach hitlerowskich represji jego żona M. Janicka, z którą od dawna był w separacji, została zmuszona do opłacenia kosztów pobytu męża w więzieniu w łącznej kwocie 1288 marek, co w trudnych warunkach okupacji było ogromnym obciążeniem finansowym. Oprócz tego siłą wcielono do niemieckiego wojska ich dwóch synów, a trzeci ukrywał się z tego powodu do końca wojny w centralnej Polsce.

Represje nie ominęły także jego partnerki. Maria Kromalicka została aresztowana przez gestapo w listopadzie 1941 r. Badano jej udział i wiedzę na temat działalności konspiracyjnej Janickiego i jego organizacji. Niczego jej nie udowodniono, choć faktycznie działała w organizacji. Pomagała np. przewozić broń do Jeleśni. Zwolniono ją dopiero w kwietniu 1942 r. W tym czasie dwójka ich nieletnich dzieci ukrywała się przed Niemcami po piwnicach, wśród znajomych i krewnych. Ich historia jest bardzo dramatyczna. Syn (lat 12) uciekł w ostatniej chwili (tuż przed aresztowaniem matki) z siedziby gestapo, a córka (lat 7) uciekła ze szkoły, gdy na terenie placówki byli już szukający jej gestapowcy.

Zaraz po wojnie, rodzina poszukiwała dowodu śmierci S. Janickiego, w celu uregulowania spraw cywilnych jakie zawsze są związane ze zgonem osoby blisko spokrewnionej. Niemcy, oprócz rachunku za pobyt w więzieniu, nie przekazali rodzinie wiarygodnego aktu zgonu. Ciała również nie wydano. Na szczęście w aktach Urzędu Stanu Cywilnego w Katowicach cudem zachował się spis osób zgilotynowanych w katowickim więzieniu i stosowny dokument został wydany już w czerwcu 1945 r.

Armin Lach
CIĄG DALSZY NASTĄPI

 

Okładka Montes nr 67

Okładka Montes nr 67