Rozkwit i nadzieja

Rozmyślania o Górnym Śląsku

Rozkwitająca wiosną przyroda wszędzie i zawsze budzi nadzieję i optymizm. W świecie chrześcijańskim uczucia te wzmacniają jeszcze Święta Wielkanocne, otwierając ponadto wiernym perspektywę najbardziej świetlaną – wiecznego życia w szczęściu. Symbolika wiosny, przesłanie Zmartwychwstania wzywają do odrodzenia i oczyszczenia, każą nie poddawać się nawet najbardziej ostatecznym wyrokom i rozwiązaniom.

Co mają święta i wiosna do mojego felietonu o Górnym Śląsku?

Święta powinny nam dać czas i impuls do namysłu: czy jestem gotów włączyć się czynnie w dzieło naprawy, rozwoju Górnego Śląska? Czy chcę zadbać o przyszłość regionu, miejsca w którym żyję, czy o zwycięstwo wyborcze partii? Wiosna niech nam przyniesie nadzieję i nowe siły do działania. Nadzieja jest nam niezbędna, gdyż bez niej trudno będzie wyjść z tego ślepego zaułka, do którego zapędziła nas ślepa wszak także – Temida. Orzeczenia trybunałów, zakazy zrzeszania się, pozwy sądowe dla nieprawomyślnych, wypowiedzenie pracy dla lidera najważniejszej organizacji – skończył się czas połajanek i grożenia palcem. Politycy i rządzący tracą powoli cierpliwość i pewność siebie. Dla organów państwa jesteśmy bowiem jak dokuczliwy owad – niegroźny, choć irytujący, gdy pojawia się z rzadka i w ilościach nieznacznych. Występowanie jego w ilościach większych i skomasowanych, nieść może wiele zagrożeń. W okresie wyborów nasze głosy gremialnie oddane na konkretny komitet i konkretną osobę, mogą na zastany system partyjno-polityczny zadziałać jak atak gniazda os.

Jesteśmy u progu ważnego, myślę, że przełomowego, okresu. Za kilka dni rozpocznie się akcja zbierania ponad 100 tysięcy podpisów pod społecznym projektem ustawy o mniejszościach etnicznych i językach regionalnych. Jest szansa (jedynie w przypadku podwyższonej naszej aktywności i zaangażowania), by po trzech miesiącach – w chwili dostarczenia zebranych deklaracji poparcia do Warszawy – zademonstrować naszą siłę, zwartość, determinację. W tak zwanym międzyczasie, będziemy wybierać posłów do Parlamentu Europejskiego. Po powrocie z urlopów i wakacji czeka nas najważniejszy sprawdzian – wybory samorządowe. Za nic mają nasze prawa (do zrzeszania się), są głusi na nasze postulaty. Nie mamy wpływu na to, co dzieje się w naszym domu. Silni jesteśmy jedynie (co udowodniły niedawne partyjne zjazdy) potencją naszych głosów wyborczych. Które niezmiennie były marnowane. Kierując się kluczem partyjnym naprodukowaliśmy do rad różnych szczebli reprezentantów, których skuteczność i odpowiedzialność stała się już przedmiotem żartów. Jeśli w śląskim sejmiku rządzić będzie w wyniku najbliższych wyborów partia (obojętnie jaka), a bezpartyjni i przedstawiciele organizacji społecznych (nieważne jakich) będą pełnić funkcję nielicznych kwiatków na kożuchu, to możemy sobie samym sarkastycznie powinszować: szansa została zmarnowana. Można dać sobie spokój. Po czterech latach wracać nie będzie do czego.

Ktoś może się obruszyć, zarzucając mi szerzenie nieprawomyślnych i niepraworządnych poglądów. Rzeczywiście, słowa te nie są skierowane do „prawdziwych patriotów”, stojących na różnych stopniach serwilizmu, którzy każdą próbę zwiększenia samorządności uważają za atak na integralność państwa, a działania zmierzające do odfałszowania historii, powrotu do tradycji, ugruntowania własnej tożsamości traktują jak zamach na polską rację stanu. Kieruję je do tych, dla których ziemia, na której żyją i pracują jest najważniejsza. Ważniejsza od aktualnej strategii państwa, ważniejsza od interesu największych partii. Wszystkim tym, którzy w tę naszą śląską ziemię wrośli solidnymi korzeniami, wszystkim tym, którzy w nią wrastają, wszystkim tym, którzy nie zamierzają jej opuścić, jak też nie dadzą jej skrzywdzić – życzę w ten najwspanialszy czas nadziei i optymizmu, pełni sił i energii, by każda praca, na każdym odcinku i stanowisku przynosiła nam satysfakcję, a Śląskowi pożytek.

Jan Hahn

 

Okładka Montes nr 67

Okładka Montes nr 67