Inżynier przygnieciony maszyną

Fragment planu miasta, pośrodku zabudowania huty żelaza, 1880 r. Rys. z Archiwum Urzędu Miejskiego w Tarnowskich Górach
Fragment planu miasta, pośrodku zabudowania huty żelaza, 1880 r. Rys. z Archiwum Urzędu Miejskiego w Tarnowskich Górach

Wypadek w fabryce Górnośląski Przemysł Metalowy przyczynił się do usprawnienia pracy autonomicznych górnośląskich policjantów w Tarnowskich Górach

Dyżurny Komisariatu Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach 7 kwietnia 1925 roku około godziny 16,30 odebrał telefoniczne zawiadomienie o śmierci pracownika na terenie tarnogórskiej fabryki Górnośląski Przemysł Maszynowy.

Na miejsce wypadku poszedł przodownik Wawrzyniec Śmigielski z tarnogórskiej Komendy Powiatowej Policji. Na fabrycznym placu dwa metry od toru kolejki wąskotorowej funkcjonariusz zobaczył leżącą maszynę, spod której robotnicy wydobyli już przygniecionego pracownika. Po udzieleniu pomocy lekarskiej poszkodowany przewieziony został do szpitala miejskiego. Przodownik na gorąco przesłuchał świadków zdarzenia i opisał okoliczności wypadku.

Nowa maszyna dla fabryki

W przedsiębiorstwie założonym w 1911 roku przy ulicy Hutniczej o nazwie Oberschlesische Blechindustrie i przejętym w 1923 roku przez warszawską spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, której dyrektorem był Wiktor Przedpełski, wyrabiano konstrukcje metalowe, zbiorniki, beczkowozy i stacje benzynowe. Firma kierowana przez Stanisława Strzemeckiego i Ignacego Bracha zatrudniała 50 pracowników. 7 kwietnia 1925 roku do fabryki pociągiem dotarła nowa maszyna. O godzinie 14 magazynier Wiktor Sadowski z czterema robotnikami wybrali się na bocznicę kolejową, żeby wyładować maszynę z wagonu na wózek wąskotorówki.

Kiedy maszyna znalazła się na wagoniku, do ekipy dołączył 25-letni, urodzony we Lwowie ale zamieszkały w Tarnowskich Górach, inżynier Bronisław Janikiewicz i objął kierownictwo robót. Zatrudniony w GPM jako kierownik Janikiewicz polecił magazynierowi pójść do budynku fabryki i przyprowadzić do pomocy jeszcze kilku robotników. Nie czekając jednak na przyjście pozostałych pracowników, inżynier z czwórką robotników dopchali wózek z załadowaną maszyną 18 metrów dalej na środek placu fabrycznego, gdzie krzyżowały się szyny wąskotorówki i znajdowała się obrotowa tarcza, na której można było zmienić kierunek jazdy. Razem popchnęli wózek na tarczę, żeby skierować ładunek na tor prowadzący do budynku fabryki. Kiedy dwa koła wagoniku znalazły się na tarczy, ta pod ciężarem obniżyła się i wózek stracił równowagę.

Pech inżyniera Janikiewicza

Ważąca 70 cetnarów maszyna zsunęła się z przekrzywionego wózka, oparła o ziemię i wywróciła się na lewą stronę, akurat tam, gdzie stał Bronisław Janikiewicz. Inżynier, widząc spadającą maszynę, zaczął uciekać. Miał jednak pecha, bo dwa metry od toru zaczepił nogą o wystającą blachę i upadł. Maszyna przygniotła go twarzą do ziemi, łamiąc mu czaszkę i lewą nogę. Robotnicy natychmiast wyciągnęli inżyniera spod maszyny a wezwani lekarze Scholz i Freuthal udzielili pierwszej pomocy. Jak raportował przodownik policji Wawrzyniec Śmigielski, kiedy odwieziono go do szpitala, „już stracił mowę i znajdował się w stanie nieprzytomnym”. Wieczorem inżynier przewieziony został do Kliniki w Katowicach, gdzie po operacji zmarł następnego dnia o godzinie 12,15. Wawrzyniec Śmigielski wykluczył w swoim dochodzeniu możliwość dokonania przez pracowników zamachu na życie inżyniera. „Janikiewicz był przez robotników lubiany i szanowany, robotnicy mieli do niego zaufanie” – podsumował przodownik policji własny raport.

Reprymenda dla komendanta i przodownika

Opis wypadku i szkic sporządzony przez tarnogórskiego funkcjonariusza przesłane zostały do Komendy Głównej Policji Województwa Śląskiego w Katowicach. I właśnie za protokół i rysunek dostał przodownik niezłą reprymendę. Obsztorcowani zostali także jego dowódcy, którzy nie pouczyli podwładnych o tym, jak pisać sprawozdania, doniesienia oraz nie skontrolowali pracy przodownika. „Przybyłe sprawozdanie, względnie doniesienie nie odpowiada w zupełności stałej formie jak i kontrastnemu i zwięzłemu przedstawieniu odnośnego wypadku. Ośmiesza wręcz policję przed władzami sądowymi i administracyjnymi” – grzmieli zwierzchnicy w upomnieniu przysłanym z katowickiej Komendy Wojewódzkiej 16 kwietnia 1925 roku do Komendy Powiatowej w Tarnowskich Górach. Zastrzeżenia wobec szkicu dotyczyły braku znaków topograficznych dla oznaczenia przedmiotów oraz podziałki. Zdaniem komendanta wojewódzkiego całe zajście zamiast na dwóch arkuszach można było opisać w kilku słowach. Tarnogórska Komenda Powiatowa otrzymała polecenie pouczenia policjantów o sposobie sporządzania szkiców i formach doniesień sądowych czy administracyjnych o wypadkach oraz klęskach elementarnych.

„Podobne niewłaściwości w przyszłości tolerowane nie będą” – ostrzegli zwierzchnicy.

Już 22 kwietnia 1925 roku do Komendy Wojewódzkiej dotarło pismo tarnogórskiego komendanta powiatowego, który poinformował o pouczeniu policjantów w komisariatach i posterunkach o formie sprawozdań i szkiców. W ten sposób wypadek w fabryce Górnośląski Przemysł Metalowy przyczynił się do usprawnienia pracy śląskiej policji.

Marek Jarzyna

 

Okładka Montes nr 66

Okładka Montes nr 66