Mundury nadają urzędnikom powagi

Nawet mundury noszone w okresie międzywojennym przez komunalnych policjantów nie chroniły ich przed napaściami mieszkańców, którzy byli na bakier z prawem.

Oburzony miejski woźny Jerzy Solisz napisał 28 marca 1939 roku list do tarnogórskiego magistratu. W piśmie prosił o podjęcie decyzji i orzeczenie, czy służbowy mundur, który nosił, był zgodny z przepisami. Wprawdzie uniform miejskiego woźnego, uszyty został na zamówienie magistratu 15 listopada 1937 roku przez krawca Stanisława Malczewskiego za 185 złotych. Składał się ze spodni, kurtki, peleryny, czapki i zgodny był z przepisami uchwalonymi przez tarnogórską Radę Miejską. Ale nie każdy odczuwał odpowiedni respekt przed woźnym ubranym w służbowe odzienie. Właśnie taka naganna postawa stała się przyczyną skargi miejskiego woźnego.

Jerzy Solisz w ramach swoich służbowych obowiązków odwiedził bowiem dom Franciszka Michatza, kupca, który przy ulicy Opolskiej miał restaurację. Woźny chciał upomnieć restauratora za niewywieszenie polskiej flagi z okazji imienin prezydenta Rzeczypospolitej 31 stycznia 1939 roku. Brak narodowych barw na domu kupca nie był zresztą przypadkiem. Franciszek Michatz urodzony 27 października 1869 roku znany był jako zwolennik Niemiec. Był nawet radnym mniejszości niemieckiej i przylgnął do niego przydomek hakatysty. Wrogo nastawiony do polskiej władzy kupiec, nie bacząc na służbowy mundur, wyrzucił woźnego z domu, nazywając go w dodatku chacharem.

Dotknięty Jerzy Solisz złożył na zachowanie Franciszka Michatza skargę do Sądu Grodzkiego w Tarnowskich Górach. Jednak na posiedzeniu sądu 23 lutego 1939 roku wcale nie uzyskał satysfakcji, a adwokat Edward Schmidt, broniący Michatza, oświadczył, że służbowy mundur miejskiego woźnego „nie nosi żadnych odznak rozpoznawczych i podobny jest do munduru, jaki noszą pielęgniarze Zakładu Psychiatrycznego w Lublińcu”. Nie lepiej potraktował uniform woźnego adwokat 17 marca 1939 roku na rozprawie w katowickim Sądzie Apelacyjnym. Obrońca Michatza porównał mundur Solisza do stroju pracownika Zakładu Pogrzebowego. I trzeba przyznać, że kuci na cztery nogi i znający prawo adwokaci, mieli sporo racji, podważając powagę służbowego stroju magistrackiego wysłannika. Bowiem umundurowanie miejskiej policji ustanowione przez tarnogórski magistrat było na bakier z ówczesnymi przepisami.

Pruskie przepisy ale polskie mundury

Wprawdzie w okresie międzywojennym w województwie śląskim obowiązywały jeszcze niemieckie przepisy z 13 października 1895 roku o umundurowaniu policji miejskiej zatwierdzone w okólniku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Obowiązywały pruskie wytyczne, ale nie wzór pruskiego munduru. Dlatego w latach 20. XX wieku magistraty poszczególnych miast śląskich wprowadzały swoje mundury bez oparcia w nowych polskich przepisach. Jako pierwsi od 1926 roku umundurowani zostali urzędnicy w Katowicach i Królewskiej Hucie. Nieco później o uniformach dla policji miejskiej pomyślano także w tarnogórskim magistracie.

Po raz pierwszy do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach o zgodę na umundurowanie dwóch urzędników zwrócił się 5 września 1931 roku Paweł Kralewski, kierownik Zarządu Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach. Granatowy mundur uszyty miał być według kroju uniformu Policji Województwa Śląskiego. Ratki miał mieć czerwone, naramienniki obszyte miały zostać na czerwono, także wypustki przy spodniach miały być czerwone. Guziki i orzełki na czapkach koloru brązowego. Na rękawie jednego munduru naszyty miał być złoty winkiel oznaczający stopień przodownika. W odpowiedzi do magistratu 27 października 1931 roku dotarła prośba z województwa o zaprojektowanie kroju mundurów niepodobnych do policyjnych. Burmistrz tarnogórski Leopold Michatz 7 listopada 1931 roku osobiście przesłał do Katowic projekt nowego munduru tym razem koloru jasnogranatowego. Dopiero 1 lutego 1932 roku wojewódzcy urzędnicy odpisali, że zgodnie z rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z 6 marca 1928 roku noszenie munduru zastrzeżone było dla policji i wojska. Urzędnicy komunalni nie mogli również nosić godła na uniformach. „Mundur służbowy funkcjonariuszy komunalnych winien kolorem materiału, krojem, odznakami w sposób zasadniczy różnić się od mundurów Policji Państwowej, względnie wojewódzkiej oraz od mundurów wojskowych” – poinstruowali tarnogórski magistrat pracownicy wojewody, którzy nie widzieli też potrzeby noszenia pod mundurem broni siecznej. Zaproponowali zastąpić krótką szablę ze skórzaną pochwą zapinaną paskiem pod mundurem zwykłą gumową pałką. Mimo kłopotów z zatwierdzeniem kroju uniformów pod koniec 1932 roku tarnogórski magistrat rozesłał do miejscowych krawców pytanie, ile będzie kosztować uszycie jednego munduru. Z ofert nadesłanych przez 4 krawców magistrat wybrał w lutym 1933 roku propozycję Józefa Goryczki jako „najtańszą i z odpowiedniego materiału”, który za uszycie munduru zażądał 200 złotych.

Opór i groźby handlarzy

Urzędniczym sporom z niepokojem przyglądali się pracownicy miejskiej policji. Jan Hajda, funkcjonariusz policji komunalnej i Grzegorz Skalec, sekretarz Zarządu Policji Miejskiej, zażądali nawet jak najszybszego przydzielenia im mundurów, które nadają im powagi i pozwolą łatwiej wypełniać obowiązki. Z powodu braku mundurów interweniującym urzędnikom „wygrażano wyrzuceniem z domu, pobiciem przez tutejszych obywateli”. A funkcjonariusze policji niechętnie udzielali wsparcia komunalnej policji. Hajda i Skalec zastrzegli także, że pozbawieni uniformów w razie wypadku nie będą ponosić odpowiedzialności wobec władz i sądu.

O uszycie mundurów dla swoich podwładnych upominał się także Paweł Kralewski, kierownik Zarządu Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach. W podaniu napisanym 11 kwietnia 1934 roku skarżył się, jak bardzo brak umundurowania utrudniał pracę jego ludziom, którzy natrafiali na opór handlarzy mięsem podczas kontroli rzeźni oraz „opór ze strony prostytutek przyjezdnych, które przyjeżdżają do miasta celem uprawiania nierządu i przywożą sobie nawet alfonsów”.

Magistrat uległ w końcu naciskom pracowników miejskiej policji i przeznaczył w 1934 roku 300 złotych na kupno mundurów. Zamówienie złożono u krawca Józefa Goryczki. Ostatecznie krój munduru był wzorowany na mundurach katowickiej policji miejskiej wprowadzonych w 1926 roku. Pod koniec 1934 roku magistrat wydał już 1 tys. zł na uszycie 5 mundurów dla miejskich funkcjonariuszy: Józefa Pioska, Pawła Justa, Teodora Tomali, Nikodema Skowronka, Tomasza Zgorzelskiego. Jeszcze kilka miesięcy przed wybuchem wojny, nowy mundur dla kierownika Urzędu Policyjnego uszył 15 lutego 1939 roku ponownie krawiec Józef Goryczka, którego oferta była tańsza od propozycji Stanisława Malczewskiego.

Niestety nie wiadomo, jak zakończyła się sprawa sądowa wniesiona przez miejskiego woźnego Jerzego Solisza przeciw Francowi Michatzowi tuż przed niemiecką agresją na Polskę. A szkoda, bo wyrok sądu mógł rozstrzygnąć kwestie legalności mundurów noszonych przez urzędników międzywojennego tarnogórskiego magistratu.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 66

Okładka Montes nr 66