Kunszty i sztolnie

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_66_13-kunszty.jpg

Urządzenia do odwadniania kopalń

Pokłady kruszców eksploatowano w najbliższych okolicach dzisiejszych Tarnowskich Gór już przed XVI wiekiem. Znajdowały się na kilku poziomach, ale sięgano wówczas tylko po te położone płytko, gdyż nawet szyby o niewielkiej głębokości, szybko zalewała woda. Działanie zjawiska tzw. leja depresyjnego poznał każdy, kto próbował na nadmorskiej plaży wykopać głębszy dołek w oddalonym od brzegu i suchym na pozór piasku. Im głębiej zalegało złoże, tym szybciej napływała woda do wyrobisk oraz szybów i mniej skuteczne stawały się służące do jego odwadniania środki techniczne.

Wpierw proste kołowroty studzienne z kubłami, beczkami lub skórzanymi worami, później urządzenia zwane kunsztami wodnymi, których gabaryty zadziwiłyby współczesnych. Zaliczano do nich czerpadła zwane „Pater noster”, czyli deptaki, w których siłą napędową byli ludzie, wspinający się niczym po łopatkach młyńskiego koła przez czas określony liczbą odmawianej podczas tego modlitwy „Ojcze nasz”.

Później nastały kieraty. Mniejsze obsługiwali ludzie, do dużych zaprzęgano konie. Kieraty napędzały bądź to kołowroty z czerpadłami, bądź też zamontowane w szybie pionowe pompy podnoszące wodę lub cylindrowe tłoczące ją z najniższego poziomu, na coraz wyższe, aż na powierzchnię. Całe urządzenie składało się z drewnianej, stożkowej budowli, częściowo lub całkowicie zakrywającej sam kierat z zaprzęgiem oraz budowli nad szybem. Jeden kierat konny mógł jednak obsługiwać urządzenia na kilku sąsiadujących szybach. Co do idei, te udoskonalone urządzenia stosowano jeszcze dwa wieki później nawet wtedy, gdy konie zastąpiła maszyna parowa.

Według danych z połowy XVI wieku w Tarnowskich Górach utrzymywano do napędu tych urządzeń odwadniających od 600 do 700 koni, bo praca musiała trwać dzień i noc z krótkimi przestojami na zmianę koni w zaprzęgach.

Jeden lub dwa kunszty na szybach w Sowicach napędzane były też zabudowanym na Stole kołem wodnym, pompując wodę z niższych poziomów wydobywczych do sztolni Jakuba. Urządzenie zamieniało jego obroty na ruchy posuwisto zwrotne lub wahadłowe, wielu połączonych żerdzi, które nad oddalonym o kilkadziesiąt metrów szybem, napędzały inne koło z nawiniętą liną i czerpadłami lub cylindrowe pionowe pompy tłoczące.

W Europie zachowały się nieliczne obiekty tego typu z późniejszych wieków. Ich oryginalny XVI- wieczny wygląd i sposób działania, można dziś odtworzyć dzięki rysunkom Georgiusa Agricoli zamieszczonym w jego dziele „De Re Metallica” – (O górnictwie i hutnictwie) z 1556 r. Kilka modeli zobaczyć można np. w Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach.

Istniejące przekazy dotyczące górnictwa i hutnictwa na tym terenie po 1526 r. pierwszy zebrał w 1784 r. radca hutniczy Efraim Abt w publikacji „Memorial w sprawie kopalnictwa rud ołowiu i srebra na Górnym Śląsku” - wydanie polskie 1957 r. Dzięki niemu wiadomo, że pierwszy kunszt zbudował tu Mikołaj Heindenreich w 1529 r. na szybie „Bóg ojciec”. Drugi powstał  w 1532 r. na Liszczu. Dokładniejsza ich lokalizacja nie jest znana.

Z późniejszego okresu Abt odnotowuje w okręgu okolic centrum miasta i Liszcza 10 kunsztów, 1 na Blaszynie i 3 w Sowicach. Również i to, że wobec wielkiego napływu wód do wyrobisk musiano w 1551 r., zatrzymać obsługiwane na zmianę przez ponad 360 koni trzy kunszty w okolicach szybów „Piotr” i „Paweł” na Liszczach.

Tarnogórskie złoża wychodzą od północy spoza rzeki Stoły i ciągną się na południe ku Bobrownikom i Suchej Górze. Teren wznosi się od północy tak, że już rynek leżał około 30 m. wyżej niż poziom tej rzeki na tym samym południku. Drugą rzeką opływającą miasto od południa jest Drama. Z nią związane są przekazy o pierwszej znanej z nazwy sztolni. To one miały być receptą na to, czemu nie mogły już podołać kunszty.

Tarnogórskie sztolnie z XVI wieku

Sztolnie odwadniające to podziemne chodniki z odpowiednim spadkiem, zbierające wodę z położonych obok nich wyrobisk i odprowadzające ją do rzeki. Ich wymiary regulowała wydana w 1544 r. specjalna ordynacja sztolniowa, która miała uporządkować wszystkie funkcjonujące dotychczas prawa zwyczajowe dotyczące odwadniania kopalni. Przekrój ich chodników wynosił od 1.2 m szerokości do 2.5 m wysokości.

Sztolnie projektowali i nadzorowali jej budowę fachowcy posługujący się stosunkowo prostymi narzędziami pomiarowymi takimi jak: kompas, wycechowana łata miernicza, sznury pomiarowe, pion, kątomierz. Niezbędna była znajomość geometrii, stereometrii i geografii.

Chodnik sztolni, tak jak i inne, wykuwano w przodku na kilku poziomach. Stopień trudności przy tej pracy oddają rysunki narzędzi, którymi się wówczas posługiwano. Kilofy, łomy, kliny, perliki i młotki o różnym ciężarze oraz kilka typów tzw. żelazka stanowiły wówczas jedyne wyposażenie górników. Urządzeniem ułatwiającym transport była właściwie tylko taczka. Na pewno stosowano też metodę kruszenia przez polewanie wodą uprzednio rozgrzanych ogniem skał. Nie ma wiadomości o używaniu do tego celu prochu strzelniczego.

Na terenach o niewielkich poziomach wzniesień, sztolnie zakończone były tzw. roznosem. Był to często szeroki i głęboki, otwarty wykop prowadzący od wylotu sztolni z podziemi - zwanego oknem, do miejsca zrównania się poziomów wody w rzece i wód odprowadzanych sztolnią.

Wiedza że okno sztolni to w języku niemieckim Mundloch (usta), a roznos to - Rosche, ułatwi czytanie map. Przydatna będzie też wiedza, że ówczesną miarą długości był łatr śląski, zwany wtedy lachter. Stosowany w tym czasie, mierzył 1.919 dzisiejszego metra. Istotnym dla zrozumienia pewnych danych i map jest i to, że po roku 1817 zastąpił go łatr pruski – 2.09 m.

Roznos musiał być tym dłuższy, im większa była różnica poziomów okna sztolni, które na płaskich terenach, a takie są w Tarnowskich Górach, znajdowało się poniżej lustra wody w rzece. Przyrost tego poziomu w okresie roztopów lub ulew uwzględniano w fazie projektowania. Dlatego czasem w niewielkiej odległości biegł kilkaset metrów równolegle do rzeki.

Nie wiadomo, jaki i gdzie zlokalizowany był ten w Reptach, w których w 1547 r. zgłoszono podjęcie budowy sztolni św.Daniela, którą zamierzono poprowadzić do Dramy w jej górnym biegu. Znając lokalizacje tamtejszych złóż można przyjąć, że była to sztolnia krótka. W tym samym roku zgłoszono w Reptach 4 szyby w polu tej sztolni, ale brak jest danych o dalszych pracach. Nikomu nie udało się do dzisiaj odnaleźć żadnych jej śladów, choć wiele tam jest zapadlisk świadczących o istnieniu chodników i wyrobisk.

Dziś dzielnica, kiedyś osada i wioska Sowice, a zwłaszcza płynąca tam rzeka Stoła i jej dolina, odegrały w drugiej połowie XVI w. ważną rolę w rozwoju górnictwa kruszcowego oraz tarnogórskiego hutnictwa.

Odbiegając nieco od chronologii zdarzeń, co ułatwi bardziej spójne omówienie poprowadzonej do Stoły w 1563 r. najważniejszej w XVI w. sztolni Jakuba, trzeba wymienić budowane do tej rzeki dwie inne, które odwodnić miały pokłady rudy leżące na obu jej brzegach w Sowicach.

Jedną z nich była wpisana do ksiąg górniczych w 1566 r. sztolnia „Boży Dar”. Zwana w innych źródłach jako „mała sztolnia za hutą pana Horniga”. Na zamieszczonych mapach z lat 1801 i 1810 opisana jest jako Georgenberger Stolen. Jej zadaniem było odwodnienie pola kruszcowego leżącego na północ od Stoły i dzisiejszej ul. Bocznej a więc na terenie, na którym w XVII i XVIII w. powstały zakłady produkujące ałun i witriol, a w XIX w. „Hugohutte” zwana potem potocznie  „Czarną Hutą”.

Sztolnia miała mieć chodnik główny o długości 500 m oraz 200 metrowy, boczny. Jej 100- metrowy roznos miał się kończyć w stawie huty Adriana Horniga, zwanego później Czarnym Stawem, ale wydaje się, że wpierw był dłuższy i uchodził do samej rzeki, a dopiero kiedy sztolnia była już nieczynna, został zalany przez wody ze stawu. Ponieważ w promieniu 500 m od tamy na rzece tworzącej wspomniany staw, teren nie wznosi się więcej jak 10 m. od jego dna, była to sztolnia płytka.

Nie wiadomo czemu Abt, lub jego tłumacz, nie może „zrozumieć celu jaki zamierzano osiągnąć zakładając ją w bliskości budowanej już sztolni Jakuba, bo przecież leżała na innym brzegu Stoły. Nie wykluczone, że jeden z nich myli ją z drugą sztolnią „Pomaga Bóg”, budowaną od 1568 r. niemal naprzeciwko, a więc na południe od rzeki. Na załączonych mapach oznaczona jest nazwą „Alter Stolln”. Jak widać na mapie, jej roznos zaczynał się od Stoły, a potem gdy powstał młyn woda z jego koła napędowego wpływała do roznosu. Długość chodnika sztolni, której Abt nie podał, inni autorzy piszący na jej temat, określają na 250 m. a roznos na 190 m. W 1570 r. gwarectwo tej sztolni połączyło się z gwarectwem sztolni Jakuba. Na podstawie map wnioskować można, że biegła niemal równolegle do dzisiejszej ulicy Czarnohuckiej, możliwe, że pod ul. Wyzwolenia. Nie można wykluczyć, że woda z dawno zasypanych starych wyrobisk i samej sztolni przedostaje się do basenów przy ul. Słowackiego skąd istnieje stały jej odpływ do Stoły.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 66

Okładka Montes nr 66