Przystanki przed kościołami

Zdjęcie z kolekcji rodziny Pietruszka. Personel obok autobusu na placu kościelnym
Zdjęcie z kolekcji rodziny Pietruszka. Personel obok autobusu na placu kościelnym

Przedsiębiorcy autobusowi wygrali w okresie międzywojennym sądowy spór o opłaty postojowe z tarnogórskim burmistrzem, który musiał pokryć procesowe koszty

Pierwszą prywatną firmę przewozową w Strzybnicy, dzisiejszej dzielnicy Tarnowskich Gór, założył w 1924 roku Jerzy Bund. Autobusy przedsiębiorcy kursowały z miasta gwarków do Katowic. Na tej samej trasie jeździły także wozy inżyniera Jana Bukowskiego z Katowic. Bilet kosztował 3,2 zł. W 1928 roku do przewoźników autobusowych dołączyło przedsiębiorstwo Jana Pietruszki, które początkowo miało siedzibę w Ligocie Woźnickiej a później w Woźnikach. Nic dziwnego że pierwsza linia uruchomiona przez Jana Pietruszkę prowadziła z Woźnik do Tarnowskich Gór. Bilet na trasie przez Lubszę, Piasek, Miotek, Żyglinek, Miasteczko Śląskie kosztował 2,5 zł. Druga linia Pietruszki prowadziła z Tarnowskich Gór przez Radzionków do Szarleja, z przedłużeniem do Katowic. Od 1934 roku, kiedy żona przedsiębiorcy Anna Pietruszka, z domu Rzeźniczek, kupiła w Tarnowskich Górach kamienicę przy ulicy Powstańców Śląskich 10, ulokowana tam została część siedziby firmy. Na podwórzu były garaże i warsztaty naprawcze. Przeniesienie przedsiębiorstwa do miasta gwarków spowodowane było zapewne niewyrażeniem przez woźnicką Radę Miejską zgody na rozbudowę zaplecza zakładu.

Jak wspominał Jerzy Pietruszka, syn przedsiębiorcy, pierwszy autobus marki Chevrolet kupiony został dla firmy na Targach Poznańskich, a w okresie szczytowego rozwoju w firmie jeździło 5 autobusów różnych marek: Bedford, Citroen, Chevrolet i Polski Fiat. Wozy miały zielonkawy kolor. Uruchamiane były korbą, przy kierownicy ulokowany był drążek zmiany biegów oraz wloty powietrza. W autobusie znajdowały się 24 miejsca. Miękkie siedzenia obite były ceratą. Jednym z kierowców był tarnogórzanin Piotr Malcher. Jako konduktor pracował pochodzący z Pakuł – wioski koło Lubszy - Edward Rzeźniczek, brat żony przedsiębiorcy.

Początkowo autobusy Pietruszki miały końcowy przystanek na Placu Gwarków, obok kościoła św. św. Piotra i Pawła. Od 1930 roku postój autobusów ustanowiony został przez Magistrat przed ewangelickim kościołem Zbawiciela na tarnogórskim Rynku. Ale po wprowadzeniu przez Ministerstwo Komunikacji nowych przepisów dotyczących komunikacji autobusowej zaczęły się biurokratyczne przepychanki przedsiębiorców z miejskim samorządem. Z instrukcji wysłanej 21 grudnia 1936 roku z Ministerstwa Komunikacji do wojewodów wynikało, że przystanki autobusowe wyznaczały władze powiatowe i miejskie. Przystanek musiał mieć twardą nawierzchnię i umieszczone na słupkach tablice z informacją o godzinach odjazdów. Tablice musiały być białe na czarnym tle i dobrze widoczne. Natomiast na dworcach autobusowych powinny znaleźć się poczekalnie, bagażownie, ustępy i urządzenia do mycia autobusów oraz garaże, ewentualnie warsztaty naprawcze i stacje benzynowe. Koncesji na prowadzenie komunikacji udzielały także starostwa i urzędy miejskie.

Po ogłoszeniu nowych przepisów tarnogórski magistrat postanowił uporządkować sprawy związane z komunikacja autobusową w mieście. Burmistrz Fryderyk Antes wezwał 1 kwietnia 1937 roku przedsiębiorcę autobusowego inżyniera Jana Bukowskiego z Katowic do wysłania podania o zgodę na korzystanie z przystanku przed kościołem ewangelickim, gdyż „bez zezwolenia urządził postój dla autobusów w Rynku w Tarnowskich Górach”. Brak podania oznaczał dla przedsiębiorcy zakaz postoju. Identyczne pismo otrzymał Jan Pietruszka. Już 2 kwietnia 1937 r. prośbę do Zarządu Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach o zezwolenie na postój autobusów na Rynku wysłał Jan Bukowski. Jan Pietruszka wystosował podanie 9 kwietnia 1937 r.

Zgoda dotarła do przedsiębiorców dopiero 27 września 1937 r. wraz z żądaniem opłaty za postój autobusów, którą magistrat ustalił tydzień wcześniej w specjalnej uchwale. Rocznie za korzystanie z przystanku na Rynku Jan Bukowski musiał zapłacić 100 złotych. Tyle samo wyniosła należność Jana Pietruszki. Ale z żądaniami tarnogórskiego magistratu nie pogodził się katowicki przedsiębiorca, który odwołał się do Sądu Grodzkiego w Katowicach. Po prawie roku procesowania się sąd orzekł, że władze miejskie mogą pobierać opłatę jedynie za korzystanie z dworca autobusowego lub stacji urządzonych przez magistrat. Burmistrz Fryderyk Antes 18 lipca 1938 r. umorzył opłaty przedsiębiorców autobusowych, uznając je za pozbawione podstaw prawnych. W dodatku na żądanie adwokata reprezentującego Jana Bukowskiego magistrat musiał zwrócić przedsiębiorcy 16 złotych, bo tyle wyniosły koszty postępowania sądowego. Autobusowy przystanek na Rynku przetrwał aż do wybuchu wojny.

Paweł Bednarek

 

Okładka Montes nr 65

Okładka Montes nr 65