Nowy mieszkaniec miasta

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_64_03-gwarek.jpg

- Wrocław musiał wymyślić swoje krasnale, a my jesteśmy miastem gwarków i nie musimy nic wymyślać - powiedział Arkadiusz Czech, burmistrz Tarnowskich Gór podczas odsłonięcia rzeźby gwarka na zbiegu ulic Krakowskiej i Tylnej.

Wydarzenie miało miejsce pierwszego dnia święta miasta, a rzeźba wielkości średniego wzrostu człowieka w kapturze i trzymaną w ręce lampką z miejsca stała się jedną z największych atrakcji centrum.

Po czym można to poznać?

Tłum fotografujących się z posągiem wskazywał, że wśród gości trzydniowej imprezy nie było chyba nikogo, komu zdjęcie z symbolem Tarnowskich Gór nie przyszłoby do głowy

- Ten jest pierwszy, ale już myślimy o kolejnych - dodał w czasie odsłonięcia burmistrz, który przy tej okazji wręczył Norbertowi Jastalskiemu, twórcy posągu nietypowy prezent. Smakowitym podarunkiem okazał  się ugotowany przez jedną z urzędniczek urzędu miasta śląski żur, który artysta otrzymał nie tylko ku pokrzepieniu serca, ale i żołądka.

Gdzie staną kolejni gwarkowie? Na razie nie wiadomo. Jedną z opcji są okolice dworca, kolejną Rynek. Niewiadomą jest również ewentualne imię rzeźby. W internetowej, zorganizowanej przez urzędników sondzie pojawiły się swojsko brzmiące propozycje takie jak Zefel, Erich, Richard, Pyjter i Hanek.

Część tarnogórzan  opowiedziała się przeciwko nadawaniu gwarkowi imienia, dlatego kwestia pozostaje otwarta do ustawienie kolejnego. Kiedy? W przyszłym roku.

(k)

Gwarkowie i górnicy

Pisać o gwarkach w Tarnowskich Górach to prawie nietakt, bo od lat utarło się je nazywać Miastem Gwarków. Istnieją tu gwarkowie w powszechnej świadomości jako ci, którzy wydzierając ziemi jej bogactwo sprawili, że to miasto w XVI wieku powstało.

Słowo gwarek pochodzi od niemieckiego Gewerbe – zawód, profesja, skąd wzięło się Gewerkschaft – związek zawodowy. Bo też tak naprawdę gwarkowie byli przedstawicielami części grupy ludzi związanych z wydobyciem i przetwórstwem rud metali, pod tą nazwą stanowiąc elitę, czyli właścicieli kopalń, płuczek i ówczesnych hut.

Rekrutowali się gwarkowie ze szlachty, mieszczan, kmieci a nawet duchownych. W Tarnowskich Górach bardzo często była to nie tylko ludność miejscowa - Czesi, Polacy, Niemcy, ale i przybysze z Holandii, Saksonii, Frankonii, również z Olkusza i Krakowa.
Czasami kandydat na majętnego gwarka sam zaczynał pracę we własnej kopalni jako fizyczny pracownik. Gdy szczęście dopisało, zatrudniał pracowników. Kiedy go zabrakło, właściciel nawet kilku kopalń musiał się w takiego przedzierzgnąć i zostać w cudzej najemnym górnikiem. To słowo pochodzi z języka czeskiego – hornik. Ono zaś od – hory, którym to mianem zwano zarówno górę, jak i kopalnię. Podobnie zresztą było w języku niemieckim, w którym górnik to – bergmann od berg – góra, bergwerk – kopalnia. Stało się tak, ponieważ wiele z kopalń rud zlokalizowanych było właśnie w górach lub ich pobliżu.

Choć w obrębie profesji związanej zarówno z posiadaniem jak i samą pracą fizyczną w kopalniach, wyłoniły się z biegiem czasu najróżniejsze specjalizacje, dziś postrzega się wszystkich jako gwarków.

Postać gwarka kojarzy się współczesnym właściwie jednoznacznie. Przede wszystkim za sprawą dzieła Georgiusa Agricoli pt: De Re Metallica libri XII. Pochodzące z 1550 roku poświęcone jest górnictwu rudnemu i hutnictwu, m.in. stosowanym narzędziom i urządzeniom. Ponad pięćset stron księgi zawiera wiele rycin przedstawiających ówczesne maszyny, sposoby pracy, wreszcie samych gwarków.

Na rysunkach wyróżnia gwarków głównie kurtka z kapturem lub sam kaptur osłaniający głowę i barki. Od wielu lat figura przedstawiająca takiego gwarka, a raczej zwykłego robotnika, obecna jest we wnęce fasady tarnogórskiego ratusza. Od 2013 roku analogiczna w swym charakterze, a więc z kapturem, stanęła u zbiegu ulic Krakowskiej i Tylnej.

Ten kaptur nie był jednak wyznacznikiem przynależności do górniczej profesji, bo nakrycia głów były w istocie różne. Tym znakiem był sercowaty w kształcie płat skóry, który gwarkowie-właściciele oraz prości górnicy i hutnicy wiązali w pasie jak fartuch, ale nosili z tyłu.

Przekaz głosi, że tą skórą okrywali się, gdy ze stropu kapała woda lub używali jako podkładki pod kolana, bo często na nich pracowano. Jednak na kilkudziesięciu starych rysunkach i szkicach, z różnych źródeł i miejscowości Europy, w tym i tych Agricoli, tylko jedna postać na niej klęczy przy pracy. Znacznie częściej używali jej jako faktycznej ochrony, podczas wykonywania czynności pracownicy płuczek oraz w hutach i innych ówczesnych zakładach metalurgicznych.

Ten płat skóry świadczący też o pewnej wymienności funkcji, noszony przez wszystkich mężczyzn związanych z tym zawodem, stał się symbolem przynależności do fachu, bo niezależnie od nakrycia głowy i pozostałej części ubioru, pozostawał przez wieki taki sam, a z czasem został nawet elementem stroju i umundurowania paradnego. Przypasywali go prości górnicy oraz ludzie górniczego dozoru pod wierzchnią kurtką, spod której wystawał. Oryginalną skórę zastąpiono jednak tkaninami różnego koloru.

Ostatecznie jej używania, nawet w celach galowych, zaniechano w XX wieku. Wymusiło to stosowanie coraz większej ilości maszyn. Ten odstający z tyłu od tułowia i ubioru relikt dawnych czasów, trudno było kontrolować, więc łatwo mógł się dostać w niezabezpieczone, ruchome części maszyn, powodując kalectwo lub nawet śmierć górnika. Roboczy ubiór stał się mniej spektakularny, ale bezpieczniejszy, bo bardziej przylegał do ciała. Ta słynna „skóra” zwana też „łatą”, pozostała jednak do dziś w praktykowanym zwyczaju, zwanym „skok przez skórę”, który dla uczniów szkół górniczych stanowi symboliczny akt pasowania, czyli przynależności do zawodu górnika.

Gwarków w zależności od tego, jaką konkretnie czynność wykonywali, przedstawia się z różnymi narzędziami. Najbardziej znanymi są żelazko służące do odłupywania skał przez pobijanie go perlikiem. Były też oczywiście łopaty, grace i kilofy.

Te ostatnie, w funkcji laski a nie narzędzia pracy, bogato zdobione, czasem zadziwiająco przypominające siekierę lub ciupagę górali, stały się częścią paradnego stroju członków władz górniczych. Gwarków pracujących pod ziemią, przedstawiano z najprostszymi kagankami oliwnymi i łojowym. Zastąpiły je potem lampy oliwne różnego wzoru, które wyrugowała lampa karbidowa, a w końcu elektryczna.

Dziś górnika przypominającego nieco gwarka w kapturze, można spotkać tylko w oddziałach szybowych, ale kaptur zastąpił kapelusz, zaś „skórę” wiązaną kiedyś w pasie, nieprzemakalna kurtka z zapiętym na niej podczas pracy w szybie pasem bezpieczeństwa.

Red

 

Okładka Montes nr 64

Okładka Montes nr 64