Willa tajemniczego małżeństwa

Dom przy ul. Bytomskiej
Dom przy ul. Bytomskiej

Budowę domu rozpoczęło małżeństwo Staruszkiewiczów, ale z powodu okupacji nie dokończyli jej nawet Niemcy. Udało się to dopiero po wojnie państwowemu zakładowi pracy

W tajnej opinii Państwowego Urzędu Repatriacyjnego sporządzonej 23 maja 1946 roku dla starostwa powiatowego w Tarnowskich Górach Jan Staruszkiewicz jawił się jako postać kontrowersyjna. Urodzony 2 grudnia 1891 roku w Starym Samborze, przeniósł się 20 czerwca 1922 roku z kresów wschodnich międzywojennej Rzeczypospolitej do Tarnowskich Gór. Pracował jako starszy sekretarz prokuratury, ale – jak napisano w opinii – „nie zachował ambicji Polaka”, bo był materialistą. Zatrudniony był także jako sekretarz w niemieckim Domu i Zrzeszeniu Właścicieli Nieruchomości i „doradzał Niemcom w sporach z władzą polską” – donosił autor opinii. Dopiero od 1930 roku po likwidacji Haus und Grundbesitzerverein przestał sympatyzować z Niemcami. Jego żona Adolfina Staruszkiewicz była nauczycielką i nie udzielała się politycznie. Wzbogaceni małżonkowie do wybuchu II wojny światowej kupili trzy parcele budowlane w mieście gwarków. Na jednej z posesji przy szosie do Bobrownik Śląskich rozpoczęli nawet budowę domu, którą przerwała kampania wrześniowa. Zainteresowanie powojennych władz losami małżeństwa spowodowane było właśnie niedokończoną willą przy ulicy Bytomskiej 24.

Dwurodzinnym, niewykończonym obszernym budynkiem w ogrodzie pomiędzy ulicami Bytomską i Słoneczników interesowali się już Niemcy podczas okupacji. Od listopada 1940 roku domem, którego formalnym właścicielem był nadal Jan Staruszkiewicz, zajął się Paul Kaplanek, budowniczy z Piekar Śląskich. Po sporządzeniu projektów i rysunków uzyskał nawet 2 lipca 1941 roku zgodę policji budowlanej na dokończenie budowy. Według planów niemieckiego fachowca zmieniony miał zostać kształt dachu budynku oraz ilość okien. Przewidywana była budowa kanalizacji i kloaki. Ale mistrz budowlany Oskar Hamerla, który po Kaplanku miał przeprowadzić roboty wykończeniowe, od lipca 1941 roku bezskutecznie starał się o przydział materiałów budowlanych od niemieckich władz. Okres wojny najwyraźniej nie sprzyjał budowaniu, bo willa nie została dokończona.

Dopiero nowe polskie władze rozwiązały kłopot z zakończeniem budowy domu. Na podstawie przepisów uchwalonych 20 października 1945 roku prawo do użytkowania domu po naprawie zniszczeń uzyskały Tarnogórskie Zakłady Dolomitowe. Wyremontowany budynek oddany został do użytku 1 listopada 1951 roku. Willa wzniesiona była z cegły, miała betonowe stropy i spadzisty dach. W suterenie znajdowały się cztery piwnice, sień ze schodami i schron przeciwlotniczy. Na parterze – podobnie jak na pierwszym piętrze - ulokowano cztery pokoje, kuchnię, przedpokój, komorę, spiżarnię, łazienkę i klatkę schodową. Dwurodzinna willa o powierzchni 272 m kw. po socjalistycznej przebudowie zamieniona została w zwykły czynszowy budynek, w którym zamieszkało 14 lokatorów w czterech dwuizbowych lokalach. W lipcu 1953 roku Tarnogórskie Zakłady Dolomitowe postawiły jeszcze w ogrodzie z tyłu domu zabudowania gospodarcze, w których umieszczono chlewiki, gnojownik, kloakę oraz śmietnik.

Choć użytkownikiem budynku były zakłady dolomitowe, formalnie właścicielką była Adolfina Staruszkiewicz, która w 1956 roku starała się odzyskać nieruchomość. Jednak pięcioosobowa komisja po oględzinach domu orzekła, że „Dolomity” mają prawo do użytkowania budynku jeszcze przez 14 lat. Przy okazji wyszło na jaw, że wadliwie wykonana została podłoga – szpary między deskami sięgały 1,5 cm – okna zrobione z wilgotnego drewna były nieszczelne, z murów z powodu braku konserwacji odpadały tynki i blachy. Stefan Sztaba, architekt powiatowy, ocenił dalsze trwanie budynku z powodu złego stanu technicznego jedynie na 70 lat. Gdyby został solidnie wykonany przetrwałby według prognoz nawet 100 lat. Kolejna dokładna inwentaryzacje domu przeprowadzona została przez Tarnogórskie Zakłady Dolomitowe 31 grudnia 1959 roku. Wartość budynku wyceniono na 522 tys. zł. Zabudowania gospodarcze warte były 130 tys. zł a ogrodzenie o długości 40 m tylko 2,5 tys. zł. Obecnie w domu mieści się siedziba prywatnej firmy.

Paweł Bednarek

 

Okładka Montes nr 63

Okładka Montes nr 63