O miejsce w przytulisku proszę

Chociaż ubodzy starcy chętnie zamieszkiwali w Przytulisku Klauzy, podniszczona willa - ofiarowana przez dawnego burmistrza na przytułek - została zburzona tuż przed wybuchem wojny

W podaniu napisanym 26 lutego 1929 roku do Leopolda Michatza, burmistrza Tarnowskich Gór, Karol Stolka poprosił o „łaskę udzielenia mieszkania w domu ubogich, tam gdzie pan Bogumił Miller jest nad temi ubogiemi”. Urodzony 22 listopada 1854 roku w Kokotku Karol Stolka mieszkał w mieście gwarków od 1872 roku. Pracował u spedytora Klimka, który wynajął mu mieszkanie w swoim domu przy ulicy Starodworcowej 4. Po 14 latach zajmowania lokalu właściciel kamienicy wręczył mu wypowiedzenie najmu z powodu rozpoczęcia latem budowy nowego domu. Pomimo poszukiwań Stolka nie znalazł żadnego lokum, dlatego wystąpił do Magistratu o zamieszkanie w przytułku. Do takich starań upoważniało go to, że był inwalidą i otrzymywał zaledwie 47 złotych 60 groszy renty inwalidzkiej i wypadkowej. Burmistrz przydzielił Stolce miejsce w pokoju, tam gdzie starzec sobie życzył, czyli w Przytulisku Klauzy, którego początki sięgały połowy XIX wieku.

Podarunek dawnego burmistrza

W 1856 roku były burmistrz miasta gwarków i przedsiębiorca 41-letni Anton Klauza przekazał magistratowi swój rodzinny dom przy ulicy Staropolskiej 10. Dziesięciopokojową willę przeznaczył na przytułek dla starców i inwalidów, dla którego utrzymania założył fundację z kapitałem 200 talarów. Rok później oficjalnie otwarty został Dom Pomocy Klauzy dla 20 osób ze specjalnym jednym pokojem dla inwalidów wojennych. Od 1922 roku budynkiem zarządzały polskie władze Tarnowskich Gór, które jednak traktowały przytułek po macoszemu, szczędząc pieniędzy nawet na konieczne remonty.

A że wiekowa willa wymagała wielu napraw świadczą dokumenty zachowane w archiwach. Już 15 sierpnia 1924 roku do Piotra Hedy, miejskiego budowniczego, trafiło z Ratusza polecenie „wykonania reparacji w przytulisku Klauzy, szczególnie frontu i dachu”. O los budynku troszczył się zwłaszcza miejski radca Wincenty Zuber, który 20 kwietnia 1925 roku złożył doniesienie do Magistratu, domagając się remontów w przytułku Klauzy. Argumentował, że w roku jubileuszowym 1926 „zwiedzający miasto będą także nasze zakłady dobroczynne oglądali”. Dom należało otynkować, okna pomalować pokostem, konieczna była naprawa dachu, w pokojach po wybieleniu należało wymienić piece. Szczególnie pilne było postawienie nowego wychodka z klozetem, bo stary całkiem się zawalił. Radca miejski polecał także wykonać napis nad wejściem o następującej treści „Przytułek im. Klauzy”.

Urzędnicy dość obojętnie odnieśli się do żądań Wincentego Zubra, bo już miesiąc później otrzymał odpowiedź „Dom przytulisko Klauzy zamierza się rozebrać, dlatego remont jest zbędny”. Mimo to radca nie ustawał w staraniach o wyremontowanie budynku. W skardze do Urzędu Miejskiego z 16 sierpnia 1927 roku napisał, że „ mimo miarodajnej uchwały Magistratu reparacje nie są jeszcze wykonane”. Już na drugi dzień Piotr Heda, miejski budowniczy, poinformował o rozpoczęciu i zakończeniu remontu chlewa w przytulisku oraz częściowym wyreperowaniu dachu. Przy okazji nie przewidując żadnych większych napraw w 1927 roku ani w przyszłym „ze względu na wielkie inne wydatki na prace budowlane”.

Kartofle i węgiel dla ubogich

Wiekowy Przytułek Klauzy przeznaczony dla mężczyzn nie był w okresie międzywojennym jedynym domem starców w Tarnowskich Górach. W kamienicy wzniesionej w 1884 roku na rogu ulic Górniczej i Przemysłowej znajdował się drugi przeznaczony dla kobiet, które ukończyły 60. rok życia. Mieszkańcy przebywali w domach starców za darmo, korzystali z bezpłatnego oświetlenia, dostawali opał, dwa worki kartofli „ewentualnie wsparcie do 10 złotych miesięcznie, do tego wolny lekarz i lekarstwa” – informował magistrat w 1925 roku katowicki Urząd dla Ubogich. Ubodzy otrzymywali również nadzwyczajne zapomogi, zaś niewidomi pobierali 15 złotych zasiłku i materiały do wykonywania „rzemiosła wyuczonego”. Dodatki pielęgnacyjne wynosiły od 15 zł do 45 złotych. „Ubogich traktujemy według faktycznej potrzeby” – informowali miejscy urzędnicy.

Jednak sytuacja w Przytułku Klauzy nie zawsze wyglądała różowo. Zachowała się pisemna prośba z 8 lutego 1929 roku Bogumiła Millera, gospodarza przytuliska, o wydanie ubogim węgla. „Ciągle mi latają do mego pokoju i proszą o trochę węgla, bo czasami nie palą dwa albo trzy dni” – skarżył się Miller, który sam nie posiadał nadmiaru opału. W Ratuszu zareagowano dosyć szybko, bo już pięć dni później „wydano polecenie do Zarządu Gazowni Miejskiej na dostarczenie 25 cetnarów węgla dla Przytułku Klauzy”. Po miesiącu władze miasta zapłaciły rachunek za 1,7 tys. kg węgla.

Odprawiony z kwitkiem

Chociaż budynek przytuliska Klauzy nie był w najlepszym stanie a opieka wymagała wiele do życzenia wszystkie pokoje były zajęte. Wielu ubogich starców starających się o miejsce w domu opieki odprawiano z kwitkiem. Taki los spotkał Wilhelma Meinike zamieszkałego przy ówczesnej ulicy Damrota 6, którego wniosek z 4 listopada 1929 roku o przyjęcie do przytułku został oddalony przez Magistrat. W „nowym Hospitalu umieszcza się tylko kobiety zaś w Przytułku Klauzy nie ma miejsca” – brzmiała odpowiedź z Ratusza. Willa podarowana przez Antona Klauzę na przytułek została ostatecznie rozebrana w 1936 roku.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 63

Okładka Montes nr 63