Jak koleje państwowe okpiły fabrykę

Warsztat na terenie parowozowni. 1927 rok. Ze zbiorów Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej w: Historia Tarnowskich Gór, Muzeum w Tarnowskich Górach, Tarnowskie Góry 2000
Warsztat na terenie parowozowni. 1927 rok. Ze zbiorów Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej w: Historia Tarnowskich Gór, Muzeum w Tarnowskich Górach, Tarnowskie Góry 2000

Ustna umowa pomiędzy dyrektorami nie wystarczyła do uratowania tarnogórskiej fabryki wagonów, która popadła w taką ruinę, że pod jej gruzami zginęli ludzie

Policyjny komunikat był lakoniczny: „załamał się dach nieczynnej hali napraw wagonów i maszyn na skutek przegnicia belków”, i niewiele mówił o tragedii, do jakiej doszło w Tarnowskich Górach 27 lipca 1939 roku około godziny 16.30. Tymczasem w katastrofie budowlanej, gdy pod ciężarem dachu zawaliły się także mury z obu stron hali, gruzy przywaliły - stojący we wschodniej części budynku - kiosk, którego właścicielką była 48-letnia Albina Sosna. Kobieta, będąca matką pięciorga dzieci, „została zasypana, ponosząc śmierć na miejscu” – podawał zwięźle raport policji. Zginął także 28-letni robotnik Paweł Wesoły, który przebywał w kiosku. Z kolei pochodzący ze Świerklańca 47-letni Paweł Gnizia, żonaty ojciec czworga dzieci, zasypany został częściowo walącym się murem i z obrażeniami ciała trafił do szpitala. Lżejsze urazy odnieśli 42-letni Karol Sosna, mąż właścicielki kiosku, jego 4-letni syn Józef i 45-letnia Agnieszka Michalik. Po udzieleniu im pomocy lekarskiej poszli do domów.

Z pierwszych ustaleń wynikało, że przyczyną katastrofy były zaniedbania budynku. Straty wyniosły 45 tysięcy złotych. Hala nie była ubezpieczona. Tragiczna katastrofa budowlana, w której zginęły dwie osoby, oznaczała koniec kilkunastoletniego istnienia Górnośląskiej Wytwórni Wagonów i Maszyn usytuowanej przy ulicy Nakielskiej 3 w Tarnowskich Górach.

Polskie wagony do remontu w Polsce

Po odzyskaniu przez Rzeczypospolitą niepodległości nie było w polskiej części Górnego Śląska warsztatów, w których rozwijające się polskie Koleje Państwowe mogły remontować tabor. Jedynie w siemianowickich Zakładach Fitznera można było dokonywać drobnych napraw wagonów i parowozów. Większość poważnych remontów taboru regionalna Dyrekcja Kolei Państwowych zlecała, płacąc frankami szwajcarskimi, niemieckim zakładom w Gliwicach, Opolu i Raciborzu. Kilka lat trwało, zanim zapadła decyzja budowy własnej wytwórni wagonów na polskim Górnym Śląsku. Pod uwagę brana była lokalizacja fabryki taboru na terenach Huty Pokój w Rudzie Śląskiej i w Królewskiej Hucie ostatecznie wybór padł na położone obok torów kolejowych tereny w Tarnowskich Górach.

Do inwestycji w mieście gwarków doszło dzięki wartemu 40 tysięcy złotych zleceniu przez Koleje Państwowe naprawy 300 wagonów w – znajdujących się w Tarnowskich Górach - warsztatach pomocniczych katowickiej Firmy „Okcydent”. Wówczas w 1922 roku doszło do ustnej umowy pomiędzy Franciszkiem Wilczkiem, dyrektorem górnośląskiej Dyrekcji Kolei Państwowych a prezesem Towarzystwa Akcyjnego „Okcydent” generałem Władysławem Nałęcz – Gostomskim o stałym dostarczaniu taboru do remontu. Jednak tarnogórskie warsztaty pomocnicze posiadały tylko niskie zabudowania i przesuwnice uniemożliwiające poważniejsze reparacje wagonów i ich budowę. Dlatego rok później utworzone zostało towarzystwo Górnośląska Wytwórnia Wagonów i Maszyn Spółka Akcyjna, której głównymi udziałowcami zostali właściciele firmy „Okcydent”, i zapadła decyzja o rozbudowie tarnogórskich warsztatów.

Okręgowa Dyrekcja Kolei Państwowych w Katowicach w 1923 roku podpisała z Górnośląską Wytwórnią Wagonów i Maszyn umowę na trzydziestoletnią dzierżawę kolejowego terenu o powierzchni 8176 m kw. wraz z warsztatami pomocniczymi i nieczynnymi zabudowaniami młyna Gutmana przy ulicy Nakielskiej 3 w Tarnowskich Górach. Za użytkowanie 334 m kw. posesji młynarza spółka zobowiązała się płacić co kwartał pełny czynsz, natomiast za resztę obszaru połowę należności. Początkowo spółka planowała przebudować i wykorzystać jako halę napraw stare pozbawione od 10 lat dachu mury młynu Gutmana. „Budynki okazały się jako ruiny, niemożliwe do wykorzystania” – napisał Walter Fuchs, prezes rady nadzorczej Górnośląskiej Wytwórni Wagonów i Maszyn. Zrujnowane pozostałości młyna wyburzono, zasypane zostały również głębokie na 8 metrów doły po wybraniu piasku, zniwelowany teren i zbudowane podpory szyn i hali maszyn. W maju 1923 roku rozpoczęła się na dobre budowa obiektów nowej fabryki wagonów. Wzniesiono z cegły halę napraw i dwupiętrowy budynek, magazyn, portiernię, ustępy, murowane ogrodzenie, 400 metrów toru oraz suwnicę. Wytwórnię wyposażono w maszyny. Inwestycja zakończona w kwietniu 1924 roku kosztowała 332 tys. zł.

Nie pomógł nawet Sąd Najwyższy

W fabryce od razu rozpoczęły się naprawy taboru kolejowego przysyłanego do reparacji przez Koleje Państwowe oraz budowa nowych towarowych wagonów. Planowano także remontowanie parowozów.

Po trzech latach istnienia w firmie, którą z Katowic kierował dyrektor Walter Fuchs a kierownikami w Tarnowskich Górach byli Paweł Macioszek i inżynier Stanisław Załęski, zatrudnionych było 125 pracowników m.in.: ślusarzy, kowali, cieśli, malarzy, spawaczy, tokarzy i elektryków. „Personel techniczny i biurowy: Rozumek Ryszard, Brol Rafał, Jabłonka, Gryzka Rysza., i Guzy Walenty” – wymieniał Jan Nowak w „Kronice miasta i powiatu Tarnowskie Góry” opublikowanej w 1927 roku.

Jednak rok później los tarnogórskiej fabryki wagonów zawisł na włosku w związku ze zmianą przepisów. Zgodnie z ministerialnym okólnikiem naprawami kolejowego taboru mogły zajmować się wyłącznie państwowe warsztaty. Dyrekcja Kolei Państwowych w Katowicach 29 lutego 1928 roku wypowiedziała Górnośląskiej Wytwórni Wagonów i Maszyn wartą 150 tys. zł umowę na ciągłe reparacje taboru. Wagony skierowane zostały do zakupionych za 2 mln zł Warsztatów Kolejowych w Piotrowicach, mimo że tarnogórska fabryka wykonywała remonty o 30 procent taniej. Po wypowiedzeniu umowy przez kolej firma została unieruchomiona, choć zainwestowała 1,4 mln zł w budowę wytwórni. W dodatku kolej zdemontowała w 1033 roku bocznicę kolejową i zażądała od GWWiM zwrotu kosztów. Praktycznie rzecz biorąc firma od 1934 roku zostawiona została na łasce losu.

Wprawdzie jesienią 1928 roku zarząd spółki zaskarżył jednostronne wypowiedzenie umowy do sądu, powołując się na ustną umowę z 1922 roku, w której Dyrekcja Kolei Państwowych zobowiązała się „do stałego i pełnego zatrudnienia nas przez dostarczanie nam odpowiedniej ilości wagonów do naprawy” – argumentował dyrektor Walter Fuchs. Sąd Najwyższy wprawdzie nie uznał ustnej umowy, ale nakazał kolei zawrzeć inną na piśmie, czego DKP odmówiła w 1936 roku.

Magistrat marzy o hali targowej

Na opustoszałe i niszczejące obiekty zwrócił w końcu uwagę magistrat Tarnowskich Gór i zaproponował 22 marca 1937 roku wydzierżawienie zabudowań na halę targową. W lipcu 1937 roku radni podjęli odpowiednią uchwałę a komisja dokonała oględzin obiektów. Fryderyk Antes, burmistrz Tarnowskich Gór rozpoczął korespondencję z Ministerstwem Komunikacji w Warszawie i Dyrekcją Okręgowych Kolei Państwowych w Katowicach najpierw w sprawie wynajęcia hali a później sprzedaży za 120 tys. zł. Ostatecznie 1 lipca 1939 roku władze miasta gwarków postanowiły kupić nieruchomość o powierzchni 1,7 tys. m kw. i kubaturze 5 tys. 80 m sześc. za 90 tys. zł, płatnych w sześciu ratach po 15 tys. zł.

W byłej hali napraw wagonów zaplanowano umieścić 80 stanowisk handlowych, restaurację, pralnię i mieszkanie służbowe. „Zniknie biała plama szpecąca miasto” – pisał Fryderyk Antes. Otwarcie hali targowej przyczynić się miało także do lepszego prosperowania położonej nieopodal miejskiej rzeźni. Ostatnią uchwałę o kupnie władze miasta podjęły 10 lipca 1939 roku. Już wtedy miejski budowniczy Wiktor Warzecha ponaglał do zawarcia transakcji, bo „odłożenie remontu spowoduje runięcie dachu, gdyż główne wiązary hali montażowej już się w zupełności załamały” – ostrzegał. Obawy okazały się słuszne, 27 lipca 1939 roku doszło do katastrofy. Nawet w obliczu tragedii w magistracie nie ustały targi, rozważano wycofanie się z kupna lub nabycie zniszczonej hali za 50 tys. zł. Ostatecznie 29 lipca 1939 roku zapadła decyzja o kupnie ruin, ale wybuch wojny przerwał realizację miejskich planów. Ruiny wytwórni wyburzono dopiero po zakończeniu okupacji niemieckiej.

 

Okładka Montes nr 62

Okładka Montes nr 62