Urlopy szkolne dla dzieci

Mimo obowiązkowej nauki w sanacyjnej szkole powszechnej do 14. roku życia, na prośbę rodziców wiele dzieci zwalnianych było w Tarnowskich Górach przez szkolnego inspektora z przymusowej edukacji. Wystarczającym powodem była bieda czy choroba matki.

Teodor M. mieszkał z żoną i dziećmi w domu przy ulicy Lompy 6 w Tarnowskich Górach. W budynku prowadził mały sklep, który nie przynosił jednak wielkich dochodów, dlatego Teodor wraz z siedemnastoletnim synem Janem rozwoził także węgiel po mieście. Sprzedawczynią w sklepiku była jego chorowita żona. Kiedy zaniemogła na dobre na nerki, nie miał kto sprzedawać towaru za ladą. Starsza córka Elżbieta wyszła za mąż i zajmowała się własną rodziną. Z konieczności sprzedawczynią została młodsza, trzynastoletnia córka Wanda. Jednak praca w sklepie uniemożliwiła dziewczynie uczęszczanie na lekcje. „Jej postępy w nauce słabe ze względu na absentowanie” – scharakteryzował Wandę M. kierownik ośmioklasowej Szkoły Powszechnej im. Królowej Jadwigi w Tarnowskich Górach Wacław Trojan. Opinia kierownika podstawówki wydana została na żądanie Wojciecha Wróblewskiego, tarnogórskiego inspektora szkolnego, którego w 1937 roku Teodor M. poprosił na piśmie o zwolnienie córki Wandy, uczennicy siódmej klasy, z dalszej nauki. Zmuszony trudnymi warunkami życiowymi ojciec wyjaśniał, że „na wynajęcie sobie dziewczyny do pomocy go nie stać”. Inspektor szkolny udzielił uczennicy trzymiesięcznego urlopu szkolnego. „Całkowite zwolnienie od uczęszczania na naukę szkolną nie wchodzi w rachubę wskutek słabych postępów wspomnianej w nauce” – uzasadnił swoją decyzję Wojciech Wróblewski.

Praca ważniejsza niż nauka

Podobnych spraw rozpatrywał tarnogórski inspektor w okresie międzywojennym znacznie więcej. Powody, dla których rodzice prosili o zwolnienie dzieci z dalszej nauki lub udzielenie urlopu szkolnego, były na ogół takie same. Berta, najstarsza z dziewięciorga córek kolejarza Jana L., urlopowana została do opieki nad matką w połogu. Anna J., czternastolatka z Opatowic, potrzebna była rodzicom do pracy w polu. Z kolei dwunastoletnia Marta Ś. nie przychodziła na lekcje przez trzy miesiące, bo opiekowała się chorą matką, której nie stać było na wynajęcie pielęgniarki. Z powodu absencji nie została sklasyfikowana, ale inspektor szkolny udzielił jej dalszego urlopu od nauki. Natomiast 54-letnia schorowana wdowa Anna W. z Piasecznej uprosiła inspektora szkolnego o urlop dla swojej 14 letniej córki Agnieszki. Kobieta cierpiąca na ciągłe bóle głowy pisała o dziewczynie, że „by mi się bardzo przydała w domu na jakiekolwiek roboty”. Wojciech Wróblewski po zbadaniu, że Agnieszka W. „jest nad swój wiek rozwinięta” udzielił jej 30 maja 1937 roku urlopu szkolnego.

Nieco inne były przyczyny przedwczesnego zwolnienia z obowiązku chodzenia na lekcje czternastoletniego Jana B., ucznia Szkoły Powszechnej nr 2 w Radzionkowie. Wnioskodawcami nie byli jak zwykle rodzice lecz nauczyciele. Urodzony 11 lipca 1923 roku Jan B. rozpoczął naukę z rocznym opóźnieniem, bo nie był odpowiednio umysłowo rozwinięty. Uczył się źle, a zachowywał jeszcze gorzej, bo z powodu braku należytej opieki ze strony rodziców wychowywał się na ulicy. „Instynkty zwierzęce popychają go do ustawicznych bójek...Skrwawione nosy, potłuczenia i rany to wynik jego sprawowania się” – opisywali wyczyny ucznia bezradni nauczyciele. Łobuziak szkolny szczególnie prześladował dziewczęta. Wreszcie 17 grudnia 1937 roku cierpliwość pedagogów skończyła się. Rada Pedagogiczna radzionkowskiej podstawówki zwróciła się do Inspektoratu Szkolnego w Tarnowskich Górach o „przedwczesne zwolnienie z obowiązku szkolnego” Jana B., który powinien chodzić na lekcje jeszcze do czerwca 1938 roku. Inspektor przystał na propozycję grona nauczycielskiego.

Nad wiek rozwinięte

Do tarnogórskiego Inspektoratu Szkolnego trafiało też dużo podań rodziców o wcześniejsze rozpoczęcie nauki przez ich pociechy. Jedną z próśb napisał 26 kwietnia 1937 roku Józef P. zamieszkały w domu przy ulicy Sienkiewicza 7.

Uzasadniał, że jego syn Bronisław urodzony 20 lutego 1931 roku „od dwóch miesięcy pobiera nauki czytania i pisania”, dlatego mógłby we wrześniu 1937 roku rozpocząć edukację w szkole ćwiczeń przy Państwowym Seminarium nauczycielskim przy ulicy Opolskiej w Tarnowskich Górach.

Po badaniach medycznych lekarz uznał, że sześcioletni Bronisław P. „jest za dość rozwinięty jak i zdolny do obowiązku szkolnego”. Inspektor Wojciech Wróblewski bez problemu zgodził się na wcześniejsze pójście sześciolatka do szkoły.

Choć zdarzały się przypadki odmowy na szybsze rozpoczęcie nauki przez dzieci, zazwyczaj wtedy gdy lekarze orzekali, że kandydaci na uczniów nie byli „dostatecznie umysłowo i cieleśnie rozwinięci”.

 

Okładka Montes nr 62

Okładka Montes nr 62