O kieszonkowcu, który śmierć wydeptał

Depcik był drobnym rzezimieszkiem i złodziejskim nieudacznikiem, bo po każdym skoku lądował w więzieniu. Jednak dosłużył się bogatej kartoteki policyjnej, zamkniętej dopiero po jego przedwczesnej śmierci

Na sali rozpraw Sądu Grodzkiego w Tarnowskich Górach 5 grudnia 1935 roku - podczas chwilowej nieobecności sędziego - oskarżony o kradzież płaszcza Wilhelm D., zwany Depcikiem, zaczął grozić Rudolfowi H. – jednemu ze świadków - słowami: „Ty pieronie, choćby 15 lat, ale jak przejdą, to cię zabiję”. Podczas wyprowadzania z sali przestępca rzucił się z pięściami na świadka. Nie była to pierwsza próba Wilhelma D. zmuszenia świadka do zmiany zeznań. Nakłaniał do tego już przed rozprawą. O złożenie fałszywych zeznań błagała także Rudolfa H. matka przestępcy Agnieszka D. Cały pech Rudolfa H. polegał na tym, że podarował oskarżonemu stary płaszcz, w którym przestępca poszedł na zabawę do Lasowic. W lokalu, gdzie odbywały się tańce, Depcik powiesił płaszcz na wieszaku, ale po powrocie z pląsów zabrał inne – bardziej eleganckie – palto. Przed sądem odpowiadał za kradzież płaszcza, a Rudolf H. rozpoznawał podarowany złodziejowi stary paltocik. Sprawa zakończyła się dla Wilhelma D. wyrokiem skazującym, zresztą nie pierwszym i ostatnim.

Narodziny młodocianego kieszonkowca

Kiedy Depcik odpowiadał przed tarnogórskim sądem za kradzież płaszcza, był już znanym policji kieszonkowcem i złodziejem. Urodzony 25 marca 1914 roku w Piekarach Śląskich mieszkał w Nowym Chechle w domu przy ul. Piłsudskiego 60. Z zawodu był robotnikiem, ale od najmłodszych lat unikał uczciwej pracy i najczęściej był na utrzymaniu matki Agnieszki, która otrzymywała 30 zł emerytury, bowiem jego ojciec Michał, z zawodu rębacz, zmarł przedwcześnie. Z policyjnego rysopisu wynika, że gdy Depcik dorósł, miał 1,7 m wzrostu, wysmukłą budowę ciała, podłużną twarz, włosy kolor ciemno-blond. Znakiem szczególnym było utykanie na prawą nogę, kiedyś złamaną powyżej kostki. Przestępczą karierę zaczął wcześnie, jeszcze jako nastolatek. Często korzystał z przypadkowej okazji do kradzieży. Na złodziejską ścieżkę wszedł właśnie w taki okazyjny sposób 5 stycznia 1931 roku w Tarnowskich Górach, gdzie o godzinie 10 wszedł do szynku Rutkowskiego znajdującego się w kamienicy z podsieniami przy Rynku 18. Gdy barmanka Elżbieta W. wyszła na chwilę na podwórze, skradł zza bufetu 10 zł, co jednak dostrzegła pracownica. Bufetowa zażądała zwrotu pieniędzy, a kiedy złodziejaszek wypierał się kradzieży, przeszukała mu kieszenie, znajdując porwaną dychę. Wtedy wezwała policję. Za ten złodziejski debiut ukarany został Wilhelm D. jedynie sądową naganą. Następnej kradzieży dokonał Depcik w Piekarach Rudnych, gdzie 19 kwietnia 1931 roku poszukiwał pracy. Około godziny 15 wszedł do domu Ryszarda H., żeby zapytać o możliwość zatrudnienia. Nie zastał nikogo w mieszkaniu, ale dostrzegł wiszący na ramie przy piecu srebrny zegarek z łańcuszkiem, który zabrał. Gdy wychodził, spotkał gospodarza, który kazał zaczekać mu na żonę. Depcik oświadczył, że nie ma czasu i wyszedł. Dopiero po godzinie Ryszard H. zauważył brak zegarka, wtedy wsiadł na rower i bezskutecznie poszukiwał złodzieja. Tymczasem zegarek wart 30 zł, za złotówkę kupił od przestępcy 15-letni Wilhelm J. z Rept Starych. Kiedy stanęli obaj przed Sądem Grodzkim w Tarnowskich Górach, nastolatek zaprzeczył paserstwu, natomiast skruszony złodziejaszek przyznał się do winy. Skrucha bądź wykrętne tłumaczenia stały się odtąd regułą postępowania Depcika przed obliczem Temidy. Nie należał chyba początkowo do mistrzów złodziejskiego fachu, bo wiele razy jego niecne zamiary spaliły na panewce. Tak stało się 16 lipca 1931 roku, kiedy na tarnogórskim targowisku, najpierw ukradł groch ze straganu i próbował wyciągnąć pieniądze z kieszeni ogrodnika Franciszka S. Spłoszony ponownie sięgnął po bilon do kasetki handlarza, ale ten przegonił go. Dwie godziny później Depcik wszedł do sklepu masarskiego Fleischera i ukradł 5 zł położone na ladzie przez klientkę. Złapany przez rzeźnika oberwał po twarzy od okradzionej i trafił na policję. Tylko w roku złodziejskiego debiutu Wilhelm D. pięciokrotnie stawał przed sądem i karany był zazwyczaj za drobne kradzieże kieszonkowe, targowe lub mieszkaniowe kilkudniowym lub miesięcznym pobytem w więzieniu.

Pomysłowy ale pechowy złodziej

Kolejne lata jego przestępczego procederu odznaczały się od złodziejskiej inicjacji tylko coraz dłuższymi odsiadkami i większą pomysłowością w okradaniu bliźnich. W dość oryginalny sposób 10 września 1932 roku ukradł parę butów na targowisku w Szarleju, gdzie udając chęć kupna trzewików, włożył przy straganie jeden z nich, po czym odszedł obuty w przymierzany but. Podobnie uczynił jego kompan, uciekając z targu z drugim przymierzanym butem. W tak skompletowanej parze trzewików Depcik jednak długo nie pochodził, bo ujęty został przez policję. Równie ciekawa była wcześniej dokonana przez złodziejaszka kradzież w jego rodzinnej miejscowości. Najpierw 12 stycznia 1932 roku z komórki sąsiada zabrał widły oraz sukienkę suszącą się na sznurze. Po czym zakradł się do gospodarstwa kolejnego rolnika. Damskim ubiorem poowijał sobie buty, żeby nie zostawić w błocie śladów podeszw, po których mógłby zostać rozpoznany. Porwanymi widłami powyganiał z chlewika drób. Po porwaniu trzech kur zabrał jeszcze z komórki rower, który ukrył w leśnym zagajniku 200 metrów od zabudowań. Oczywiście wpadł dość szybko. Nieudana była także kradzież 80 gr. w składzie mleka Szymiczka przy ulicy Karola Miarki w Tarnowskich Górach, gdzie 19 lipca 1933 roku Depcik przyłapany został na gorącym uczynku. W tym samym roku 8 grudnia około godziny 23 złapano go na przekraczaniu granicy polsko-niemieckiej w Szarleju. Skontrolowany przez strażnika, Depcik przyznał się, że nie ma paszportu ani karty cyrkulacyjnej, a kilka godzin wcześniej przeszedł w okolicy Buchacza przez „zieloną granicę”, przemycając masło do Bytomia. Ukarany został 7 dniami więzienia za przekroczenie granicy bez dokumentów i poza przejściem. Rok 1933 był dla Depcika rekordowym pod względem zasądzonych wyroków, skazany został 10 razy. Nie gardził także Depcik zwierzyną łowną. Po raz pierwszy stróż zauważył go łowiącego ryby nad stawem w Ostrożnicy 23 lipca 1937 roku. Spłoszony uciekł wtedy po złowieniu jednego karpia. Jednak następnego dnia przyszedł już nad prywatny zbiornik hodowlany wraz z synem. Po rozłożeniu się na wyspie pośrodku stawu jawnie zaczęli wędkować. Kiedy stróż usiłował ich przegnać z grobli, Depcik zaczął mu wygrażać. Powiadomiony o kłusownictwie właściciel stawu Franciszek Markefka doniósł o nielegalnym wędkowaniu policjantom z posterunku w Nakle Śląskim. I za to wykroczenie Depcik został ukarany.

Odsiadki z przerwami i ucieczkami

Jednak z odsiadywaniem kar było różnie. Na ogół Wilhelm D. solidnie odbywał krótkie kary, ale z dłuższymi pobytami za kratami bywało różnie. Pierwszy raz zbiegł z więzienia 11 sierpnia 1936 roku podczas prac rolnych za murami. Po tygodniu rozesłano za Wilhelmem D. listy gończe. Złapany został przez policyjną obławę w sowickich lasach 29 sierpnia 1936 roku. Ciągnęło go strasznie na wolność, bo 14 grudnia 1936 roku eskortowany z sali sądowej do aresztu przed więzienną bramą sypnął policjantowi piaskiem w oczy i ruszył do ucieczki. Posterunkowy Jan Kwapis po dojściu do siebie wezwał aresztanta do zatrzymania się, po czym strzelił z pistoletu za uciekinierem aż trzy razy. Nie draśnięty przez kule Depcik schwytany został podczas rejterady do lasu przez innego policjanta, który zauważył ucieczkę. Po zatrzymaniu wyjaśniał śledczym przyczyny swojej ucieczki w dość nieskomplikowany sposób: „choruję na gruźlicę a prośbie mojej o przedstawienie przed lekarza nie uczyniono”. Ze względu na słabowite zdrowie złodziejaszek 3 czerwca 1938 roku zwolniony został na miesiąc z odbywania kary. W czasie więziennego urlopu nadzorowany był przez policjantów z posterunku w Świerklańcu, którzy nie mieli o nim najlepszej opinii, bowiem w raporcie napisali: „nie ubiegał się nigdzie o pracę”. Złą sławę potwierdził Depcik po miesiącu, gdy nie wrócił na czas do zakładu karnego, żeby odbyć resztę kary. Przed policją ukrywał się swoim zwyczajem w okolicznych lasach. Dopiero 27 października 1938 roku w lesie pod Sowicami ujęli go funkcjonariusze z Posterunku Oficerskiego w Tarnowskich Górach. Złapany został ze swoim kompanem Wincentym G., z którym dzień wcześniej obrabowali kawiarnię i sklep w Tarnowskich Górach. Był to ostatni skok Depcika, bo resztę pracowitego złodziejskiego żywota spędził za murami więzienia. Końca doczekał się Wilhelm D. marnego. Eskortowany 12 stycznia 1939 roku przez policjantów z sądowego więzienia w Tarnowskich Górach do kryminału w Katowicach zmarł podczas podróży. Miał wówczas 35 lat. Jego bogate złodziejskie dossier zamknięte 18 stycznia 1939 roku na Komisariacie Policji Województwa Śląskiego w Katowicach przetrwało w archiwum do czasów współczesnych.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 61

Okładka Montes nr 61