Złóżcie troski, żałujący!

Dziouchy i dziouszki, czas ruszać z Marzanną nad rzekę!
Dziouchy i dziouszki, czas ruszać z Marzanną nad rzekę!

O obyczajach wielkanocnych z Małgorzatą Kłych, etnografem w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu rozmawia Stanisława Warmbrand

- Etnograf…?

- To osoba, która zajmuje się kulturą ludową, kulturą naszych przodków, ale też kulturą, która nas otacza… ale to już antropologia.

- Idzie ku wiośnie, mamy połowę marca, a tu zima na całego, śnieżyca, mróz. Zamarzniemy w Wielkanoc?!

- Idzie wiosna, święta za pasem, więc aura aurą ale tradycji musi stać się zadość. A wiosennych zwyczajów na Śląsku było bardzo wiele.

- Wiosna na Śląsku… Odwieczny zwyczaj mycia okien, generalnych porządków… ale to nie wszystko!

- To obrzędy związane ze zmianą pory roku. Od prawieków wiosnę zapowiada topienie Marzanny. Na Śląsku mówiło się Marzanio niedziela, ponieważ Marzannę topiono w niedzielę, na dwa tygodnie przed Wielkanocą. Wszystkie dziewczęta wędrowały z Marzanną, która jest symbolem zimy, ale była też uznawana za symbol zła; wypędzano więc z wioski zimę, ale i wszystko, co było złe. Szedł dziewczęcy pochód z Marzanną do rzeki, do stawu…

- Dzisiaj też?

- Okazuje się, że nie możemy ani topić Marzanny, ani palić w ognisku (był i taki sposób na Marzannę), bo nie ma gdzie, a ponadto – EKOLOGIA! Czasem od dzieciaków zwiedzających Muzeum dowiadujemy się, że były z Marzanną nad rzeką, ale musiały z Marzanną wrócić, bo nie wolno jej utopić.

- No, to wiem, czemu zima nie chce odpuścić. A kysz, Marzanno! Coś z tą zimą i Marzanną trzeba będzie po cichu zrobić!

- Przyjdzie, przyjdzie wiosna… do świąt jeszcze troszkę!

- Marzanna śląska była odziana?

- Ależ tak! W piękny, śląski strój!

- I tako szwarno dzioucha topiono?

- Ależ nie! Do rzeki, albo do ogniska wrzucano tylko słomianą kukłę, a stój – czyli kecka, fourtuch, jakla… czekał na następną wiosnę.

- Wioskowi chłopcy pewnie zaglądali zza opłotków?

- I tak i nie. W niektórych wioskach, na przykład pod Lublińcem, chłopcy nieśli Marzanioka; kukłę faceta, któremu na szyi wieszano na sznurze butelkę po wódce – zatem Marzaniok nie tylko wypędzał zimę, ale i pijaństwo ze wsi.

- Wracano do wsi z nadzieją na wiosnę i Zmartwychwstanie?

- Dziewczęta wracały z goikiem. Symbolem wiosny. To była duża, zielona gałąź, którą przyozdabiano wstążkami, tymi, które miała na sobie Marzanna. Na goiku wieszano jajka.

- Pochód przez wieś?

- Z Marzanną trzeba było iść prosto do rzeki. Nie wolno się było zatrzymywać; to mogło przynieść pecha, albo, nie daj Boże, nieszczęście. Natomiast w drodze powrotnej, z goikiem, należało  zajrzeć do każdego gospodarstwa, do każdego domu. Goik – symbol wiosny, miał przynieść szczęście. Dziewczęta składały życzenia, a w zamian dostawały jajka. Bywało, że uzbierała się cała kopa jaj – były w pierwszej kolejności do zdobienia, kroszenia na Wielkanoc.

- Na muzealnej półce przycupnęła kwoczka w koszyczku, zajączek, baranek z wielkanocną chorągiewką, kogucisko jak się patrzy… wielkanocne symbole jak Polska długa i szeroka.

- Zapraszam do półeczki poniżej – w koszyczkach to, co najpiękniejsze – kraszonki, albo kroszonki. Dawniej, na Śląsku, jajka zdobiło się dopiero w Wielką Sobotę. Część kroszonek wkładano do koszyka, a część dziewczęta zanosiły chłopcom, w Lany Poniedziałek. W ten dzień woda spełniała rolę swatki: chłopak polewał tę dziewczynę, która mu się podobała. A jeżeli onże podobał się dziewczynie, dostawał od niej kroszonkę!

- Wielki Piątek… Zgodnie z moją tradycją w ten dzień panuje absolutna cisza. To dzień ogromnego skupienia, modlitwy… Słychać  jedynie kołatki.

- Na Śląsku w Wielki Czwartek, w Wielki Piątek aż do Wielkiej Soboty także obowiązywała cisza. Milczały i milczą kościelne dzwony. Po wsiach również chodzili chłopcy z kołatkami. Jeszcze dawniej, kiedy w wioskach nie było zegarów, kołatkami oznajmiano w Wielki Tydzień południe. Na Górnym Śląsku, w Wielki Piątek, był zwyczaj obmywania się. Czyniono to o brzasku; całe rodziny wędrowały nad najbliższą rzekę – na wzór Chrystusa, który obmywał nogi apostołom, Ślązacy obmywali twarze, dłonie, stopy. A dodatkowo; wierzono, że jak młoda dziewczyna obmyje w Wielki Piątek, o świcie, w rzece, liczko, to przybędzie jej urody. Będzie wiecznie piękna i młoda! Czasem wędrowano nad rzekę szmat drogi, zatem starym ludziom wodę przynoszono do domu; wierzono, że ta woda wróci siły i zdrowie.

- Śląskie kroszonki. Obserwowałam kiedyś sztukę zdobienia jajek we wsi Szczedrzyk, w Opolskiem. Pani gospodyni malowała koronkowy i kwiatowy  wzór woskiem, a potem gotowała jajka w czarnej farbie. Kiedy starła wosk… tak pięknych kroszonek nie ma chyba nikt na świecie! Tylko, jak zapamiętać wzór malowany niewidocznym woskiem? Niebywała sztuka!

- Na Śląsku zdobienie jajek, w różny sposób, jest kultywowane do dnia dzisiejszego – najpopularniejsza jest technika rytownicza; na ugotowanym w farbce jajku, ostrym narzędziem wydrapujemy wzór. Technika malowania woskiem – tzw. technika batikowa, też jest bardzo popularna. Jest jeszcze jeden sposób – oklejanie jajka rdzeniem sitowia i kolorową wełną bądź nitkami; ot, co było w domu. My, w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, co roku mamy konkurs Górnośląskie kroszonki. To istny festiwal kroszonek z całego województwa!

- Województwo w tej chwili to zlepek tradycji małopolskich, zagłębiowskich, częstochowskich…!

- Różnic w tradycjach  kroszenia nie ma. Dawne granice nie podzieliły wielkanocnych jajek!

- W cerkwiach nabożeństwo w Wielkanoc zaczyna się o brzasku. Wierni, zgromadzeni pod wrotami świątyni, wraz z księdzem, śpiewem poprzedzają niezmiernie ważny moment – kapłan trzykrotnie uderza krzyżem w drzwi cerkwi, mówiąc Chrystos woskres! i dopiero wtedy można wejść do środka. Rozpoczyna się liturgia. Wrota cerkwi pozostają otwarte – znak to, że Chrystus Zmartwychwstały wyruszył do wioski, błogosławić żywych i umarłych… A po południu chłopcy spotykają się na pobliskim klepisku i zaczyna się zabawa w pinkoce; to turlanie pisanek  tak, żeby stłuc pisankę „przeciwnika” – wygrywa ten, co wytłukł  i zgarnął najwięcej jajek!

- Nabożeństwo wielkanocne na Śląsku związane jest z zachodnim obrządkiem katolickim. Rezurekcja zaczyna się o 6.00 rano. Natomiast w Poniedziałek Wielkanocny, w niektórych wioskach, ruszają objeżdżać uprawne pola, konno, odświętnie odziani gospodarze. Banderia ruszała spod kościoła. Często objeżdżano kilka wiosek – powrót był zawsze pod kościół. Miało to zapewnić urodzaj i obfite zbiory. Ten zwyczaj znany jest wyłącznie na Górnym Śląsku. Zachował się do dziś w podgliwickich wioskach. No cóż, gdzie te śląskie gospodarstwa, gdzie te konie…? Gliwiczanie pożyczają konie ze stadniny – zwyczaj więc trwa!

- Męski, świąteczny strój; halbki (półbuty), galoty (spodnie), na grzbiecie koszula, zdobiona jedbowką (chustką zawiązaną pod szyją), bruślek (kamizelka), płoszcz a na głowie kania (kapelusz z szerokim rondem)…

- Na zdjęciach z lat. 30. minionego wieku widzimy gospodarzy ubranych już po „pańsku” – w marynarkach, spodniach miejskiego kroju.

- Wielkanocny, śląski stół?

- Kroszonki, chrzan, sól, pieprz, chleb, wielkanocne baby, baranki i zajączki z ciasta, kogutki, szynki, wędliny – to zależało od zamożności gospodarstwa. Proszę pamiętać, że nie było w wioskach sklepów! Co do baranków, kogutków itp. najpierw były dekoracją, a potem je konsumowano. Dziś jest kolorowo, bogato… ale czy chodzi o to w Wielkanoc, żeby się najeść?!

- Śląskie bogactwo – zwyczaje, stroje… niechby świat je zobaczył!

- W tej chwili jest wystawa w Ratzingen. Niemiecka publiczność podziwia nasze kroszonki – laureatki konkursu z ubiegłego roku. W Bytomiu wystawa tegoroczna rozpoczęła się 16 marca a potrwa do 14 kwietnia. Zapraszamy!

Złóżcie troski, żałujący
Chrystusa umarłego
Otrzyjcie już łzy, płaczący
Pana zmartwychwstałego
Tysiącznych pociech przyczyna
Ogłoszona jest nowina
Alleluja, Alleluja
Niechaj zabrzmi Alleluja!
Wesołych świąt!

Zdjęcia archiwum Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu

 

Okładka Montes nr 61

Okładka Montes nr 61