Germańska świątynia ponad wszystko

Przysięga Narodowosocjalistycznego Korpusu Kierowców (Nationalsozialistisches Kraftfahrkorps) na tarnogórskim Rynku, okupacja, fot. Jan Melcer, wł.: Brygida Melcer-Kwiecińska
Przysięga Narodowosocjalistycznego Korpusu Kierowców (Nationalsozialistisches Kraftfahrkorps) na tarnogórskim Rynku, okupacja, fot. Jan Melcer, wł.: Brygida Melcer-Kwiecińska

Niewinna leśna wycieczka tarnogórskiej młodzieży niemieckiej stała się początkiem politycznej afery obejmującej całe międzywojenne województwo śląskie

Do gajówki w Szklanej Hucie w lasach Hohenlohego pod Lublińcem 26 maja 1936 roku przyjechało dwóch młodzieńców z Chorzowa. Ubrani byli w mundury składające się z czarnych spodenek i granatowych bluzek. Ernest Hofer i Herbert Grun zamierzali zarezerwować nocleg w gajówce dla grupy młodych ludzi podczas zbliżających się Zielonych Świątek. Gajowy Brunon Koenig z obowiązku zawiadomił o planowanej wycieczce Komendę Powiatową Policji Województwa Śląskiego w Lublińcu, skąd natychmiast wysłany został meldunek do Wydziału Śledczego w Chorzowie. Ernest Hofer i Herbert Grun byli bowiem przywódcami chorzowskiego Wanderbundu, którzy poszli w ślady tarnogórskiej grupy tej niemieckiej organizacji i chcieli zorganizować obóz i uroczystości przed wzniesioną na leśnej polanie Świątynią Germańską.

Nocna parada przed leśnym pomnikiem

Budowę tego narodowego sanktuarium mniejszości niemieckiej rozpoczęli w 1935 roku, przebywający na wielkanocnym obozie w gajówce w Szklanej Górze, członkowie Tarnowitzer Wanderbund. Rok później pomiędzy 11 a 17 kwietnia, zakwaterowani ponownie w gajówce, młodzi tarnogórscy Niemcy dokończyli wznoszenie monumentu. Na polanie o powierzchni około 2 ha, niezbyt odległej od zabudowań gajowego, postawili na ceglanej podmurówce betonowy graniastosłup z wyrytą swastyką z wieńcem i napisem „DD uber alles”. Z obu stron obelisku stanęły wysokie na 75 cm murowane znicze z paleniskami na 1 litr nafty. Przed pomnikiem wysypano z żółtego piasku olbrzymią swastykę o ramionach długich na 8,5 metra i szerokości 45 centymetrów. W pobliżu monumentu wbito w ziemię dwumetrowy krzyż ze świerkowego drewna.

Na zakończenie obozu 40 dziewcząt i chłopców zrzeszonych w Tarnowitzer Wanderbund uczestniczyło w uroczystym apelu. Wieczorem w rytm marszów granych na flecie i gitarze przeszli z pochodniami i 5 sztandarami z gajówki na polanę. W świetle zapalonych w Świątyni Germańskiej zniczy uczestnicy przysięgli na sztandar wierność wodzowi. Przemówienie o powrocie całego Śląska do Niemiec wygłosił Edward Romański, który zamurował także w pomniku drewniany kielich z ziemią pochodzącą z grobów niemieckich żołnierzy, którzy polegli podczas I wojny światowej pod Łodzią. Podczas uroczystości wznoszone były okrzyki: „Sieg Heil!”.

Tajny związek antypaństwowy

Kiedy informacje o przebiegu wielkanocnej wycieczki dotarły do tarnogórskiego Starostwa Powiatowego, 29 maja 1936 roku zapadła decyzja o rozwiązaniu Tarnowitzer Wanderbund. Organizację uznano za tajny związek antypaństwowy. Sprawą niemieckiego zdelegalizowanego stowarzyszenia zajęli się także funkcjonariusze Powiatowej Komendy Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach. Podczas przeprowadzonych 2 czerwca 1936 roku przesłuchań Edward Romański i Ginter Sornik, uczestnicy obozu w Szklanej Hucie, zeznali policjantom, że organizatorem wycieczki oraz inicjatorem budowy pomnika w lesie Hohenlohego był Helmut Sikorski vel Seker. Ten 22-letni student, zamieszkały w Tarnowskich Górach przy ulicy Karola Miarki 9, był gaufuhrerem Tarnowitzer Wanderbund. Niestety na wieść o policyjnym dochodzeniu Seker wraz z Annalisą Gintzel, 25-letnią nauczycielką muzyki dowodzącą grupą żeńską w Tarnowitzer Wanderbund, oraz kilkorgiem innych członków organizacji uciekli do Niemiec.

Po kilkudniowej dyskretnej obserwacji policyjnej funkcjonariusze przeprowadzili 16 czerwca 1936 roku rewizję w mieszkaniu Helmuta Sikorskiego. Znaleźli dokumenty Tarnowitzer Wanderbund, której grupy działały także w Radzionkowie, Miasteczku Śląskim i Piasecznej, oraz notatki o historii Niemiec z punktu widzenia hitlerowców. Na podstawie znalezionych zapisków rozszyfrowali również pseudonimy 19 członków stowarzyszenia. Wnioski wynikające z rewizji były jednoznaczne. Tarnowitzer Wanderbund „szerzy ideologię niemieckiego narodowego socjalizmu” – raportowali policjanci. Stowarzyszenie pozornie turystyczne w gruncie rzeczy było zamaskowaną organizacją Hitlerjugend. Potwierdzeniem policyjnych podejrzeń stał się odnaleziony pamiętnik, prowadzony przez Annalisę Gintzel, która opisała werbunek do tarnogórskiego stowarzyszenia prowadzony na wzór Hitlerjugend. Autorka pamiętnika – podobnie jak Helmut Sikorski – podczas policyjnych dochodzeń zbiegła do Niemiec, dlatego przesłuchana została tylko jej siostra Margot – pracująca w Bytomiu malarka scen. Margot Gintzel wyparła się jednak jakichkolwiek kontaktów z przebywającą za granicą siostrą.

Aresztowania i nieskuteczne wyroki

Tarnogórska afera zatoczyła już w tym czasie szersze kręgi. Z analizy przeprowadzonej przez Wydział Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego Śląskiego w Katowicach i przesłanej 16 czerwca 1936 roku do tarnogórskiej komendy policji wynikało, że działalność Tarnowitzer Wanderbund powiązana była z nazistowską aktywnością śląskiej Jung Deutsche Partei, która prowadziła „akcję wśród młodzieży” od 14 do 20 roku życia. W Bielsku, Katowicach, Pszczynie i Tarnowskich Górach utworzone zostały stowarzyszenia kultywujące sport, kulturę i przyrodę – zwane Deutschen Wanderer Verein – do których należało 770 osób. Pod taką oficjalną przykrywką organizacje rozwijały działalność polityczną koordynowaną przez Gintera Koderischa, członka Jung Deutsche Partei w Katowicach. Po przeprowadzeniu 26 czerwca 1936 roku rewizji w katowickim mieszkaniu Koderischa policjanci znaleźli hitlerowską literaturę oraz szczegółowe akta Tarnowitzer Wanderbund. W tym samym dniu zajęty został wydany w Bielsku śpiewnik z hitlerowskimi pieśniami i przedmową senatora Rudolfa Wiesnera.

Działania tarnogórskiej policji skoordynowane zostały z akcjami przeprowadzonymi w Katowicach. Starszy przodownik Paweł Hadyk podczas przesłuchania Ernesta Breguły ustalił, że odznaki SS i faszystowskie orły przysyłane były członkom Tarnowitzer Wanderbund z Bytomia. Za przynależność do tajnej organizacji, w której składali przysięgę na wierność Adolfowi Hitlerowi, i popieranie narodowego socjalizmu oskarżonych zostało z artykułu 165 kodeksu karnego 20 osób. Ale zatrzymano tylko 8 członków tarnogórskiego Wanderbundu, bo reszta zbiegła do Niemiec.

Zanim 13 listopada 1936 roku doszło do pierwszej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Tarnowskich Górach, na listę oskarżonych trafiło jeszcze 48 osób. Po dwóch tygodniach zapadł wyrok. Główni oskarżeni Helmut Horn i Eryk Freyer skazani zostali na 2,5 roku więzienia. Ośmiu oskarżonym zasądzono po 1,5 roku odosobnienia. Dziewięć osób skazano na rok, siedmiu na 8 miesięcy. Siedmiu nieletnich ukarano pobytem w domu poprawczym, a siedem osób uwolniono od oskarżenia. Obrońcy złożyli apelację i dopiero 1 marca 1938 roku Sąd Apelacyjny w Katowicach zatwierdził wyrok, który zapadł w pierwszej instancji. Ale aż 23 oskarżonych, odpowiadających z wolnej stopy, zdołało uciec do Niemiec. Jeden z głównych bohaterów wielkanocnego parteitagu obok gajówki w Szklanej Górze Edward Romański już 13 lutego 1937 roku uciekł do niemieckiego wówczas Bytomia. Faktycznie większość zawoalowanych hitlerowców – pomimo zapadnięcia wyroku - nie poniosła żadnej kary.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 61

Okładka Montes nr 61