Dlaczego tak?

 

Ciąg dalszy tarnogórskich maszkaronów

Witraż jest ważnym elementem architektonicznym w wielu budowlach, a zwłaszcza kościołach. Dlatego w książce o detalach architektonicznych pt: „Małe jest piękne”, nie mogliśmy ich pominąć, mimo tego, że najlepiej widoczne są z wewnątrz, a w świątyniach wcale małe nie są. Z całą pewnością nie tylko te ze świątyń tarnogórskich, ale i z całego powiatu wymagają odrębnego i szerszego opracowania.

Przy opracowaniu stron im poświęconych, przypadkowo natknęliśmy się w internecie na witraże kościoła St Vitus (św. Wita) znajdującego się w niemieckiej miejscowości Löningen, (Dolna Saksonia), doznając przy tym wrażenia deja vu.

Niektóre postacie na tych witrażach z 1896 r. zadziwiły nas bowiem podobieństwem do tych z kościoła Apostołów Piotra i Pawła w Tarnowskich Górach, które zainstalowano w 1901 r. gdy proboszczem był ksiądz Kokot. I rzeczywiście, podobieństwo okazało się nieprzypadkowe, gdyż witraże dla obu kościołów powstały w tej samej  pracowni  Viktora von der Forsta z Münster. Dlatego niewiele różnią się od siebie na witrażach twarze Boga Ojca, Chrystusa oraz postaci przedstawiającej w Löningen konającego św. Józefa, a w Tarnowskich Górach apostoła siedzącego po lewej stronie Chrystusa. Podobnie wyrażono też gesty postaci.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_61_03-2.jpg

Czy to nie jest interesujące, jak do tego doszło? Bo gdzie Tarnowskie Góry, a gdzie Löningen? Ponadto, w obszernym wykazie witraży wykonanych w tej pracowni, też nie odnotowano tych z Tarnowskich Gór.

Mało jest w książce detali znajdujących się na budynkach dzielnic miasta, choć były w pierwotnym projekcie. Kilka z nich zostanie  przedstawionych następnym razem. Tu jeszcze tylko o pewnej tajemniczej sprawie z terenu Parku w Reptach Śląskich, a konkretnie części zabudowań wchodzących kiedyś w skład kompleksu pałacowego. Pałac został jak wiadomo wyburzony, a fragmentem zabudowań, w których dziś znajduje się szkoła, prowadzona przez oo. Salezjanów, jest okrągła wieża. Na niej od strony południowej znajduje się, zasłonięty przez gałęzie drzewa, prostokątny, pusty kartusz. Dość regularne otwory w nim wskazują, że coś w nim było. Zapewne  nie jeden z Czytelników zadzierając głowę, zastanawiał się podobnie jak my - co? Nie mógł to być herb Donnersmarcków, bo on znajduje się w stanie nienaruszonym pod kartuszem. Ostatnie zdjęcie pokazuje zarys tego, co tam kiedyś ulokowano. To najwyraźniej był perlik i żelazko. Górnicze symbole. Dlaczego tak, w tamtym miejscu? Nie wiemy. Komu zaś się one przydały, pewnie na zawsze pozostanie tajemnicą. Takich tajemnic jest tu więcej.

Anna Sopuch
Mieczysław Filak

 

 

Okładka Montes nr 61

Okładka Montes nr 61