Rozmyślania o Górnym Śląsku

Bez Michała Smolorza

Drugi człon tytułu może być czytany razem z pierwszym - bez kropki - łącznie, zaznaczając niepełność, niereprezentatywność wszelkich rozważań o Śląsku bez tego wybitnego publicysty. Tytuł czytany z kropką, oddzielającą wyraźnie dwa zdania, podkreśla pustkę, wyraźny brak bardzo ważnego i znaczącego elementu w pejzażu śląskim (jeśli o tak wybitnym i żywotnym człowieku można mówić „element”).

Bardzo długo odczuwać będziemy tę stratę. Przybywać będzie problemów i ważkich tematów, których rozstrzyganie i rozważanie bez Pana Michała będzie o wiele trudniejsze. Przybywać będzie sfer i dziedzin, w których Michał Smolorz był po prostu niezastąpiony. Był on bowiem i epoką i opoką w górnośląskim świecie. Epoką – gdyż jego działalność i aktywność w czasie demokratycznych przemian sięgnęła ćwierćwiecza, bowiem wyznaczone przez niego standardy mówienia i spierania się o Śląsk, jego koncepcje tworzenia i rozwijania kultury na Górnym Śląsku, styl mówienia i pisania, stworzyły pewien wzorzec, sposób myślenia i reagowania, który bez jego twórcy i krzewiciela albo przepadnie, albo zejdzie na psy, albo stanie się niemożliwy do osiągnięcia. Pewnym jest to, że soroństwo rozpleni się bardziej, nie bojąc się już chłosty panasmolorzowej krytyki, poziom samorządowej kultury (głównie tej na festynach) obniżyć się może znacznie, za sprawą pozostawionych w spokoju chałturników i grajków, beamtry mogą wydawać znacznie więcej na wyssane z palca strategie i kampanie. „Dzieciątko” będzie coraz częściej wyręczane przez czerwonych krasnali na reniferach, „żurek śląski” będzie królował w kuchni. Był opoką – twardą i niewzruszoną jak ostaniec („Maczuga Herkulesa”?). Był odporny na wiele kuszeń (nie na wszelkie pokuszenia – niektóre potrafiły go zwieść). Umizgi partii odrzucał na wstępie. Był wyrozumiały lecz w osądach ostry i stanowczy. W okresie wszechwładzy Związku Górnośląskiego, kiedy mógłby wiele zyskać, jego krytyczna ocena działalności stowarzyszenia poróżniła go z jego szefami i efekty widać do dzisiaj (Mirosław Sekuła, Jan Rzymełka). Praktykujący katolik, członek Rady Parafialnej, suchej nitki nie zostawił na redaktorach „Gościa Niedzielnego”. Dostało się nawet arcybiskupowi za mało śląskie (na Górnym Śląsku duszpasterz był zawsze „swój”) wypowiedzi. Reprezentował samego siebie, a w czas przedwyborczy pielgrzymowano do niego z prośbą o radę i poparcie. Nie piastował żadnej funkcji, a od jego opinii na tematy śląskie rozpoczynały się ogólnopolskie programy, reportaże i publikacje. Kto teraz da odpór różnym Semkom, Baltom, Arciszewskim? Któż tak jak on wykpi grasujących po sejmikach katowickim i opolskim nacjonalistów? Czy znajdzie się ktoś, kto wytknie służalczość i dwulicowość śląskim celebrytom?

Bardzo mi żal i smutno, gdyż znałem Michała Smolorza nie tylko jako reżysera, producenta i publicystę. Poznałem go, jako wspaniałego mówcę (rzadko trafiają się ludzie potrafiący z równą swobodą i finezją pisać i mówić), gawędziarza i ... parodystę. Przy okazji ostatnich naszych spotkań z właściwym sobie figlarnym przekąsem przypominał o taksówkowym jego długu wobec mnie (5 zł). Ja, a myślę, ze także i wszyscy świadomi Ślązacy winni jesteśmy Mu ogromnie wiele. Spłatę tego długu zacznijmy od zaraz broniąc śląskiej tradycji w kulturze, obyczajach, kuchni. Nakręconych zostało przez „Antenę Górnośląską” Smolorza i Sarnowicza kilkanaście taśm tworzących górnośląską encyklopedię: o historii Górnego Śląska, o jego granicach, języku, sztuce, ludziach itp. Były dostępne powszechnie. Ile z nich znajduje się w naszych domach? Czy w szkołach stanowią one podstawę nauczania regionalnego? Ile z wiedzy w nich zawartej mamy w naszych głowach? Jak można nie skorzystać z takiego skarbca?

Największą okazję do spłaty długu mieć będziemy w obliczu wyborów – samorządowych i sejmowych. Nie zakłócajmy Jego wiecznego spokoju dając się wpleść w partyjne gierki w „spadochroniarzy” i „lokomotywy”. Nasz głos jest zbyt cenny, by oddawać go na wiarołomców, jesteśmy zbyt doświadczeni, by wzmacniać nim zdeklarowanych wrogów. Zbyt długo żyliśmy w świecie bezwzględnie egzekwowanych obowiązków. Czas już zdecydowanie upominać się o swoje prawa.

Jan Hahn

 

Okładka Montes nr 60

Okładka Montes nr 60