Pieskie życie policyjnego wilczura

Opiekunowie policyjnego owczarka alzackiego, który wabił się Astor, nie mieli z psem łatwego życia. Wilczur uganiał się po polach Donnersmarcka za zającami i gryzł się na ulicach z cywilnymi psami. Spotkał go marny koniec

Astor był silnym, ostrym i odważnym owczarkiem alzackim o wysokości 65 cm. Miał szarą sierść na grzbiecie i łapy oraz podbrzusze żółtego koloru. Spełniał wszystkie warunki na pozostanie policyjnym psem. Miał zaledwie rok, gdy po tresurze przydzielony został 1 lutego 1935 roku starszemu posterunkowemu Michałowi Jędrzejakowi z posterunku w Nakle Śląskim. Meldunek o ustanowieniu nakielskiego policjanta przewodnikiem Astora dotarł 3 kwietnia 1935 roku do Komendy Powiatowej Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach.

Włamywacze w mieszkaniu przewodnika

Na dalsze losy Astora miały wpływ na pewno wydarzenia, do jakich doszło pół roku później w domu posterunkowego Michała Jędrzejaka w Nakle Śląskim przy ulicy Dworcowej nr 9. W nocy z 7 na 8 listopada 1935 roku po wypchnięciu szyby w kuchennym oknie do mieszkania policjanta weszli złodzieje. Skradli niklowany zegarek z łańcuszkiem, portfel z kwotą 2 złotych 35 groszy i służbowy pistolet parabellum z dwoma magazynkami i 12 nabojami. Rabusie byli zawodowymi włamywaczami, bo usunęli resztki szyb z okna oraz „pracowali w rękawiczkach” – raportował do zwierzchników w Katowicach aspirant Macura z Komendy Powiatowej Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach.

Jednak szybko policyjne dochodzenie w sprawie włamania do mieszkania nakielskiego posterunkowego przybrało niespodziewany obrót. W nieczynnych wapiennikach 11 listopada 1935 roku mieszkaniec Orzecha 42-letni Jan Mrozek znalazł pod stertą kamieni futerał. „Znajdował się tam duży rewolwer” – zeznał przesłuchiwany dzień później przez starszego posterunkowego Piotra Gałę. Był to pistolet skradziony Michałowi Jędrzejakowi. Złodzieje zapewne zamierzali później wrócić po ukryte w kamieniołomie parabellum. Ale po odnalezieniu broń wróciła do właściciela. Zeznania Jana Mrozka potwierdził towarzyszący mu podczas przypadkowego odnalezienia rewolweru Edward Bogacki. Sprawę włamania wkrótce umorzono w prokuraturze.

Nieoczekiwanie rok po włamaniu starszy posterunkowy Michał Jędrzejak poprosił 11 grudnia 1936 roku tarnogórskiego komendanta powiatowego policji o odebranie mu wilczura Astora, który dobrze sprawował się jako pies towarzyszący i dzielnie ścigał wraz z przewodnikiem złodziei kradnących węgiel z wagonów kolejowych na przebiegającej przez Nakło Śląskie magistrali węglowej z Górnego Śląska do Gdyni. Przyczyna zrzeczenia się opieki nad owczarkiem była prozaiczna. W mieszkaniu policjanta ani na podwórzu nie było miejsca na kojec. W dodatku, jak skarżył się przewodnik „właściciel domu utrudnia mi trzymanie psa”.

Uliczna walka Astora

Cztery dni po zrzeczeniu się opieki nad Astorem dzielny wilczur przydzielony został nowemu przewodnikowi. Opiekunem psa 15 grudnia 1936 roku został starszy posterunkowy Ferdynand Wolny z Posterunku Oficerskiego Policji w Tarnowskich Górach. Na wyżywienie owczarka przekazano policjantowi 20 zł ryczałtu.

Na tym nie skończyły się kłopoty związane z wilczurem. Silny, odważny i cięty Astor 24 września 1937 roku uciekł z przedpokoju mieszkania swojego opiekuna. „Wybiegł niepostrzeżenie za wychodzącym posterunkowym” – wyjaśniał Ferdynand Wolny zwierzchnikom z tarnogórskiej Komendy Powiatowej Policji. Na ulicy akurat pokazał się pies kolejarza Kudelki z Lasowic. Psy ruszyły do walki. „pokąsały się do tego stopnia, że musiałem wezwać weterynarza” – pisał przewodnik Astora. Weterynarz pozszywał rozszarpaną psimi zębami skórę policyjnego owczarka. Za usługę weterynaryjną policjant zapłacił 8 zł, którą to kwotę zwrócili mu zwierzchnicy z policyjnego budżetu.

Tragiczna pogoń za zającem

Niezdyscyplinowanie policyjnego wilczura w końcu doprowadziło do tragedii. Ferdynand Wolny 17 marca 1938 roku kierował obławą na trzech przestępców, którzy dzień wcześniej pojawili się w gospodzie w Lasowicach. Cygan i dwaj Polacy podejrzani o obrabowanie banku przenocowali w lesie i uciekali w stronę Woźnik. W obławie uczestniczył Astor, ale nie wkroczył do akcji poszukiwania zbiegów, bo ci zostali schwytani w Miasteczku Śląskim. Ferdynand Wolny pojechał przesłuchać ujętych rabusiów, a psa przekazał pod opiekę przodownika Tadeusza Hadyka. Policjant zaprowadził wilczura do domu przewodnika i oddał pod opiekę jego żony. Astor pozostawiony na podwórku przeskoczył parkan i początkowo ruszył za tymczasowym opiekunem. Kiedy Tadeusz Hadyk próbował złapać owczarka, ten wyrwał się i pobiegł na pobliskie pola.

Wieczorem około godziny 18,30 koło torów nieczynnej wąskotorówki na polach za folwarkiem Karłuszowiec Emil Kocot z Pniowca, 34-letni kolejarz, który był tego dnia dozorcą polowania zorganizowanego przez dr. Józefa Potykę – dyrektora tarnogórskiej Spółki Brackiej – zauważył zająca uciekającego przez szyny kolejki wąskotorowej. Za nim 120 metrów dalej biegł pies „strzeliłem do niego z dubeltówki, nie mogłem wiedzieć, że był to pies policyjny” – zeznawał dozorca trzy dni później przesłuchiwany przez Ferdynanda Wolnego. „Strzelam do każdego psa na polu należącym do dzierżawy dr. Potyki” – usprawiedliwiał się Emil Kocot. Niefortunny strzelec skruszony obiecał, że odkupi policji półrocznego psa do tresury za zastrzelonego owczarka Astora, którego jego opiekun znalazł martwego w polu dzień po obławie.

Ciągoty wilczura do ganiania za zwierzyną łowną potwierdził podczas policyjnego dochodzenia pierwszy opiekun psa. Astor ścigający od 1935 roku węglokradów nauczył się także ganiać za łowną zwierzyną hasającą po polach Donnersmarcka. „Nie można go było oduczyć tego tropienia” – wyjaśniał pierwszy przewodnik owczarka. Aż dwa razy w ciągu roku uciekł i uganiał się za zającami i sarnami po nakielskich polach. W końcu doprowadziło to do przypadkowej śmierci Astora.

Oczywiście obietnice złożone przez zabójcę policyjnego wilczura w czasie przesłuchania pozostały tylko na papierze. Dozorca po rozmowie ze swoim chlebodawcą Józefem Potyką, wycofał się z odkupienia psa dla policji. Zarówno Józef Potyka jak i Emil Kocot oświadczyli, że „pies został zastrzelony prawnie”. Policjanci także nie dopatrzyli się nadużycia prawa ze strony dozorcy. W takiej sytuacji Ferdynand Wolny, po opłakaniu śmierci niesfornego wilczura Astora, poprosił 10 maja 1938 roku swoich zwierzchników o przydzielenie nowego psa policyjnego.

Paweł Bednarek

 

Okładka Montes nr 60

Okładka Montes nr 60