Kłopotliwy narożnik ulic

Rys. ze zbiorów archiwum miejskiego Tarnowskich Gór
Rys. ze zbiorów archiwum miejskiego Tarnowskich Gór

W narożniku ulic Wyszyńskiego i Wyspiańskiego miał powstać drugi miejski zieleniec, ale parcelę kupili od magistratu leśniczy i adwokat - właściciele sąsiednich posesji – i przeznaczyli na ogródki

Jeszcze po zakończeniu I wojny światowej zabudowa miejska Tarnowskich Gór kończyła się przy skrzyżowaniu szosy do Gliwic i szosy do Starych Tarnowic. Pomiędzy starym cmentarzem a traktem do Starych Tarnowic znajdował się park założony w 1903 roku na terenie starych wyrobisk górniczych. Po drugiej stronie szosy rozciągały się nieużytki pozostałe po wydobywaniu rud metali oraz pola i łąki. Władze miasta, do których należały te tereny, postanowiły wykorzystać je pod budownictwo willowe.

Pierwsze dwa bliźniacze domy dla urzędników przy szosie, która nazwana została ulicą Starotarnowicką, wybudował w 1924 roku właśnie tarnogórski magistrat. Trzy lata później obok urzędniczych bliźniaków własną willę wzniósł budowniczy miejski Piotr Heda. Z kolei przy ulicy Parkowej, łączącej szosę do Starych Tarnowic z drogą do Opola, pierwszy dom jednorodzinny postawił w 1925 roku inżynier kolejowy Józef Jasiulek, późniejszy przewodniczący tarnogórskiej Rady Miejskiej. Wybudowanie w latach 1930-1932 gmachu szkoły przy ulicy Parkowej zmusiło władze miasta do uporządkowania sytuacji pozostałych gruntów, które podzielono na parcele budowlane i wystawiono w 1928 roku na sprzedaż.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_60_09-Wyspianskiego_002.jpg

Jednak kolejni kontrahenci rezygnowali z kupna działek budowlanych z powodu ich wysokiej ceny oraz szkód górniczych. Ryszard Grała napisał do magistratu, że oferta kupna parceli za 5930 złotych to: „za wygórowana kwota za taki nierówny i nawet podebrany grunt”. Dlatego miejscy urzędnicy zaproponowali w 1932 roku kupno działki Marii Hedowej, wdowie po zmarłym w 1929 roku miejskim budowniczym. Ta jednak nie chciała dokupić gruntu do swojej działki. Wtedy magistrat zaproponował wdowie wymianę gruntów. Za fragment jej parceli o powierzchni 431 m kw. położonej przy ulicy Starotarnowickiej urzędnicy zaoferowali leżącą za działką Hedowej miejską parcelę o powierzchni 810 m kw. Wdowa po miejskim budowniczym nie zgodziła się jednak – nie wiadomo dlaczego - na dość korzystną dla niej transakcję. Pokrzyżowała swoją decyzją plany Miejskiego Urzędu Budowlanego z 10 lutego 1933 roku, który postanowił po wymianie działek tak rozparcelować grunt w narożniku ulic Starotarnowickiej i Parkowej, żeby można było na wydzielonych parcelach zbudować trzy domki jednorodzinne. Po fiasku zamiany gruntów magistrat sprzedał jedynie w 1934 roku dwie wytyczone w narożniku działki; przy ulicy Starotarnowickiej leśniczemu Jerzemu Reichowi z Jędryska a przy ulicy Parkowej tarnogórskiemu adwokatowi Edwardowi Schmidtowi.

Ale zanim nowi właściciele parcel rozpoczęli budowę willi otoczonych ogrodami, pojawił się kolejny kłopot z podziałem gruntów. Magistrat przewidywał w planach zabudowy utworzenie przy skrzyżowaniu ulic Parkowej i Starotarnowickiej w obydwu narożnikach ozdobnych skwerów. Żadnego kłopotu nie miały władze miasta z zagospodarowaniem narożnika położonego w sąsiedztwie ogrodu i boiska szkoły parkowej. Urządzono na nim – otoczony niskim płotkiem metalowym na ceglanym murku - trawnik z klombem kwiatów i krzewami. Identyczny skwer miał powstać w przeciwnym narożniku. Jednak nowi właściciele działek w narożniku ulic wyrazili chęć kupna terenu przeznaczonego na zieleniec. Urzędnicy w magistracie szybko przeanalizowali nowo powstałą sytuację. Miejski budowniczy Wiktor Warzecha dopuścił w swojej opinii rezygnację z budowy skweru. „Utrzymanie takich zieleńcy związane są ze znacznymi kosztami i ulegają zniszczeniu, o czem przekonano się przy skwerku przed szkołą, z którego często całe kłęby kwiatów z korzeniami wyrywano” – uzasadnił miejski budowniczy. Teren przeznaczony na trawnik podzielony na dwie części magistrat sprzedał Jerzemu Reichowi oraz Edwardowi Schmidtowi, którzy przyłączyli te grunty do przydomowych ogrodów. Kawałek niedoszłego skweru przeznaczono na chodnik oddzielający ogrodzenia posesji od ulicy. Narożniki ulic, które obecnie nazywają się Wyszyńskiego i Wyspiańskiego, przetrwały w niezmienionym kształcie od lat 30. ubiegłego wieku do dziś.

Paweł Bednarek
Fot.: Autor

 

Okładka Montes nr 60

Okładka Montes nr 60