Praca przymusowa w PGR-ach

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_60_07-Nowy-1.1.jpg

Przymusowa początkowo praca w brygadach rolnych Powszechnej Organizacji „Służba Polsce” z biegiem czasu stała się atrakcyjnym sposobem spędzania wolnego czasu. W Państwowych Gospodarstwach Rolnych zarabiało się pieniądze i zdobywało zawód

Od samego rana 29 marca 1955 roku w sali widowiskowej Domu Kultury Kolejarza w Tarnowskich Górach gromadziły się grupki młodych dziewcząt z całego powiatu. Przybyły na pierwszą naradę junaczek wyjeżdżających do pracy w brygadach rolnych. W chwili rozpoczęcia obrad zebrało się prawie 150 dziewczyn. Na sali obecni byli Leonard Tomczak, komendant powiatowy Powszechnej Organizacji „Służba Polsce” w Tarnowskich Górach oraz wojewódzki komendant PO „SP” w Stalinogrodzie major Władysław Nowak, który w powitalnym przemówieniu gorącymi słowami przekonywał junaczki: „do tej walki o chleb niech nie zabraknie ani jednej młodej dziewczyny”. Równie płomienny referat wygłosił Franciszek Zioło, przewodniczący Zarządu Powiatowego Związku Młodzieży Polskiej w Tarnowskich Górach. Ale pełne urzędowego optymizmu apele etatowych komunistycznych działaczy zachęcające dziewczyny do pracy na roli nie były jedynymi, które padły tego dnia na junackiej masówce.

Praca przymusowa motywowana ideologicznie

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_60_07-Nowy-2.1.jpg

O wyrobieniu wśród młodzieży „nawyku kolektywnej pracy dla dobra społeczeństwa motywowanej ideologicznie, a nie ekonomicznie” pierwszy sekretarz Polskiej Partii Robotniczej Władysław Gomułka mówił już w czerwcu 1946 roku na plenum Komitetu Centralnego. Zgodnie z pepeerowskim planem tworzone początkowo tylko do odgruzowywania zrujnowanej stolicy oraz innych miast hufce budowlane stopniowo przekształcano w brygady uczestniczące w budowie pomników socjalizmu. Zwieńczeniem było wprowadzenie przymusu wychowania ideologicznego i pracy młodzieży. Dekretem z 25 lutego 1948 roku powstały Powszechna Organizacja „Służba Polsce” oraz Główny Urząd Kultury Fizycznej. Podlegające Ministerstwu Obrony Narodowej utworzone biura i wydziały PO „SP” oraz komendantury i brygady pracy miały status jednostek wojskowych. Obowiązkowy pobór młodzieży w wieku od 16 do 20 lat do pracy odbywał się w sposób wojskowy. Najpierw stawienie się przez komisją poborową, potem wcielenie do brygad pracy. Za uchylanie się od pracy w PO „SP” groziło 2 miesiące aresztu albo 20 tys. zł grzywny. Po roku wprowadzono także werbunek ochotników i brygady mieszane, a od 1952 roku zamiast żołdu wypłacano wynagrodzenie jak za pracę. Przymusowe początkowo wcielenie do brygad młodzież zaczęła traktować stopniowo jako możliwość zdobycia wykształcenia, nowego zawodu i pieniędzy. Sam kilkumiesięczny wyjazd także stawał się atrakcyjny. Junacy i junaczki kierowani byli do pracy w przemyśle lub rolnictwie. Licznie tworzone brygady rolne wysyłane były do pracy w PGR-ach. Praca na roli trwała od 2 do 6 miesięcy.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_60_07-Nowy-1.3.jpg

Obowiązkowe powołanie do takiej brygady otrzymała latem 1953 roku 16-letnia wówczas Adelajda Łukasik z Nakła Śląskiego. Z tej miejscowości powiatu tarnogórskiego na przymusowe roboty w Państwowym Gospodarstwie Rolnym wezwanych zostało jeszcze pięć młodych dziewcząt. Zbiórka wyznaczona została 30 lipca 1953 roku w Komendzie Powiatowej PO „Służba Polsce” w Tarnowskich Górach przy ulicy Sienkiewicza 5. Zamiast powołanych do brygady rolnej z całego powiatu tarnogórskiego 64 dziewcząt na zbiórkę przybyły 52 panny urodzone w latach 1933 – 1936. Po apelu przydzielono dziewczyny do poszczególnych drużyn i plutonów, wręczono im legitymacje i umundurowanie. Po obiedzie nowo wcielone junaczki obejrzały mecz siatkówki szkolnych drużyn i pomaszerowały na pociąg. „Nastrój był zadawalający” – raportowała Ema Berułowa, komendant powiatowy PO „SP” w Tarnowskich Górach.

– Nawet nie wiedzieliśmy dokąd nas wiozą. Cały czas jadłam babkę, którą na drogę upiekła mi moja matka – wspomina Adelajda Łukasik. Po trzech dniach spędzonych w pociągu dziewczęta wysadzono na dworcu w Hrubieszowie. Dopiero rano dojechały koleją wąskotorową do następnej stacji, gdzie przesiadły się na przyczepy ciągnięte przez traktory i tak dotarły do Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Wasylowie.

Zakwaterowane zostały w baraku z czerwonej cegły. Na dole była jadalnia ze stołem i ławami a na piętrze czteroosobowe pokoiki, w których zostały zakwaterowane. W budynku nie było wody ani światła elektrycznego. Dziewczęta myły się w miednicach. Wodę dowożono cysterną. Opiekę medyczną zabezpieczała pielęgniarka, która urzędowała w izolatce. W baraku panował wojskowy dryl. Po apelu porannym urządzano kontrole czystości. – Jak komisja znalazła w pokoju choćby tylko słomkę, to kazała lokatorkom wynosić ją na dwór w kocu – wspomina Adelajda Łukasik. Na śniadanie przeważnie jadły razowy chleb z peklowaną słoniną a na obiad śledzie z kaszą, rzadziej z ziemniakami. Drugie śniadanie przywożono im furmankami na pole.

W pierwszym dniu po zakwaterowaniu i otrzymaniu ubiorów roboczych cały hufiec ruszył do pracy w polu. Początkowo dziewczyny pracowały przy żniwach. – Robiłyśmy młóckę świeżo zżętego zboża oraz stert, które leżały w polu nawet kilka lat. W starym zbożu większość ziarna zjedzona była przez myszy, które buszowały w stertach i wchodziły nam do rękawów podczas pracy. Młóciłyśmy także groch – opowiada pani Adelajda.

Po żniwach przyszedł czas na zbiory buraków cukrowych, które dziewczęta rękami wyrywały z ziemi i układały w wieńce. Później ustawiały się wokół i ścinały łodygi. Nie mniej męczącą pracą były wykopki ziemniaków. Dziewczęta parami szły za bronami i wybierały kartofle z ziemi. Po napełnieniu kosza zanosiły ziemniaki do kopca. Za każdy kosz dziewczyny otrzymywały od hufcowej bilet. Pracowały od rana do wieczora. Po powrocie na kwaterę po wieczornym apelu dowódca odbierała od junaczek bilety i wypłacała pieniądze za każdy zebrany kosz ziemniaków. Po zakończeniu wykopek junaczki po podorywkach posiały jeszcze zboża ozime.

Podczas trwania turnusu zadbano także o kulturalną rozrywkę. Dziewczętom zorganizowano kilka razy potańcówki oraz ciężarówkami zawieziono na film do kina przy nieodległej stanicy Wojsk Ochrony Pogranicza. Otrzymywały także przepustki. Szły wtedy grupkami do pobliskiej wsi, gdzie w chatach krytych strzechami kupowały jajka na kogiel mogiel. – Początkowo ludzie bali się mundurów i uciekali przed nami – dodaje Pani Adelajda.

Zdarzały się także ucieczki z hufca. Cztery dziewczyny w czasie wykopek gdzieś się zapodziały. Ale przywieziono je po kilku dni poszukiwań, z domów rodzinnych w Świerklańcu dokąd pojechały. Za dezercję z brygady groziły 3 miesiące aresztu albo 30 tys. zł grzywny.

W codziennym trudzie i znoju przytrafiały się junaczkom i sytuacje zabawne. Któregoś dnia w czasie zbioru ziemniaków dziewczęta nazbierały suchej naci i rozpaliły ognisko. Zapałki pożyczyli im robotnicy z PGR-u. Mocno rozgrzane ogniem junaczki pozdejmowały ciepłe kufajki i poukładały wokół. Po czym poszły do pracy. Nie zwróciły uwagi na rosnący płomień. Dopiero po pracy zauważyły, że spaliły im się kufajki rozłożone wokół ogniska. Musiały oczywiście zapłacić za zniszczony ubiór roboczy. – Dla mnie najbardziej śmiesznym i zarazem strasznym wydarzeniem był moment, kiedy wsiadłam i ruszyłam traktorem, a potem nie umiałam zatrzymać rozpędzonej maszyny. Na szczęście pomógł mi zahamować jeden z robotników rolnych – śmieje się pani Adelajda. Pracę w PGR Wasylów zakończyły junaczki 15 listopada 1953 roku. Na zakończenie pani Adelajdzie wypłacono 350 zł. Gdy wróciła do domu, kupiła za zarobione pieniądze zamszowe buty.

Łabędzi śpiew rolnych brygad

Chociaż od 1954 roku zmienił się stosunek młodzieży do wyjazdów z brygadami rolnymi do pracy na roli i zgłaszało się coraz więcej ochotników, rodzice nadal niechętnie zapatrywali się na rolnicze eskapady - zwłaszcza swoich młodocianych córek. Dlatego komendy powiatowe PO „SP” organizowały wiece poparcia dla hufców pracy. Do narady junaczek z powiatu tarnogórskiego doszło dzięki hasłu - które na początku roku 1955 rzucili działacze Komendy Wojewódzkiej Powszechnej Organizacji „Służba Polsce” w Stalinogrodzie - wzywając młode dziewczyny w wieku od 17 do 20 lat do pracy w brygadach rolnych. Dodatkowy apel o pracę w Państwowym Gospodarstwie Rolnym wystosowały do śląskich dziewcząt junaczki z powiatu Wolsztyn w Poznańskiem. Młode aktywistki postanowiły w ten sposób uczcić zbliżający się Światowy Zjazd Młodzieży i Studentów oraz II Zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej a także przyczynić się do pomyślnej realizacji kończącego się planu 6-letniego.

Słowa trafiły na podatny grunt w tarnogórskiej powiatowej komendzie junaczek. Dziewczęta z całego powiatu chętnie zapisywały się do uczestnictwa w X turnusie rolnym. Zachęcał je do tego pisemny komunikat rozwieszony na ogłoszeniowych słupach i tablicach w całym powiecie tarnogórskim, w którym wzywano „młodzież żeńską z roczników 1935, 1936, 1937 i 1938” chętną do pracy w brygadach rolnych o zgłaszania się „do Komendy Powiatowej PO „SP” w Tarnowskich Górach ul. Sienkiewicza nr 5”. Organizatorzy zapewniali ochotniczki, że: „w brygadzie otrzymujesz pełne wyżywienie i umundurowanie oraz wynagrodzenie według umowy w PGR”. Do brygady, która miała w kwietniu i maju 1955 roku pracować w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w powiecie wolsztyńskim, zgłosiło się 20 dziewcząt.

Niekwestionowaną nieformalną liderką tarnogórskich ochotniczek była Regina Wąs pochodząca z gminy Potempa. Junaczka, która pracowała już w brygadzie rolnej w 1954 roku, zgłosiła się po raz drugi. Jako znająca realia rolniczego trudu podzieliła się swoimi doświadczeniami z nowicjuszkami a na powiatowej naradzie w Domu Kultury Kolejarza w Tarnowskich Górach nawoływała kolejne koleżanki do zapisywania się do brygad. „Idę do brygady po to, aby było więcej chleba w Polsce” – uzasadniała swój wybór Regina Wąs. Równie mocno poparła ją Helena Wójcik, która podczas tarnogórskich obrad wezwała junaczki z Będzina, Częstochowy i Lublińca „do współzawodnictwa w ochotniczym zgłaszaniu się do brygad rolnych”.

Ale przykładem głębokiego zaangażowania w ochotniczy werbunek do junackich brygad rolnych była postawa Heleny Kotarskiej, mieszkanki Tarnowskich Gór, która nie dość że sama zgłosiła się do brygady, to jeszcze namówiła do tego 3 koleżanki. O własnym poświęceniu dla „walki o chleb” młoda tarnogórzanka opowiedziała zebranym na naradzie współtowarzyszkom. Jeszcze większą żarliwością ideologiczną wykazała się jej matka Waleria. Z okazji junackiej narady napisała list do rodziców uczestniczek, w którym dementowała pogłoski o złym wyżywieniu i braku opieki lekarskiej podczas trwania turnusu brygad rolnych. „Rodzice nie wierzcie w takie bzdury, bo to sieje nasz wróg” – przekonywała w liście odczytanym między innymi przez radiowęzeł oraz opublikowanym w junackiej gazetce ściennej. Waleria Kotarska zaprzeczyła także niepochlebnym opiniom o demoralizacji dziewcząt podczas pracy na roli, że „dziewczyny dobre wyjeżdżające do brygady przyjadą z powrotem wykolejone”.

Po zakończeniu narady 20 junaczek wystosowało specjalny apel skierowany do „dziewcząt z miast i wsi powiatu tarnogórskiego” zakończony wnioskiem, że: „w tej szlachetnej walce o chleb dla Górników i Hutników nie przyniosą zawodu”. O obradach, które zakończył występ junackiego Powiatowego Zespołu Pieśni i Tańca, poinformowana została redakcja „Trybuny Robotniczej”. Mimo tak uroczystej oprawy ideologicznej narada była pierwszą i ostatnią, bo w listopadzie 1955 roku doszło do likwidacji Powszechnej Organizacji „Służba Polsce”, w której koszty pracy były większe niż zyski, bo zakłady pracy nie przekazywały do komend pieniędzy za przepracowane przez junaków godziny nadliczbowe. Utrzymanie PO „SP” spadło na Skarb Państwa. Oprócz przyczyn ideologicznych to właśnie rachunek ekonomiczny przyczynił się do upadku organizacji, po której pozostało tylko wspomnienie ideowego zapału oraz fizycznego trudu i znoju.

Paweł Bednarek
Fot. PGR Wasylów - ze zbiorów junaczki

 

Okładka Montes nr 60

Okładka Montes nr 60