Dlaczego nie?

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_60_03-dlaczego-nie.jpg

Ciąg dalszy tarnogórskich maszkaronów

W grudniu 2012 r. Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej wydało książkę „Małe jest piękne – Tarnogórskie Detale Architektoniczne”. Jej genezą był pomysł na szkolną wystawę zdjęć takich obiektów w Zespole Szkół Budowlano-Architektonicznych.

Idea by napisać o nich książkę, pojawiła się znacznie później, a jej współautora przekonała do niej dopiero rozmowa z przewodnikiem po... Krakowie. Ten - zaklinając się na wszystkie świętości i dyplom historyka sztuki - stwierdził, że w Krakowie znane są oczywiście maszkarony na Sukiennicach, ale cała ogromna reszta nie, a książki traktującej jako temat detale całego miasta, na pewno nie było i nie ma, zaś sam pomysł warty jest nie tylko publikacji książkowej, ale i pracy doktorskiej.

Nie mieliśmy takich ambicji, a w książce ograniczyliśmy się do przedstawienia najbardziej znaczących detali Tarnowskich Gór, bo wszystkich, zwłaszcza najdrobniejszych, nie sposób było zamieścić. Kilkanaście z tych pominiętych, zaprezentujemy w Montesie.

Maszkarony nie są ciężkie jak posągi i może dlatego czasem „odlatują”, niknąc bez śladu. Tak stało się z sąsiadem maszkarona na domu nr 14 przy ul. Powstańców Śląskich.

Zdaniem fachowców wiele z nich, wykonane zostało z trwałego materiału, ale zdjęcie maszkarona - głowy kobiety – z fasady kamienicy nr 26 przy tej samej ulicy dowodzi, że nie z granitu. Ponieważ książka miała nie tylko informować o zasobach miasta, ale również promować jego urodę, zrezygnowaliśmy z umieszczenia w książce medalionów z maszkaronami, których szereg - niepełny już niestety - zobaczyć jeszcze można na elewacjach budynku nr 11 przy ul. Karola Miarki. Głowa mężczyzny z rysów twarzy i fryzury nasuwa na myśl Greka. Ich twórca niekoniecznie musiał myśleć o słynnym lekarzu starożytności Hipokratesie, ale stan zniszczenia nawet tych kilku zachowanych maszkaronów, nie pozwala mieć nadziei, że same się uleczą.

Ich renowacja jest możliwa, czego dowodzą reliefy odnowionej z pietyzmem willi przy Rondzie płk. Ranoszka. Jej obecny właściciel jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienił szkaradne, w miłe dla oka. Takich przykładów można znaleźć już coraz więcej.

Nie udało się nam ustalić, kto kryje się pod inicjałami M.S. na domu nr 11 przy ul. Strzeleckiej, gdzie są też ładne, choć zniszczone drzwi wejściowe. Natomiast wszyscy już wiedzą, kto wybudował niepozorną i zdało się niektórym, że wystawioną w epoce wczesnego PRL-u, kamienicę nr 10 przy ul. Piłsudskiego. Nowy detal informuje, że uczynił to Jan Zacher w 1936 r. Być może ktoś kiedyś napisze kim był, co robił. Nikt jednak już zapewne nie odgadnie, co faktycznie przedstawiał relief spod dachu kamienicy nr 4 przy ul.Piastowskiej

Ale czy komuś jest potrzebna ta wiedza, wszystkie te detale? Przecież to nie o nie walczono tu kiedyś z karabinami w ręku. Na pewno nie o nie, więc nie wszystkim są one potrzebne, choć w centrum miasta można się na nie natknąć nie tylko na elewacjach, ale i na ogrodzeniach. Są też oczywiście we wnętrzach domów, ale nie o takich jest ww. książka. Witraży które są zasadniczo widoczne z wewnątrz, nie mogliśmy jednak pominąć. O nich, wraz z interesującą historią, jeszcze napiszemy.

Anna Sopuch

 

 

Okładka Montes nr 60

Okładka Montes nr 60