Głęboka Sztolnia Fryderyka

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_59_13-sztolnia.jpg

Rok temu w Montesie nr 53 ukazał się artykuł o budowie „Głębokiej Sztolni Fryderyk”. Tekst oraz zdjęcia stanowiące w zamiarze zachętę do przejścia jej szlakiem na powierzchni, dotyczyły głównie jej pierwszego fragmentu od roznosu i okna sztolni do szybu „Staszic/Adolf” oraz usytuowanego 21 m. dalej szybu „Maszynowego”. Wspomniano także krótko o kontynuacji jej budowy.

Widok z Hałdy Popłuczkowej
Widok z Hałdy Popłuczkowej

Południowo - wschodni chodnik sztolni „Fryderyk” bito z szybu „Adolf/Staszic” w kierunku szybu „Comet”, wydrążony w 1835 r. Potem poza szyb „Bohr” (1837 r.) do wcześniej istniejących szybów” „Frieden”, „Spes” i „Hamster”. Po osiągnięciu 167 m długości za szybem „Hamster”, chodnik sztolniowy osiągnął złoża kruszcowe, a potem dotarł do szybu „Wolf” i wysuniętego najdalej na południe szybu „Strzebnica”. Stamtąd drążono go w kierunku północno - zachodnim poza szyby „Pelka II”, „Adler” i „Urban”. Dążono tym do połączenia ze znanym już z poprzedniego artykułu szybem „Szczęśliwa Pomoc” (Glückhilfe) położonego przy ul. Gliwickiej i Kamiennej, tworząc tym pętlę. Celem szybszego połączenia, rozpoczęto od tego ostatniego szybu w 1875 r. bić przecznicę w kierunku południowym, z którą po 470 metrach zwrócono się w kierunku południowo - wschodnim, naprzeciw drążonego od szybu „Urban” chodnika głównego. Połączenie pomiędzy obu szybami nastąpiło 17 grudnia 1880 r. Ponieważ nigdzie nie natknąłem się na informację, by przy robotach prowadzonych z dwóch kierunków posługiwano się do odwadniania nowych chodników sztolni maszynami odwadniającymi, dział wód tej pętli sztolni znajduje się najprawdopodobniej w miejscu połączenia chodników.

Nadzieje na dotarcie do nowych pokładów rud, do których odwadniania mogłaby posłużyć ta część sztolni, nie spełniły się do końca, ale połączenie „Głębokiej Sztolni Fryderyka” z dawniej istniejącymi, wyżej położonymi poziomami wydobywczymi, ich sztolniami i chodnikami, które uprzednio odwadniano przy pomocy instalowanych przy szybach kunsztów konnych, a od 1788 roku pomp napędzanych maszynami parowymi, teraz tę konieczność wyeliminowały. Stworzono jeden, spójny grawitacyjny system, w którym woda - niczym podziemna rzeka płynie z całego labiryntu tarnogórskich podziemi w skalnych korytarzach sztolni do jej okna i i dalej otwartym wykopem do rzeki Dramy.

Kto znajdzie czas i zechce przejść trasą tego odcinka sztolni, może zacząć wędrówkę od Stacji Wodociągowej przy ul. Staszica, na której terenie stoją ośmioboczne nadszybia „Adolfa/Staszica” oraz szybu „Maszynowego”. Niech nikogo nie zmyli okrągły napis na nadszybiu - „Szczęść Boże”. To pozdrowienie górnicze. Szyb o tej nazwie jest zupełnie gdzie indziej. W podziemiach „Staszica” znajduje się hala dawno nieczynnej, ale zadbanej, maszyny parowej. Trudno się tam jednak dostać.

Gwiazdki na mapie będą znaczyć szyby na trasie rozbudowanej sztolni. Pierwszym w kolejności jest szyb „Comet”. Niebawem trudno go będzie w ogóle zobaczyć, bo obrasta zabudową. Na razie najlepiej widać go od ul. Małej i z szybu „Bohr”.

Od szybów „Staszic” i „Maszynowego” idziemy więc ul. Wodociągową, by skręcić na prawo w ul. Małą, a nią na południe w kierunku Hałdy Popłuczkowej. Po prawej stronie uliczki naprzeciwko zabudowań dawnego folwarku „Segiet” natrafimy na pokaźnie wyrobisko górnicze. Nieco dalej, w głębi pola, kępa drzew i zarośli kryje nadszybie ziemne szybu „Comet Znacznie bliżej jest szyb „Bohr”. Można się tam dostać i warto, bo przez zabezpieczającą otwór kratę, można zobaczyć jego obudowę wykonaną z kamienia. Skorzystajmy też z okazji, by wejść na Hałdę Popłuczkową, pod którą zresztą sztolnia biegnie.

17 metrów wysokości to niewiele do pokonania, a otwiera się z hałdy wspaniała panorama na miasto od południowego-zachodu, włącznie z kościołem św. Mikołaja w Reptach, po wschód z kościołem w Bobrownikach. Można z hałdy dostrzec znane miejsca - maszt telekomunikacyjny obok szybu „Szczęśliwa Pomoc”, wysoką kępę drzew skrywającą szyby „Staszic” i „Maszynowy” oraz „Comet” i „Bohr”. Na północ w kierunku miasta są m.in. nadszybia innych (np. leżące u stóp hałdy „Nettelbeck” i „Sophia”, sięgające do przekopu Heinitza, połączonego przekopem przez szyb „Sack” i „Staszic” z „Głęboką Sztolnią Fryderyk”. (Różnica poziomów 9.5 m)

Nietrudno odnaleźć ślady infrastruktury szybu „Pokój” (Frieden) funkcjonującego kiedyś u stóp wschodniego zbocza hałdy. Jego okolica zmieniła się jednak tak bardzo, że nikt nie potrafi w tej chwili odpowiedzialnie określić, z jakiego miejsca zrobiono zdjęcie ze znaną dzwonnicą, typową wieżą wyciągową i najprawdopodobniej suwnicą. Nie wiadomo nawet, czy widoczna na zdjęciu wieża wyciągowa stała nad tym szybem, czy nad innym. Zagadka, a od czasu zrobienia tego zdjęcia, nie minęły przecież wieki.

W poszukiwaniu następnego szybu trzeba przekroczyć linię kolejki wąskotorowej, by spojrzeć w ogromne wyrobisko kamieniołomu Bobrowniki. Nie znajdziemy tam już jednak szybu „Spes”. Pochłonął go „Tarnogórski Kanion”. Jak wyglądało nadszybie Spesa możemy zobaczyć na rysunkach. Tu następna zagadka, bo różni się ono od tego, wyobrażonego na „Serwisie Carnalla” i podpisanego – „Der Spes Schacht” ( Szyb Spes). Za to podobieństwo obiektu z rysunków z wieżą widokową w Parku Miejskim jest uderzające.

Dziś w miejscu otworu szybowego Spesa lub w jego pobliżu wypływa woda, by strumykiem opłynąć wyrobisko i zniknąć w jakiejś szczelinie. Podobny los spotkał szyb „Hamster” położony kilkadziesiąt metrów na południe. On też zniknął w wielkiej, ale za to malowniczej, pustce. W południowej ścianie wyrobiska bystre oko dostrzeże jednak ciemny otwór chodnika zamkniętego kratą. Wiedzie prawdopodobnie do szybu Wolf, a dalej do szybów Strzebnica i Pelka II. Wyraźna wyrwa w ścianie zachodniej jest być może pozostałością chodnika łączącego nieistniejący szyb „Spes” z szybem „Bóg Pomoże na pewno” (Gotthilfsgewiss).

Znajduje się on w kępie drzew po prawej stronie polnej drogi od Hałdy Popłuczkowej ku Sportowej Dolinie. Idąc od niego ścieżką i nad brzegiem kamieniołomu „Blachówka”, dotrzemy do hałdy i pozostałości szybu „Adler” (Orzeł). Zlokalizowana przy nim hałda w kształcie prostokąta, liczy w obwodzie około 200 metrów, a wysoka jest średnio na 4.5 m. Oddzielona od niej ścieżką znacznie mniejsza, ale równie wysoka, kryje w sobie wielki, głęboki na 4 metry lej. To największy w Tarnowskich Górach krater-zapadlisko po szybie górniczym.

W lesie, przez który wiedzie trasa do następnego szybu „Urban”, można wypatrzyć pozostałości po trudnych do zidentyfikowania budowlach. Trzymetrowej wysokości pagórek kryje w sobie zaślepiony otwór Urbana, ostatniego z szybów południowej części sztolni, który można odnaleźć przy granicy „Rezerwatu Segiet”. A choć od biegnącej obok ścieżki dzieli go nie więcej niż 5 metrów, trudno go w zaroślach wypatrzyć. Na dalszej linii sztolni, biegnącej od niego pod ziemią linią łamaną na północny zachód, a potem prosto na północ ku szybowi „Szczęśliwa Pomoc”, nie jest łatwo dziś znaleźć inne jej szyby – świetliki, ale jest wiele wyraźnych śladów wyrobisk górniczych.

Wędrując po okolicach Tarnowskich Gór w poszukiwaniu własnego spojrzenia na „Głęboką Sztolnię Fryderyk” z powierzchni ziemi, która ją kryje, łatwo o refleksję. Ślady górnictwa kruszcowego, tak jak i inne zabytki, też potrzebują pomocy, propagowania wiedzy o tym, że istnieją, nim znikną zupełnie z pejzażu miejsca, które przez wieki zwało się „Wolnym Górniczym Miastem”. One, jak miejska zabudowa, Kopalnia Srebra, „Sztolnia Czarnego Pstrąga” są fragmentem wielkiej, spójnej całości. Bez nich Tarnowskie Góry nie będą tym, czym były i jeszcze są. Jeszcze są!

Zaś wiodąca na powierzchni trasa, dostępna niemal dla każdego, wyznaczona pozostałościami po głównych szybach tej sztolni, jest atrakcyjną propozycją turystyczną, zwłaszcza w okresie wiosenno-jesiennym. Takich zabytków górnictwa, stanowiących ważne fragmenty lub wręcz tworzące unikalne, tutejsze krajobrazy, nie mają i nie będą miały nigdy okoliczne miasta. Nie ma ich już nawet słynna ze srebrnego górnictwa Kutna Hora. Ich się nie da odtworzyć, jeśli ulegną kompletnej dewastacji, a są atutem, który należy wykorzystać tak, jak to kiedyś zrobiono ze „Sztolnią Czarnego Pstrąga” i „Kopalnią Srebra”. Nie potrzeba do tego wielkich środków.

M. Filak

 

Okładka Montes nr 59

Okładka Montes nr 59