Dni Tarnogórskich Gwarków w oczach społeczeństwa i artystów

Zofia Rydet, Widok na estradę i Rynek, wł. Muzeum w Tarnowskich Górach
Zofia Rydet, Widok na estradę i Rynek, wł. Muzeum w Tarnowskich Górach

Dni Tarnogórskich Gwarków już od pierwszej edycji wrosły silnie w świadomość mieszkańców i odwiedzających. Były one bowiem jedynym na Śląsku i jednym z bardzo nielicznych w Polsce tego rodzaju wydarzeniem.  Kilkudniowe świętowanie, podczas którego odbywały się liczne i różnorodne imprezy, w różnych punktach miasta, przy tym ukierunkowane na ukazanie jego dziejów i kultury w niecodzienny sposób, okazało się strzałem w dziesiątkę. Dodatkowym atutem - szczególnie w czasach PRL był jarmark, podczas którego można było nabyć atrakcyjny towar, rzadko lub w ogóle niedostępny na co dzień. Dlatego też społeczny odbiór święta miasta był od początku pozytywny, wręcz entuzjastyczny. Naturalnie były też słowa krytyki, oczywiste przy tak dużej imprezie, szczególnie nasilone po przemianach ustrojowych w kraju. W ciągu półwiecza trwania tradycji gwareckiego święta zmieniały się też oczekiwania i opinie o nim.

Dni Gwarków, wymyślone przez Antoniego Gładysza, mogły być zorganizowane  dzięki temu, że pomysłodawca był  przez półtora roku I sekretarzem Komitetu Powiatowego PZPR w Tarnowskich Górach, a finansowane były przez różne zakłady pracy i instytucje, przy wsparciu KW PZPR, zwłaszcza zaś Jerzego Ziętka. Jednak samą organizacją zajmowali się społecznicy skupieni w Komitecie Organizacyjnym utworzonym w Stowarzyszeniu Miłośników Ziemi Tarnogórskiej. Były to zatem działania podejmowane przez społeczeństwo – dla społeczeństwa miasta. Przedsięwzięcie to było ogromne i podziw budzi udana organizacja imprezy obejmującej nie tylko mnogość estradowych występów na Rynku, pochód (wraz z organizacją strojów), ale też imprezy sportowe, wystawy, spotkania, konferencje i to w różnych częściach miasta. Pierwszy Komitet Organizacyjny wyłonił siedem sekcji (w 1972 roku było ich już 15), w których pracowało kilkudziesięciu zapaleńców. Komitetom przewodniczyli w różnych latach: Antoni Gładysz, Franciszek Franiel, Norbert Kot, Henryk Jaksik. Organizatorzy pracowali społecznie, a jedyną „zapłatą”, oprócz satysfakcji, były organizowane dla nich wycieczki krajoznawcze.

Zofia Rydet, Mali werbliści z orkiestry Kopalni Walenty Wawel, wł. Muzeum w Tarnowskich Górach
Zofia Rydet, Mali werbliści z orkiestry Kopalni Walenty Wawel, wł. Muzeum w Tarnowskich Górach

Zofia Rydet, Dzieci, wł. Muzeum w Tarnowskich Górach
Zofia Rydet, Dzieci, wł. Muzeum w Tarnowskich Górach

Święto miasta od początku było poddawane  ocenie  przez odbiorców, najbardziej zaś krytykowano, w okresie po przemianach ustrojowych kraju, samą koncepcję święta. Przypomnijmy zatem jak ją widział i podsumował później pomysłodawca prof. Antoni Gładysz („Indianer”). Zwrócił uwagę na to, że przygotowanie takiego święta  było możliwe  w atmosferze Października 1956 r. Podkreślił, iż w mieście istniała „sztafeta pokoleń:  do przedwojennych działaczy szeroko rozumianej kultury dołączyli młodzi” (np. Józef Piernikarczyk i jego syn Czesław). Sama idea święta była odzwierciedleniem pragnienia odtworzenia poszczególnych epok historycznych Tarnowskich Gór i popularyzacji pięciu wieków  górnictwa na tarnogórskiej ziemi, z przebogatą historią podziemi. Wzorem niemieckiego Freibergu, czeskiej Kutnej Hory oraz obchodzonych w Tarnowskich Górach w XIX wieku  bergfestów (organizowanych przez Prusaków w Strzybnicy) postanowiono zorganizować podobne obchody. Jak A. Gładysz wspominał po latach „ludzie sami wyszli na przeciw tym oczekiwaniom: autentyczny rolnik tarnogórski pan Pietrzyk przebrał się za Rybkę, wypożyczając z PGR wołu, chętni do odtwarzania postaci Sobieskiego i Marysieńki też wkrótce się znaleźli.” I dalej podsumowuje: „Gwarki stały się  swoistym olśnieniem dla mieszkańców miasta... wyraźnie widać było, że ludzi cieszy możliwość „dotykania historii”, która pokazała im się na ulicach. Do tego dochodziła powszechna chęć obcowania ze sztuką w tym świątecznym dla miasta okresie”. W Tygodniku „Gwarek” z 1958 roku konkludował: „pierwsze Dni Gwarków spodobały się społeczeństwu, zainteresowały ludzi historią i przeszłością, pamiątkami i pobudziły inicjatywę ludzi chętnie działających w różnych sekcjach i zespołach”. Według autora korzyści odnosi miasto, gdyż „w imprezie uwypukla się jego historia – społeczne znaczenie jako najstarszego ośrodka górnictwa kruszcowego i kolebki współczesnego przemysłu śląskiego...”, zaś dla społeczeństwa wynikają różne korzyści: „obok rozrywki, lekcja patriotyzmu i właściwie zrozumianej dumy narodowej”. Ukazuje bogactwo tradycji górniczej, daje „rewię folkloru bytomsko - tarnogórskiego” przy udziale autentycznych grup folklorystycznych z Dąbrówki Wielkiej i Piekar Śląskich, Rozbarku oraz z innych części Polski”. W przyszłości święto miało się stać „trybuną”  autentycznego folkloru o zasięgu ogólnopolskim. Przedsięwzięcie powinno było mieć też walory wychowawcze dzięki wydarzeniom towarzyszącym, jak np. spotkania znanych literatów śląskich z przedstawicielami szkół z całego województwa. Nieodzownym w minionym okresie był oczywiście aspekt polityczny i propagandowy. Według pomysłodawcy historycznymi widowiskami należało zainteresować autochtonów. Zapewniano „przyjazd mieszkańców Bytomia, ziemi gliwickiej, strzeleckiej, Opolszczyzny, gdyż były te widowiska lekcją polskości Śląska, przekazaną w sposób bardzo przekonujący, trwały i miły zarazem”.

Społeczeństwo odnieść miało też korzyści poprzez organizowane wystawy. W nowo otwartym Muzeum, które podczas Dni Gwarków zwiedziło w 1958 r. 4,5 tys. osób, a w późniejszych dniach wycieczki szkolne, pokazano w czterech salach zabytki związane z dziejami i kulturą ziemi tarnogórskiej. W kolejnych latach prezentowano m. in. kowalstwo artystyczne, tkaniny XVII i XVIII w., plakat polityczny, polskie siły zbrojne w epoce Sobieskiego, z okazji Millenium „Dzieje wojen na przestrzeni 1000 lat”, zabytki górnicze i cechowe ziemi tarnogórskiej, ewolucję lamp górniczych, „Górnictwo kruszcowe ziemi tarnogórskiej”, powstania śląskie i Plebiscyt, ekspozycje poświęcone Kopernikowi, medalierstwu, twórczości artystów i amatorów ziemi tarnogórskiej, kobiecie w sztuce, pokazano wojskowe odznaczenia radzieckie, pamiątki i dokumenty z lat 1919 – 1945. Ponadto organizowano wystawy w Domu Kultury Kolejarz („Śląsk za pierwszych Piastów”, wystawy filatelistyczne), w Domu Gwarka (m. in. współczesną twórczość śląskich malarzy i grafików, grafiki Pawła Stellera), w Bibliotece (plastycy amatorzy powiatu tarnogórskiego), w klubie młodzieżowym ZMS przy ul. Krakowskiej „Inte-Club” (malarstwo studentów ASP w Krakowie, młodych plastyków i fotografików amatorów). Ponadto można było też oglądać wystawy rzemieślników i hodowców.

Wielką atrakcją był trzydniowy jarmark, na który zjeżdżały tłumy kupujących. „Gwarek” z 6 października 1957 roku opisywał ładnie ozdobione stragany z wieloma atrakcyjnymi towarami, obsługiwane przez sprzedawczynie w regionalnych strojach. „Pociągami i autobusami przyjeżdżały rzesze. Napór kupujących na stragany był tak duży, że kilka się rozsypało, a inne drżały w posadach”. Dzięki jarmarkowi przedsiębiorstwa wykonały plan obrotów, który wyniósł parę milionów złotych, a ludność była zadowolona z zakupów. Nie było to dziwne, zważywszy na powszechny brak towarów lub ich wielkie ograniczenie w codziennym życiu. W ciągu tych kilku świątecznych dni miasta można było nabyć „różne artykuły: tkaniny wełniane i regionalne, dziewiarstwo, obuwie importowane, magnetofony, radia, zegarki, rowery, pralki i inne, nie wyłączając z wolnej ręki sprzedawanych czeskich traktorów”.

Sebastian Rozenbaum w swoim artykule „Między rozrywką a ideologią. Dni Tarnogórskich Gwarków w latach 50. i 60.” zwraca uwagę na to, iż pierwsza edycja święta mogła być uważana za „przykład imprezy regionalnej w niewielkim stopniu transmitującej treści ideologiczne (komunistyczne z elementami narodowymi)”, będąc przejawem popaździernikowej „odwilży”. Wkrótce to miało ulec zmianie. Tak duża impreza, gromadząca tysiące (w 1965 roku 150.000 ludzi) nie powinna była według władz pozostać ideologicznie obojętna. Trwające od rana do nocy obchody, ogromna ilość atrakcji rozrywkowych, kilkadziesiąt różnych zespołów muzycznych i estradowych przyjeżdżających z Polski i zagranicy, potańcówki, konkursy, imprezy sportowe były magnesem przyciągającym tłumy. Mimo, iż „Gwarki” wymyślono w ramach organizacji społecznej, to natychmiast znalazły się one w polu zainteresowania władz partyjnych i administracyjnych. Program imprezy należało zatwierdzać w Komitecie Miejskim PZPR, który też wnosił uwagi. W 1965 roku Gwarki odbyły się pod patronatem Komitetu Wojewódzkiego PZPR i nadano im wówczas status święta wojewódzkiego. Dni Gwarków wspierane były finansowo i organizacyjnie przez partię, rady narodowe, związki zawodowe, zjednoczenia przemysłu, i bez tego nie doszłyby do skutku. Część organizowanych wystaw propagowała osiągnięcia PRL, przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, podobnie, jak niektórzy referenci na konferencjach popularnonaukowych. W pochodzie gwarkowskim prezentowano osiągnięcia zakładów pracy. Zatem podobnie, jak podczas innych świąt PRL, „atrakcyjność rozrywkową, a także, co nie mniej ważne konsumpcyjną, wykorzystywano do celów propagandy i indoktrynacji”. Mimo to, społeczni organizatorzy święta tak potrafili skomponować program imprezy, że główną atrakcją stały się historyczny pochód, widowisko „Skok przez skórę”, występy zespołów na wysokim lub nawet wybitnym poziomie, jak Chór Chłopiecy i Męski Poznańskie Słowiki pod dyrekcją Stefana Stuligrosza. Stefan Stuligrosz, nie ukrywający, a wręcz demonstrujący swoje przywiązanie do Kościoła, był najgoręcej oklaskiwanym i oczekiwanym gościem, sam zresztą deklarował, że jeśli tylko będzie w kraju, zawsze będzie na Dniach Gwarków. Tak też było, a zwykle rano uczestniczył z chórzystami w niedzielnej mszy świętej u o.o. Kamilianów, podczas której śpiewał Chór.

Społeczeństwo, oprócz możliwości lepszej konsumpcji – chwalono np. świetne krupnioki sprzedawane na okolicznych straganach, oraz wyjątkową okazję do zakupu towarów - cieszyły zabawy taneczne, które odbywały się wieczorem na Rynku  przy wtórze często znanych zespołów. Organizatorzy zakładali prezentację rodzimej kultury, stąd udział regionalnych zespołów muzycznych i ludowych. Jednocześnie sprowadzano zespoły z innych części kraju oraz z zagranicy. Niezmiennym powodzeniem cieszyły się występy ludowego zespołu Domowiny z Budziejowic. Gwoździem niedzielnego południa był występ Poznańskich Słowików Stuligrosza. Podobały się występy Wojskowego Zespołu z Wrocławia. Pierwotnie Gwarki kończyły się w poniedziałek i na zakończenie występowały kilkakrotnie Filharmonia Zabrzańska, także Opera Śląska, Zespół Śląsk. Na te występy przybywały tłumy, usatysfakcjonowane na końcu pokazem ogni sztucznych. Pierwsze Dni Gwarków odbiły się dużym echem w całym kraju a prasa codzienna i tygodniki  pisały, iż nieznane dotąd  Tarnowskie Góry objawiły się jako „kolebka górnictwa na Śląsku, posiadająca cenne zabytki, a mieszkańcy zachowują do dziś piękne tradycje”. Podczas kilku Dni Gwarków odbywały się losowania gry liczbowej „Karolinka”, a miasto wzięło udział w telewizyjnym Turnieju Miast w konkurencji z Cieszynem. Od początku więc Gwarki zyskały aprobatę mieszkańców, ale i przyjezdnych. Do tarnogórzan zjeżdżały  ich rodziny nawet z dalekich stron. Najważniejszym było obejrzenie pochodu z chłopem Rybką, Sedlaczkiem na beczce, królem Sobieskim z Marysieńką i husarią. Te elementy cieszyły się największą i niezmienną popularnością. Pochód miał ściśle opracowany scenariusz i składał się z trzech części: historycznej, folklorystycznej, w której prezentowały się zespoły chóralne, folklorystyczne, muzyczne oraz z części poświęconej teraźniejszości z ciężarówkami prezentującymi polską współczesną technikę górniczą węgla, soli, siarki, miedzi i rud. Poprzedzała je orkiestra dęta kopalni Walenty Wawel, którą przyjmowano ze szczególnym uwielbieniem i która gromadziła na występach zawsze liczne grono słuchaczy. Jak wspominają starsi tarnogórzanie, otrzymanie propozycji wzięcia udziału w pochodzie uważano za zaszczyt. Pochód wszak tworzyli mieszkańcy miasta, występując w strojach historycznych wypożyczanych ze studia filmowego w Łodzi i z Opery Śląskiej. Licznie włączała się młodzież szkolna. Władze miejskie, cechy rzemieślnicze  także uczestniczyły w pochodzie w historycznych strojach. Jak zauważył prof. Antoni Gładysz autorami Dni Gwarków byli wszyscy mieszkańcy. I należy tu wziąć pod uwagę także  odbiorców tak licznie gromadzących się na Rynku oraz goszczących przyjezdnych, krewnych i znajomych. Czuli się oni dumni z wyróżniającej  ich miasto na tle innych miejscowości tak wyjątkowej imprezy. Ta wyjątkowość polegała na przypomnieniu i wykreowaniu w atrakcyjny sposób własnej historii, spopularyzowaniu zabytków, kultury regionalnej, promocji własnych zespołów. Stało się to impulsem i przyczyną sukcesu działań na rzecz ratowania zabytków, inicjowania różnych akcji związanych z dziejami miasta. Wydobyto z zasobów archiwalnych i upubliczniono dawne akta miejskie mówiące o powstaniu miasta, rozwoju górnictwa, nawiązano do dawnej tradycji jarmarków, na rozpoczęcie DG odczytywano fragment o jarmarku i igrcach we wrześniu w niedzielę po św. Idzim. Z tej inspiracji przypominano górniczą tradycję miasta. Na fasadzie ratusza w 1958 roku umieszczono figurę gwarka wg projektu art. rzeźbiarza Edmunda Halka. Na rynku z okazji Gwarków w 1961 roku ustawiono pamiątkową  studnię, a u wylotu ulicy Piernikarczyka odsłonięto tablicę upamiętniającą uruchomienie pierwszej maszyny parowej. W następnych latach na Rynku ustawiono fontannę w kształcie zwałów kruszconośnych, na kamienicach umieszczono fragmenty Ordunku Gornego, pod podcieniami gmerki gwareckie wg autentycznych odnalezionych w Archiwum Państwowym w Tarnowskich Górach, wszystko wykonane według projektu Wernera Lubosa. W czasie DG licznie odwiedzana była sztolnia Czarnego Pstrąga (w 1958 r. zwiedziło ja w czasie DG 1050 osób) i Kopalnia Zabytkowa. SMZT organizowało konferencje, na których znani naukowcy głosili referaty (oprócz czasem nieodzownych ideologiczno-propagandowych) nawiązujące do historii i kultury regionalnej, jak np. poświęcone 350 – leciu wydania Officina Ferraria Walentego Rozdzieńskiego, 280 – leciu przemarszu wojsk Sobieskiego przez Śląsk w drodze na odsiecz Wiednia, zagadnieniom kultury regionu. W organizację DG angażował sie zawsze Dom Kultury Kolejarz, gdzie odbywały się wystawy filatelistyczne, a zespół taneczny uczestniczył w występach historycznych. SMZT przygotowywało okolicznościowe datowniki i sprzedawało atrakcyjne znaczki i koperty okolicznościowe.

Dokończenie w następnym numerze Dni Gwarków, wymyślone przez Antoniego Gładysza, mogły być zorganizowane  dzięki temu, że pomysłodawca był  przez półtora roku I sekretarzem Komitetu Powiatowego PZPR w Tarnowskich Górach, a finansowane były przez różne zakłady pracy i instytucje, przy wsparciu KW PZPR, zwłaszcza zaś Jerzego Ziętka. Jednak samą organizacją zajmowali się społecznicy skupieni w Komitecie Organizacyjnym utworzonym w Stowarzyszeniu Miłośników Ziemi Tarnogórskiej. Były to zatem działania podejmowane przez społeczeństwo – dla społeczeństwa miasta. Przedsięwzięcie to było ogromne i podziw budzi udana organizacja imprezy obejmującej nie tylko mnogość estradowych występów na Rynku, pochód (wraz z organizacją strojów), ale też imprezy sportowe, wystawy, spotkania, konferencje i to w różnych częściach miasta. Pierwszy Komitet Organizacyjny wyłonił siedem sekcji (w 1972 roku było ich już 15), w których pracowało kilkudziesięciu zapaleńców. Komitetom przewodniczyli w różnych latach: Antoni Gładysz, Franciszek Franiel, Norbert Kot, Henryk Jaksik. Organizatorzy pracowali społecznie, a jedyną „zapłatą”, oprócz satysfakcji, były organizowane dla nich wycieczki krajoznawcze.

Święto miasta od początku było poddawane  ocenie  przez odbiorców, najbardziej zaś krytykowano, w okresie po przemianach ustrojowych kraju, samą koncepcję święta. Przypomnijmy zatem jak ją widział i podsumował później pomysłodawca prof. Antoni Gładysz („Indianer”). Zwrócił uwagę na to, że przygotowanie takiego święta  było możliwe  w atmosferze Października 1956 r. Podkreślił, iż w mieście istniała „sztafeta pokoleń:  do przedwojennych działaczy szeroko rozumianej kultury dołączyli młodzi” (np. Józef Piernikarczyk i jego syn Czesław). Sama idea święta była odzwierciedleniem pragnienia odtworzenia poszczególnych epok historycznych Tarnowskich Gór i popularyzacji pięciu wieków  górnictwa na tarnogórskiej ziemi, z przebogatą historią podziemi. Wzorem niemieckiego Freibergu, czeskiej Kutnej Hory oraz obchodzonych w Tarnowskich Górach w XIX wieku  bergfestów (organizowanych przez Prusaków w Strzybnicy) postanowiono zorganizować podobne obchody. Jak A. Gładysz wspominał po latach „ludzie sami wyszli na przeciw tym oczekiwaniom: autentyczny rolnik tarnogórski pan Pietrzyk przebrał się za Rybkę, wypożyczając z PGR wołu, chętni do odtwarzania postaci Sobieskiego i Marysieńki też wkrótce się znaleźli.” I dalej podsumowuje: „Gwarki stały się  swoistym olśnieniem dla mieszkańców miasta... wyraźnie widać było, że ludzi cieszy możliwość „dotykania historii”, która pokazała im się na ulicach. Do tego dochodziła powszechna chęć obcowania ze sztuką w tym świątecznym dla miasta okresie”. W Tygodniku „Gwarek” z 1958 roku konkludował: „pierwsze Dni Gwarków spodobały się społeczeństwu, zainteresowały ludzi historią i przeszłością, pamiątkami i pobudziły inicjatywę ludzi chętnie działających w różnych sekcjach i zespołach”. Według autora korzyści odnosi miasto, gdyż „w imprezie uwypukla się jego historia – społeczne znaczenie jako najstarszego ośrodka górnictwa kruszcowego i kolebki współczesnego przemysłu śląskiego...”, zaś dla społeczeństwa wynikają różne korzyści: „obok rozrywki, lekcja patriotyzmu i właściwie zrozumianej dumy narodowej”. Ukazuje bogactwo tradycji górniczej, daje „rewię folkloru bytomsko - tarnogórskiego” przy udziale autentycznych grup folklorystycznych z Dąbrówki Wielkiej i Piekar Śląskich, Rozbarku oraz z innych części Polski”. W przyszłości święto miało się stać „trybuną”  autentycznego folkloru o zasięgu ogólnopolskim. Przedsięwzięcie powinno było mieć też walory wychowawcze dzięki wydarzeniom towarzyszącym, jak np. spotkania znanych literatów śląskich z przedstawicielami szkół z całego województwa. Nieodzownym w minionym okresie był oczywiście aspekt polityczny i propagandowy. Według pomysłodawcy historycznymi widowiskami należało zainteresować autochtonów. Zapewniano „przyjazd mieszkańców Bytomia, ziemi gliwickiej, strzeleckiej, Opolszczyzny, gdyż były te widowiska lekcją polskości Śląska, przekazaną w sposób bardzo przekonujący, trwały i miły zarazem”.

Społeczeństwo odnieść miało też korzyści poprzez organizowane wystawy. W nowo otwartym Muzeum, które podczas Dni Gwarków zwiedziło w 1958 r. 4,5 tys. osób, a w późniejszych dniach wycieczki szkolne, pokazano w czterech salach zabytki związane z dziejami i kulturą ziemi tarnogórskiej. W kolejnych latach prezentowano m. in. kowalstwo artystyczne, tkaniny XVII i XVIII w., plakat polityczny, polskie siły zbrojne w epoce Sobieskiego, z okazji Millenium „Dzieje wojen na przestrzeni 1000 lat”, zabytki górnicze i cechowe ziemi tarnogórskiej, ewolucję lamp górniczych, „Górnictwo kruszcowe ziemi tarnogórskiej”, powstania śląskie i Plebiscyt, ekspozycje poświęcone Kopernikowi, medalierstwu, twórczości artystów i amatorów ziemi tarnogórskiej, kobiecie w sztuce, pokazano wojskowe odznaczenia radzieckie, pamiątki i dokumenty z lat 1919 – 1945. Ponadto organizowano wystawy w Domu Kultury Kolejarz („Śląsk za pierwszych Piastów”, wystawy filatelistyczne), w Domu Gwarka (m. in. współczesną twórczość śląskich malarzy i grafików, grafiki Pawła Stellera), w Bibliotece (plastycy amatorzy powiatu tarnogórskiego), w klubie młodzieżowym ZMS przy ul. Krakowskiej „Inte-Club” (malarstwo studentów ASP w Krakowie, młodych plastyków i fotografików amatorów). Ponadto można było też oglądać wystawy rzemieślników i hodowców.

Wielką atrakcją był trzydniowy jarmark, na który zjeżdżały tłumy kupujących. „Gwarek” z 6 października 1957 roku opisywał ładnie ozdobione stragany z wieloma atrakcyjnymi towarami, obsługiwane przez sprzedawczynie w regionalnych strojach. „Pociągami i autobusami przyjeżdżały rzesze. Napór kupujących na stragany był tak duży, że kilka się rozsypało, a inne drżały w posadach”. Dzięki jarmarkowi przedsiębiorstwa wykonały plan obrotów, który wyniósł parę milionów złotych, a ludność była zadowolona z zakupów. Nie było to dziwne, zważywszy na powszechny brak towarów lub ich wielkie ograniczenie w codziennym życiu. W ciągu tych kilku świątecznych dni miasta można było nabyć „różne artykuły: tkaniny wełniane i regionalne, dziewiarstwo, obuwie importowane, magnetofony, radia, zegarki, rowery, pralki i inne, nie wyłączając z wolnej ręki sprzedawanych czeskich traktorów”.

Sebastian Rozenbaum w swoim artykule „Między rozrywką a ideologią. Dni Tarnogórskich Gwarków w latach 50. i 60.” zwraca uwagę na to, iż pierwsza edycja święta mogła być uważana za „przykład imprezy regionalnej w niewielkim stopniu transmitującej treści ideologiczne (komunistyczne z elementami narodowymi)”, będąc przejawem popaździernikowej „odwilży”. Wkrótce to miało ulec zmianie. Tak duża impreza, gromadząca tysiące (w 1965 roku 150.000 ludzi) nie powinna była według władz pozostać ideologicznie obojętna. Trwające od rana do nocy obchody, ogromna ilość atrakcji rozrywkowych, kilkadziesiąt różnych zespołów muzycznych i estradowych przyjeżdżających z Polski i zagranicy, potańcówki, konkursy, imprezy sportowe były magnesem przyciągającym tłumy. Mimo, iż „Gwarki” wymyślono w ramach organizacji społecznej, to natychmiast znalazły się one w polu zainteresowania władz partyjnych i administracyjnych. Program imprezy należało zatwierdzać w Komitecie Miejskim PZPR, który też wnosił uwagi. W 1965 roku Gwarki odbyły się pod patronatem Komitetu Wojewódzkiego PZPR i nadano im wówczas status święta wojewódzkiego. Dni Gwarków wspierane były finansowo i organizacyjnie przez partię, rady narodowe, związki zawodowe, zjednoczenia przemysłu, i bez tego nie doszłyby do skutku. Część organizowanych wystaw propagowała osiągnięcia PRL, przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, podobnie, jak niektórzy referenci na konferencjach popularnonaukowych. W pochodzie gwarkowskim prezentowano osiągnięcia zakładów pracy. Zatem podobnie, jak podczas innych świąt PRL, „atrakcyjność rozrywkową, a także, co nie mniej ważne konsumpcyjną, wykorzystywano do celów propagandy i indoktrynacji”. Mimo to, społeczni organizatorzy święta tak potrafili skomponować program imprezy, że główną atrakcją stały się historyczny pochód, widowisko „Skok przez skórę”, występy zespołów na wysokim lub nawet wybitnym poziomie, jak Chór Chłopiecy i Męski Poznańskie Słowiki pod dyrekcją Stefana Stuligrosza. Stefan Stuligrosz, nie ukrywający, a wręcz demonstrujący swoje przywiązanie do Kościoła, był najgoręcej oklaskiwanym i oczekiwanym gościem, sam zresztą deklarował, że jeśli tylko będzie w kraju, zawsze będzie na Dniach Gwarków. Tak też było, a zwykle rano uczestniczył z chórzystami w niedzielnej mszy świętej u o.o. Kamilianów, podczas której śpiewał Chór.

Społeczeństwo, oprócz możliwości lepszej konsumpcji – chwalono np. świetne krupnioki sprzedawane na okolicznych straganach, oraz wyjątkową okazję do zakupu towarów - cieszyły zabawy taneczne, które odbywały się wieczorem na Rynku  przy wtórze często znanych zespołów. Organizatorzy zakładali prezentację rodzimej kultury, stąd udział regionalnych zespołów muzycznych i ludowych. Jednocześnie sprowadzano zespoły z innych części kraju oraz z zagranicy. Niezmiennym powodzeniem cieszyły się występy ludowego zespołu Domowiny z Budziejowic. Gwoździem niedzielnego południa był występ Poznańskich Słowików Stuligrosza. Podobały się występy Wojskowego Zespołu z Wrocławia. Pierwotnie Gwarki kończyły się w poniedziałek i na zakończenie występowały kilkakrotnie Filharmonia Zabrzańska, także Opera Śląska, Zespół Śląsk. Na te występy przybywały tłumy, usatysfakcjonowane na końcu pokazem ogni sztucznych. Pierwsze Dni Gwarków odbiły się dużym echem w całym kraju a prasa codzienna i tygodniki  pisały, iż nieznane dotąd  Tarnowskie Góry objawiły się jako „kolebka górnictwa na Śląsku, posiadająca cenne zabytki, a mieszkańcy zachowują do dziś piękne tradycje”. Podczas kilku Dni Gwarków odbywały się losowania gry liczbowej „Karolinka”, a miasto wzięło udział w telewizyjnym Turnieju Miast w konkurencji z Cieszynem. Od początku więc Gwarki zyskały aprobatę mieszkańców, ale i przyjezdnych. Do tarnogórzan zjeżdżały  ich rodziny nawet z dalekich stron. Najważniejszym było obejrzenie pochodu z chłopem Rybką, Sedlaczkiem na beczce, królem Sobieskim z Marysieńką i husarią. Te elementy cieszyły się największą i niezmienną popularnością. Pochód miał ściśle opracowany scenariusz i składał się z trzech części: historycznej, folklorystycznej, w której prezentowały się zespoły chóralne, folklorystyczne, muzyczne oraz z części poświęconej teraźniejszości z ciężarówkami prezentującymi polską współczesną technikę górniczą węgla, soli, siarki, miedzi i rud. Poprzedzała je orkiestra dęta kopalni Walenty Wawel, którą przyjmowano ze szczególnym uwielbieniem i która gromadziła na występach zawsze liczne grono słuchaczy. Jak wspominają starsi tarnogórzanie, otrzymanie propozycji wzięcia udziału w pochodzie uważano za zaszczyt. Pochód wszak tworzyli mieszkańcy miasta, występując w strojach historycznych wypożyczanych ze studia filmowego w Łodzi i z Opery Śląskiej. Licznie włączała się młodzież szkolna. Władze miejskie, cechy rzemieślnicze  także uczestniczyły w pochodzie w historycznych strojach. Jak zauważył prof. Antoni Gładysz autorami Dni Gwarków byli wszyscy mieszkańcy. I należy tu wziąć pod uwagę także  odbiorców tak licznie gromadzących się na Rynku oraz goszczących przyjezdnych, krewnych i znajomych. Czuli się oni dumni z wyróżniającej  ich miasto na tle innych miejscowości tak wyjątkowej imprezy. Ta wyjątkowość polegała na przypomnieniu i wykreowaniu w atrakcyjny sposób własnej historii, spopularyzowaniu zabytków, kultury regionalnej, promocji własnych zespołów. Stało sie to impulsem i przyczyną sukcesu działań na rzecz ratowania zabytków, inicjowania różnych akcji związanych z dziejami miasta. Wydobyto z zasobów archiwalnych i upubliczniono dawne akta miejskie mówiące o powstaniu miasta, rozwoju górnictwa, nawiązano do dawnej tradycji jarmarków, na rozpoczęcie DG odczytywano fragment o jarmarku i igrcach we wrześniu w niedzielę po św. Idzim. Z tej inspiracji przypominano górniczą tradycję miasta. Na fasadzie ratusza w 1958 roku umieszczono figurę gwarka wg projektu art. rzeźbiarza Edmunda Halka. Na rynku z okazji Gwarków w 1961 roku ustawiono pamiątkową  studnię, a u wylotu ulicy Piernikarczyka odsłonięto tablicę upamiętniającą uruchomienie pierwszej maszyny parowej. W następnych latach na Rynku ustawiono fontannę w kształcie zwałów kruszconośnych, na kamienicach umieszczono fragmenty Ordunku Gornego, pod podcieniami gmerki gwareckie wg autentycznych odnalezionych w Archiwum Państwowym w Tarnowskich Górach, wszystko wykonane według projektu Wernera Lubosa. W czasie DG licznie odwiedzana była sztolnia Czarnego Pstraga (w 1958 r. zwiedziło ja w czasie DG 1050 osób) i Kopalnia Zabytkowa. SMZT organizowało konferencje, na których znani naukowcy głosili referaty (oprócz czasem nieodzownych ideologiczno-propagandowych) nawiazujące do historii i kultury regionalnej, jak np. poświęcone 350 – leciu wydania Officina Ferraria Walentego Rozdzieńskiego, 280 – leciu przemarszu wojsk Sobieskiego przez Śląsk w drodze na odsiecz Wiednia, zagadnieniom kultury regionu. W organizację DG angażował sie zawsze Dom Kultury Kolejarz, gdzie odbywały sie wystawy filatelistyczne, a zespół taneczny uczestniczył w występach historycznych. SMZT przygotowywało okolicznościowe datowniki i sprzedawało atrakcyjne znaczki i koperty okolicznościowe.

Zofia Krzykowska
Dokończenie w następnym numerze

 

Okładka Montes nr 58

Okładka Montes nr 58