Ołów z tarnogórskim rodowodem

Strzybnicka huta srebra. Fot.: z archiwum SMZT
Strzybnicka huta srebra. Fot.: z archiwum SMZT

Srebro w większości polskich monet międzywojennych pochodziło ze strzybnickiej huty, która została własnością rządu Rzeczypospolitej dzięki Traktatowi Wersalskiemu

W dniu przejęcia przez władze polskie niemieckiej państwowej Huty Srebra i Ołowiu w Strzybnicy doszło w zakładzie do groźnej sytuacji. 22 czerwca 1922 roku o godzinie 22 wszyscy niemieccy urzędnicy porzucili pracę i nie miał kto czuwać nad procesem produkcji. Nowy polski zarząd firmy stanął przed trudnym zadaniem zastąpienia hutniczej administracji polskimi pracownikami. Nowa dyrekcja dość sprawnie poradziła sobie z nieoczekiwanymi trudnościami. Na brakujący personel urzędniczy awansowano zwykłych hutników, którzy wyróżniali się sumiennym i gorliwym wykonywaniem wszelkich rozkazów. W ten sposób w hucie nie zaprzestano ani na chwilę wytapiania metali.

Od Wielkiego Fryca do Dużego Ziuka

Hutę srebra i ołowiu w Strzybnicy wybudował pruski rząd w 1786 roku. Przetapianie rudy w dwóch piecach szybowych rozpoczęto 27 września 1786 roku, wykorzystując węgiel drzewny oraz wodę ze sztolni „Boże Wspomóż”. Rudę dostarczano z Kopalni Fryderyk w Bobrownikach Śląskich a później z innych okolicznych kopalń cynku. Początkowo zatrudniano 99 osób, ale po rozbudowie huty w 1861 roku pracowało w niej 180 ludzi. Po postawieniu sześciu pieców hutniczych opalanych koksem i dmuchawy poruszanej maszyną parową o mocy 16 koni mechanicznych w hucie wyprodukowano 2090 kg srebra, 1414 ton ołowiu i 845 ton glejty. Kompletna modernizacja huty nastąpiła w latach 1900-1909. Zatrudnionych 640 hutników wytwarzało od 1910 roku ponad 30 tys. ton ołowiu rocznie, 1,5 tys. ton glejty oraz jako uboczny produkt kwas siarkowy. Zastosowano oryginalną technologię wytopu zwaną procesem tarnogórskim. Ołów z huty eksportowano za granicę, natomiast glejtę i srebro zużywały krajowe fabryki i zakłady rzemieślnicze.

Dobrze prosperująca niemiecka państwowa Huta Srebra i Ołowiu w Strzybnicy stała się łakomym kąskiem dla władz odradzającej się Polski. Już podczas III powstania śląskiego nadzór nad zakładem objął Józef Kiedroń z sekcji przemysłowej polskiego Komitetu Plebiscytowego. Powstała nawet polska organizacja Technicznej Samopomocy dla strzybnickiej huty, której kierownictwo było nadal niemieckie. Po podziale Górnego Śląska i przejęciu przez Skarb Państwa huty w Strzybnicy od 4 maja do 22 czerwca 1922 roku inżynier Trojecki, generalny dyrektor Francusko-Polskiego Towarzystwa z Dąbrowy Górniczej oraz Aleksander Płonka z Krupskiego Młyna, kierownik organizacji Technicznej Samopomocy, przeprowadzili inwentaryzację majątku zakładu.

Pierwszymi polskimi dyrektorami huty zostali na krótko najpierw ppłk inż. Taczak a później delegat rządu polskiego Wacław Makowski. 15 marca 1923 roku huta jako własność Skarbu Państwa wydzierżawiona została utworzonej polsko-francuskiej spółce, w której 50% akcji miał polski rząd a połowę francuska grupa przemysłowa. Dyrektorami Polskiej Huty Skarbowej Ołowiu i Srebra. Spółki Dzierżawnej Spółki Akcyjnej w Strzybnicy – zwanej „Tarnoferme” - zostali ze strony polskiej Antoni Kamieński, były minister spraw wewnętrznych, oraz Clement Mulkay reprezentujący francuskich udziałowców.

Prężnie działająca Huta Srebra i Ołowiu wzbudzała spore zainteresowanie nowo formujących się polskich władz. Do zakładu 26 sierpnia 1922 roku przyjechał sam Józef Piłsudski, marszałek Polski. Były naczelnik państwa osobiście odlał pierwszy blok srebra w polskiej już hucie. Kolejnym dostojnikiem, który odwiedził hutę 16 maja 1923 roku, był Stanisław Wojciechowski, były prezydent Polski. Także wojewoda śląski Michał Grażyński zawitał do strzybnickiej huty 27 lutego 1928 roku.

Wielki Kryzys pogodził zwaśnionych

Po I wojnie światowej sytuacja huty zmieniła się znacznie nie tylko z powodu innego właściciela oraz znalezienia się po polskiej stronie granicy. Po podziale Górnego Śląska zakład utracił na rzecz Niemiec zachodnie pole wydobywcze „Fryderyk”. Do 1922 roku w piecach hutniczych w Strzybnicy przetapiano miesięcznie ponad 3 tys. ton własnych rud i zarząd huty płacił tylko za wydobycie i transport surowców. Od 1922 roku dostarczano miesięcznie do zakładu jedynie 500 ton własnych rud ołowiu. Wkrótce znaleziono nowych dostawców surowców z Ameryki, Australii, Austrii, Niemiec i Rumunii. Jednak kupno i transport zagranicznej rudy przyczyniły się do wzrostu kosztów produkcji. Trudniejsza była też przeróbka różnych kruszców. A głównym produktem huty był w okresie międzywojennym ołów, którego 90 % trafiało na eksport. Tarnogórski podwójnie rafinowany ołów miękki znany był na międzynarodowych rynkach jako standardowy produkt.

W 1925 roku w strzybnickiej hucie wyprodukowano 2100 ton ołowiu, 850 ton glejty oraz 1500 kg srebra. Co roku wytwarzano także około 6000 ton kwasu siarkowego. Siedem lat później produkcja ołowiu zmniejszyła się do 1500 ton ołowiu, 630 ton glejty i 1000 kg srebra. Wpływ na obniżenie produkcji miało wyczerpywanie się złóż własnych w polu wydobywczym „Fryderyk”. Huta miała coraz mniej taniej rudy do przerobu. Dodatkowo wielki kryzys gospodarczy, jaki rozpoczął się w 1929 roku, spowodował spadek cen ołowiu na światowych giełdach. O ile jeszcze w 1922 roku za tonę ołowiu płacono ok. 23 zł, to dziesięć lat później już tylko ok. 8 zł. Zmalał także popyt na ołów. Huta straciła rynki zbytu. Dlatego 15 lutego 1932 roku zapadła decyzja o zamknięciu zakładu. Pracę utraciło około 600 osób.

Likwidację spółki „Tarnoferme” rozpoczęto 21 kwietnia 1933 roku. Szlakę poołowiową zgromadzoną na hałdach obok huty sprzedano spółce akcyjnej Giesche w Katowicach.

Podobnie postąpiono z rudą ołowiu wydobytą z pola „Fryderyk” przez gwarectwa Brzozowice, Cecylia i Nowa Helena. W latach 1931-1937 spółka Giesche kupiła ponad 18 tys. ton rudy i szlaki. W 1933 roku likwidowana huta otrzymywała za tonę 9 zł 73 gr. Uzyskane w ten sposób fundusze przeznaczono na utrzymanie budynków, mieszkań i administracji likwidowanej huty. Likwidacja zakładu zakończyła się 25 lipca 1937 roku.

Upadek firmy przyczynił się do zbiednienia – dotychczas zatrudnionych w większości w hucie mieszkańców Strzybnicy. Większość z nich pozostawała długotrwale bez pracy. Nic dziwnego, że w 1937 roku Aleksander Płonka, były kierownik organizacji „Technicznej Samopomocy” w Strzybnicy błagał polskie władze o stworzenie warsztatów pracy w miejscu upadłej huty srebra i ołowiu.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 57

Okładka Montes nr 57