Hej, strzelcy ze Świerklańca wraz!

Chociaż Związek Strzelecki był w międzywojniu patriotyczną organizacją paramilitarną, wielu strzelców z oddziału w Świerklańcu traktowało organizację jak towarzystwo charytatywne. Liczyli zwłaszcza, że członkostwo w organizacji ułatwi im znalezienie pracy

Oddział Związku Strzeleckiego w Świerklańcu był w okresie międzywojennym jednym z 767 oddziałów tej paramilitarnej organizacji, do której w Podokręgu „Śląsk” należało 3815 osób, głównie w wieku przedpoborowym. Najaktywniej świerklaniecki oddział Związku Strzeleckiego działał w latach 1934-1939. W ramach przysposobienia obronnego i wychowania obywatelskiego strzelcy uczestniczyli regularnie w nocnych alarmach oraz ćwiczeniach wojskowych, które zazwyczaj kończyły się wspólną zabawą przy ognisku. Do istotnych zajęć należało czyszczenie broni organizowane cztery razy w miesiącu. Zajęcia paramilitarne prowadzone były także podczas oficjalnych kursów Przysposobienia Wojskowego, po ukończeniu których strzelcy otrzymywali świadectwa. Szkolenia teoretyczne odbywały się w świetlicy Związku Strzeleckiego znajdującej się w szkole w Starym Chechle. Tematyka prelekcji prowadzonych zazwyczaj przez oficerów Wojska Polskiego lub członków zarządu powiatowego ZS w Tarnowskich Górach dotyczyła między innymi użycia w czasie wojny gazów bojowych, zastosowania w walce czołgów i samolotów. Dzięki szkoleniom w 1935 roku 11 członków oddziału ukończyło kursy obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej. Prelegenci wygłaszali również referaty o zdrowiu np. obronie przeciw gruźlicy.

Strzelcy ze Świerklańca brali obowiązkowo udział w uroczystościach organizowanych w Tarnowskich Górach z okazji świąt narodowych 3 Maja i 11 listopada w Dzień Niepodległości. Zazwyczaj wydelegowani strzelcy maszerowali w pochodzie wraz z członkami z innych oddziałów strzeleckich. Pozostali członkowie musieli obowiązkowo udekorować - podczas świąt narodowych - sztandarami domy, w których mieszkali. Strzelcy ze Świerklańca pełnili również wartę przy katafalku Józefa Piłsudskiego na Wawelu oraz usypywali w Krakowie kopiec ku czci Naczelnika Państwa. Do grodu Kraka dojechali na rowerach.

Na uroczystości w mundurach

Szczególnie ważnym wydarzeniem 13 października 1935 roku była uroczystość poświęcenia na tarnogórskim Rynku sztandaru Powiatowego Zarządu Związku Strzeleckiego w Tarnowskich Górach. Ze Świerklańca z tej okazji w uroczystej defiladzie uczestniczyło w kompanii honorowej 12 umundurowanych strzelców. Jednak szare mundury, w które odziani byli strzelcy wcale nie były ich własnością lecz należały do świerklanieckiego oddziału. Przechowywane były w magazynach - wraz z karabinami przekazanymi przez wojsko do ćwiczeń miltarnych – i wypożyczane tylko na czas uczestnictwa w uroczystościach. Chociaż umundurowanie wydawano strzelcom także z powodu mniej oficjalnych imprez na przykład z okazji spotkania wigilijnego czy pogrzebów zasłużonych członków Związku Strzeleckiego. Kiedy 13 marca 1937 roku zmarł Jan Dziuk, były komendant oddziału ZS w Świerklańcu, strzelcy ufundowali wieniec oraz nieśli trumnę ze zwłokami na cmentarz. Podobnie uczcili pamięć Karola Polaka zmarłego w kwietniu 1937 roku. Niestety skromne finanse oddziału nie pozwalały strzelcom na wynajęcie pogrzebowej orkiestry.

Członkowie Związku Strzeleckiego chyba lubili paradować w mundurach albo zastępowały im codzienny ubiór, bo oddawali niezbyt ochoczo szare uniformy. Zdarzało się, że o zwrot wypożyczonych mundurów apelowali nawet podczas zebrań prezesi oddziału Związku Strzeleckiego. Po raz pierwszy oddania mundurów strzeleckich „które odebrali na uroczystość gwiazdkową” domagał się prezes Jerzy Patoń na zebraniu 2 stycznia 1935 roku. Podobnie 25 stycznia 1938 roku kolejny prezes Piotr Wosz przypominał byłym członkom Związku Strzeleckiego, żeby oddali mundury, czapki, pasy oraz koszulki.

Strzelcy uwielbiają zabawy
Oprócz ćwiczeń i szkoleń wojskowych członkowie świerklanieckiego oddziału ZS organizowali zajęcia i zawody sportowe. W marcu 1935 roku strzelcy rozegrali zakończony remisem mecz tenisa stołowego z zawodnikami Klubu Sportowego w Orzechu. W zawodach sportowych w Nowym Chechle zorganizowanych z okazji święta 3 Maja 1935 roku wystartowała sekcja pięcioboju, która zajęła pierwsze miejsce. W biegu na 3 km pobiegli długodystansowcy. Miłośnicy gier zespołowych rozegrali mecze siatkówki i koszykówki.
Po likwidacji w 1938 roku klubu piłkarskiego w Świerklańcu strzelcy na zebraniu 15 lipca 1938 roku założyli sekcję piłki nożnej, której kierownikiem został Ryszard Nowak. Zajęcia tenisa stołowego prowadzone regularnie w świetlicy oraz lekcje boksu spowodowały, że na zebraniach ciągle pojawiały się prośby członków o kupno sprzętu do ping-ponga oraz rękawic bokserskich. Z powodu braku pieniędzy nigdy nie doszło do zakupu. Strzelcy ze Świerklańca korzystali także ze szkoleń organizowanych przez Podokręg „Śląsk”. W 1935 roku 10 członków uczestniczyło w kursie narciarskim na Równicy. Trzy lata później jeden z członków Rudolf Polak zapisał się na kurs szybowcowy.

Gorzej w świerklanieckim oddziale ZS wyglądała działalność kulturalna. Podczas wieczoru gwiazdkowego 23 grudnia 1934 roku zaśpiewał chór „Akord” z Towarzystwa Śpiewaczego a strzelcy odegrali humoreskę „Fotograf”. Wprawdzie na zebraniu 15 grudnia 1937 roku strzelcy założyli 10-osobowa sekcję teatralną, ale do premiery nowej sztuki nie doszło, bo nie było pieniędzy na stroje i dekoracje. Na ogół aktywność kulturalna strzelców ograniczała się do urządzania potańcówek.

Zabawy organizowane były chętnie, bo – obok zawodów strzeleckich - stały się regularnym źródłem dochodu, przeznaczanym na działalność statutową oddziału ZS w Świerklańcu. W 1934 roku zawody strzeleckie przyniosły 82 zł 35 gr. zysku. Pieniądze przeznaczone zostały na zakup ksiąg protokołów i kasowych oraz na zorganizowanie gwiazdki. Dodatkowe pieniądze na urządzenie spotkania gwiazdkowego przyznali: 50 zł Związek Powiatowy ZS w Tarnowskich Górach, 20 zł starosta tarnogórski. Z dotacji strzelcy kupili dla oddziału czapki, rękawiczki, szale, skarpety i buty. Jednak w związku z kryzysem gospodarczym lat 30. XX wieku zyski z imprez były coraz mniejsze. O ile jeszcze w 1934 roku dochód z zabawy wyniósł 105 zł 45 gr., to już dwa lata później noworoczna potańcówka przyniosła 5 zł 80 gr. deficytu.

Praca zamiast składek

Kwestie finansowe były zresztą największym kłopotem, z jakim borykali się wszyscy prezesi oddziału ZS w Świerklańcu. Od początku istnienia oddziału zaistniały kłopoty ze ściąganiem składek członkowskich, których nie płaciła całkiem spora grupa. Z tego powodu dochodziło do wykreślania z listy członków. Na zebraniu 15 listopada 1934 roku za niepłacenie składek wykluczono z organizacji 8 osób. Jednak w tym samym dniu przyjęto do oddziału 5 nowych osób, toteż skład liczebny organizacji strzeleckiej w Świerklańcu przez cały okres międzywojennej działalności wahał się w granicach od 29 w 1934 roku do 59 członków w 1939 roku. Zwiększenie liczebności strzelców związane było z wprowadzoną możliwością odpracowania zaległych składek. Decyzję taką podjął na zebraniu 14 listopada 1934 roku prezes oddziału Jerzy Patoń. Każdy strzelec, którego nie stać było na zapłatę składek, mógł je od tej pory odpracować przez 3 godziny tygodniowo na rzecz oddziału Związku Strzeleckiego.

Kłopoty z uiszczaniem składek wynikały z tego, że większość młodych strzelców w wieku przedpoborowym zasilała wcale sporą - podczas wielkiego kryzysu gospodarczego lat 30. XX wieku – grupę bezrobotnych. Na niskie kwoty składek składek zwracał nawet uwagę w rocznym sprawozdaniu z lat 1934-1935 Alojzy Pawelec, prezes Podokręgu „Śląsk” Związku Strzeleckiego w Katowicach, który pisał: „Przeważnie bezrobotni członkowie płacą niskie kwoty”. Sprawy znalezienia pracy dla członków Związku Strzeleckiego były na tyle ważne, że poruszane były na prawie każdym zebraniu oddziału w Świerklańcu. Skarga na brak pracy zamieniła się na zebraniu 14 stycznia 1935 roku w apel o zrównanie strzelców w prawach z członkami innych organizacji patriotycznych, którzy chętnie byli zatrudniani przy robotach publicznych.

Kwestia znalezienia pracy dla strzelców stała się przyczyną konfliktu członków z prezesem świerklanieckiego oddziału. Jeszcze 2 stycznia 1935 roku prezes Jerzy Patoń przypomniał, że: „Związek Strzelecki nie jest żadną instytucją dobroczynną dającą pracę, buty, ale organizacją w 100% wojskową, która powinna mieć w swych szeregach nie materialistów, lecz karnych, posłusznych i szanujących swoich przełożonych obywateli”. Oświadczenie to było wynikiem awantur, jakie urządzali członkowie prezesowi oddziału. Za niewłaścicwe zachowanie w szkole i w świetlicy podczas ćwiczeń Jerzy Patoń udzielił nawet nagan kilku strzelecom. Natomiast Pawła Mokrusa wykluczył z organizacji za „bezczelne zachowanie wobec komendanta”, którym był wówczas Franciszek Lubos. Natomiast Jan Wiśniowski usunięty został z oddziału za zaniedbanie obowiązków.

Złe relacje między strzelcami a prezesem doprowadziły do tego, że 17 marca 1936 roku na walnym zebraniu oddziału ZS w Świerklańcu Jerzy Patoń narzekał na trudną pracę, dodatkowo spotęgowaną tym, że „trzeba prowadzić walkę z organizacjami niemieckimi pozyskującymi tutejszą młodzież”. Mimo narzekań Jerzy Patoń wybrany został ponownie prezesem świerklanieckiego oddziału strzelców, ale początkowo odmówił przejęcia stanowiska: „gdyż nie można zadowolić wszystkich członków a szczególnie w sprawach zatrudnienia, gdyż sam jest bez pracy” – uzasadniał swoją decyzję. Dopiero po perswazjach kolegów zgodził się nadal być prezesem. Nie na długo, bo 4 października 1936 roku Jerzy Patoń ostatecznie złożył urząd, wyjaśniając w oficjalnej pisemnej rezygnacji, że: „nie czuje siły, jaką daje zaufanie”. Nowym prezesem oddziału 12 października 1936 roku został Piotr Wosz. Mianowany został także nowy komendant oddziału Paweł Sycha. W opinii zarządu powiatowego Związku Strzeleckiego w Tarnowskich Górach zmiany personalne sprawiły, że: „praca w oddziale doznała pewnego zahamowania”.

Zmiana prezesa nie zmieniła jednak sytuacji bezrobotnych strzelców. Wprawdzie Piotr Wosz obiecał 28 stycznia 1937 roku na walnym zebraniu oddziału znaleźć pracę dla członków, jednak z tych zapewnień nic nie wyszło. Podczas kolejnych zebrań strzelcy powtarzali apele, aby zatrudniono ich przy – finansowanej z Funduszu Pracy - budowie zbiornika wodnego w Kozłowej Górze. Ale starania, pomimo rezolucji wystosowanej przez członków oddziału do władz 21 kwietnia 1937 roku, nie przyniosły rezultatu. Odmówiono także przyjęcia strzelców do pracy w hucie Laura. Tylko kilku członków sezonowo zatrudniono na budowie strzelnicy w Chechle.

Spór o karabinek sportowy

Sytuacja ta świadczy o tym, że młodzi mieszkańcy Świerklańca chętnie zapisywali się do Związku Strzeleckiego nie tylko z powodu czysto patriotycznych motywacji. Wielu wstępowało do organizacji strzeleckiej z pobudek czysto materialnych. Niespełnienie apeli strzelców o zatrudnienie oraz zmiany kierownictwa oddziału doprowadziły do stopniowego osłabienia działalności. Na walnym zebraniu 25 kwietnia 1938 roku, w którym uczestniczyło zaledwie 29 członków wprost padło oświadczenie, iż: „praca w kadencji nie stała na zbyt wysokim poziomie”. Komendant oddziału Roman Mastalerz winił za to: „klęskę bezrobocia przyczyną złej pracy w oddziale” oraz „wielką biedę i głód”. Strzelcy w takiej sytuacji zrezygnowali nawet ze szkolenia Przysposobienia Wojskowego.

Konflikt w oddziale podsycił także spór o karabinek sportowy, który podarował strzelcom do ćwiczeń anonimowy sponsor. Piotr Wosz usiłował wpisać broń do ewidencji jako własność Związku Strzeleckiego. Sprzeciwił się temu były prezes oddziału Jerzy Patoń. Na zebraniu 25 lutego 1939 roku domagał się uwzględnienia życzenia ofiarodawcy, żeby karabinek służył do ćwiczeń strzeleckich tylko mieszkańcom Świerklańca. Protesty byłego prezesa wynikały z obaw, że po przejęciu broni przez Związek Strzelecki korzystać z niej będą także członkowie innych oddziałów, czemu zaprzeczył Piotr Wosz, co wyciszyło spór. Ale sytuacja w świerklanieckim oddziale strzelców – do którego należało 57 osób - kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej nie była najlepsza, czego potwierdzeniem były próby rezygnacji ze stanowiska komendanta Romana Mastalerza, czemu zapobiegła jedynie stanowcza odmowa przyjęcia dymisji przez komendanta powiatowego Związku Strzeleckiego w Tarnowskich Górach.

Bedrys
 

Okładka Montes nr 55

Okładka Montes nr 55