Z niemieckiego na polskie

Przedstawiciele władz w maju 1945 r. wśród których: przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach - Jakub Skrzypulec (pierwszy z lewej), komisarz wojenny na miasto - mjr Brusow (drugi z lewej) starosta - Wincenty Łukowski (trzeci z lewej), komendant węzła kolejowego w Tarnowskich Górach (czwarty z lewej), kpt. Laskowski (piąty z lewej), sekretarz KP PPR - Paweł Bendkowski (szósty z lewej), burmistrz Józef Marek (pierwszy z lewej w drugim rzędzie). Własność: Muzeum w Tarnowskich Górach
Przedstawiciele władz w maju 1945 r. wśród których: przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach - Jakub Skrzypulec (pierwszy z lewej), komisarz wojenny na miasto - mjr Brusow (drugi z lewej) starosta - Wincenty Łukowski (trzeci z lewej), komendant węzła kolejowego w Tarnowskich Górach (czwarty z lewej), kpt. Laskowski (piąty z lewej), sekretarz KP PPR - Paweł Bendkowski (szósty z lewej), burmistrz Józef Marek (pierwszy z lewej w drugim rzędzie). Własność: Muzeum w Tarnowskich Górach

Mimo nacisków komunistycznych władz niektórzy mieszkańcy Tarnowskich Gór odmawiali spolszczenia niemieckich nazwisk i imion. - Nazwiska moich przodków się nie wstydzę – oświadczali urzędnikom

Do Biura Ewidencji i Kontroli Ruchu Ludności w tarnogórskim Ratuszu 22 grudnia 1947 roku przyszło dwoje mieszkańców miasta. Zostali wezwani przez urzędników w sprawie zmiany nieprawidłowej pisowni oraz niemieckiego brzmienia nazwisk i imion. 37-letnia Anna Golombek z domu Krząkała zamieszkała przy ulicy Szczęść Boże 6 jako pierwsza sprzeciwiła się zmianie pisowni nazwiska oraz niemieckich imion swoich dzieci. W oświadczeniu napisała: „nie jest mi wiadomo, gdzie mój mąż Alojzy obecnie przebywa, w styczniu 1945 roku zniknął bez śladu...ponieważ nie posiadam żadnych środków na utrzymanie moich pięciorga dzieci, jestem skłonna wyjechać do Niemiec”.

Kolejny mieszkaniec 57-letni Jan Heller, lokator kamienicy przy ulicy Powstańców Śląskich 5, odmówił zamiany niemieckiego nazwiska na polskie z innego powodu. „Jestem Polakiem. Podczas okupacji nie sporządziłem listy ludowej” – oburzył się. Zupełnie inne były powody odmowy następnego mieszkańca wezwanego do magistratu 29 grudnia 1947 roku. Zamieszkały przy ulicy Ogrodowej 1 Roch Hill uzasadnił, że nosi angielskie nazwisko, którego nie zamierza zmieniać. „Moje nazwisko znane jest na całym świecie na polu naukowo – muzycznym...Zmiana nazwiska utrudniłaby mi pracę obecnie i obróciłaby wniwecz prace wydane już przeze mnie” – oświadczył. W grudniu 1947 roku, kiedy w tarnogórskim Ratuszu przygotowano 352 wezwania i przyjęto 29 wniosków o zamianę niemiecko brzmiących nazwisk i imion, były to jedyne odmowy.

Wojewoda zachęca do donosów

Wzmożoną akcję zmiany imion i nazwisk niemieckich w powiecie tarnogórskim rozpoczęto po otrzymaniu przez miejskie i gminne urzędy polecenia z Wydziału Prawnego Urzędu Wojewódzkiego Śląsko-Dąbrowskiego w Katowicach. Autorem okólnika w sprawie przyspieszenia zmian niemiecko brzmiących nazwisk wydanego 2 września 1947 roku był wojewoda Aleksander Zawadzki, który zachęcał: „urzędnicy odnośni winni dołożyć wszelkich starań nakłaniania ich do wszczęcia postępowania a w wypadkach sprzeciwu winni o tym donieść starostwu”. Nie były to pierwsze naciski na urzędy i obywateli w kwestii spolszczania imion i nazwisk.

Już 10 listopada 1945 roku ówczesny rząd wydał dekret uprawniający wojewodów ewentualnie starostów do zmiany nazwisk niemieckich bądź korekty ich pisowni. Zmiany dokonywano na wniosek osób. Za opór groziła utrata dobrej pracy czy mieszkania, grzywna do 30 tys. zł. a nawet wysiedlenie. Kary dotyczyły jednakowo urzędników i mieszkańców. Prawie równocześnie wprowadzony został zakaz nadawania narodzonym dzieciom niemieckich imion: Adolf, Brunon, Eryk, Fryderyk, Gerard, Rudolf, Wilhelm. Kolejny okólnik Ministerstwa Ziem Zachodnich skierowany został do wojewodów 24 czerwca 1947 roku i nakazywał szybszą polonizację nazwisk na Ziemiach Odzyskanych. W lipcu 1947 roku do akcji zacierania wszelkich śladów niemczyzny powołano w samorządach lokalnych obywatelskie komisje kontrolne.

Ogłoszenia kuriera z dzwonkiem

W powiecie tarnogórskim urzędnicy samorządowi świadomi konsekwencji w przypadku niezastosowania się do okólnika wojewody śląsko-dąbrowskiego Aleksandra Zawadzkiego z zapałem zabrali się do akcji zmieniania niemieckich nazwisk i imion. Pracownik Urzędu Stanu Cywilnego w Nakle Śląskim już 28 października 1947 roku w comiesięcznym raporcie poinformował władze wojewódzkie, że do tarnogórskiego starostwa przesłano 148 wniosków o zmianę imion i 2 wnioski o zmianę nazwisk. Starostwo załatwiło 24 sprawy. Zmiany „zostały zapisane w księgach metrykalnych” – zawiadomił urzędnik.

W tym samym czasie tylko 64 wnioski o zmianę imion, 2 nazwisk i 3 skażonej pisowni polskich nazwisk zgłoszono w Świerklańcu. W Miasteczku Śląskim odnotowano 29 wniosków, w Radzionkowie 66 podań o zmianę nazwisk i 80 sprostowań pisowni, w Reptach Śląskich 5 wniosków a w Bobrownikach Śląskich we wrześniu 1947 roku nie było żadnych zgłoszeń.

Informacje o akcji spolszczania nazwisk i imion docierały do mieszkańców powiatu tarnogórskiego w różnoraki sposób. W Reptach Śląskich po ulicach chodził kurier z dzwonkiem i ogłaszał rozpoczęcie akcji, o której informowano mieszkańców także na zebraniach gminnych. Jak informował Edmund Janus, pracownik USC w Reptach Śląskich akcję informacyjną przeprowadzono we wrześniową niedzielę od godziny 9 rano do południa.

Bardziej energicznie powiadomili ludność włodarze Radzionkowa. „Frekwencja o spolszczenie nazwisk jest duża, ponieważ akcja propagandowa prowadzona jest przez obwieszczenia i ogłoszenia przez miejscowych proboszczy w kościele, jak również w organizacjach i szkołach publicznych” – raportował Bolesław Piłat, komisaryczny wójt Radzionkowa.

Brak druków i spisów

Jednak urzędnicy starostwa tarnogórskiego wcale nie byli zadowoleni z przebiegu spolszczania imion i nazwisk. Dość krytycznie o rozpoczętej akcji pisał pracownik USC w Tarnowskich Górach: „Ze względu, że minimalna liczba wpływa wniosków o zmianę niemieckich nazwisk na polskie, względnie skażonych nazwisk, przeto tutejszy urząd spowodował urząd gminny do dalszych zarządzeń dopilnowania sprawy zmiany imion i nazwisk w poszczególnych gromadach”. Wymieniali także urzędnicy powiatowi przeszkody w szybszym realizowaniu zmian nazwisk i imion takie jak: „brak druków oraz spisu imion zakazanych i dopuszczalnych”. Wątpliwości dotyczyły nazwisk i imion żydowskich. „Należy je uważać za niemieckie czy żydowskie np. Rut Kac?” – pytał urzędnik Jan Stypczyński. Pracownicy starostwa, żeby przyspieszyć akcję, zaproponowali rozprowadzić wydrukowane protokoły w zakładach pracy „celem podpisania przez osoby noszące imiona i nazwiska niemieckie”. Kierownicy zakładów mieli wysłać wypełnione wnioski do Biur Ewidencji Ruchu Ludności.

Chociaż za odmowę spolszczenia nazwiska lub imienia groziły kary, znalazły się osoby, które nie zgadzały się na zmiany. Zaniepokojony urzędnik tarnogórskiego magistratu donosił o tym w styczniu 1948 roku do Urzędu Wojewódzkiego: „większa ilość mieszkańców wzbrania się zmienić nazwiska o brzemieniu niemieckim, jak również sprostować skażonej pisowni”. W lutym 1948 roku spisano w magistracie aż 11 protokołów odmowy.

Sukces pomimo odmów

Przyczyny niezgody na polonizację nazwisk czy imion były różne. Jan Fiszer i Jerzy Miller odmówili spolszczenia nazwisk ze względów spadkowych. Klara Forreiter oświadczyła: „nazwiska przodków moich się nie wstydzę”. Wilhelm Szaflik, który w 1936 roku już raz zmienił pisownię nazwiska, pragnął zachować imię. Zygfryd Szoltysik uznał swoje imię za polskie, bo „figuruje w polskich kalendarzach”. Z kolei Mieczysław Rosenberg urodzony w Moskwie w 1911 roku i zamieszkały w Tarnowskich Górach przy Placu 9 Maja oznajmił, że nazwiska: „nie zmieni bez uzasadnienia”. Przyczyn zmian zażądali również Anna Szade, Adolf Wyrwa i Jan Zejer. Zaś Klara Szweda oświadczyła, że imię syna Reinhold było: „życzeniem jego ojca Leopolda”. Ilość odmów była jednak niewielka, zaledwie kilka na kilkadziesiąt wniosków o polonizację nazwisk i imion.

Kiedy w czerwcu 1948 roku urzędnicy starostwa tarnogórskiego podsumowali akcję spolszczenia nazwisk i imion zapoczątkowaną trzy lata wcześniej, z protokołu wynikało, że wnioski o zmianę imion złożyło 3774 mieszkańców, o skorygowanie pisowni wystąpiło 2222 obywateli a nazwiska zgodziło się spolonizować 117 osób. Załatwiono zmianę 2973 imion, pisownię 1745 nazwisk oraz zamianę 103 nazwisk niemieckich. Oczywiście akcja trwała nadal. Jak napisano w listopadzie 1948 roku w „Dzienniku Zachodnim”, do jesieni w Tarnowskich Górach spolszczono około 7,3 tys. imion i nazwisk. Można zatem uznać – mimo odmów – repolonizację za udaną.

Bedrys

 

Okładka Montes nr 55

Okładka Montes nr 55