System obozów na Górnym Śląsku od roku 1945

Obóz w Mysłowicach
Obóz w Mysłowicach

Za kolczastym drutem

Materiał z sesji popularnonaukowej z okazji Dnia Pamięci o Tragedii Górnośląskiej 1945. 26 stycznia - Muzeum w Tarnowskich Górach.

Obozy sowieckie

Od końca stycznia 1945 r. Górny Śląsk stopniowo znalazł się pod sowiecką okupacją. Rozpoczęła się fala represji o zróżnicowanym charakterze. Sowieci w niewielkim stopniu zainteresowani byli faktyczną denazyfikacją regionu, starali się zabezpieczyć tyły swoich wojsk, prewencyjnie zastraszając społeczeństwo. Z drugiej strony ich celem była maksymalna eksploatacja podbitego obszaru. Stąd deportacje mieszkańców na roboty przymusowe w głąb ZSRS w ramach reparacji wojennych, stąd także demontaż urządzeń przemysłowych. Strukturalnym elementem sowieckich porządków było też poparcie dla miejscowych komunistów (niemieckich lub polskich) oraz „oczyszczanie tyłów” ze środowisk, które mogły stanowić dla sowietów potencjalne zagrożenie: zarówno związanych dotąd z ruchem nazistowskim, jak też po prostu podejrzewanych o antykomunizm. Podobnie jak w Związku Sowieckim, także na zajętych terenach „poniemieckich”, w tym na Górnym Śląsku, NKWD i inne instytucje sowieckie utworzyły szybko sieć punktów internowania, gdzie przetrzymywano i przesłuchiwano podejrzanych o wrogość wobec sowietów. Były to zarówno więzienia („tjurma”), jak i obozy („łagier”). Stosunkowo szybko internowano ok. 180 tys. osób w Niemczech Środkowych (późniejszej NRD) oraz na dawnych wschodnich terenach niemieckich, przy czym około 1/3 internowanych nie przeżyło pobytu w obozach (wedle szacunków zachodnich). Na terenach wschodnich powstało kilka dużych sowieckich obozów internowania, największe w Grudziądzu, Gorzowie Wielkopolskim, Poznaniu i Toszku. Mniejszy obóz działał także w Mysłowicach, ale stosunkowo szybko znalazł się w rękach polskich. Najwyższa śmiertelność miała miejsce w obozie toszeckim. Przebywało w nim ok. 5 tys. internowanych Niemców, głównie przewiezionych tu z więzienia „Gelbes Elend” w Budziszynie (Bautzen); w czasie istnienia obozu – między końcem maja a początkiem grudnia 1945 r. – zmarło ok. 3 tys. osób, najwięcej spośród wspomnianych obozów. Ogółem na dawnych niemieckich terenach wschodnich, które przypadły Polsce, zmarło ok. 9 tys. osadzonych, nie są to jednak bynajmniej dane ostateczne. Niemal w każdej większej miejscowości znajdowały się sowieckie więzienia, zlokalizowane w budynkach użyteczności publicznej oraz we właściwych obiektach więziennych, w większości zlikwidowano je jednak do końca 1945 r. Wszędzie na porządku dziennym były tortury, znęcanie się nad osadzonymi, głodowe racje wyżywienia, katorżnicza praca. Część zobozowanych deportowano do ZSRS do robót przymusowych.

Jednym z celów tworzonych przez sowietów obozów była produktywizacja osadzonych na miejscu, zwykle przy demontażu zakładów przemysłowych. Spory obóz tego typu zlokalizowany był np. w Blachowni k. Kędzierzyna czy w Łabędach k. Gliwic.

Na mocy uchwały Państwowego Komitetu Obrony ZSRS z 16 XII 1944 r. o internowaniu i wykorzystaniu gospodarczym Niemców z Polski, Węgier, Rumunii i Czechosłowacji rozpoczęto już w połowie lutego 1945 r. internowania zdatnych do pracy fizycznej cywilów. Przetrzymywano ich w obozach przejściowych, administrowanych zwykle przez NKWD. Największe takie obozy znajdowały się w Łabędach, Bytomiu (obok kopalni „Centrum”) i Oświęcimiu (w dawnym KL Auschwitz). Stąd deportowano osadzonych do ZSRS i zatrudniano w przemyśle ciężkim, głównie w górnictwie Zagłębia Donieckiego na Ukrainie. Obozy następnie dość szybko likwidowano, niekiedy przejmowały je potem władze polskie.

Początek obozów polskich

Kluczowa rola w organizacji obozów przypadła Urzędowi Bezpieczeństwa. Już w październiku 1944 r. przyszły minister bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz wydał instrukcję, nakazującą Wojewódzkim Urzędom Bezpieczeństwa Publicznego tworzenie obozów dla Niemców i Volksdeutschów, dokąd podejrzanych kierować miano w oparciu o listy osobowe sporządzone przez aparat represji. Dekret PKWN z 5 listopada tegoż roku dodał jako podstawę zatrzymania sankcję prokuratorską, co jednak nagminnie było lekceważone. W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego utworzono Wydział Więziennictwa i Obozów. Także w WUBP województwa śląskiego, a po 1950 r. – katowickiego/stalinogrodzkiego, powstał Wydział Więzień i Obozów (później Wydział Więziennictwa). Obszar województwa śląskiego odgrywał w systemie obozowym Polski znaczącą rolę, tu ilość obozów była bodaj największa w skali kraju. Wiązało się to z przemysłowym charakterem województwa śląskiego, gdyż sieć obozowa cechowała się silnymi powiązaniami z produkcją przemysłową.

Osadzenie w obozie regulowane było w oparciu o szereg normatywów, uchwalonych po 1944 r., które często w niewielkim stopniu uwzględniały specyfikę Górnego Śląska. Główną kategorią „zobozowanych” stali się oskarżeni o zdradę narodu Polskiego Górnoślązacy, dysponujący w okresie okupacji I lub II kategoriami Volklisty, jak też Niemcy i Górnoślązacy z tej części Górnego Śląska, która przed 1939 r. należała do Rzeszy. W mniejszym stopniu w obozach przetrzymywano ludzi podziemia antykomunistycznego czy przedstawicieli legalnej opozycji, zwalczanych przez będący narzędziem w rękach PPR Urząd Bezpieczeństwa. Ogromna dowolność w kierowaniu zatrzymanych do obozów, powszechne nadużycia funkcjonariuszy UB i MO oraz pracowników administracji, a także chaos kompetencyjny w aparacie bezpieczeństwa powodowały, że „zobozowani” stanowili zbieraninę Polaków, Niemców, a czasem obywateli innych krajów, osadzonych nierzadko pod fałszywymi zarzutami lub zgoła bez ich przedstawienia.

Zarządzenie nr 88 wojewody śląskiego z 18 czerwca 1945 r. przewidywało powstanie trzech typów obozów: wysiedleńczych, pracy i „gett” (tzw. dzielnic odosobnienia lub dzielnic wydzielonych). W praktyce nie wyglądało to tak prosto. Wedle propozycji prof. Edmunda Nowaka wyróżnić można na Górnym Śląsku m.in. 1) obozy zarządzane przez władze administracyjne (starostwa powiatowe, zarządy miejskie) i 2) obozy aparatu bezpieczeństwa, a ze względu na pełnione funkcje wydzielić można dalej obozy 3) jedno- i 4) wielofunkcyjne (wysiedleńcze, pracy, izolacyjne, represyjne), dalej 5) obozy jenieckie, 6) dla cywilów i 7) mieszane, 8) obozy legalne (powstałe na mocy decyzji władz) i 9) „dzikie” itd.

Ponieważ system penitencjarny stanowił element struktur aparatu bezpieczeństwa, faktycznie więc wszyscy „zobozowani” podlegali Departamentowi Więziennictwa i Obozów MBP, co nie oznacza jednak, że zawsze odpowiednie szczeble władz bezpieczeństwa administrowały poszczególnymi obozami. Przeciwnie, administratorami obozów mogły być np. władze miejskie, powiatowe czy zarządy zjednoczeń przemysłowych. Trzy największe obozy, administrowane bezpośrednio przez UBP to obozy w Łambinowicach, Mysłowicach i Świętochłowicach-Zgodzie.

Obóz mysłowicki

Obóz pracy (karny) w Mysłowicach został założony na terenie byłego niemieckiego więzienia; pierwszy jego komendant, Tadeusz Skowyra, objął swoje stanowisko już 8 lutego 1945 r. Obsługiwało go stale między 76 a 138 funkcjonariuszy straży obozowej i pracowników obsługi. Dyscyplina wśród strażników obozowych stała na bardzo niskim poziomie. Zamykano w obozie przede wszystkim osoby z obywatelstwem niemieckim (Reichsdeutsche) oraz Volksdeutschów. Liczebność więźniów wynosiła we wrześniu 1945 r. ponad 5 tys. osób, pod koniec działalności obozu jesienią 1946 r. spadła do niespełna tysiąca (jednak dane statystyczne są niekompletne). Przez cały okres funkcjonowania obozu przetrzymywano w nim w sumie co najmniej 13 760 osób. Więźniowie-mężczyźni znajdujący się w odpowiedniej kondycji fizycznej kierowani byli głównie do pracy w kopalniach węgla kamiennego, do lipca 1945 r. z obozu w Mysłowicach skierowano do pracy w kopalniach ponad 2 tys. więźniów. Komendantura obozu otrzymywała zapłatę za ich pracę. Więźniów mysłowickiego obozu zatrudniano również np. na kolei (przy rozładunku wagonów i układaniu torów), a także do prostych prac fizycznych w okolicznych zakładach przemysłowych oraz do prac porządkowych i odgruzowywania miast.

Znaczny procent „zobozowanych” stanowiły kobiety, dzieci i osoby starsze (powyżej 60. roku życia). Warunki ich pobytu były bardzo ciężkie, brakowało koców, sienników, a nawet prycz. Na porządku dziennym było znęcanie się przez strażników nad osadzonymi (prawdopodobnie łącznie z zabójstwami) oraz rabowanie ich rzeczy osobistych. Niewystarczające wyżywienie i tragiczne warunki sanitarne panujące w obozie powodowały wzmożoną zachorowalność więźniów, a w efekcie doprowadziły do wybuchu epidemii tyfusu, która pochłonęła co najmniej 277 zmarłych; ogólna liczba zmarłych w obozie w Mysłowicach w okresie II 1945–IX 1946 wyniosła co najmniej 2281 osób.

Obóz w Zgodzie

Obóz karny (potem pracy) w Świętochłowicach-Zgodzie powstał również już w lutym 1945 r. i należał do większych na Górnym Śląsku. Jego naczelnik, Salomon Morel (od marca 1945 r.) pełnił swoją funkcję do końca istnienia obozu, tj. listopada 1945 r. Wśród więźniów dominowali Volksdeutsche i Reichsdeutsche, choć, jak zauważa Adam Dziurok, „przy kierowaniu do obozu stosowano dosyć niejasne i dowolne kryteria”, a i tutaj motywy materialne – chęć zagarnięcia majątku aresztowanych – grały niepoślednią rolę. Według obliczeń A. Dziuroka w sumie przewinęło się przez obóz ok. 6 tys. osób. Pod koniec marca zaludnienie placówki wynosiło ponad tysiąc więźniów, by w sierpniu tegoż roku sięgnąć 5048. Epidemia tyfusu w lipcu i sierpniu 1945 r. zdziesiątkowała „zobozowanych”: w ciągu jednego tylko tygodnia na przełomie tych miesięcy zmarło 259 osób. Oficjalnie mówi się o 1855 zmarłych, ale nie są to dane pełne. Dzięki relacjom świadków znane są warunki panujące w obozie, tortury i morderstwa, których dopuszczali się funkcjonariusze obozowi z Morelem na czele. Szczególnie znęcano się nad osobami skierowanymi do baraku nr 7, zwanego „brunatnym”, jako że przetrzymywano tam rzekomych członków organizacji nazistowskich (faktycznie nie zawsze tak było). Podobnie jak w przypadku obozu mysłowickiego, także ze Zgody kierowano więźniów do pracy przymusowej w górnośląskich zakładach. W lipcu 1945 r. w 13 kopalniach pracowało 2844 mężczyzn i kobiet znajdujących się w ewidencji OP w Świętochłowicach.

Obóz w Łambinowicach

Obóz w Łambinowicach k. Niemodlina istniał od lipca 1945 r. do końca września 1946 r. Powstał na polecenie starostwa powiatowego w Niemodlinie i jemu, jak się wydaje, formalnie podlegał; faktycznie jednak szybko pełen nadzór nad nim uzyskał niemodliński PUBP. Założono go jako obóz przejściowy dla przeznaczonych do wysiedlenia Niemców z okolicznych miejscowości, ale służył też jako areszt tymczasowy PUBP z Niemodlina i Prudnika. Pierwszym komendantem mianowano Czesława Gęborskiego, wówczas 20-letniego, niedoświadczonego sierżanta MO. Osadzano tu całe rodziny, dla części więźniów zorganizowano z czasem transport do Niemiec, resztę zwolniono po pozytywnej weryfikacji i przyznaniu obywatelstwa polskiego. Nierzadko motywem umieszczenia w obozie była chęć zagarnięcia mienia aresztowanych. Do obozu trafiali ludzie oskarżeni o przynależność do nazistowskich organizacji, żołnierze Wehrmachtu powracający z obozów jenieckich i in. Ogółem liczba osadzonych w jednym momencie wahała się między ok. 300 a 1,5 tys., zaś całkowita ilość osób, które przeszły przez obóz, wyniosła ok. 5 tys. W większości były to kobiety, ludzie starsi i młodzież. Według niektórych szacunków w obozie zmarło lub zostało zamordowanych ok. 1,5 tys. osadzonych.

Gęborski zorganizował obóz wedle wzorców nazistowskich. Za jego rządów (z czasem został usunięty) na porządku dziennym było znęcanie się nad więźniami poprzez bicie i zmuszanie do wykonywania upokarzających czynności, miało również regularnie dochodzić do zabójstw, zarówno w wyniku śmiertelnego pobicia, jak i zastrzelenia przez wartowników. Niewystarczające przydziały żywności powodowały powszechne niedożywienie osadzonych i ich zwiększoną podatność na choroby. Najtragiczniejsze wydarzenie w historii obozu miało miejsce 4 października 1945 r., kiedy to w niewyjaśnionych okolicznościach zapalił się jeden z baraków magazynowych. Strażnicy pod dowództwem Gęborskiego wyznaczyli część więźniów do gaszenia pożaru, lecz w chwilę później z nieznanych przyczyn otworzyli do nich ogień z broni palnej – w efekcie zginęło na miejscu 44-48 osadzonych, a nieznana ich liczba zmarła później w wyniku odniesionych ran. To wydarzenie stało się przyczyną odwołania Gęborskiego z funkcji komendanta, a nawet jego czasowego aresztowania. Pod rządami kolejnych komendantów reżim w obozie zmalał i choć wciąż dochodziło do wypadków nadużycia władzy i znęcania się nad uwięzionymi, to nie miały one tak powszechnego charakteru jak w czasie pełnienia funkcji przez pierwszego komendanta.

Chaos organizacyjny

W odniesieniu do szeregu innych obozów wyłaniają się trudności z ustaleniem faktycznego stanu ich podległości. Wraz z powstawaniem tych placówek toczyły się bowiem spory kompetencyjne o to, jaka instancja winna danym obozem administrować. Przykładem takiego konfliktu może być obóz w Wojciechowie k. Olesna. Założony został w kwietniu lub maju 1945 r. z inicjatywy PUBP w Oleśnie, na terenie poniemieckiego majątku ziemskiego, jednak UBP żądał, aby administrację nad nim przejęło starostwo oleskie i przeniosło go do samego Olesna; powodem tych żądań były m.in. problemy z aprowizacją, zaistniałe jesienią 1945 r. Pełnił funkcje przede wszystkim wysiedleńcze (część osadzonych zwalniano po pozytywnym zweryfikowaniu). Spór kompetencyjny o kierowanie obozem dotyczył także obozu PUBP w Opolu przy ul. Kropidły 5, najdłużej – obok Łambinowic – istniejącego obozu Śląska Opolskiego (lato 1945 r. – październik 1946 r.). Ponieważ opolskiemu UBP zarzucano złe zarządzanie, wskazywano też na złe traktowanie więźniów, w 1946 r. obóz przejęło opolskie starostwo powiatowe. Podobnie nie wiadomo do końca, komu podlegały takie obozy jak np. w Głubczycach, występujący raz jako podlegający władzom miejskim, innym razem – jako obóz głubczyckiego PUBP. Obóz w Koźlu podlegał cały czas starostwu, jednak od października wprowadzono do niego strażników z tamtejszego PUBP zamiast komunalnych. Podobnie niejasna jest sytuacja z obozem w Grodkowie, który powstał jakoby z inicjatywy tamtejszego PUBP, być może był przezeń administrowany, ale pojawia się także jako placówka podległa władzom miejskim.

We wschodniej części województwa śląskiego, poza wielkimi obozami w Mysłowicach i Świętochłowicach-Zgodzie, istniał szereg mniejszych obozów zorganizowanych przez UBP, traktowanych w literaturze przedmiotu jako „dzikie”. Zwykle zlikwidowano je do końca 1945 r. (po wysiedleniu lub zwolnieniu „zobozowanych”). Część nastawiona była na wykorzystanie pracy osadzonych w rolnictwie. Spory był obóz wysiedleńczy w Lasowicach k. Tarnowskich Gór, administrowany przez tarnogórski PUBP. W październiku 1945 r., według sprawozdania starosty tarnogórskiego, było w nim 218 osób, „w przeważającej części kobiety z dziećmi”, po ucieczce komendanta (funkcjonariusz PUBP, Wieczorek) osadzeni pozostawali 24 godziny bez jedzenia, „duży odsetek osób (...) [był] obłożnie chory”. Obóz zamknięto przed 1 grudnia 1945 r. Także do tej grupy obozów należała placówka przy kopalni „Wujek” w Katowicach (na Załęskiej Hałdzie), zamknięta w listopadzie 1945 r., m.in. pod wpływem interwencji katowickiej kurii diecezjalnej.

W związku z szeregiem interwencji w sprawie osadzonych Volksdeutschów we wrześniu 1945 r. rozpoczęły się akcje „porządkowania spraw osób osadzonych w obozach i więzieniach”. W ich trakcie dokonywano zwolnień osób z III i IV kategorią Volkslisty, jak też osób „pochodzenia polskiego, które w chwili wpisania ich rodziców na listę niemiecką były jeszcze nieletnie”. W obozach, do których skierowano z dyspozycji Specjalnego Sądu Karnego w Katowicach, przesłuchano 5926 osób, zwolniono niemal połowę (2897). Po tej fali zwolnień w obozach pozostały m.in. osoby oczekujące na rozpoznanie ich wniosku rehabilitacyjnego oraz „obywatele niemieccy i I grupa [DVL]”. W ramach akcji „porządkowania” obozów przeprowadzono likwidację obozów w Świętochłowicach i w Mysłowicach. Volksdeutsche definitywnie zwolnieni zostali z obozów dopiero w 1949 r. Wówczas to przestał być obozem dla tej kategorii uwięzionych COP Jaworzno, natomiast w III kwartale 1949 r. zakończono eliminację z obozów pracy byłych volksdeutschów narodowości polskiej.

System przyzakładowych obozów pracy przymusowej

Osobny problem stanowią obozy podlegające Centralnemu Zarządowi Przemysłu Węglowego (na o wiele mniejszą skalę także Centralnemu Zarządowi Przemysłu Hutniczego). Powstały one jako skutek deficytu siły roboczej w górnośląskim przemyśle w pierwszych powojennych miesiącach. 2 maja 1945 r. CZPW podpisało umowę z Wydziałem Więziennictwa i Obozów śląskiego WUBP, przewidującą przekazanie do pracy w kopalniach 5 tys. więźniów pozostających pod nadzorem WUBP. Poszczególni więźniowie kierowani byli do określonych zjednoczeń węglowych, stosownie do zgłoszonego przez nie zapotrzebowania. Na przykład Bytomskie ZPW otrzymało 695 więźniów z obozu w Świętochłowicach-Zgodzie, w tym 5 kobiet. W tym samym okresie starano się o przydzielenie do pracy na kopalniach ok. 2 tys. „zobozowanych” w OP w Mysłowicach. Także drobniejsze obozy podległe UBP wysyłały swoich więźniów do pracy w kopalniach, np. w lipcu 1945 r. w obozie przy kopalni „Radzionków” k. Bytomia pracowało 41 mężczyzn z obozu PUBP w Tarnowskich Górach-Lasowicach. Lekarze wyznaczeni przez WUBP kwalifikowali więźniów do prac w kopalniach, funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa mieli także przejąć stanowiska kierowników obozów. Samo zorganizowanie placówek, zapewnienie straży etc. pozostawało w dyspozycji CZPW, które miało płacić macierzystym obozom za przepracowane przez więźniów dniówki 8 zł dziennie za robotnika niewykwalifikowanego oraz 12 lub 16 zł za wykwalifikowanego. Instytucja zatrudniająca miała ponadto obowiązek zapewnić więźniowi całodzienne wyżywienie lub zapłacić jego ekwiwalent w wysokości 1,70 zł dziennie. Ponieważ zapotrzebowanie górnośląskich i zagłębiowskich kopalń było kilkakrotnie wyższe (niedobór obliczano na ok. 20 tys. górników), konieczne okazało się dalsze poszukiwanie sił roboczych, stąd umowy CZPW z DWiO MBP z 16 maja i 27 sierpnia 1945 r., w oparciu o które skierować do pracy miano osadzonych w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie oraz umowy z Armią Czerwoną z lata 1945 r. o odstąpieniu do pracy w kopalniach jeńców niemieckich z Żagania i Krzystkowa, jak również internowanych i jeńców z Piły i Gorzowa (łącznie ok. 35 tys. osób). Wkrótce to właśnie niemieccy jeńcy wojenni stali się główną przymusową siłą roboczą w kopalniach. Pod koniec 1945 r. liczba osadzonych w obozach CZPW wynosiła ok. 35 tys. osób. Według danych MBP 1 stycznia 1949 r. w przemyśle węglowym zatrudnionych było 19 768 osadzonych w więzieniach, obozach pracy i obozach jenieckich. Wiosną 1950 r. zlikwidowano ostatnie przykopalniane obozy pracy, jeńców wysłano do Niemiec, więźniów cywilnych – zwalniano po zweryfikowaniu/zrehabilitowaniu lub wysiedlano do Niemiec. Przymusowe zatrudnianie w kopalniach źle odżywionych, nieprzyzwyczajonych do takiej pracy jeńców i więźniów było nieefektywne ekonomicznie - aż do połowy 1947 r. wydatki CZPW na utrzymanie obozów przewyższały zyski uzyskiwane z wydobytego przez osadzonych węgla. Na terenie Górnego Śląska i Zagłębia znajdowało się łącznie ok. 70 takich obozów. Niemała była śmiertelność w tych obozach. Tylko na terenie Bytomia w latach 1945–1949 zmarło w przykopalnianych obozach ok. tysiąca jeńców niemieckich.

COP w Jaworznie

6 kwietnia 1945 r. MBP w Warszawie powołało do życia tzw. Centralne Obozy Pracy. Było to próbą usystematyzowania struktury obozowej. COP-y przejęły zwierzchnictwo na istniejącymi obozami, miały koordynować ich gospodarczą funkcjonalizację, tj. wykorzystanie pracy więźniów w przemyśle. Dla terenów województwa śląskiego (i w ogóle południowej Polski) funkcję Centralnego Obozu Pracy pełnił obóz w Jaworznie w województwie krakowskim. Oprócz koordynacji pracy innych placówek COP Jaworzno przejmował również stale więźniów innych obozów, także tych podlegających różnym strukturom UBP, m.in. z obozów w Łambinowicach, Mysłowicach i Świętochłowicach. Ta komasacja doprowadziła do tego, że latem 1947 r. obóz w Jaworznie liczył ok. 20 tys. osadzonych, będąc tym samym jednym z największych w Polsce.

Bilans obozów

Według teoretycznych założeń, osadzeni w obozach mieli poprzez pracę na rzecz odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych „odkupić” swoje winy i „reedukować się”. Dotyczyło to zatrzymanych w obozach wysiedleńczych osób narodowości niemieckiej (bądź za takich przez władze postrzeganych), które miały oczekiwać w nich na wysiedlenie do stref okupacyjnych w Niemczech lub na zakończenie procesów weryfikacyjnych i rehabilitacyjnych. Faktycznie znaczna liczba osadzanych w obozach kobiet z dziećmi i ludzi w podeszłym wieku, zatem osób niezdolnych do pracy, w połączeniu z tragicznymi warunkami aprowizacyjnymi i sanitarnymi oraz prześladowaniami osadzonych przez personel obozowy, powodowały, że obozy były przede wszystkim narzędziem represji. Bardzo niski poziom intelektualny i moralny większości pracowników aparatu bezpieczeństwa, połączony z nieznajomością lokalnej specyfiki powodował nagminne występowanie nadużyć i popełnianie przestępstw na miejscowej ludności, nawet tej niezaangażowanej w opór przeciw wprowadzaniu dyktatury komunistycznej.
Globalny bilans funkcjonowania obozów jest tragiczny. Abstrahując od ilości ofiar śmiertelnych – tylko z obozów w Toszku, Zgodzie, Łambinowicach i Mysłowicach wynosi ona co najmniej 8,5 tys. osób – dla wielu osadzonych pobyt w obozie stał się traumą, prześladującą ich przez całe dalsze życie. Należy też pamiętać, że jako narzędzie represji system obozowy nie znikł z końcem lat czterdziestych. Do pewnego stopnia jego kontynuacją pozostawały Ośrodki Pracy Więźniów, w których osadzano także więźniów politycznych. Wbrew pozorom likwidacja OPW nie nastąpiła po odwilży 1956 r.; istniały one jeszcze szereg lat później.

Sebastian Rosenbaum,
IPN Katowice

Szerzej na ten temat zob. Jarosław Roś, Sebastian
Rosenbaum, Więzienia i obozy [w:] Fundament systemu zniewolenia. Z działalności wojewódzkich struktur Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach 1945-1956, red. A. Dziurok,
A. Dziuba, IPN, Katowice 2009.
 

Okładka Montes nr 54

Okładka Montes nr 54