Inżynier nie dał rady ministrowi

Huta żelaza na terenie obecnego Tagoru. Fot. z ok 1880r. Ze zbiorów SMZT
Huta żelaza na terenie obecnego Tagoru. Fot. z ok 1880r. Ze zbiorów SMZT

Po trzech latach działalności tarnogórscy bankowcy i przemysłowcy musieli oddać państwu założoną przez siebie przedwojenną spółkę. Prężnie działające przedsiębiorstwo przekształcone zostało w socjalistyczny zakład pracy

Teren, na którym w latach 1857 – 1902 działała Huta Żelaza, a od 1911 roku w starej hutniczej kuźni firma Oberschlesische Blechindustrie produkująca wyroby blaszane i stalowe, w 1921 roku przejęło Górnośląskie Towarzystwo Przemysłowe Spółka Akcyjna. W utworzonej firmie Ge-Te-Pe przy ulicy Hutniczej 6-10 rozpoczęto wytwarzanie konstrukcji stalowych, elewatorów, beczkowozów i zbiorników dla stacji benzynowych, dźwigów oraz urządzeń transportowych dla cegielni. Podczas kryzysu gospodarczego spółka popadła w długi i jej nieruchomości zostały wystawione na publiczną licytację.

Spółka bankowców i przemysłowców

Materiały wewnętrzne Śląskich Zakładów Przemysłowych. Ze zbiorów UMTG
Materiały wewnętrzne Śląskich Zakładów Przemysłowych. Ze zbiorów UMTG

Obszar o powierzchni 35 tys. m kw. z budynkiem administracyjnym i 7 zabudowaniami fabrycznymi kupiła za 270 tys. zł, egzekwując długi od Ge-Te-Pe, Komunalna Kasa Oszczędności w Tarnowskich Górach. Żeby pokryć straty sięgające 2,5 mln zł, KKO założyła za zgodą Ministerstwa Skarbu Śląskie Zakłady Przemysłowe spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Akt notarialny został spisany 16 września 1938 roku w Katowicach. Na kapitał założycielski firmy złożyło się 125 udziałów. Każdy udział miał wartość 1 tys. zł. Komunalny bank został właścicielem 52% kapitału spółki. Po 24 % udziałów uzyskali: inżynier Alfons Jagielski, do którego należał warsztat ślusarski na terenie zakładu, oraz Kazimierz Wierzbicki, posiadacz zakładowego warsztatu konstrukcji stalowych i kolejowych. W skład zarządu weszli Alfons Jagielski i Kazimierz Wierzbicki jako prywatni udziałowcy oraz przedstawiciele tarnogórskiej KKO Antoni Kuczek i Marian Ociepko. Do września 1939 roku firma, która zatrudniała 105 robotników i 7 pracowników nadzoru, produkowała – sprzedawane we własnym zakresie - konstrukcje żelazne, wózki kopalniane, bojlery, hydrofory, mieszadła i dyfuzory dla fabryk celulozy, znaki drogowe, urządzenia sygnalizacji kolejowej.

Po wybuchu II wojny światowej Niemcy sprzedali zarekwirowane przedsiębiorstwo firmie Maschinenfabrik Tarnowitz. W zakładzie rozpoczęto wytwarzanie stalowych wózków, stempli i obudów kopalnianych. Wśród 800-osobowej załogi pracowało 150 jeńców wojennych i 100 robotników przymusowych. Po opuszczeniu przez okupantów miasta gwarków w fabryce pojawił się Alfons Jagielski, który 22 lutego 1945 roku przejął od Pełnomocnika Tymczasowego Rządu państwowy zarząd nad zakładem. Inżynier przejął teren z nieruchomościami i przeprowadził remanent majątku. Równocześnie rozpoczął starania o odzyskanie fabryki. Tarnogórski Sąd Grodzki dopiero 6 czerwca postanowił zwrócić spółce majątek i zezwolił na reaktywację przedsiębiorstwa. Dwa dni później zarząd spółki przejął firmę od Tymczasowego Zarządu Państwowego.

Socjalistyczny rozwój prywatnego przedsiębiorstwa

Na zwołanym 27 lipca 1945 roku walnym zgromadzeniu z zarządu firmy odwołano Antoniego Kuczka, wybierając w jego miejsce ówczesnych dyrektorów Komunalnej Kasy Oszczędności Franciszka Palika i Adolfa Herma. W skład rady nadzorczej weszli Józef Marek, Józef Potyka, Wincenty Buczek, Władysław Rowiński i Wiktor Warzecha. Przedwojenny kapitał zakładowy przeliczono według aktualnej wartości maszyn, budynków i terenu na 400 tys. zł. Połowę z 183 tys. zł zysku osiągniętego przez zakład w pierwszych miesiącach 1945 roku przekazano KKO. Członkom zarządu wypłacono jednorazowo po 25 tys. zł wynagrodzenia. Na zaliczki dla pracowników przeznaczono 100 tys. zł. Do końca roku wartość wytworzonych w firmie kopalnianych wózków i obudów sięgnęła 952 tys. zł. Po wyzwoleniu w przedsiębiorstwie kontynuowano bowiem zapoczątkowaną przez Niemców produkcję dla górnictwa. Odbiorcami były kopalnie z Bytomia, Chorzowa i Rybnika oraz DOKP Bydgoszcz.

Dzięki zapotrzebowaniu na węgiel w Śląskich Zakładach Przemysłowych co roku zwiększała się produkcja. W 1946 r. załoga wytworzyła 570 wózków kopalnianych, rok później 2402, a w 1948 r. oprócz 1743 wózków także 2517 stempli stalowych wartych ponad 113 mln zł. Plan został przekroczony w 1948 r. o 552 wózki. Pensje miesięczne w przedsiębiorstwie wynosiły od 1200 do 6400 tys. zł. Spore zyski firmy pozwoliły zarządowi na zaciągnięcie w 1948 roku w warszawskim Banku Handlowym 90 mln zł na rozbudowę zakładu. Do biur kupione zostały nowe meble a do hal obrabiarki, zbudowano suwnicę oraz magazyn przy bocznicy kolejowej. Dla wygody 452 robotników i 54 pracowników umysłowych urządzono stoiska dla rowerów, sklep, stołówkę i warsztat szewski. Postawiony został nowy budynek szkoły przyzakładowej z biblioteką, której księgozbiór liczył 5 tys. książek. Do szkoły chodziło 107 uczniów. Za pracę podczas praktyk zawodowych każdy uczeń otrzymywał w III klasie 800 zł miesięcznie. W 1948 r. dyplomy uzyskało pierwszych 29 absolwentów. W szkole organizowane były kursy dla spawaczy. Z wypoczynku w domu wczasowym w Dobrodzieniu w 1948 r. skorzystało 143 pracowników a na letnie kolonie wyjechało 38 dzieci. Po wyremontowaniu za 2 mln 168 tys. zł domu przy ul. Gliwickiej 70 firma uzyskała 5 mieszkań zakładowych.

Widmo upaństwowienia spółki

Jednak mimo dobrych wyników finansowych nad Śląskimi Zakładami Przemysłowymi zawisła groźba upaństwowienia. Już 24 listopada 1947 r. zapadła decyzja o przejęciu przez państwo 48% udziałów Alfonsa Jagielskiego i Kazimierza Wierzbickiego. Ale nawet takie częściowe upaństwowienie firmy wywoływało niezadowolenie kontrahentów. W piśmie Centrali Zaopatrzenia Materiałowego Przemysłu Węglowego z 9 października 1948 r. pojawiły się narzekania na trudną współpracę z zakładem, w którym państwo miało tylko 48% udziałów, a reszta należała do miasta. Gdyby chociaż 51% firmy było własnością państwa, „nie trzeba by zezwoleń ani ofert specjalnych”, żeby złożyć zamówienie.

Zamiary upaństwowienia zakładu odzwierciedliły się między innymi w zmienionym sposobie zarządzania. Zwiększyła się rola rady zakładowej, która wpływała na przyznawanie pracownikom premii i deputatów węglowych oraz zajmowała się dyscypliną pracy. Powszechne stało się bowiem wymigiwanie od pracy i palenie papierosów podczas wykonywania obowiązków służbowych. Głośne stało się dyscyplinarne zwolnienie pracownicy, która wynosiła z zakładu mleko przeznaczone dla robotników. Odnotowano także przypadek nietrzeźwości w pracy. Jednak po odwołaniach pracowników litościwa dyrekcja firmy przywracała ich do pracy, poprzestając na łagodniejszych karach dyscyplinarnych. Większy nacisk zarząd firmy położył na wychowanie ideologiczne. Przykładowo 15 grudnia 1948 roku, w dniu kongresu zjednoczeniowego PPR i PPS, w zakładzie zorganizowano masówkę dla załogi. Pracownicy wysłuchali radiowej relacji z kongresu oraz odczytania manifestu zjednoczeniowego partii. Po masówce w świetlicy zakładowej odbyła się zabawa połączona z kolacją. Wydarzenia te były zapowiedzią kształtowania się socjalistycznego zarządzania firmą.

Ostatnim głosem protestu przeciwko upaństwowieniu udziałów należących do Komunalnej Kasy Oszczędności w Tarnowskich Górach był oficjalny sprzeciw jej dyrektora Franciszka Palika. Nie na wiele się to zdało, bo odwołanie komunalnego banku osobiście odrzucił Hilary Minc, minister przemysłu i handlu. Przejęcie przez państwo pozostałych 52% udziałów firmy dodatkowo ułatwiło podporządkowanie KKO w Tarnowskich Górach Narodowemu Bankowi Polskiemu, do którego doszło 8 stycznia 1949 roku. Tydzień później Śląskie Zakłady Przemysłowe zostały w całości upaństwowione i weszły w skład Zjednoczenia Budowy Urządzeń Technicznych w Gliwicach.

Ryszard Bednarczyk