W pułapce szalejących nacjonalizmów

Losy pałacu w Rybnej w międzywojniu oraz podczas II wojny światowej

Ćwiczenia członków Związku Strzeleckiego, kwiecień 1938 r. (fot. ze zbiorów prywatnych autora).
Ćwiczenia członków Związku Strzeleckiego, kwiecień 1938 r. (fot. ze zbiorów prywatnych autora).

Najprawdopodobniej w związku z gęstniejącą atmosferą i intensyfikacją nastrojów nacjonalistycznych, ostatni właściciel Rybnej, Egon von Koschützki opuścił swą posiadłość w 1922 r. Wraz z rodziną udał się do bliskich krewnych, zamieszkałych we Wroninie nieopodal Raciborza, znajdującym się wówczas po niemieckiej stronie sztucznie wytyczonej granicy górnośląskiej. Decyzję o porzuceniu siedziby rodowej uzasadnił rzekomo w liście, który zamurowano w jednej ze ścian pałacu. Według tradycji von Koschützki opisać w nim miał swą trudną sytuację, życząc jednocześnie przyszłemu właścicielowi obiektu lepszych czasów.

Niemały obszar dworski, liczący wraz z zabudowaniami 470 ha, przejęty został następnie przez Państwowy Fundusz Ziemi i przekazany Spółce Osadniczej Ślązak z siedzibą w Katowicach. Zadaniem przedsiębiorstwa była działalność gospodarcza oraz jednoczesna parcelacja majątku pańskiego pomiędzy chłopów. Warto zauważyć, że ziemię po Koschützkich w większości otrzymali osadnicy przybyli na Górny Śląsk z głębi kraju, przede wszystkim z sąsiedniej Małopolski. Fakt ów częściowo świadczyć może o przywiązaniu rodowitych mieszkańców Rybnej do właścicieli posiadłości; ponadto, zatrudnieni w strzybnickiej hucie srebra i ołowiu oraz za pobliską granicą, w Republice Weimarskiej – wydawali się niezainteresowani dodatkowymi nadziałami ziemi. Niewątpliwie nie bez znaczenia pozostawała jednak świadoma polityka prowadzona przez polską administrację wobec „niepewnych narodowościowo” Górnoślązaków – typowej ludności pogranicza o płynnej identyfikacji; stąd chęć wzmocnienia „elementu polskiego” w ówczesnym województwie śląskim.

Uroczystość poświęcenia obiektu przez biskupa katowickiego, Stanisława Adamskiego, lipiec 1937 r.
Uroczystość poświęcenia obiektu przez biskupa katowickiego, Stanisława Adamskiego, lipiec 1937 r.

Z początkiem roku 1934 rybnieńska rezydencja razem z przylegającym do niej parkiem została wydzierżawiona przez Spółkę Ślązak Podokręgowi Śląskiemu Związku Strzeleckiego. W byłej siedzibie szlacheckiej – z inicjatywy m.in. senatora Alojzego Pawelca z Wodzisławia – urządzono szkołę strzelecką, której uroczyste otwarcie nastąpiło 5 marca 1934 r. Jednym z głównych celów szkoły było przyciągnięcie miejscowej młodzieży ku polskości, co realizowano poprzez organizację wydarzeń o charakterze patriotycznym i integracyjnym, a jednocześnie w atrakcyjnej formie: zabaw, ognisk, wieczorków z recytacją poezji i śpiewem pieśni. Działalność placówki najlepiej obrazuje ówczesna, niewątpliwie tendencyjna, notatka prasowa: Z dumą i prawdziwym uznaniem stwierdzić musimy, że z tego budynku, w którym mieści się obecnie Szkoła Strzelecka, a który w dodatku leży tuż nad granicą polsko-niemiecką, do niedawna szerzyła się jeszcze niemczyzna, gdy tymczasem dzisiaj promieniuje z niego polskość w najczystszej formie i gorące umiłowanie Ojczyzny.

Przede wszystkim jednak odbywały się w pałacu szkolenia dla członków Związku Strzeleckiego, osobno dla dziewcząt (w okresie letnim) oraz chłopców (zimą i wiosną). W zajęciach, trwających przeciętnie 9 godzin, brało udział ok. 30-40 osób.
W 1935 r. Związek odkupił ostatecznie posiadłość od Spółki Osadniczej. Natychmiast też przystąpiono do renowacji pałacu z przeznaczeniem na statutowe cele organizacji: wybudowano prysznice, ubikacje, umywalnie, kuchnię, jadalnię, pralnię i bibliotekę, doprowadzono również wodociąg i centralne ogrzewanie, cały zaś teren parku ogrodzono.

Życie w szkole zorganizowane było na wzór wojskowy, funkcję jej komendantów sprawowali kolejno: W. Szczepanek, ppor. Franciszek Lembas, ppor. rez. Władysław Demkow. Opiekunem placówki mianowano prezesa powiatowego oddziału Związku Strzeleckiego w Tarnowskich Górach – Józefa Ryttera. Fundusze na działalność pozyskiwano od Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, Wojewódzkiego Funduszu Pracy, a także od członków Związku. Wyposażenie szkoły pochodziło zaś głównie z wojska. Wnętrza urządzone zostały następująco: na parterze jadalnia, po drugiej stronie oraz na piętrze sypialnie, sala reprezentacyjna (dzisiejsza koncertowa) służyła jako wykładowa.

Przez pięć lat jej istnienia nadgraniczną placówkę odwiedziło wielu znamienitych gości, m.in.: pisarka Zofia Kossak-Szczucka, wojewoda śląski Michał Grażyński, biskup katowicki Stanisław Adamski, który w maju 1937 r. poświęcił budynek i odprawił mszę w kościele strzybnickim. Stałym gościem był również płk Zeksławski – dowódca 3. pułku ułanów w Tarnowskich Górach.

W związku z przygotowaniami do wojny, pracowników instytucji wraz z najbardziej aktywnymi działaczami polskimi ewakuowano w pośpiechu z przygranicznego terenu jeszcze w sierpniu 1939 r. Pałac opustoszał, pozostawiono w nim jednak całe wyposażenie, w tym łóżka. Po wkroczeniu Wehrmachtu, Niemcy urządzili tam w pierwszych dniach wojny szpital wojskowy, jednocześnie poszerzając piwnice budynku z przeznaczeniem na schrony przeciwlotnicze.

Nie są niestety dokładnie znane losy rybnieńskiej rezydencji podczas drugiej wojny światowej. Z pewnością nie została ona jeszcze wówczas zdewastowana, gdyż bezpośrednie działania wojenne w istocie rozpoczęły się na Górnym Śląsku dopiero w styczniu 1945 r. Wiadomym jest tylko, że szpital niemiecki miał charakter krótkotrwały, prawdopodobnie ze względu na ówczesne oddalenie od linii frontu. Nowa władza hitlerowska wykorzystała więc zabudowania gospodarcze, tworząc w Rybnej przedsiębiorstwo rolne. Jego pracami kierował niejaki Hagen.

Z kolei na przełomie 1943 i 1944 r. właścicielką pałacu została wdowa, Maria Henckel von Donnersmarck, z katolickiej gałęzi rodu. Do przeprowadzki z pobliskiego Brynka skłoniła ją być może dobrej jakości gleba okolicznych pól. Nową nazwę posiadłości: Rittergut Marienhof in Rybna z daleka wieściły tablice. Lokatorka planowała też postawienie w pobliżu swej świeżo nabytej siedziby kaplicy, w związku z czym zgromadzono nieopodal znaczny zapas cegły. Z nieznanych przyczyn budowa nie doszła jednak do skutku. Hrabina przywiozła ze sobą także fortepian i pianina oraz wysokie na ok. 1,5 m biało-niebieskie wazy; wszystko to po jej ewakuacji rozgrabiono i zniszczono. Do Rybnej przeniesione zostało również rodzinne archiwum brynkowskie, które następnie uległo rozproszeniu. Maria Henckel von Donnersmarck lubowała się ponadto w ogrodnictwie, dlatego na jej polecenie niedaleko pałacu skonstruowano szklarnie i postawiono ule. Sielskie życie arystokratki przerwała w styczniu 1945 r. ofensywa wojsk radzieckich, przed nadejściem których ratowano się ucieczką na zachód.

Budynek ponownie stał się siedzibą wojskowego szpitala, tym razem Armii Czerwonej. Prawdopodobnie, ze względu na nieodległą linię frontu, tym razem znaczenie lecznicy nie było małe. Liczba rannych też musiała być znaczna, gdyż okoliczni mieszkańcy pamiętają jeszcze w okolicy pałacu sporych rozmiarów pryzmę zakrwawionych bandaży i ludzkich członków. Tymczasem w miarę postępów wojsk radzieckich zapotrzebowanie na polowy szpital w Rybnej zmalało. Żołnierze opuścili majątek, a wraz z nimi z obór zniknęło… ponad osiemdziesiąt krów.

Od początku 1945 r. z ziem górnośląskich ewakuowało się w popłochu przed Sowietami wielu Niemców oraz część ludności autochtonicznej. Tych, którzy pozostali, a nowej władzy z różnych powodów wydawali się niewygodni, zmuszano do wyjazdu. Na miejsce wysiedlonych przybywali natomiast osadnicy – w podobny sposób pozbawieni swych siedzib na włączonych do Związku Radzieckiego Kresach Wschodnich. Nowa administracja polska lekką ręką przydzielała im tzw. „mienie poniemieckie”. W taki też sposób zamieszkany został pałac w Rybnej.

Kamil Łysik,
„Pałac w Rybnej i jego właściciele”,
Tarnowskie Góry 2011 (fragment)