Koczownicze życie miejskiego budowniczego

Na zdjęciu Wiktor Warzecha (po prawej) z wojewodą Michałem Grażyńskim (po lewej w kapeluszu) podczas otwarcia szkoły parkowej w 1932 roku.
Na zdjęciu Wiktor Warzecha (po prawej) z wojewodą Michałem Grażyńskim (po lewej w kapeluszu) podczas otwarcia szkoły parkowej w 1932 roku.

Jedną z osób rekomendujących Wiktora Warzechę na stanowisko miejskiego budowniczego był radca kolejowy Józef Jasiulek. Skąd architekt zamieszkały w Królewskiej Hucie znał inżyniera z tarnogórskiej kolei?

Tarnogórski magistrat zamieścił 17 stycznia 1930 roku ogłoszenie w prasie o poszukiwaniu kandydata na stanowisko miejskiego budowniczego. Po wstępnej rozmowie telefonicznej z burmistrzem Leopoldem Michatzem prośbę o przyjęcie do pracy na wolnej posadzie w tarnogórskim Ratuszu złożył Wiktor Warzecha, magistracki budowniczy w Katowicach.

„Liczę lat 40 i mam za sobą 18-letnią praktykę w służbie prywatnej, państwowej i komunalnej” - napisał architekt w podaniu. Jako osobę rekomendującą wymienił radcę kolejowego Józefa Jasiulka z Tarnowskich Gór. Skąd znali się zamieszkały w Królewskiej Hucie Wiktor Warzecha i kolejowy inżynier z miasta gwarków?

Wędrówki po wiedzę i pracę

Przepustka Warzechy z czasów plebiscytu
Przepustka Warzechy z czasów plebiscytu

Wiktor Warzecha urodził się 5 października 1889 roku w Opolu. Był synem zawiadowcy tartaku Andrzeja Warzechy i Jadwigi z domu Świercz. Po ukończeniu w 1904 roku 8-klasowej szkoły elementarnej w Opolu przez 3 lata odbywał praktykę w rzemiośle ciesielskim i równocześnie uczył się w wieczorowej szkole handlowej w Opolu. Następnie przez rok pracował na różnych budowach. Od 1908 do 1912 roku studiował w Królewskiej Pruskiej Budowlanej Szkole – początkowe 2 semestry w Katowicach a pozostałe we Wrocławiu. Podczas studiów od 1910 roku pracował jako młodszy technik w Gechersdorf, powiat Glatz, gdzie wybudował 3 piętrowe kamienice i kilka mniejszych budynków. W Alt-Heide postawił 3 wille. Krótko pracował w 1912 roku jako technik budowlany w Lublińcu, gdzie uczestniczył w budowie kolonii dla przędzalni i przybudówek w zakładzie dla umysłowo chorych. Wcielony do wojska odsłużył w armii cesarza Wilhelma II 6 lat.

W 1919 roku został kierownikiem przebudowy kanalizacji dworcowej w Pyskowicach.

Od maja 1920 roku pracował w Dyrekcji Kolejowej w Poznaniu, skąd przesiedlono go do Tarnowskich Gór. Po zdaniu egzaminu pracował jako inżynier w kolejowym Urzędzie Ruchu. Dbał o warsztaty, kanalizację, budynki i mury oporowe. Zajmował się inwestycjami. Wówczas poznał radcę kolejowego Józefa Jasiulka.

Jednak w mieście gwarków nie zagrzał długo miejsca, bo 1 grudnia 1926 roku zatrudniony został w katowickim magistracie jako budowniczy i zastępca kierownika Policji Budowlanej. Wtedy 28 kwietnia 1926 roku ożenił się z Melanią Marią Niciewicz urodzoną 30 listopada 1905 roku w Poznaniu. Po ślubie małżonkowie zamieszkali w Królewskiej Hucie. Tam 27 lutego 1928 roku urodził im się syn Józef a 14 kwietnia 1930 roku córka Melania. Dzieci ochrzczono w kościele św. Jadwigi w Królewskiej Hucie.

Miasto gwarków jak magnes

Posadę w tarnogórskim magistracie objął 1 kwietnia 1930 roku po złożeniu urzędniczej przysięgi. Na stałe przeprowadził się do Tarnowskich Gór w listopadzie 1930 roku. Z magistratu otrzymał 696 zł na przeprowadzkę. – Powodem odejścia ojca z Królewskiej Huty był zły stan zdrowia syna Józefa, któremu szkodziły zanieczyszczenia wytwarzane przez zakłady przemysłowe – wspomina Melania, córka Wiktora Warzechy.

Po roku pracy jako miejski budowniczy dostał 100 zł miesięcznie dodatku do pensji za pracę w godzinach nadliczbowych, kiedy to zajmował się sprawami policji budowlanej, czyli dokonywał obliczeń, kontroli, rewizji rysunków oraz odbiorów budynków. Zimą 1932 roku przyznano mu 391 zł zaliczki na kupno węgla.

Równie hojny był magistrat w 1931 roku, kiedy to urzędnicy przyznali swojemu miejskiemu budowniczemu 5,5 tys. zł zaliczki na kupno parceli przy ul. Parkowej 16. Dług spłacał Warzecha po 100 zł miesięcznie do 1935 roku. Następny zaciągnięty w Ratuszu kredyt, 2,5 tys. zł na budowę kanalizacji w jego willi, zwracał budowniczy w ratach po 75 zł do 1938 roku.

Projekt własnego domku jednorodzinnego wykonał Wiktor Warzecha 4 kwietnia 1931 roku. Zaplanował budowę piętrowej willi o powierzchni 126 m kw. na każdej kondygnacji. W piwnicy ulokowane były pralnia i kotłownia. Na parterze znalazła się kuchnia, spiżarnia i 3 pokoje. Po betonowych schodach wchodziło się na piętro, gdzie umiejscowione były 2 sypialnie, łazienka i pokój. W przybudówce z tarasem była służbówka. Z powodu występowania szkód górniczych i podkopów konieczne było ankrowanie ścian i wybudowanie ław fundamentowych. We wrześniu 1931 roku gotowy domek został otynkowany. Od strony ulicy postawiono parkan ze sztachet i bramę.

Wojenna tułaczka

Rok przed klęską wrześniową Wiktor Warzecha odznaczony został przez premiera RP Sławoja-Składkowskiego Srebrnym Krzyżem Zasługi za dokonania na polu podniesienia stanu sanitarno-porządkowego. W czasie wojny rodzina Warzechy wysiedlona została do mieszkania w kamienicy przy ul. Sienkiewicza 12 a w willi zamieszkał Dietmar Piętka, nazistowski architekt powiatowy z Bytomia. Nowy lokator dokonał przebudowy domku. W 1941 roku zrobiono bardziej stromy dach i przy okazji zabudowano taras na piętrze. Rok później na zapleczu wzniesiony został garaż ze spadzistym dachem. – Kosztami przebudowy obciążona została hipoteka domu i musieliśmy je spłacać po zakończeniu wojny – dodaje Melania Krupka.

Sam Wiktor Warzecha podczas okupacji wyjechał z Tarnowskich Gór. Przez dwa lata poszukiwało go gestapo. Tymczasem budowniczy zatrudnił się w raciborskiej firmie Petrucco, której właścicielem był Włoch. - Nie przepadał specjalnie za Niemcami i dlatego zatrudnił polskiego budowlańca – wyjaśnia córka Melania. Warzecha uczestniczył w budowie kombinatu chemicznego w Kędzierzynie-Koźlu. Pod koniec wojny pracował w Bytomiu.

Po wyzwoleniu wrócił do pracy w magistracie na dawne stanowisko. Jednak w 1949 roku komuniści oskarżyli go o malwersacje. – Ojciec siedział nawet dwa tygodnie w więzieniu i choć go uniewinniono do magistratu już nie wrócił – opowiada córka budowniczego. Na kilka lat zatrudnił się w firmie remontowo-budowlanej. Wkrótce przeszedł na emeryturę. Zmarł w 1961 roku i pochowany został na starym cmentarzu przy ul. Gliwickiej w Tarnowskich Górach. W zaprojektowanej przez niego willi przy ul. Wyspiańskiego 16 mieszka obecnie jego córka Melania i wnuk z rodziną.

Ryszard Bednarczyk

Fot.: ze zbiorów rodzinnych