Zawirowania wojen napoleońskich

Pod koniec 1806 roku Napoleon, prowadząc wojnę z Prusami, podjął decyzję zajęcia zbrojowni i spichlerza pruskiego - Śląska. Dowódcą wojsk francuskich, mających zdobyć te ziemie, mianował swego brata, księcia Hieronima. Śląsk broniło osiem silnie ufortyfikowanych twierdz. Najpierw zdobyto Głogów a w pierwszych dniach nowego roku Wrocław, broniony przez siedmiotysięczną załogę pruską.

Równocześnie w listopadzie tego roku wybuchło w Wielkopolsce powstanie i powstawały polskie formacje wojskowe, mające na celu wspieranie Francuzów. W Siewierzu na przełomie 1806/7 stanął z formacji gen. Mączyńskiego oddział sformowany przez rotmistrza Trembeckiego. On osobiście tak o tym pisał: ,,[...] aż pod samo Koźle znalazłem zaufanie obywateli niektórych, a pospólstwo radosnymi okrzykami witało jako wybawców i tu do Siewierza, stojącego główną kwaterą przysyłali, prosząc o ratunek i pomoc przeciwko tym komendantom, którzy ich tylko niszczyli i gwałtem do żołnierzy brali. Oni im się z gwałtownością opierali i łańcuszki, w które byli okuci, do mnie przynieśli i pokazywali [...] Wszedłszy w granice, orły kazałem porąbać, a w każdej wsi, mieście zalecałem spokojność, mówiąc, że przez nasze wkroczenie w Śląsk chcemy obywatelom Śląska prawdziwą spokojność przynieść i ich ubezpieczyć od wszelkich pruskich gwałtowności, gdyż ten kraj nie jest po Odrę pruski, tylko polski [...]”.

Dnia 6 stycznia 1807 roku do Tarnowskich Gór przybył oddział Trembeckiego.

Następnie jeden pododdział z jedną armatą wyruszył w stronę Gliwic, gdzie napotkał przeważające siły wroga pod dowództwem von Witkowskiego i musiał się wycofać.

W następnym dniu pomiędzy Tarnowicami a Zbrosławicami doszło do kolejnej bitwy. Również ten pododdział musiał się wycofać z powodu zagrożenia z flanki. Koło kościółka św. Anny znów doszło do zaciętej walki. Lecz dopiero pod Lasowicami udało się Polakom zadać wrogowi dotkliwą klęskę. Jak pisze Jan Nowak:

„Podczas cofania się Polaków przez miasto, niektórzy mieszczanie stawiali żołnierzom polskim różne przeszkody, np. założyli łańcuch od narożnego domu Siedlaczka przez ulicę do podsienia, a wskutek zahamowanego ruchu odcięto 50 żołnierzom odwrót. Ksiądz Bartuzel w liście, napisanym po łacinie prawdopodobnie do biskupa, opisuje owe ruchawki i zaznacza, że nad żołnierzami polskimi pewna część mieszczaństwa haniebnie się znęcała. Sympatyzujący z Polakami obywatele ukrywali żołnierzy w swoich domach, którzy tym sposobem uszli niewoli. O godz. 11 wieczorem dnia 8 stycznia 1807 r. Polacy ponownie wkroczyli do miasta, ustawili się na rynku przed urzędem górniczym i żądali stawienia się naczelnika Boscampa...”. Jednak ten uciekł z miasta. Zamiast niego zjawił się zastępca, Mielęcki, który potrafił wynegocjować zmniejszenie kontrybucji i odstąpienie od represji, gdyż rannych w bitwie dwóch oficerów ukryto i opiekowano się nimi, a w innych domach też przetrzymywano polskich żołnierzy. Tak więc, prócz niedużej kontrybucji, zabrano od szewców pewną ilość butów, szytych na zamówienie armii pruskiej.

Jednostka rotmistrza Trembeckiego poprzez Gliwice dotarła aż pod twierdzę Koźle. Tam pokonała oddział wojsk pruskich, spieszący z odsieczą do oblężonej twierdzy w Brzegu, przez co przyśpieszyła jej kapitulację.

Dalsze losy oddziału Trembeckiego nie są znane. Podobno jego resztki schroniły się w Polsce. Jednak zanim do tego doszło, były „Strzelce”.

Nad Małą Panwią w Leśnictwie Zielona istnieje uroczysko leśne zwane „Strzelcami”.

Już przed trzydziestu laty najstarsi ludzie nie potrafili wytłumaczyć, skąd wzięła się ta nazwa.

Nie mogło to być określenie związane z łowiectwem, gdyż jeszcze teraz widoczny jest tam wyraźny ciąg rowów strzeleckich. Nie są to rowy, jakie robiono podczas pierwszej wojny światowej, bo są dość płytkie (obecnie około l m.), za to szerokie na 3 m., z ziemią wyrzuconą na przedpiersie w stronę Małej Panwi, czyli na południe.

Początek umocnień stanowiła grobla po dawnym stawie „Kuźnik” w byłym lesie miejskim Woźnik. W wywyższonym terenie jest już ów rów strzelecki, długości około 600 m., dotykający prawym skrzydłem „Drogi Bytomskiej”, ongiś najważniejszego traktu Bytom - Częstochowa. Most na „Bytomskiej” musiał być zniszczony, skoro linia umocnień broniła pobliskiego brodu „Ławy”.

W latach sześćdziesiątych ub. wieku pewien gospodarz z sąsiedniej Małej Dąbrowy, kopiąc na „Strzelcach” ściółkę, znalazł szablę z polską inskrypcją, miejscami tylko naruszoną przez rdzę. Zaniósł ją do kowala, by ten mu z niej zrobił obcinak do końskich kopyt. Kowal obcinak zrobił, co prawda z innego materiału, szablę doprowadził do przyzwoitego wyglądu i sprzedał jakiemuś kolekcjonerowi. Ślad po niej zaginął. Pozostała jednak pewność, że na „Strzelcach” walczyli Polacy. A że walczyli, wskazuje inny ślad.

Rowy strzeleckie tam wyrzucone nie służyły jako obrona przed obstrzałem nieprzyjaciela, ale jako zdradliwe pułapki dla rajtarii.

Z pewnością na przedpiersiu musiano wznieść dodatkową przeszkodę w postaci barykady z drewna, żerdzi lub gałęzi. Podczas szarży koń kawaleryjski, po przesadzeniu tejże, wpadał w dół i się przewracał lub gubił jeźdźca. Teraz łatwo było już uśmiercić powoli wstającego lub przywalonego koniem nieprzyjaciela.

O skuteczności tej taktyki świadczył cmentarz, jaki był po przeciwnej stronie Małej Panwi w lesie „Jaców” koło Małej Dąbrowy. Jeszcze przed pół wiekiem można tam było, co prawda słabo już, rozeznać przeszło 60 mogił z resztkami identycznych krzyży żeliwnych, już połamanych i mocno naruszonych zębem czasu. Mógł to być cmentarz poległych tu pruskich żołnierzy. O ew. poległych Polakach nic nie wiadomo. Księgi zgonów parafii Woźniki nie notują w tym czasie pochówków żołnierskich.

Edward Goszyk