Zamach w Berlinie

Bernard Drzyzga
Bernard Drzyzga

Bernard Drzyzga urodził się 28 lipca 1911 roku w Nowych Reptach (dzisiejsze Repty Śląskie) jako najmłodsze dziecko Bernarda i Teresy z domu Król. Ojciec zginął tragicznie przed jego urodzeniem, a wychowaniem także jego dwójki starszego rodzeństwa zajmowała się matka. Mały Bernard był w domu wychowywany w duchu polskim. Po ukończeniu pięcioklasowej szkoły ludowej, uczęszczał do Państwowego Gimnazjum im. Księcia Jana Opolskiego w Tarnowskich Górach, które w 1931 roku ukończył złożeniem egzaminu maturalnego. W latach 931-32 przeszedł Kurs Unitarny (przygotowujący do kariery awodowego żołnierza) w Batalionie Szkolnym Szkoły Podchorążych w Różanie, a w latach 1932-34 kontynuował naukę w Szkole Podchorążych Piechoty w Komorowie-Ostrowi Mazowieckiej. Promowany na stopień podporucznika służby stałej piechoty, 15 sierpnia 1934 roku, otrzymał przydział do „najbardziej śląskiego ze śląskich”, 75. pułku piechoty stacjonującego w Chorzowie, na stanowisko dowódcy plutonu. Awansowany do stopnia porucznika służby stałej 19 marca 1938 roku otrzymał dowództwo plutonu przeciwpancernego w tymże pułku.

Kampania wrześniowa

W kampanii wrześniowej dowodził kompanią przeciwpancerną 75 pp będącego częścią 23. Dywizji Piechoty walczącej w ramach „Armii Kraków” i przeszedł cały szlak bojowy od Śląska po Lubelszczyznę. Dla porucznika Bernarda Drzyzgi wojna zaczęła się w nocy z 31 sierpnia na 1 września. Wtedy to dywersanci niemieccy z tzw. Freikorps „Ebbinghaus” opanowali kopalnię „Michał” w Michałkowicach (obecnie dzielnica Siemianowic Śląskich). Dwukrotne próby odbicia kopalni dokonane przez oddziały samoobrony, złożone z byłych powstańców śląskich i harcerzy, a następnie także przez żołnierzy regularnych, zakończyły się niepowodzeniem. Dopiero trzeci szturm, wsparty przez działko przeciwpancerne, dowodzony osobiście przez porucznika przechylił szalę zwycięstwa na stronę polską. Kopalnię odzyskano, a większość dywersantów zginęła. Po decyzji Naczelnego Wodza z 3 września o opuszczeniu Śląska przez wojsko regularne, brał aktywny udział w walkach odwrotowych. W nocy z 4 na 5 września pod Alwernią dowodził wypadem kilkunastoosobowej grupy podoficerów i żołnierzy. Oddział obrzucił granatami miejsce stacjonowania pododdziału niemieckiej 5. Dywizji Pancernej, niszcząc kilka czołgów.

Pod miejscowością Ostrowce na Kielecczyźnie, pluton przeciwpancerny ppor Sochy, w obecności dowódcy kompanii, dzielnie wspierał obronę 1 batalionu 75 pp na przyczółku wiślańskim. Celny ogień artyleryjski rozbił atak jednostek niemieckiej piechoty zmotoryzowanej wzmocnionej czołgami, niszcząc kilka z nich. Skuteczny opór umożliwia przeprawę reszty pułku na drugi brzeg Wisły. 17 września połączone oddziały Armii „Lublin” i Armii „Kraków” zostały otoczone na Lubelszczyźnie przez przeważające siły niemieckie. Próbując się przebić do Lwowa, w nocy z 19 na 20 września kompania przeciwpancerna wspiera ogniem desperacki i nieudany atak 75 pp na Tomaszów Lubelski, niszcząc niemiecką kolumnę amunicyjną. Po wyczerpaniu amunicji 75 pp kapitulował 21 września jako ostatnia zwarta jednostka połączonych sił Armii „Lublin” i „Kraków”. Kampania wrześniowa przyniosła Drzyzdze 6 wyróżnień i pochwał oraz zniszczenie kilku czołgów. Po kapitulacji wykonał rozkaz dowódcy pułku i zdecydował się pójść do niewoli.

Jeniec

Od października 1939 roku przebywał w Oflagu XI B w Braunschweig w Dolnej Saksonii.

W czerwcu 1940 r., w związku z działaniami wojennymi na Zachodzie i zwiększoną ilością jeńców, władze niemieckie przeniosły porucznika do nowo wybudowanego i przeznaczonego wyłącznie dla polskich jeńców, Oflagu II C w Woldenbergu (obecnie Dobiegniew w województwie lubuskim). Cały czas rozbudowywany, zajmował ponad 20 ha powierzchni, i w okresie szczytowym (wiosną 1942 r.) znajdowało się w nim ponad 6700 jeńców, w tym prawie 6000 oficerów. W obozie Drzyzga znalazł się w elitarnym towarzystwie, bowiem osadzeni tutaj oficerowie stanowili przekrój całej polskiej inteligencji. Wśród jeńców wymienić można między innymi byłego premiera płk. Kazimierza Świtalskiego, światowej sławy archeologa i historyka sztuki prof. Kazimierza Michałowskiego czy grupę aktorów ze świetnym Kazimierzem Rudzkim na czele. Niemcy dość liberalnie traktowali osadzonych wojskowych. Wprawdzie zdecydowanie sprzeciwili się działalności politycznej, jawnie sprzecznej z polityką III Rzeszy, np. inicjatywie powstania Koła Górnoślązaków, ale jeńcy mogli pracować, także poza terenem oflagu. Władze obozowe zezwalały na działalność kulturalno-oświatową tworzoną przez samych więźniów, toteż szybko pojawiły się liczne koła, seminaria czy odczyty prowadzone przez kompetentnych wykładowców. Jako przykłady można podać komisje - Kursów i Kół Naukowych, Imprez Artystycznych, Bibliotek, Wychowania Fizycznego i Sportu. Drzyzga brał udział w zajęciach, dokształcając się z filozofii, inżynierii oraz uczęszczał na tajne wykłady w Wyższej Szkole Wojennej. Szybko postanowił uciec z niewoli. Pierwsze dwie próby podjęte w lipcu 1940 i lipcu 1941 roku zakończyły się fiaskiem. Dopiero trzecia, rozpoczęta 8 maja 1942 roku przyniosła sukces. Wykorzystując nieuwagę strażnika, razem z trzema współtowarzyszami zbiegł w czasie pracy przy ścince drewna. Samotnie, na piechotę udało mu się przejść Puszczę Nadnotecką i dotrzeć do Wronek, stamtąd zaś, najpierw pociągiem do Poznania, a potem do Kutna. W tym okresie ucieczki czynnej pomocy udzielili mu polscy kolejarze. Niedaleko Kutna, tuż przed granicą między Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem, wyskoczył z pociągu, szczęśliwie unikając kul Bahnschutzów (policji kolejowej). Pieszo, nielegalnie przekroczył granicę i dotarł do Łowicza. Stąd znowu podróżował pociągiem - udało mu się uniknąć kontroli biletów i dokumentów siedząc w wagonowej toalecie. Do Warszawy przybył 20 maja 1942 r. Był jednym z 34 więźniów, któremu udała się ucieczka z Oflagu II C Woldenberg.

Żołnierz podziemia i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie

Pierwszą warszawską kryjówką Drzyzgi było mieszkanie żony jego byłego dowódcy z 75 pp, pani Jadwigi Habowskiej. To ona skontaktowała porucznika z konspiracją. Przeszedł rutynowy okres „kwarantanny”, polegającej na sprawdzeniu tożsamości oraz uczeniu się zasad obowiązujących w okupowanej Warszawie. Otrzymał także fałszywe dokumenty wystawione na nazwisko Jana Ostrowskiego. W dniu 1 czerwca 1942 roku został zaprzysiężony jako żołnierz Armii Krajowej i przybrał pseudonim „Jarosław”. W pierwszym etapie działalności podziemnej dominowały zagadnienia szkoleniowo-organizacyjne. Przeszedł kurs saperski ze szczególnym uwzględnieniem sposobu użycia materiałów wybuchowych i zapalników czasowych. Uczył się też przedmiotów humanistycznych na tajnych kompletach Uniwersytetu Warszawskiego, które zakończył w 1943 r., uzyskując tytuł magistra filozofii. Często jeździł pociągami do Rzeszy i na tereny wcielone, m.in. na Śląsk – nawiązywał kontakty ze stalagami, tworzył sieć punktów przerzutowych, bezpiecznych kryjówek i „testował” sposoby przekraczania granicy. Prawdopodobnie pracował wtedy dla komórki „Iko”, istniejącej w ramach I Oddziału Komendy Głównej AK. W czasie wyjazdów legitymował się niemieckimi papierami wystawionymi na białoruskiego komisarza d/s zarządzania siłą roboczą. Świetne wywiązanie się z tych zadań spowodowało przeniesienie do elitarnej komórki „OSA-KOSA” (Organizacja Specjalnych Akcji – Kompania Specjalnych Akcji). Oddział ten był ściśle zakonspirowany - podlegał bezpośrednio Komendantowi Głównemu AK i wykonywał akcje bojowe w całym Generalnym Gubernatorstwie. Celem ich miała być likwidacja wysokich funkcjonariuszy hitlerowskiego aparatu terroru na ziemiach polskich. W ramach „OSY-KOSY” wydzielono osobny zespół nazwany „Zagra-lin”, złożony z żołnierzy biegle posługujących się językiem niemieckim, a przeznaczony do działań dywersyjnych poza GG, głównie na terenach Rzeszy. W grudniu 1942 roku dowódcą „Zagra-lina” został nasz bohater, który przybrał nowy pseudonim „Bogusław-Jarosław”. Zorganizował kilka komórek, z których najaktywniejszą była sekcja bydgoska. Największym sukcesem było zwerbowanie Józefa Lewandowskiego ps „Jur”. Był to Polak, urodzony w Berlinie, ale mieszkający w Bydgoszczy i posiadający znakomite dokumenty Reichsdeutscha. Z kolei praca w firmie budowlanej, mającej oddziały w całej okupowanej Europie powodowała, że mógł podróżować bez wzbudzania podejrzeń. To on zawsze wykonywał najtrudniejszą część zadania – przewoził bombę na miejsce zamachu. „Jur” okazał się świetnym dywersantem i szybko został zastępcą dowódcy. Od lutego 1943 r. „Zagra-lin” przeprowadził szereg akcji bojowych, operując kilkuosobowymi zespołami złożonymi z dwóch do czterech żołnierzy i jednej lub dwóch łączniczek. Grupa jechała tym samym pociągiem ale w osobnych wagonach na miejsce akcji. Następnie wszystko odbywało się według schematu zawartego w jednym z raportów dowódcy (pisownia oryginalna):

„Zespół nasz wysiadł w Berlinie (...) i przygotował bombę. Po jej przygotowaniu i dokładnym ustawieniu na czas nadejścia dwóch pociągów, zespół wyszedł na peron. Na pięć minut przed nadejściem pociągów bomba przygotowana w dużej teczce została podłożona na odpowiednim peronie. Na dwie minuty przed nastąpieniem eksplozji, zespół opuścił perony”.

Pierwszy zamach został dokonany na stację kolejki Friedrichstrasse w Berlinie 24 lutego 1943 roku.

Dwoma następnymi porucznik Bernard Drzyzga dowodził osobiście. 10 kwietnia wybuchła bomba na Dworcu Głównym w Berlinie.
23 kwietnia kolejny ładunek eksplodował na Dworcu Głównym we Wrocławiu w momencie wjazdu na peron pociągu wojskowego. W sumie w atakach zginęło (wg niemieckich źródeł) 54 Niemców a ponad 100 odniosło rany. Zamachy wywołały panikę w Berlinie i miały wielką siłę propagandową. Wyznaczono nagrodę pieniężną po 20 tys. marek za każdego schwytanego dywersanta. Pomimo zastosowania nadzwyczajnych środków i mimo postawienia na czele śledztwa szefa SS i policji Himmlera, Niemcom nie udało się schwytać żadnego ze sprawców zamachów. „Zagra-lin” dalej zadawał ciosy okupantowi - w kolejnej głośnej akcji w dniu 12 maja wysadził pociąg z amunicją pod Rygą. W tym samym miesiącu spalił transport wojskowy na linii kolejowej Bydgoszcz-Gdańsk. Planował nawet dokonać zamachu na Hitlera w czasie jego niedoszłej wizyty w Bydgoszczy pod koniec maja. Niewątpliwe sukcesy przerwała niespodziewana katastrofa. 5 czerwca 1943 roku, w do dziś nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, w Warszawie w Kościele św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży, podczas ślubu jednego z Akowców, gestapo aresztowało większą część żołnierzy „OSY-KOSY”. Porucznik Drzyzga ocalał – nie skorzystał z zaproszenia i w kościele się nie pojawił. W tych warunkach Komenda Główna AK rozwiązała zespół, a jego żołnierzy przydzieliła do innych oddziałów. Od czerwca 1943 roku porucznik został przeniesiony do Okręgu AK „Łódź”, z przydziałem do Kedywu (Kierownictwa Dywersji). Otrzymał też nową tożsamość – dokumenty na nazwisko Józef Makowski, pracownik firmy ubezpieczającej zwierzęta hodowlane. Zmienił także pseudonim – używał teraz dwóch - „Kazimierz 60” i „Nałęcz”. Początkowo zajmował się szkoleniem oddziału dyspozycyjnego Kedywu „Wicher”, a później także innych tworzących się grup dywersyjnych i partyzanckich. Według wspomnień samego Drzyzgi, z powodu konfliktu z szefem łódzkiego Kedywu, cichociemnym kpt. Adamem Trybusem ps. „Gaj”, został odsunięty od udziału w czynnej walce. Prawdopodobnie tylko wziął udział w udanym zamachu na agenta niemieckiej Policji Kryminalnej (Kripo) Jana P., jesienią 1943 roku w Tomaszowie Mazowieckim. W 1944 r. został czasowo przydzielony na stanowisko szefa referatu kwatermistrzowskiego w sztabie Obwodu AK Tomaszów Mazowiecki. Rozkazem KG AK nr L.34/K ze stycznia 1945 roku został awansowany na kapitana służby stałej ze starszeństwem od 1 stycznia 1945 r.. W tym czasie poważnie chorował, co miało wpływ na obniżenie jego aktywności. Nie brał czynnego udziału w Akcji „Burza”, a po przejściu frontu musiał się ukrywać przed radzieckim NKWD. Na wiosnę 1945 roku został wysłany przez swoich byłych dowódców z Armii Krajowej z misją na Zachód. Pierwsza próba, podjęta trasą przez Gorzów Wielkopolski, zakończyła się niepowodzeniem. Dopiero druga próba szlakiem południowym przyniosła sukces. W charakterystyczny dla siebie sposób i wykorzystując nawiązane w czasie wojny kontakty, przez Cieszyn, Karwinę i Pragę czeską, dotarł do granicy stref okupacyjnych, sowieckiej i amerykańskiej. Legalnie ją przekroczył posługując się dokumentami wystawionymi na nazwisko Henryka Konopnickiego. Na terenie strefy amerykańskiej skontaktował się z generałem Tadeuszem Kutrzebą i razem z nim dotarł do Polskiej Misji Wojskowej znajdującej się przy sztabie głównodowodzącego wojsk aliantów w Zachodniej Europie, generała Eisenhowera we Frankfurcie nad Menem. Tam w czerwcu 1945 r. złożył obszerny raport na temat sytuacji na ziemiach polskich i skali represji stosowanych przez stalinowskie służby specjalne wobec żołnierzy podziemia. Po wypełnieniu zadania został przeniesiony do 2 Korpusu Polskiego stacjonującego w Porto San Giorgio we Włoszech. Tu otrzymał przydział do dowództwa 2 Brygady w 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Na rozkaz dowódcy korpusu generała Władysława Andersa wygłosił szereg odczytów na temat sytuacji w Polsce. Równocześnie ukończył organizowany przez Brytyjczyków kurs języka angielskiego i uzyskał uprawnienia nauczycielskie. W czerwcu 1946 roku został wysłany do Wielkiej Brytanii i organizował tam obozy, szkoły i szpital dla żołnierzy 3 DSK. Po rozformowaniu 2 Korpusu znalazł się w Polskim Korpusie Przysposobienia i Rozmieszczenia. W 1947 r. został kwatermistrzem i oficerem zaopatrzenia odpowiedzialnym za obóz w Gosfield Camp. Po rozformowaniu 2 Brygady został przydzielony do 3 Brygady i ostatecznie zdemobilizowany w dniu 19 lutego 1949 r..

Emigrant

Kapitan Drzyzga postanowił nie wracać do kraju. Początkowo mieszkał w Londynie, później przeniósł się do Brighton. Jego dalsze życie było typowym losem emigranta - był nauczycielem języka niemieckiego w szkole w Harcliffe, kartografem, przedsiębiorcą, kierownikiem biura kreślarskiego i bezrobotnym. W połowie lat sześćdziesiątych prowadził także działalność społeczną – kilka lat był prezesem koła SPK 118 w Brighton/Hove. Kierował także Polską Szkołą Sobotnią w Brighton i organizował szkołę języka polskiego dla Angielek – żon Polaków. W 1970 roku ze względu na stan zdrowia przeszedł na emeryturę i zajął się pisarstwem. Jest autorem następujących pozycji : „75 pp. w kampanii wrześniowej” (niewydana, maszynopis znajduje się w Muzeum w Chorzowie), wydane po polsku w Wielkiej Brytanii „Zagra-lin: Odwet-sabotaż-dywersja” Londyn 1986, „Kedyw Okręgu AK „Łódź” i 60 pułk piechoty AK” Londyn 1988. W 1996 roku Krajowa Komisja Woldenberczyków wydała pozycję wspomnieniową pt. „Drogi do wolności” gdzie znalazł się przetłumaczony fragment nigdy nie wydanej książki Drzyzgi „Desperate Road to Freedom” (maszynopis znajduje się w rękach prywatnych). W niepodległej Rzeczpospolitej tytuł Honorowego Obywatela Miasta nadały Drzyzdze w 1993 roku Tarnowskie Góry i Dobiegniew. We Wrocławiu na budynku Dworca Głównego w 1995 roku odsłonięto tablicę upamiętniającą akcję oddziału „Zagra-lin” z 1943 roku. Bernard Drzyzga zmarł nagle w Shoreham-by-Sea koło Brighton 20 kwietnia 1994 roku i tam został pochowany.

Był odznaczony szeregiem orderów i odznaczeń wojskowych: Krzyżem Virtuti Militari 5 klasy, trzykrotnie Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, czterokrotnie Medalem Wojska, Krzyżem Armii Krajowej i Krzyżem Kampanii Wrześniowej. Honorową odznakę otrzymał w 1993 r. od Wyższej Szkoły Oficerskiej im. T. Kościuszki we Wrocławiu.

Michał Pluta
Czytaj również o Bernadzie Drzyzdze w tekście
Barbary Babireckiej - Ela, Władek, Benek,
Montes Tarnovicensis nr 3, 2000r.
Fot.: ze zbiorów Barbary Babireckiej