Czeski Śląsk

Herb kraju morawsko-śląskiego ze śląskim orłem
Herb kraju morawsko-śląskiego ze śląskim orłem

CZĘŚĆ II

Dowodami, śladami, świadczącymi o bardzo bliskich kontaktach mieszkańców Górnego Śląska i Czech, są nazwiska (Czech, Morawiec, Orawiec), nazwy miejscowości (Ligota na Śląsku i w Czechach (Lhota, Lgota) – w Polsce – Wola), wymowa: bezdźwięcznego „s” (w wyrazach sjechać, seblyc, s tatom), miękkiego r (w wyrazach trzi, uwarzić) oraz tysiące bohemizmów: roztomiło, roztomaity, fulać, naskwol, ożreć się, przoć, hasiok, dziwać się, strom, galoty, masorz.

Mało kto wie, że Ślązaków, Morawian i Czechów (a także Łużyczan) łączyła niegdyś walka ze wspólnym wrogiem. W latach 1618-1623, na początku wojny trzydziestoletniej Ślązacy (w większości luteranie) powołali Armię Śląską i wyruszyli na pomoc Czechom i Morawianom walczącym przeciwko katolickim Habsburgom. Pod dowództwem Jana Jerzego II von Hohenzollerna (księcia m.in. Tarnowskich Gór) Ślązacy i Czesi walczyli z wieloma sukcesami, zagrażając nawet Wiedniowi. Wtedy biskup wrocławski Karol von Habsburg wezwał na pomoc polskich lisowczyków, którzy w bitwie pod Bystrzycą Kłodzką rozgromili śląskich powstańców. Zginęło wówczas około 2.000 Ślązaków.

Herb kraju ołomunieckiego ze śląskim orłem
Herb kraju ołomunieckiego ze śląskim orłem

Kopia Mostu Karola w Kłodzku
Kopia Mostu Karola w Kłodzku

Po tym fakcie księstwo bytomskie przeszło w ręce rodu Henckel von Donnersmarck, język czeski, dotąd urzędowy, zaczął być rugowany – zastępował go niemiecki i polski. Kontrreformacja (łagodniejsza na Śląsku Austriackim) i przyłączenie większości Śląska do Prus, ostatecznie rozluźniła lub wręcz przecięła więzi łączące dotąd Ślązaków i Morawian (Czechów). Pozostały one dzisiaj na czeskim Śląsku (Cieszyn, Opawa, Krawarze), w Ostrawie (część czeska, morawska, śląska). Werner Liczka, były trener Górnika Zabrze, a obecnie dyrektor sportowy Banika Ostrawa wyjaśnia na łamach „Dziennika Zachodniego”: ”Banik to śląski klub. Znajduje się na południe za rzeką Ostrawicą, a tam już jest Śląsk. Jeżeli większość z wymienionych reprezentantów Czech (Milan Baros, Marek Jankulowski, Tomasz Galasek, Marek Heinz, Libor Sionko, Radoslaw Latal) grała w tym klubie przez wiele lat, to można śmiało przyjąć, że są to śląscy piłkarze.” Pozostając przy piłce nożnej i kwestii śląskiej tożsamości po dwóch stronach granicy, przyklasnąć należy wizytom kibiców z województwa śląskiego na stadionie Banika Ostrawa i Śląska Opawa, mając nadzieję, że burdy i ekscesy (głównie fanów GKS Katowice) już się nie powtórzą.

Ta wielowiekowa przynależność do korony czeskiej musiała, siłą rzeczy, rzutować na całą sferę kulturalno-obyczajową Ślązaków. I w istocie. Dzieła czeskich i śląskich mistrzów przenikają się nawzajem. Najwspanialsze przyklady podziwiać można w Kłodzku (most na Nysie – prawie kopia praskiego), czy w Głubczycach („Księga praw miejskich Głubczyc” – najstarszy iluminowany kodeks śląski, spisany przez pochodzącego z tego miasta pisarza, ilustrowany przez artystę pochodzenia czeskiego – Jana z Żytawy, pracującego we Wrocławiu, mistrza i nauczyciela malarzy na Śląsku i w Małopolsce). Opawa w epoce baroku była znaczącym centrum sztuki śląskiej. Pomnikami najbardziej podkreślającymi wspólnotę kulturalną Czech, Moraw i Śląska, są okazałe barokowe kolumny. Zdobią prawie każde miasto w Czechach. Na Śląsku spotkać je można często. W Polsce należą do rzadkości. Te w Rybniku i Raciborzu nie są może tak imponujące jak ta, poświęcona Trójcy Przenajświętszej w Ołomuńcu – mierząca 35 metrów i wpisana do katalogu zabytków UNESCO, niemniej świadczą o kunszcie mistrzów tych samych szkół. W księstwach cieszyńskim i raciborskim wpływy czeskie były (chociażby z racji ich położenia) znacznie szersze i wyrazistsze w porównaniu z resztą Śląska. Niemniej i w nich od czasów bitwy pod Białą Górą, dominującą rolę odgrywała kultur a niemiecka (włączając w to pojęcie i cesarstwo Habsburgów).

Wspólny dla Polaków i Czechów jest kult św. Jana Nepomucena
Wspólny dla Polaków i Czechów jest kult św. Jana Nepomucena

I Ślązacy, i Czesi nie rwali się do walki z zaborcą, (jak Polacy) z prostej przyczyny - takowego nie było. Zdawali sobie również sprawę z tego, że i „Wiluś”, i „Najjaśniejszy Pan” potrafią zapewnić zdobycze cywilizacyjne na najwyższym światowym poziomie i sprawnie działające urzędy. Ta dominanta kulturowa i życie w uporządkowanym (z naciskiem na system powszechnego nauczania), zurbanizowanym i zindustrializowanym świecie zbliżyła mentalnie i obyczajowo Czechów i Ślązaków. Z tym, że w Czechach, na Morawach i na Dolnym Śląsku tworzyła się i rozwijała klasa mieszczańska (oraz takie zawody, jak komiwojażer, kupiec, piwowar, szewc, tkacz), na Górnym Śląsku zaś klasa robotnicza z zawodami dotąd niespotykanymi (górnik, hutnik). Mimo istniejącej specyfiki i często krańcowo odmiennych warunków pracy, filozofia życiowa, charakter, sposób spędzania wolnego czasu, był u mieszkańców dwu różnych cesarstw całkiem podobny. Po obu stronach Sudetów lubiono spędzać czas w restauracjach przy kuflu piwa, grywać w karty, zrzeszać się w niezliczone stowarzyszenia i organizacje, powszechne było muzykowanie. Szczególnym wzięciem cieszyły się orkiestry dęte (do dziś najlepsze na świecie są czeskie i śląskie). W sferze ducha i wiary Ślązaków i Morawian łączyło pielgrzymowanie (na Górę św. Anny, do Pszowa, Piekar Śląskich), a z Czechami kult świętych Nepomucena i Jana Sarkandra, niespotykany raczej w Polsce. Poborowych z austriackiego Śląska łączył z Czechami komiśniak i żołnierska strawa. W stanach wyjątkowych Cieszynianie gromadzili się w Ołomuńcu (Górnoślązacy w państwie pruskim i niemieckim w Brzegu). Z lat I Wojny Światowej pochodzi słynna piosenka: „W Ołomuńcu na holzplacu, gdym na warcie ...”.

Przywilej posiadania pracy i obowiązek utrzymywania przeważnie licznej rodziny, a także intensywny sposób wykorzystywania czasu wolnego nie dawał przystępu złudnym ideom. Wśród Czechów i Ślązaków rodzący się komunizm, jak także ruch nazistowski, miał mało zwolenników. Idee te nie pasowały do ich filozofii, opartej na szacunku do instytucji państwowych, ustalonych wartości, poszanowaniu prawa Bożego i ludzkiego, do ich pogodnego w dużym stopniu usposobienia. Na życie patrzeli z dystansem, lecz realnie i wielkie wzloty ducha, jak też głębokie stany depresji, nie były raczej ich udziałem. Podobny typ humoru i dystans do samego siebie łączą te dwie nacje i potencjalne wzajemne kontakty czynią automatycznie bliskimi. Perypetie rodziny Homolków i groza Jożina z Bażin łatwo trafiają do wyobraźni Ślązaka, znajacego świat familoków i utopców. Trudniej zrozumieć to Polakowi, wychowanemu na „Chłopach”, „Reducie Ordona” i legendach o smoku wawelskim. Coraz więcej jednak napotykamy w naszej ojczyźnie nad Wisłą symptomów świadczących o coraz większej popularności Czech, kultury czeskiej, o rosnącej sympatii do Czechów. Znany szeroko Mariusz Szczygieł w najnowszej swojej książce deklaruje wręcz, że gdyby istniała możliwość wolnego wyboru narodowości, wybrałby czeską. Wspomniany wcześniej Jożin przewraca się w bagnie obserwując popularność Jana Mladka. Przeglądy filmów Sveraka, Zelenki i Hrebejka przyciągają tłumy. Może to tylko cieszyć i napawać optymizmem. Oznacza to bowiem, że Polacy porzucają mroczne miazmaty, odległe sojusze i bożoojczyźniane archetypy, uwalniają się od uprzedzeń i zwracają się ku sprawom bliskim, codziennym, że próbują dostrzegać (jak Czesi i Ślązacy) piękno w brzydocie, wielkość w rzeczach małych, urodę przeciętnej egzystencji.

AJan Hahn