Dobroczynność, profilaktyka i resocjalizacja na terenie Tarnowskich Gór

Królewski Sąd Rejonowy i więzienie. Pocztówka z lat 1900-1905. Ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke
Królewski Sąd Rejonowy i więzienie. Pocztówka z lat 1900-1905. Ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke

Analiza zagadnienia dobroczynności, profilaktyki i resocjalizacji na terenie Tarnowskich Gór - rys historyczny

Rozwój dobroczynności na terenie Tarnowskich Gór (XVI w.)

Mówiąc o działalności dobroczynnej prowadzonej na terenie Tarnowskich Gór nie sposób pominąć kwestii opieki społecznej działającej już od XVI wieku (XVI wiek to okres, w którym zaczęto obejmować opieką dzieci, osoby starsze, ubogie, słabe, poszkodowane, chore, a także obszar i całość zabudowań, na którym przebywały), która roztaczała pieczę nad mieszkańcami poprzez ofiarowanie im doraźnej pomocy, wsparcie finansowe, żywienie oraz zapewnienie godnych warunków bytowych. Grupą wymagającą największego wsparcia byli zubożali górnicy, którzy utracili zatrudnienie wskutek wypadków przy pracy bądź ciężkiej choroby. Kolejną silnie wspieraną grupę stanowili gwarkowie opolni (osoby utrzymujące siebie i rodzinę z wydobycia kruszcu), którzy w wyniku kataklizmu bądź wyczerpania się zasobu kruszcu tracili na stałe lub na jakiś czas stałe źródło dochodu. Kolejne grupy stanowiły wdowy bądź wdowy z dziećmi, słudzy, komornicy oraz sieroty i podrzutki. Miasto intensywnie wspierało wszelką działalność pomocową natomiast rozwiązania, które ofiarowało koncentrowały się raczej na eliminacji skutków ubóstwa, aniżeli na likwidacji przyczyn.

Już w XVI wieku powstała w Tarnowskich Górach instytucja kuratora sądowego (opiekuna wdów i sierot – głównie po górnikach). W ramach solidarności z pozostawioną bez źródła dochodu rodziną, każdy pracujący górnik oddawał część swojej cotygodniowej wypłaty na ich potrzeby wrzucając pieniądze do ustawionej w mieście skrzynki grosza sierocego. Miasto miało obowiązek rozliczania się z pieniędzy przekazywanych przez górników w związku z czym skrupulatnie prowadzono tzw. „Księgę grosza sierocego”. Składki te pozwalały na zakup żywności i ubrań dla dzieci będących pod opieką kuratora. Najczęściej urząd wyznaczał jednego kuratora dla większej liczby dzieci z danej rodziny bądź dla jednego dziecka, zwłaszcza jeśli był on spadkobiercą znacznego spadku. W momencie uzyskania pełnoletności przez dziecko kurator przekazywał mu majątek ojcowski pomniejszony o sumę wydaną na jego utrzymanie. Często dochodziło niestety do sytuacji w których kurator inkasował z majątku podopiecznego znaczne kwoty, które ujmował jako wydatki mające na celu utrzymanie wychowanka, tymczasem pieniądze te przechodziły w jego władanie. W lepszej sytuacji były dzieci pozostające pod opieką jednego z rodziców, gdyż prawo miejskie brało półsieroty pod swoją pieczę - zwłaszcza jeżeli ich rodzic ponownie wstępował w związek małżeński (umowa ślubna ściśle określała pozycję dziecka w nowej rodzinie). Ze względu na intensywną pracę przy wydobyciu kruszcu opieka społeczna musiała wziąć pod swoje skrzydła osoby chore i kalekie, które w wyniku pracy w kopalniach ulegały licznym wypadkom. Co ciekawe urząd miejski podjął uchwałę w której zobowiązywał wszystkich zacnych mieszkańców do wspierania osób ubogich, dokarmiania miejscowych żebraków oraz wspierania ich jałmużną. Dla odróżnienia miejscowych żebraków od tych przyjezdnych nadawano im kolejne numery, odnotowywano w specjalnie do tego przeznaczonych księgach, oraz wręczano im blaszki z wygrawerowanym numerem. Istotną zapomogą były także kasy brackie, do których górnicy wpłacali składki w celu wspomożenia siebie nawzajem. O tym komu i w jakiej kwocie przyznawano zapomogę decydował statut kasy brackiej.

Historia Sądu i Aresztu Śledczego w Tarnowskich Górach

Kolejnym ważnym wątkiem jest utworzenie oraz działalność sądu oraz Aresztu Śledczego na terenie Tarnowskich Gór. W 1849r. (dzięki królewskiemu rozporządzeniu) utworzono w mieście komisję sądu powiatowego z oddziałem karnym oraz prokuraturę powiatu bytomskiego. Jednocześnie zlikwidowano sądy patrymonialne i miejskie. Siedziba sądu miała miejsce, wraz z urzędem górniczym, w budynku stojącym na Rynku- w miejscu obecnego ratusza. W latach czterdziestych XIX wieku przy budynku sądu zbudowano więzienie, które przetrwało do dzisiaj. Po zburzeniu dawnego sądu przebudowano je na areszt policyjny i komisariat policji.

Wszystkie egzekucje w  mieście odbywały się na tzw. Galgenbergu (teren obecnego szpitala i kościoła św. Jana oo. Kamilianów). Ostatni wyrok śmierci w Tarnowskich Górach wykonano 31 sierpnia 1849 r., o godz. 6-tej rano nad robotnikiem Franciszkiem Haynem, pochodzącym z Huty Pokoju, którego sąd w Raciborzu skazał 14 października 1848 za morderstwo na śmierć przez koło. W drodze ułaskawienia wyrok zamieniono na śmierć przez ścięcie. W 1861 sąd powiatowy i więzienie przeniesiono do Bytomia.

Od 1877r. w Tarnowskich Górach działał sąd rejonowy (niższej instancji) oraz prokuratura. Wyższą instancją dla całego powiatu był bytomski sąd krajowy. Od 1896 działał w mieście sąd przemysłowy, a sprawy niższej wagi rozpatrywał sędzia pokoju. Urząd ten sprawowany był honorowo. W latach 1894-1895 wybudowano nowy gmach sądu przy ulicy Opolskiej, natomiast stary budynek wyburzono i postawiono w jego miejscu ratusz. Sądownictwo w Tarnowskich Górach było wzorowo prowadzone. Najwyższą władzę sądową miał dziedzic ziemi bytomskiej-tarnogórskiej na Świerklańcu, który mianował miejskiego sędziego, nazywanego wówczas wójtem. Wójt mógł rozstrzygać o życiu i śmierci winowajcy a dziedzic jedynie w drodze ułaskawienia mógł zamienić wyrok na inny. Ze starych aktów sądowych zachowanych w magistracie wynika, że rozprawy sądowe i protokoły były prowadzone w języku polskim. Nie noszą one żadnych podpisów (widocznie podpisy sporządzano dopiero na odpisach wyroków dostarczanych skazanym), a wystarczającą sygnaturą w miejsce podpisu była pieczęć. Oprócz kary śmierci, więziennej i pieniężnej nakładano karę kościelną, która polegała na tym, że winowajca przez kilka niedziel odprawiał w kościele zadaną mu przez sąd pokutę. Zdarzyło się nawet, że karę śmierci zamieniono na karę kościelną. Wyrok śmierci wykonywany był stosunkowo rzadko - Dziedzic często ułaskawiał winowajców. Często także dochodziło do ucieczek z więzienia, dlatego warto o nim wspomnieć.

Tarnowskie Góry a więziennictwo

Pierwszą siedzibą władz miejskich oraz Urzędu Górniczego, gdzie mieścił się sąd i więzienie, był dom przy ulicy Gliwickiej 6. Wygląd tego miejsca odstraszał. Pomieszczenia nie miały okien, a do lochów spuszczano i wyciągano przez otwór, który znajdował się w sklepieniu. Za naruszanie prawa wójt stosował następujące kary: kara śmierci przez ścięcie mieczem, więzienie, chłostę, zakuwanie w kuny, stanie przed bramą kościelną. W 1534 r. piwnice Urzędu Górniczego wypełnione były zbuntowanymi górnikami. W czasie panowania cesarza Wilhelma, w 1895 roku wybudowano nowe więzienie na obrzeżach miasta. Dziś znajduje się ono pomiędzy budynkiem sądu, szpitalem miejskim a kościołem w centrum miasta i zajmuje obszar 8184 metrów kwadratowych. Budynek wzniesiony został w stylu neoklasycznym i stanowi część budynków administracji aresztu i sądu. Od samego początku posiadał centralne ogrzewanie, podwójną wentylację, oświetlenie elektryczne, kanalizację spławną i bieżącą wodę. Więzienie pierwotnie przeznaczone było dla 83 więźniów, jednak zarówno w czasie panowania Rzeszy Niemieckiej, jak i po przejęciu obiektu przez władze polskie, w jednostce było o wiele mniej więźniów niż było to przewidziane. Do  1933 r., a później jeszcze w okresie drugiej wojny światowej, w jednostce funkcjonował też oddział kobiecy. W latach sześćdziesiątych do budynku dobudowano nowy pawilon mieszkalny i obydwa budynki połączono łącznikiem komunikacyjnym, co spowodowało zmianę przeznaczenia jednostki. W 1965r. przestała pełnić funkcję więzienia sądowego. Areszt zmieniono w ośrodek pracy dla recydywistów, w którym przebywali skazani z całej Polski, stanowiący rezerwuar siły roboczej dla rozwijającego się przemysłu Górnego Śląska. W 1985 r. w historycznej części więzienia przywrócono areszt, natomiast do 1991 r. w pozostałej części budynku istniał ośrodek pracy. Zarządzeniem z 25 kwietnia 1991 r. w miejsce zakładu karnego utworzono największy na terenie Górnego Śląska areszt śledczy. Stare więzienie było dobrze przystosowane, natomiast nowa część budynku, budowana w konwencji hotelu wymagała modernizacji, ale brakowało na to pieniędzy. Po ucieczce dwóch osadzonych w 1991 r. i jednego w 2001 r., zamontowano dodatkowe zabezpieczenia ochronne, tj. podniesiono mury i przebudowano pola spacerowe. Obecnie największym problemem jednostki jest przeludnienie. Kłopotliwe jest też umiejscowienie w centrum miasta.

Działalność Ojców Kamilianów

Istotne znaczenie dla rozwoju dobroczynności miała także działalność Ojców Kamilianów.

Tak o kościele i zakładzie dla osób uzależnionych od alkoholu pisał Jan Nowak, tarnogórski kronikarz: „Tam, gdzie w dawnych wiekach znajdowało się miejsce tracenia dla skazanych na szubienicę zbrodniarzy, wznosi się dzisiaj wspaniały gmach, mianowicie kościół ze zakładem, który ma za zadanie zwalczanie nałogów, mogących sprowadzić ludzi na drogę do szubienicy. Mały pagórek z drewnianym krzyżem wskazuje miejsce, gdzie dawniej kat sprawował swój smutny urząd”. Na przełomie XIX i XX w. nastąpił znaczny wzrost alkoholizmu na Górnym Śląsku, co skłoniło hrabiego Fryderyka Praschmę, przewodniczącego Śląskiej Kongregacji Kawalerów Maltańskich w 1903 r. do zwrócenia się o pomoc do Zakonu Ojców Kamilianów (działających na terenie Niemiec). Od 1901 r. prowadzili oni w Essen lecznicę dla alkoholików. Po wielomiesięcznych staraniach zakonnicy otrzymali od władz państwowych pozwolenie na osiedlenie się na Górnym Śląsku i tak też 1 sierpnia 1904 roku 5 niemieckich braci otworzyło w Miechowicach Dom Św. Jana - lecznicę dla alkoholików wyznania katolickiego. Pierwszym przełożonym został o. Bernard Kaschny. Dom, w którym mogło się leczyć 17 pacjentów miał charakter prowizoryczny, dlatego Kamilianie cały czas poszukiwali dogodniejszego miejsca. W lipcu następnego roku z pomocą przyszedł hrabia Łazarz IV Henckel von Donnersmarck. Zakon otrzymał leżące w granicach gminy Bobrowniki grunty wokół wzgórza Galgenberg. Na własność przyznano Kamilianom teren o powierzchni 100 arów, zaś 11 ha 95 arów wydzierżawiono na 10 lat. Do 1930 roku zakonnicy wykupywali poszczególne części dzierżawionego obszaru, powiększając swój teren do 163168 m2. 23 kwietnia 1906 roku dokonano symbolicznego pierwszego wykopu. O. Krystian Adams, budowniczy kamiliańskiego ośrodka w Essen, oddelegowany do Tarnowskich Gór by nadzorować powstanie lecznicy, złożył w nim relikwie św. Bonifacego, prosząc o błogosławieństwo. Pierwsi Kamilianie wraz z grupą 14 chorych wprowadzili się do nowego Zakładu już 31 maja 1907r., rozpoczynając tym samym działalność lecznicy, która trwała nieprzerwanie do wybuchu I wojny światowej. Zakład od samego początku swego istnienia niósł pomoc ludności Górnego Śląska, w walce z alkoholizmem, dlatego od każdego pacjenta przybywającego w lecznicy wymagano pracy nad sobą oraz przyjęcia wszystkich ofiar i wysiłków wymaganych dla dobra siebie samego.

Życie w zakładzie porządkował regulamin domowy oraz dzienny. Każdy nowy pensjonariusz miał obowiązek zapoznania się z nim, był zobowiązany do przestrzegania przepisów przez cały okres pobytu w lecznicy. Okres pobytu dzielił się na porządek letni i zimowy. W lecznicy szczególnie odnoszono się do pracy i modlitwy, jako środków prowadzących do abstynencji. Według planu dnia, aż osiem godzin dziennie przeznaczonych było na pracę, a tylko trzy godziny były wolne od zajęć. Leczenie z alkoholizmu polegało na wyrabianiu u pacjentów silnej woli i bezwzględnego wyrzeczenia się napojów alkoholowych. Każdy nowoprzybyły pacjent był zobowiązany (począwszy od dnia przybycia), przekazać wszystkie pieniądze do przechowania O. Prefektowi. Z tego powodu podlegały także kontroli wszystkie przesyłki. Przerwanie kuracji i wyjazd do domu na urlop, w okresie leczenia, był niedopuszczalny, ze względu na niebezpieczeństwo powrotu do nałogu. Zaś odwiedzanie chorych mogło odbywać się tylko w niedziele oraz święta i musiało być zgłoszone wcześniej u O. Prefekta. Pierwsze 4 tygodnie pobytu w lecznicy, tzw. „zamknięte”, dla dobra chorego, pozbawione były wizyt rodzinnych. Kolejnym ważnym etapem kuracji było przyzwyczajanie pacjenta do systematycznej pracy. Każdy pensjonariusz Zakładu św. Jana, był zobowiązany do pracy fizycznej, w zależności od orzeczeń lekarza. Zatrudnienie pacjenci znajdowali w gospodarstwie rolnym, ogrodzie, parku, albo w warsztatach przy lecznicy dla alkoholików. Każde samowolne zaniedbanie lub porzucenie przydzielonej pracy mogło być ukarane grzywną, a w ostateczności wydaleniem z zakładu. Zakład próbował nauczyć pacjentów korzystania z czasu wolnego, przez wspólną zabawę lub gry towarzyskie. Natomiast pacjenci dłużej przebywający w lecznicy i nie mający żadnej nagany, mogli za zezwoleniem O. Prefekta wyjść na spacer poza teren Zakładu św. Jana, z określoną sumą pieniędzy. Jeśli jednak zaufanie zostało nadużyte, wszystkie przywileje były cofane. Kolejnym zadaniem lecznicy OO. Kamilianów było rozbudzenie, zniszczonej przez nałóg pijaństwa i religijności. Z tego powodu, każdy katolik, leczący się w Zakładzie św. Jana, miał obowiązek uczestniczenia we wspólnych ćwiczeniach i nabożeństwach religijnych. Aby ułatwić chorym uczestniczenie w codziennej mszy świętej, w zakładzie znajdowała się obszerna kaplica, połączona z kościołem, w której pensjonariusze mogli uczestniczyć we mszy św., odprawianej także dla ludzi spoza zakładu. Cały regulamin starano się tak zorganizować, aby pobyt w lecznicy, miał charakter rodzinnego i chrześcijańskiego życia, zmierzającego do wyzbycia się nałogu pijaństwa, aby pacjenci mogli zrozumieć szkodliwość tego nałogu dla nich samych i ich rodzin. Przed opuszczeniem lecznicy, każdy pacjent odbywał trzydniowe rekolekcje. Troska o pacjenta nie kończyła się w momencie opuszczenia przez niego lecznicy. Zakład OO. Kamilianów szukał pracy dla swoich pacjentów i utrzymywał z nimi kontakt oraz zachęcał do wytrwania w abstynencji. Około 50% pensjonariuszy wychodziło z nałogu całkowicie. Duża liczba alkoholików została podleczona, ale zdarzały się też przypadki, których nie udało się wyleczyć. Jeżeli lekarz Zakładu św. Jana stwierdził, że ktoś był nieuleczalnie chory, zwracano mu pieniądze przeznaczone na leczenie.

Duchowieństwo a rozwój szkolnictwa

Analizując rozwój szkolnictwa nie można pominąć wkładu duchowieństwa i sióstr zakonnych w edukację. W okresie międzywojennym istniały 2 bursy dla młodzieży męskiej uczącej się w tarnogórskim gimnazjum. Pierwsza powstała w 1922 r. przy klasztorze Ojców Kamilianów i działała przez 10 lat. Kierownikiem tego internatu był o. Sykstus Jabłoński. Był on człowiekiem zaradnym, obdarzonym talentem organizatorskim, któremu zależało, aby zakon Ojców Kamilianów zakorzenił się w Polsce, tym samym właściwie wypełniając swoją misję. Internat był niezależny od państwa, utrzymywał się głównie ze składek wychowanków. Uczęszczali oni do Państwowego Gimnazjum Męskiego w Tarnowskich Górach, gdzie odznaczali się pilnością i dobrymi wynikami w nauce, wprowadzali także ducha polskiego i wiele wartości humanistycznych, przez co cieszyli się dużym uznaniem kadry nauczycielskiej oraz całego społeczeństwa tarnogórskiego. Warto dodać, że miejsce w zakonie znajdowali nie tylko kandydaci do zakonu, ale także osoby pragnące otrzymać odpowiednie wychowanie i wykształcenie. Drugą placówką prowadzoną przez katolickich księży katechetów był tzw. konwikt biskupi przy ul. Powstańców 2, utworzony w 1923 roku. Spełniał on ważne zadanie głównie ze względu na rozwijanie ducha i pozycji polskiej szkoły średniej. Duży wkład w rozwój tej placówki miał pierwszy dyrektor dr Aleksy Siara. To dzięki jego staraniom oraz pomocy ks.dr. Michała Lewka, przebudowano sierociniec powiatowy i zamieniono go na nowy internat przy Gimnazjum i Liceum Męskim w Tarnowskich Górach. Warunkiem przyjęcia kandydata do konwiktu było pomyślne zdanie egzaminu wstępnego do Państwowego Gimnazjum Męskiego w Tarnowskich Górach. Celem tego zakładu było przede wszystkim zapewnienie mieszkania, utrzymania, opieki i wychowania katolickiego. Do konwiktu w pierwszej kolejności przyjmowani byli uczniowie z okręgu katowickiego, mający zamiar poświęcić się stanowi duchownemu, ale przyjmowano również takich, którzy chcieli otrzymać wychowanie katolickie. Przełożonymi konwiktu byli kapłani: Józef Ledwoń, Józef Brzeska, Filip Bednorz i Emil Skudrzyk. Ważne jest, że Bursa im. Ks. Biskupa dra A. Hlonda była najbardziej zorganizowaną instytucją pod względem wyposażenia oraz pod względem pedagogiczno-wychowawczym, spośród wszystkich internatów w Tarnowskich Górach. W latach 1923-1939 do konwiktu należało około pół tysiąca gimnazjalistów, głównie z rodzin robotniczych i chłopskich. Dzięki otrzymywanej tutaj pomocy, mogli oni kontynuować naukę, a w przyszłości zajmować poważne stanowiska w różnych dziedzinach administracji państwowej. Należy dodać, że wielu wychowanków internatu podejmowało studia wyższe. Działalność konwiktu biskupiego w Tarnowskich Górach jest dobitnym przykładem wkładu, jaki duchowni katoliccy włożyli do polskiej skarbnicy oświaty i kultury. Dużą rolę w rozwoju szkolnictwa tarnogórskiego odegrały także katolickie siostry zakonne. Zakony żeńskie sióstr służebniczek i boromeuszek jako pierwsze zainteresowały się sprawami organizacji przedszkoli na tym terenie. W latach 1922-1939 prowadziły aż sześć ochronek-przedszkoli dla dzieci w powiecie tarnogórskim. Przedszkola mieściły się w klasztorach sióstr zakonnych, m.in. w Miasteczku Śląskim i Radzionkowie. Siostry przez pierwsze dwa lata nie pobierały żadnych wynagrodzeń, dopiero gdy przeszły na statut państwowy (w latach 1924 i 1925), zaczęły otrzymywać stałe pensje. Wszystkie siostry miały odpowiednie kwalifikacje zawodowe, dokumentowane świadectwem ukończenia kursu dla wychowawczyń przedszkoli lub kursu freblowskiego. Siostry zakonne oficjalnie rozpoczęły swoją działalność w 1922r., czyli dwa lata przed powstaniem świeckich przedszkoli. Dzięki temu dzieci robotników, bezrobotnych i biednych znajdowały w klasztorze pomoc. Siostry utrwalały w nich język ojczysty, budziły miłość do ojczyzny i umiłowanie do rodzimej kultury. Ochronki przyczyniły się także do zwrócenia uwagi na ważność wychowania dziecka w wieku przedszkolnym.

Hanna Jarosz
Katarzyna Kubacka
Dokończenie w następnym numerze