Bez pracy ale z dachem nad głową

Kolonia przy ulicy Szczęść Boże
Kolonia przy ulicy Szczęść Boże

Dla tarnogórskich bezrobotnych magistrat zbudował w okresie międzywojennym drewniane baraki i kamienice, a nawet kolonię domków jednorodzinnych

W okresie międzywojennym w Tarnowskich Górach stale przybywało bezrobotnych. W 1926 roku odnotowano zaledwie 288 osób bez pracy. Jednak likwidacja zakładów pracy jak i wkraczanie na rynek pracy młodych ludzi sprawiły, że w 1932 roku już 1140 mieszkańców nie miało stałego zajęcia. W następnym roku, gdy zaczął się światowy kryzys gospodarczy, bezrobocie w mieście wzrosło do 2338 osób, aby zmaleć cztery lata później do 834 bezrobotnych.

Władze komunalne przeznaczały sporo pieniędzy na opiekę społeczną. W latach 1926-1929 na zasiłki dla bezrobotnych magistrat wydał ponad 1,3 mln zł. Kłopotliwy był także brak mieszkań dla najuboższych mieszkańców. Dlatego tarnogórski magistrat postanowił wybudować w 1926 roku - jeszcze przed nastaniem zimy - baraki mieszkalne dla eksmitowanych na bruk z powodu niepłacenia czynszu oraz lokatorów ciemnych piwnic czy zburzonych budynków.

Osada drewnianych baraków

Poświęcenie kolonii domów przez ks. Michała Lewka w towarzystwie burmistrza Fryderyka Antesa i starosty Jana Powały
Poświęcenie kolonii domów przez ks. Michała Lewka w towarzystwie burmistrza Fryderyka Antesa i starosty Jana Powały

Pierwszy drewniany parterowy budynek o lekko spadzistym dachu postawiono w rozwidleniu ulic Górniczej i Rudnej w sierpniu 1926 roku. Dom o długości około 31 m i szerokości 13 m miał 4 kominy, 6 okien i 2 wejścia do sieni. W każdym pokoju o powierzchni ok. 16 m kw. znajdował się żelazny piecyk. Barak miał murowane fundamenty, gdzie znajdowały się piwnice na węgiel i ziemniaki. Ociepleniem ścian była glina wepchnięta między deski. Lekko spadzisty dach kryty był papą.

Kolejne dwa baraki zbudowano w grudniu 1926 roku. Wówczas postawiony został także osobny ustęp z 8 otworami i dołem kloacznym. Mieszkańcy wodę pitną czerpali z hydrantu zamontowanego na zewnątrz baraków. Czwarty budynek – nieco większy z 20 izbami - zbudowany został w 1928 roku. Posiadał już oprócz sieni i izb także kuchenki i komórki. Ostatni drewniany dom dla bezrobotnych władze miasta postawiły przy ulicy Górniczej 55 w 1936 roku. W każdym baraku zamieszkiwało około 20 rodzin.

Awantura o pierzynę


Mieszkańcy baraków nie cieszyli się w mieście gwarków najlepszą opinią. Mężczyźni uznawani byli za awanturników a kobiety słynęły z obyczajowej swobody. Wiele informacji na ten temat znajduje się w archiwalnych aktach tarnogórskiego sądu. Głośny stał się zwłaszcza sądowy pozew jednego z mieszkańców baraków wniesiony przeciw tarnogórskiemu magistratowi jesienią 1928 roku. Powodem był letni huragan, który zniszczył dach jednego z baraków. Cieśle wynajęci przez władze miasta nie od razu naprawili poszycie budynku. Woda cieknąca przez dziury w dachu zniszczyła 12-kilogramową pierzynę bezrobotnego górnika Franciszka K., który zażądał od magistratu, zwlekającego z remontem, 85 złotych odszkodowania za zawilgocony piernat.

Sprawa trafiła na wokandę w lutym 1929 roku. Sąsiadka powoda Olga W. potwierdziła przed sądem, że woda ciekła do mieszkań przez kilkanaście miesięcy a remont przeprowadzono dopiero po przejściu huraganu. Jej zeznania podważył budowniczy Hajda, stwierdzając, że nikt wcześniej nie poinformował go o dziurawym dachu. Przytoczył także opinię cieśli, którzy żalili się, iż podczas remontu pijany Franciszek K. gonił ich z siekierą, uniemożliwiając naprawę.

Sąd nie uwierzył zeznaniom świadków powoda i w lipcu 1929 roku oddalił pozew. Franciszek K. obciążony został kosztami procesowymi, które wyniosły 35 złotych. Jako bezrobotny jednak nigdy nie zapłacił zasądzonej kwoty. Sypiać za to musiał pod zniszczoną pierzyną.

Wille dla bezrobotnych


Budowie kolejnych baraków przy ulicy Górniczej 55 sprzeciwiał się konsekwentnie Bronisław Hager, międzywojenny wiceburmistrz Tarnowskich Gór. „Należą się bezrobotnym, ale ludzkie mieszkania; i nie należy tworzyć osobnej dzielnicy nędzarzy” – argumentował na posiedzeniach magistratu. W efekcie w mieście z inicjatywy władz komunalnych zbudowano dwa jednopiętrowe bloki przy ul. Nakielskiej 26 i 28. Każdy budynek miał 20 mieszkań składających się z kuchni i pokoju. Postawiono także miejską kamienicę przy ul. Górniczej 40 z 13 mieszkaniami składającymi się z pokoju i kuchni oraz 3 pokojami kawalerskimi.

Ale prawdziwą rewelacją był projekt budowy kolonii domków jednorodzinnych dla bezrobotnych. Budowę parterowych domków dla ludzi bez pracy rozpoczęto w 1936 roku na obszarze 3,8 ha przy ulicy Szczęść Boże. W każdym domku o szerokości 9 m i długości 14 m znajdowały się dwa mieszkania. Każde składało się z pokoju i kuchni. Na podwórzu usytuowane były chlewiki i ustępy. Do budynku o lekko spadzistym dachu i kominem pośrodku wchodziło się przez drzwi ze schodkami do sieni. We frontowej ścianie mieściły się dwa okna. Niektóre domki były bliźniakami. Wokół każdego domu znajdował się ogród.

Budowa jednego budynku robotniczego przy ul. Szczęść Boże kosztowała 6,4 tys. zł. Roczny czynsz wynosił 576 zł. Miasto płaciło co roku 9,4 tys. zł za ubezpieczenie przeciwpożarowe domków. Skupisko willi dla bezrobotnych zyskało szybko nazwę Kolonia Jedności Robotniczej.

Koniec bezrobocia a domy zostały


Po II wojnie światowej, w czasach realnego socjalizmu, lokatorzy osiedla Szczęść Boże stali się właścicielami domków. Na sprzedaż państwowego mienia nierolniczego zezwalał dekret z 10 grudnia 1952 roku. Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach 19 lutego 1955 roku zgodziło się na zbycie 21 reflektantom 13 bliźniaczych budynków Koloni Jedności Robotniczej. Każde mieszkanie, nie połączone otworami wejściowymi, uznano za osobny dom. Niektóre wykupione budynki zostały później przebudowane na piętrowe wille. Nieliczne zachowały dawny kształt.

Nieco inaczej potoczyły się losy baraków przy ulicy Górniczej 55. Burmistrz Tarnowskich Gór Stanisław Ochman 22 kwietnia 1950 roku zlecił ich kontrolę. Specjalna komisja budowlana w składzie Aleksander Król, Feliks Konieczny i Józef Ibrom 31 maja 1950 roku sprawdziła baraki z myślą o odbudowie. Jednak remont obiektów był niemożliwy z powodu znacznych zniszczeń. Burmistrz postanowił 7 czerwca 1950 roku nie przyznawać dotacji na remont drewnianych budynków, bo nie dość, że nie nadawały się do zamieszkania, to jeszcze nie pasowały do planu zabudowy miasta.
Ostatnim lokatorem zdewastowanych baraków był Paweł Szwarc, który 7 września 1950 roku poprosił magistrat o przyznanie innego mieszkania. Wkrótce otrzymał nowe lokum. Drewniane zabudowania w rozwidleniu ulic Górniczej i Rudnej zostały wykorzystane na magazyny.

Ryszard Bednarczyk
Fot. ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach