Grunwald 1410-2010

Wielcy mistrzowie Zakonu: Winrich von Kniprode i Albrecht Hohezollern na zamku średnim w Malborku
Wielcy mistrzowie Zakonu: Winrich von Kniprode i Albrecht Hohezollern na zamku średnim w Malborku

Schyłek XIV wieku przyniósł wielkie zmiany w układzie sił politycznych Europy środkowo-wschodniej. Na olbrzymią potęgę militarną i gospodarczą wyrósł Zakon Krzyżacki, a dowodem tego była chociażby jego budząca podziw i grozę siedziba - zamek w Malborku. Po niecałych dwustu latach od osiedlenia się na Ziemi Chełmińskiej wyszła z niej ekspansja, która mieczem, podstępem i pieniędzmi stworzyła imperium nad Bałtykiem. Kolejnym celem rycerzy w habitach miała się stać pogańska Żmudź, ta część Litwy, która rozdzielała ich posiadłości Zakonu w Prusach i Inflantach.

Jednak w 1385 roku nastąpiło wydarzenie, które wstrząsnęło posadami Zakonu zagrażając sensowi jego egzystencji, którą była chrystianizacja tamtych terenów. Polska zawarła z Litwą układ łączący oba państwa unią. Poza tym Wielki Książę litewski Jogaiła zgodził się przyjąć wraz z całym swoim narodem chrzest w obrządku łacińskim. Odtąd nad Bałtykiem miało już nie być pogan - tym samym traciły rację bytu państwa zakonne. Krzyżacy mieli jednak nadania papieskie i cesarskie oraz wielu sojuszników w Europie. W tym zwyczajowo Królestwo Czeskie.

 

Malbork
Malbork

W nim od 1378 roku rządził Wacław IV Luksemburski, będący nominalnie zwierzchnikiem książąt Śląska. Nigdy nie brakowało mu wrogów, a gdy w 1400 roku pozbawiono go tytułu króla Niemiec, rozpaczliwie poszukiwał sojuszników. To sprawiło, że w 1404 roku na zjeździe we Wrocławiu, szukał u Władysława Jagiełły pomocy przeciw swojemu przyrodniemu bratu - królowi Węgier Zygmuntowi Luksemburskiemu popierającym sprawy Zakonu. Wacław wysunął więc propozycję oddania Polsce Śląska. Niekorzystna sytuacja polityczna i groźba nieuchronnej rozprawy z Zakonem poskutkowały jej odrzuceniem.

Bitwa pod Grundwaldem Matejki
Bitwa pod Grundwaldem Matejki

Pięć lat później wojska krzyżackie wkroczyły na Ziemię Dobrzyńską rozpoczynając konflikt, który zapisał się w historii jako Wielka Wojna z Zakonem Krzyżackim. Król Wacław sprzyjał rycerzom z czarnym krzyżem na płaszczach, co przejawiło się chociażby stronniczym arbitrażem ogłoszonym w Pradze w lutym 1410 roku, w którym poparł wszystkie żądania krzyżackie. Mimo tego nie zdecydował się dołączyć do systemu ich sojuszy militarnych. Swoim lennikom - w tym książętom śląskim – dał wolną rękę w wyborze strony konfliktu.

Grunwald Kossaka
Grunwald Kossaka

Niektórzy książęta śląscy jako lennicy królów czeskich już wcześniej przez cały wiek XIV wraz ze swoim rycerstwem wyruszali na „tradycyjne” zimowe rejzy krzyżackie. Bo kiedy tylko mrozy skuwały jeziora oraz rzeki w Prusach i na Litwie umożliwiając tym ruchy większych grup wojska - wielcy mistrzowie Zakonu rozsyłali po Europie listy z zaproszeniami na „misje chrześcijańskie” wśród pogan. Dla wielu władców, książąt i rycerzy znudzonych codziennością były one okazją do wykazania męstwa i zdobycia odpustu całkowitego za najcięższe nawet przewiny.

10 lipca 1410 połączone wojska polskie, litewskie i tatarskie odniosły pod Grunwaldem walne zwycięstwo nad armią krzyżacką złożoną nie tylko z samych rycerzy zakonnych. O tej bitwie napisano już tak wiele, że trudno odnaleźć wątki jeszcze nieznane, choć są. Jednym z ciekawszych jest ten o udziale w bitwie śląskich rycerzy.

Na Śląsku nic nigdy nie jest proste i oczywiste. Dlatego wcale nie może dziwić fakt, że Ślązacy w tej bitwie stawali - podobnie jak Czesi - po obu stronach.

Najważniejszą ze znanych nam o niej relacji przedstawił - Jan Długosz. Powstała na podstawie opowiadania ojca, który brał w niej udział, bo najwybitniejszy dziejopis naszego średniowiecza, autor monumentalnych, łacińskich „Roczników czyli Kronik sławnego Królestwa Polskiego” urodził się dopiero w 1415 roku.

Znaczną część relacji zajmuje opis składu wojsk obu stron bitwy. Wspomina więc Długosz o Czwartej chorągwi czesko-morawskiej, najemnych rycerzy ze Śląska i Czech z wojewodą Janem Sokołem z Lamberka i Janem Żiżką z Trocnova, którzy wsparli wojska koalicji antykrzyżackiej. Jest też mowa o Chorągwi Ziemi Wieluńskiej. Z przekazów historycznych wiemy, że wśród owych Ślązaków walczył m. in. rycerz Petulin z Zimnej Wódki w okolicach dzisiejszych Strzelec Opolskich.

Siły krzyżackie były mniejsze, ale za to znacznie lepiej uzbrojone. Liczyły około 15 tysięcy ciężkozbrojnych rycerzy, wliczając w to Gości Zakonu i wojska zaciężne. Trzy najważniejsze chorągwie należały do Zakonu i Wielkiego Mistrza. Zakon posiadał też chorągwie żołnierzy zaciężnych i rycerzy najemnych oraz oddziały Szwajcarów walczących na własny koszt po krzyżackiej stronie. Należy też wymienić chorągiew Ziemi Chełmińskiej i znaki skupiające rycerzy z Dolnych Niemiec, Nadrenii, Frankonii. Własne znaki wystawili też biskupi z terenów podlegających Krzyżakom, urzędnicy zakonni i miasta państwa krzyżackiego, książę szczeciński.

W szeregach krzyżackich podążali pod Grunwald poddani Wacława IV - książęta Konrad VII Oleśnicki (Biały) wraz ze swoim bratem oraz prawdopodobnie książę Janusz Ziębicki. Konrad Biały, oprócz włości oleśnickich władał częścią Górnego Śląska, Gliwicami i Bytomiem. Jako dziecko przebywał na dworze krakowskim będąc paziem żony Jagiełły -Anny Cylejskiej, potem jednak podążył do Prus doskonalić rzemiosło wojenne pod okiem rycerzy zakonnych. Pomimo sugestii ojca - opowiedział się w wielkim konflikcie za krzyżakami i 14 lipca 1410 roku stanął z własną chorągwią ze znakiem czarnego orła dolnośląskiego w obozie wojsk Ulricha von Jungingen – Wielkiego Mistrza Zakonu. Istnieją strzępki informacji o udziale w bitwie po stronie krzyżackiej Hanusza Czyrna właściciela zamku Sokolec oraz innych rycerzy Dolnego Śląska.

Wojsko śląskie walczące pod dowództwem Jagiełły stawało mężnie - w odróżnieniu od części Czechów próbujących dwa razy opuścić pole bitwy. Konrad Biały i inni jego rycerze dostali się do polskiej niewoli. Nie przebywał w niej nawet roku i cieszył łagodnym traktowaniem. Słynny obraz Matejki przedstawia Konrada Białego na pierwszym planie obok powalonego Krzyżaka w zbroi i białym płaszczu zakonnym. W barwnym stroju dworaka, trzyma Konrad w ręku berło rektorskie Uniwersytetu Jagiellońskiego! Jego tożsamość potwierdzają takie elementy, jak jasne włosy (stąd przydomek Biały) oraz należąca do niego tarcza z czarnym orłem Piastów dolnośląskich w złotym polu. Dziwi nieco ten ubiór i wyposażenie Konrada, gdyż nie mają nic wspólnego z średniowiecznym polem walki.

Matejko oddał tę postać symbolicznie - nawiązując do pogmatwanych kolei jego losów, które już cztery lata po Grunwaldzie powiodły go do walki z krzyżakami u boku polskiego króla.

Również na obrazie tej bitwy u Kossaka widnieje wyraźnie chorągiew ze śląskim czarnym orłem na żółtym tle.

Ślązacy walczący pod Grunwaldem to oczywiście nie sami rycerze. Ówczesna jednostka organizacyjna armii - tzw. kopia, składała się bowiem z ciężkozbrojnego rycerza i pocztu, czyli: giermka ze stanu rycerskiego oraz łucznika-strzelca pochodzenia mieszczańskiego lub chłopskiego. Chłopi i mieszczanie służyli też w piechocie i zbrojnej czeladzi obozowej.

Trudno nam dziś zrozumieć postawy ówczesnych uczestników zdarzeń. Jak dziwne to były czasy niech świadczy przypadek z 1433 roku. Wówczas to podczas polsko-husyckiej wyprawy na Pomorze Gdańskie doszło do spotkania z posłami krzyżackimi pod murami zamku w Nowym Jasińcu.
W trakcie rozmów pokojowych polscy rycerze „z nudów” zaatakowali zamek, a w odwecie za śmierć jednego z nich podczas szturmu, wycięli w pień całą krzyżacką załogę.

 

Mieczysław Filak

Bitwa pod Grunwaldem a Śląsk

Bitwa pod Grunwaldem i jej rezultat – miażdżące wręcz zwycięstwo Polaków, wywarła wrażenie na całej Europie i uruchomiła cały szereg interwencji i akcji dyplomatycznych. Zygmunt Luksemburski, król Węgier, wzywał wręcz do krucjaty. Wacław IV, król rzymski i czeski zmienił swe stanowisko wobec Jagiełły i złożył już w sierpniu obietnicę nowemu Mistrzowi krzyżackiemu, że przybędzie na pomoc wraz ze śląskimi książętami i margrabią morawskim Jostem.

Cała Europa nastawiona była negatywnie do zwycięzców. Nie tylko dlatego, że w bitwie zginęli przedstawiciele rycerstwa wielu krajów. Ważna dla nich była oficjalna, prawna wykładnia konfliktu polsko-krzyżackiego. Po wieloletnich pertraktacjach, obie strony oddały się pod osąd Wacława IV (początkowo sojusznika Jagiełły). W lutym 1410 roku, po długich obradach, wydał on orzeczenie, w którym m.in. obie strony zostały zobowiązane, by nie korzystać w walce przeciw sobie z pomocy niewiernych. Dalsze postanowienia miały być podjęte w maju we Wrocławiu. Werdykt ten rozsierdził stronę polską i zbojkotowała ona dalsze etapy rokowań pokojowych. Wkrótce „niezliczone zastępy Litwinów, Żmudzinów, Rusinów i Tatarów oraz innych znanych wrogów i prześladowców krzyża Chrystusowego i całej religii chrześcijańskiej” (słowa Zygmunta) pojawiły się pod Grunwaldem.

Strona polska próbowała ukazać żarliwość wiary króla Jagiełły i księcia Witolda, uczestniczących w modłach i w mszy świętej przed i po bitwie, gotowość przyjęcia chrztu przez pozostałych członków koalicji (o Tatarach nie wspominano). Rozpowszechniano także „świadectwa” ciurów obozowych krzyżackich o unoszącej się nad pobojowiskiem świetlistej postaci w szatach biskupa, błogosławiącej Polakom.

W Polsce zaś, wojna i bitwa (jak zwykle) zrodziła potwory. Imiona ich to: nienawiść i zaślepienie. Wróg był jeden: Niemce. W obliczu tego wroga każdy sojusz jest dopuszczalny, każda metoda dozwolona. Podobno po bitwie powstały strofy (wydaje się jednak, że wcześniej, już za Łokietkowych rzezi): „bito Niemce jako cielce i Nemkinie jako świnie i Niemczęta jako psięta” – dźwięczne, prawda?

Było nieistotne, że małopolskimi Niemcami byli Zyndram z Maszkowic – hetman wojsk koronnych pod Grunwaldem, Marcin z Wrocimowic – chorąży królewski, obrońca sztandaru z białym orłem, o który toczyła się tak zażarta walka, że większość w polskich miastach stanowili Niemcy, a bankierzy i patrycjusze (jak krakowscy Bonnerowie), lojalni wobec króla, finansowali wojnę z krzyżakami. Bez znaczenia był fakt, że na polach Grunwaldu do Niemców zaliczyć można by jedynie 250 braci (203 padło) Zakonu Krzyżackiego. Tak liczna była ta „nawała krzyżacka”. Resztę z 8 tysięcy poległych i 14 tysięcy wziętych do niewoli walczących po stronie Zakonu, stanowili goście z wielu państw Europy, Czesi, Ślązacy, Polacy z chorągwi chełmińskiej, pospolite ruszenie z Prus i Pomorza.

Nienawiść nie żywi się prawdą, kompleksów nie leczy się faktami. Germanofobia zagościła w Polsce na stałe i na wiele stuleci. Jest obecna do dzisiaj. Po krzyżaku był Niemiec panoszący się w miastach, zajmujący najważniejsze urzędy, pyszniący się swym bogactwem, potem był Prusak grzebiący niepodległość Ojczyzny i tępiący język ojczysty. I zawsze, z najciemniejszych mroków przyświecało światełko nadziei, dumy z przeszłości – Polak potrafi! Bitwa pod Grunwaldem! Gdy w XIX wieku do obróbki tego symbolu-symboli stanęli artyści: Słowacki („Zawisza Czarny”) Mickiewicz („Konrad Wallenrod”), Sienkiewicz („Krzyżacy”), Konopnicka („Rota”), Matejko („Bitwa pod Grunwaldem”), stał się on mitem, przesłaniem, lecz także i przestrogą (Niemca należało „dobić”, Jagiełło tego nie uczynił i doszło do zaborów – Kraszewski) łączącym wszystkich Polaków. Do wspólnej walki z Niemcami nawoływał nawet po wybuchu I wojny światowej wielki książę Mikołaj, nawołując: „by nie zardzewiał miecz spod Grunwaldu”.

Straszakiem krzyżackim posługiwał się też Stalin (Eisensteinowski „Aleksander Newski”). Co i ile można wyczyniać z tak wyrazistym i tak pojemnym symbolem, pokazały czasy Polski Ludowej. Bitwa znalazła naczelne miejsce w podręcznikach historii, krzyżacy awansowali do roli czołowych przedstawicieli międzynarodowego imperializmu walczącego z postępowymi siłami świata słowiańskiego. Przesłanie i spuścizna ojców teraz dopiero zostało urzeczywistnione: w gniazdach prusactwa rozmościł się orzeł biały, Polacy, Litwini, Rusini i Tatarzy – potomkowie wojów spod Grunwaldu, ze zwycięską Armią Czerwoną dobili teutońską hydrę w Berlinie wieńcząc tysiącletnie boje z nawałą germańską. Grunwald dał nazwę fabrykom, ulicom i mostom, klubom sportowym (na Litwie – Żalgiris – także nazwa 75 procentowego alkoholu). Do pomocy w indoktrynacji zaproszono najmłodszą z Muz. Nakręcono o krzyżakach i bitwie film.

W III Rzeczpospolitej tradycja bitwy grunwaldzkiej trwa, ma się dobrze i rozwija się. Należy się spodziewać, że wobec rozkwitu różnego autoramentu bractw rycerskich i miłośników różnych formacji wojskowych, liczba uczestników rocznicowych pokazów na polach Grunwaldu, przekroczy niebawem faktyczną liczbę walczących w 1410 roku. A jeszcze są rajdy samochodowe, rowerowe, konkursy. Istnieje plan postawienia kolosalnych, betonowych postaci rycerzy, widocznych z kilkunastu kilometrów, wyolbrzymionej rzeźby wzorowanej na obrazie Matejki.
Po tym wstępie i ogólnych rozważaniach powróćmy do zasadniczego tematu : Jak na wojnę Polski z Krzyżakami zareagowali Ślązacy? Po jakiej stronie się opowiedzieli? Jaki był ich czynny udział?

W Europie Środkowej (nie tylko) dominowało jedno państwo: Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, którego częścią było królestwo Czech, a jego perłą w koronie – Śląsk. Jego książęta, potomkowie królewskich dynastii (Piastów i Przemyślidów), grali pierwszoplanowe role na dworze w Pradze (Przemysław I Noszak), lub na dworze króla Węgier (Władysław Opolczyk). Za swe usługi otrzymywali nadania ziemskie, najwyższe tytuły i funkcje (namiestnika, palatyna). Polska była krajem nieustabilizowanym, o potencjale równym największym księstwom śląskim. Sprawa korony ziem śląskich i polskich wydawała się otwarta. Kazimierz Wielki Polskę wzmocnił, lecz Władysław Jagiełło i jego plany unii z Litwą czyniły z niej drugą potęgę w tej części Europy. Książęta śląscy nie mieli zamiaru być między młotem i kowadłem, pionkami w grze mocarstw.

Pierwszy zareagował książę opolski Władysław. Opracował on plan cokolwiek radykalny: rozbioru Polski między Węgry, Śląsk, Morawy i Krzyżaków. Oczywiście miał zgodę swego pryncypała – Zygmunta Luksemburskiego. W 1392 roku przedstawił tę koncepcję Wielkiemu Mistrzowi Konradowi Wallenrodowi. Ten, plan .... odrzucił (czyżby teoria Mickiewicza, nie poparta przez historyków, o słowiańskim pochodzeniu Konrada była prawdziwa?). W odwecie Jagiełło skonfiskował wszystkie ziemie Opolczyka w Polsce, najechał Górny Śląsk i zmusił księcia do kapitulacji. Jego bratankom pozwolono władać większością księstwa po złożeniu przysięgi, że przeciw królowi Polski walczyć nie będą. Stąd brak zaangażowania się tego księstwa w wojnie polsko-krzyżackiej.

Wojna Polski z Państwem krzyżackim składała się z wielu rozejmów, żmudnych, trudnych negocjacji. Jak wspominałem, zgodnie z ustaleniem obu stron, rozjemcą został król Czech. Do prowadzenia pertraktacji z myślą o zażegnaniu, lub załagodzeniu konfliktu wybrał on książąt: wrocławskiego, świdnickiego i oleśnickiego. Rozjemcą z ramienia króla Węgier był książę cieszyński Przemysław Noszak. Już wtedy Ślązacy językowo, mentalnie i kulturowo dobrze byli obeznani z trzema kulturami: polską, czeską i niemiecką, spełniali więc idealne warunki na mediatorów.

Ich chwalebne wysiłki walki o pokój spełzły na niczym. Nowy mistrz zakonu nie był targany wątpliwościami, jak mickiewiczowski Konrad. Dążył zdecydowanie do starcia.

Do momentu bitwy sojusznikiem Jagiełły był Wacław IV, król Czech. Z tego też względu w obozie króla Polski znalazł się silny zaciąg rycerzy z Czech pod dowództwem Jana Żiżki, „złapanego” w akcji przez Matejkę. Śląsk też przeprowadził zaciąg. Był to winien królowi Czech (nie stanom czeskim, lecz królowi, jak dobitnie podkreślano na Śląsku). Zaciężne wojska z Czech i Śląska, jak także chorągiew smoleńska skierowane zostały do centrum wojsk polskich, gdzie wkrótce zaczęły się toczyć najkrwawsze walki – o chorągiew z białym orłem.

I o ile straty wśród polskiego rycerstwa były stosunkowo małe, to chorągwie: smoleńska, czeska i śląska straty poniosły straszliwe. Można by więc twierdzić zgodnie z historyczną prawdą, że Ślązacy złożyli na Polach Grunwaldu krwawą ofiarę w obronie Polski i jej flagi narodowej. Jej znaczenia nie powinien umniejszać fakt, że ponieśli ją niejako pod przymusem i z obowiązku.

Gdyby bowiem nie sojusz króla Czech i zaciąg wojska na Śląsku, Ślązacy, jak jeden mąż walczyli by u boku krzyżaków. Dlaczego?
W ówczesnej Europie, by okryć się chwałą i zasłużyć na zbawienie, można było walczyć z Maurami w Hiszpanii, z Turkami na Bałkanach, lub z Litwinami, Prusami, Żmudzinami w komturiach krzyżaków. Tę trzecią możliwość wybierali nie tylko śląscy rycerze. Do wspaniałych zamków przybywali rycerze z Niemiec, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Anglii, Szwajcarii, Skandynawii. W 1392 roku walczył na Żmudzi z poganami Henryk, książę Derby, przyszły Henryk IV Lancaster – król Anglii. Na tzw. rejzy, czyli wypady na pogan, wybierał się razem z Krzyżakami sam książę Witold, ochrzczony przez nich i nazwany Wigandem. Władysław Opolczyk wraz z innymi dolnośląskimi książętami przyłączył sporo ziem do swej wtedy Rusi halickiej. Z jednej z nich (z Bełza) pochodzi Czarna Madonna.

Z krzyżakami łączyły Ślązaków interesy. Zasadźcami (założycielami i pierwszymi wójtami) prawie wszystkich miast w posiadłościach Zakonu, byli mieszkańcy śląskich miast. Wyspecjalizowali się oni też w budowie z cegły imponujących warowni (zamek np. w Malborku zbudował Bartosz z Nysy).
Nie widzieli ani jednego powodu, by przyłączyć się do polskiej koalicji, na czele której stał król - jedyny taki w Europie, nie przynależący do jakiejkolwiek znanej dynastii, czy nawet z nią spokrewniony. Król znikąd, wczoraj jeszcze poganin. Towarzystwo zbrojnych też jakieś podejrzane i nie wiadomo skąd wzięte: ludzie w skórach i z dzidami, Tatarzy, Rusini, Serbowie. Byli przekonani, że rycerze zakonni czynią to, do czego zostali powołani: prowadzą misję chrześcijańską i cywilizacyjną.

Z własnej, nieprzymuszonej woli, korzystając ze swej prawie nieograniczonej niezależności, po stronie krzyżackiej walczyli rycerze księstw dolnośląskich. Księstwo oleśnickie walczyło pod swoją chorągwią i pod dowództwem księcia Konrada VII Białego. Rycerz tego księstwa (herb jego widniał na zbroi) przekazywał Jagielle dwa nagie miecze (według reżysera Forda). Drugim posłem był rycerz księcia szczecińskiego Kazimierza (stąd ich znajomość polskiego). Miecze zaś należały do komtura z Tucholi, który miał zwyczaj wożenia ze sobą takiego sprzętu.

Nie miałem zamiaru szargać narodowych świętości i umniejszać znaczenia wielkiej bitwy. Pragnąłem na przykładzie Śląska ukazać, że każde wydarzenie historyczne, nawet to najprostsze w ocenie jak bitwa, odbierane jest w różny sposób. Nawet litewski sojusznik zamierza na taśmie filmowej przedstawić swoją wersję wiktorii grunwaldzkiej. Dopiekło już im oglądanie płaszczących się przed polskim królem dzikusów w skórach – ich przodków. Możemy albo dalej czynić z Grunwaldu symbol odwiecznej i dziedzicznej wrogości (wiadomo do kogo) i brnąć w gąszczu narodowych kompleksów, albo na cały ten okres – bardzo długi zresztą, kontaktów i życia bez wojen z krzyżakami, spojrzeć szerzej i na chłodno. W Toruniu światli ludzie podjęli wyzwanie współczesności, organizują międzynarodowe konferencje naukowe poświęcone tym czasom. Założycielowi Torunia i twórcy złotego okresu tego pięknego miasta – mistrzowi Hermanowi von Salza chcą wznieść pomnik. Już na pierwszy rzut oka gotyk pruski i gotyk mazowiecki wyglądają prawie identycznie. Badania dowiodły, że kolegiatę św. Jana w Warszawie i mury obronne w tym mieście wznosili fachowcy przysłani przez krzyżaków na pisemną prośbę księżnej mazowieckiej.

Tekst ten dla wielu będzie kontrowersyjny. Podane fakty dla większości były nieznane, gdyż były skrzętnie ukrywane, lub należały do tematów tabu – nie przystających do aktualnej linii propagandowo-ideologicznej. Wielu zapała świętym oburzeniem – cóż, zapiekłej fobii i zastarzałego zacietrzewienia nie uda się zwalczyć gładkimi słówkami i stosowaniem poprawności politycznej. Niedawno w polityce dokonał się znaczący przełom: znaleźliśmy się w rodzinie państw Europy. Czas na zmianę mentalności. Na początek nie okazujmy swych fobii na zewnątrz, nie czyńmy z nich wykładni ideologicznej partii, czy grup społecznych, nie wyszukujmy dziadków w Wehrmachcie, czy synów w Bundeswehrze. Jak twierdzi wybitny pisarz Tomasz Łubieński i podpowiada rozsądek: „wojenne symbole są aktualne w czasie wojny. W czasie pokoju nie mają sensu, zastosowania. Zachowania ostentacyjnie patriotyczne – wymachiwanie sztandarami, przysłowiową szabelką przed nosem o wiele silniejszych narodów, jest śmieszne i anachroniczne.”

Grunwald nie musi być symbolem tysiącletniej walki z nawałą germańską. Równie dobrze może być symbolem skuteczności (miażdżące zwycięstwo), operatywności i nowatorstwa (most przez Wisłę) pozytywnym symbolem średniowiecznych struktur unijnych, jakie wówczas wypracowały elity Korony Polskiej i Litwy.

Jan Hahn