Jeszcze słychać jęki i krzyki

Skarbnik NSDAP Franz Schwarz i Gauleiter Śląska Fritz Bracht w Tarnowskich Górach. 1942 r.
Skarbnik NSDAP Franz Schwarz i Gauleiter Śląska Fritz Bracht w Tarnowskich Górach. 1942 r.

Gestapowcy w swojej tarnogórskiej siedzibie wydobywali zeznania od więźniów biciem bykowcami oraz polewaniem zimną wodą. Do przesłuchań wykorzystywali także hipnozę

Po zajęciu Tarnowskich Gór przez hitlerowskie wojska naziści błyskawicznie utworzyli w mieście zamiejscową placówkę Tajnej Policji Państwowej. Siedzibą Gestapo został budynek przy obecnej ulicy Wyspiańskiego 12, nazwanej przez okupantów Adolf Hitler Strase. Pierwszym kierownikiem był untersturmfuhrer Georg Pethe posiadający stanowisko nadsekretarza kryminalnego. Do pomocy miał 21 funkcjonariuszy m.in. asystentów kryminalnych i aplikantów. Tłumaczem był Paul Papon. Polacy aresztowani przez gestapowców szczególnie zapamiętali aplikanta kryminalnego Gerharda Hartmanna, który doprowadzał ich na przesłuchania, trzymając na smyczy groźnego wilczura. Więźniów do siedziby Gestapo wprowadzano głównym wejściem a poturbowanych podczas przesłuchań wyprowadzano bocznym, aby przechodnie nie zobaczyli okrucieństwa funkcjonariuszy.

Metody wydobywania zeznań z aresztowanych Polaków nie były skomplikowane. Ograniczały się do wrzasków i bicia do nieprzytomności oraz polewania zimną wodą. Niekiedy tortury kończyły się zgonem aresztanta. Zakatowany na śmierć został przez gestapowców wezwany na przesłuchanie 2 X 1941 roku Bolesław Murek. Czasami gestapowcy stosowali bardziej przebiegłe metody. Jan Janus, członek Polskiej Organizacji Partyzanckiej, schwytany w 1941 roku przez hitlerowców, gdy nie zdradził kolegów z konspiracji, poddawany był hipnozie. Co również nie rozwiązało mu języka.

Największe sukcesy w zwalczaniu polskich organizacji podziemnych osiągnęli tarnogórscy gestapowcy, gdy kierowanie placówką przejął w 1940 roku nadinspektor kryminalny Johann Nowak. Rok później Gestapo w Tarnowskich Górach znalazło się pod jurysdykcją bytomskiej placówki zamiejscowej, którą kierował sturmscharfuhrer Willi Blank. Wówczas w powiecie tarnogórskim gestapowcy aresztowali wielu członków polskich organizacji podziemnych. Jak wspominali po zakończeniu II wojny światowej ocaleni więźniowie, piwnice tarnogórskiej siedziby gestapo były wtedy przepełnione.

Wanda Wilk aresztowana została po domowej rewizji 15 XI 1941 roku. Po doprowadzeniu na posterunek Gestapo noc spędziła w piwnicy z innymi zamkniętymi kobietami. Rano w obroty wzięli ją funkcjonariusze. – Podczas przesłuchania byłam pytana o pseudonim i czas wstąpienia do Obozu Zjednoczenia Narodu Polskiego – zeznała po wojnie przed polskim sądem. Gdy na Gestapo milczała, została pobita, a potem przewieziona do więzienia w Mysłowicach.

Jeszcze gorzej potraktowana była Konstancja Smentek, kolporterka konspiracyjnej gazety „Społem”. Kiedy została schwytana 11 X 1941 roku, podczas transportu na Gestapo funkcjonariusze najpierw drwili sobie, że „Kotka” – taki miała konspiracyjny pseudonim – złapał gestapowiec o nazwisku Mysz. W trakcie przesłuchania skonfrontowano ją ze złamanym szefem organizacji, który kazał jej się przyznać do wszystkiego. – Powiedziałam, że jestem Polką, nic nie wiem i nic nie powiem – wspominała po wojnie Konstancja Smentek. Odpowiedzią na milczenie było bicie po twarzy. Oburzona takim traktowaniem kobiety przez mężczyzn spoliczkowała jednego z gestapowców. Po wyprowadzeniu do sąsiedniego pokoju zbita została bykowcem po rękach i pośladkach do utraty przytomności.

Tuż przed wycofaniem się Niemców z Tarnowskich Gór do placówki Gestapo trafił Mieczysław Rabiega – „Orlicz”, dowódca Kedywu w tarnogórskim Inspektoracie Armii Krajowej. „Orlicz” po konspiracyjnym spotkaniu 7 XII 1944 roku pod mostem kolejowym w Lasowicach został postrzelony przez gestapowców podczas ucieczki. Funkcjonariusze zawieźli go rannego do szpitala na ręcznym wózku zarekwirowanym dwóm chłopcom. Nazajutrz mimo postrzału płuc, nogi i ręki przewieziono go na posterunek gestapo, gdzie wymuszano na nim zeznania biciem po twarzy i polewaniem wodą. Dopiero nieprzytomnego „Orlicza” gestapowcy ponownie odesłali do szpitala. Dzięki temu przeżył.

Po wkroczeniu 23 I 1945 roku do miasta gwarków Armii Czerwonej władze komunistyczne utworzyły na kilka miesięcy w budynku opuszczonym przez Gestapo siedzibę Urzędu Bezpieczeństwa. Dziś mało kto wie, jakie mroczne tajemnice ukrywają mury niepozornej prywatnej willi.

Ryszard Bednarczyk