Rycynusowy plebiscyt Hanysa

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_43_04-plebiscyt2.jpg

89 lat temu

Przeprowadzony 20 marca 1921 r. plebiscyt górnośląski, który miał zdecydować o tym, czy ziemia ta zostanie przyłączona do Polski, czy też pozostanie w granicach Niemiec, miał wielu bohaterów, których zasługi zostały pieczołowicie udokumentowane. Ale byli na pewno i tacy, których nazwiska nie przeszły do historii. Jednym z nich jest Hanys Noras z Załęża, opisany przez Jana Procnera w korfantowskiej „Polonii” 20 marca 1927 r.

 

 

 

Czternastoletni sierota Hanys Noras był utrapieniem całego Załęża. Wszędzie go było pełno - tu szybę wybił, tam kamratowi dokumentnie skórę wygarbował lub rozpuściwszy ozór, spieronował od ostatnich każdego, kto mu się pod bystre, hultajskie oko nasunął. Krzywdy nikomu nie wyrządził, tylko tak, z błoznów innym czynił. Chowała go ulica, a głód i chłód były mu rodzeństwem.

Wałęsając się całymi dniami, spotykał na hałdach inwalidę-górnika, który opowiadał mu nieraz o Polsce i nadchodzącym plebiscycie. Hanys z zapartym oddechem słuchał tych opowiadań. Dumał nieraz nad słowami inwalidy, ale niezadługo, bo przekorna natura łobuza brała górę nad poważniejszymi myślami i Hanys znowu uganiał się po polach i hałdach, psocąc na każdym kroku.

Biało-czerwone chorągiewki

 

Mijały tygodnie i łobuziak zmarnowałby się na nic, gdyby nie dobroć miejscowego farorza, który zaopiekował się Hanysem. Z początku ciężko było Hanysowi pod opieką zacnego księdza. Nie mógł wisus przyzwyczaić się do regularnego trybu życia, a najwięcej kłopotu było z codziennym pacierzem, który przed udaniem się na spoczynek i wczesnym rankiem musiał z opiekunem odmawiać. Po paru tygodniach Hanys nawykł do nowego życia i nie bił się już tak często z innymi buksami, szyb nie wybijał i nie pieronował ogniście, a jeśli jakieś nieprzystojne słowo wyrwało się z gęby, przyczyna musiała być poważna.

Na przykład z tym plebiscytem miał Hanys straszne zmartwienie. Czuł się dotknięty w swojej chłopięcej ambicji, że niczym nie może przyczynić się do przepędzenia ze Śląska pierońskich szwabów. Mało było malcowi drażnić się z grubym Niemcem-kupcem, przed którego sklepem stał nieraz kwadrans i ryczał w kółko na cały głos: - Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz...

Przybijał biało-czerwone chorągiewki na drzwiach szkoły, mającej za rechtora zagorzałego hakatystę. Wszystko to było nikłymi próbami dokazania czegoś wielkiego. Raz nawet powybijał kamieniami szyby w oknach mieszkania sztygara-Niemca, który na Polskę ośmielił się publicznie wygadywać. Ale cóż z tego. Rozwścieczony Niemiec jeszcze bardziej wymyślał, a ksiądz opiekun, któremu przyznał się do bohaterskiego czynu, zmył mu porządnie głowę i przez cały dzień nie pozwolił wychodzić z domu.

Konferencja na plebanii

Ważna chwila plebiscytu zbliżała się. Ksiądz, z okazji nadchodzących świąt wielkanocnych, miał czas zajęty spowiedzią, nie mógł więc zwracać baczniejszej uwagi na swego wychowanka. Hanys korzystał więc w całej pełni z wolności. Wałęsał się po hałdach lub szedł w pole i myślał ciągle, w jaki to sposób dopomóc starszym w plebiscycie. Nie zdawał sobie dobrze nawet sprawy, co to jest ten plebiscyt. Wiedział tylko jedno, że w tym dniu rozstrzygnie się, czy w pruskim, czy też w polskim wojsku, o którym mu tyle stary górnik-inwalida naopowiadał, służyć będzie. Naturalnie, że w polskim... A jak w plebiscycie zwycięży gruby kupiec, hakatysta-rechtor i bezczelny sztygar? Okropne to przypuszczenie wyprowadziło Hanysa z równowagi. Nie wytrzymał i pierwszemu spotkanemu na drodze Niemcowi pokazał język i splunął z pogardą pod nogi, a dla bezpieczeństwa umknął szybko, chowając się za przydrożny płot.

Takie to miał zmartwienie Hanys Noras.

W wigilię plebiscytu, wczesnym rankiem, u księdza na plebanii odbyła się konferencja poważnych obywateli Załęża. Hanys przeczuwał, że przyszli uradzić nad plebiscytem. Stał więc cichutko jak trusia przy drzwiach i chociaż to grzech, jak mawiał dobry ksiądz, podsłuchiwał. Do uszu Hanysa dolatywały urywki zdań. Nie mógł zorientować się, o czym mówią zebrani. Miał już ochotę odejść, gdy usłyszał doniosły głos górnika Zagoły. Serce zabiło Hanysowi szybciej. Przywarł do drzwi, zamieniając się cały w słuch, aby nie uronić ani jednego słowa. Powoli zaczął pojmować, co to plebiscyt. W głowie jego, w której dotychczas lęgły się kopami szalone pomysły, poczęło świtać. Słyszał, jak Zagoła mówił: - Górnicy boją się o chleb, bo sztygar zapowiedział, że kto za Polską odda głos, ten pójdzie z kopalni precz!... A czy rechtor lepszy? Ci dwaj jutro w komisji wyborczej zasiadają i ludzie będą się bać i będzie źle!...

Reszty słów Zagoły Hanys już nie słyszał. Musiał umykać spod drzwi przed nadchodzącym księdzem wikarym. Usiadł na stosie desek i patrząc w smutne, zamglone i zasnute welonem dymu niebo, rozmyślał głęboko co zrobić, żeby w komisji przy głosowaniu sztygar nie brał udziału. Co robić?

Sposób na sztygara

Z pół godziny głowił się Hanys daremnie, aż w końcu obudził się w nim dawny Hanys, niepoprawny zabijaka. Od razu pomysł się znalazł...  Uśmiechając się hultajsko, gwiżdżąc z cicha, poszedł do kuchni. Jak na złość krzątały się przy piecu służące i gospodyni. Trzeba było szybko działać, a tu ani rusz, nie mógł niepostrzeżenie wślizgnąć się do spiżarni. Skrzywił się więc niemiłosiernie i zaczął jęczeć. Podstęp się udał, bo gospodyni zaraz spytała: - Hanys, co ci jest?

Chłopiec skrzywił się jeszcze bardziej i zaczął jęczeć: - Ojej... brzuch mnie boli, umra terozki...

Przerażona gospodyni podreptała do spiżarni i wróciła z flaszką oleju rycynusowego. A Hanys tylko na to czekał. Robiąc minę konającego, wyrwał butelkę z rąk gospodyni i wybiegł na podwórze. Pierwsza część planu była już dokonana, trzeba było działać dalej. Teraz czekał tylko, aż kulawy Franc zacznie dzwonić na Anioł Pański. Gdy rozległy się pierwsze dźwięki sygnaturki, opuścił Hanys kryjówkę, chowając pod pachą swój skarb - butelkę z rycynusem. Podążał ku ścieżce, którą codziennie w południe szedł do kopalni syn sztygara, siedmioletni, pucułowaty Bubi, niosąc ojcu obiad w menażkach. Spostrzegłszy Bubika, Hanys udawał, że coś zgubił. Zaciekawiony Bubi postawił na ziemi menażki i zapytał, czego szuka. - A zgubiłech cosik - odparł Hanys i zbliżył się nieznacznie do menażek. Wykorzystał chwilę, gdy chłopiec odwrócił się tyłem, podniósł pokrywkę i nalał oleju rycynowego do zupy. Serce biło mu jak młot, ale podniósł drugą pokrywkę i do mięsa w sosie wlał również sporą porcję rycynusu.

Bubi zabrał menażki i poszedł dalej. A Hanys, grożąc zaciśniętą pięścią w stronę kopalni, mruknął: - Łoboczysz, jak ci kichy na jutro powyonaco...
Pan sztygar zjadł obiad z wielkim apetytem. Zupa była świetna, taka tłusta, jak on lubił, a sos - palce lizać.

Na drugi dzień rechtor daremnie oczekiwał swego kamrata w lokalu wyborczym. Zirytowany w końcu jego niepatriotycznym postępowaniem wobec Vaterlandu, poszedł do niego. Biedny sztygar leżał w łóżku stękając co chwila żałośnie, a zapuchnięta od płaczu żona opowiadała, że w nocy dusza chciała z niego ujść...

Musiał więc wąsaty rechtor sam pójść do lokalu wyborczego. Usiadł za stołem i patrzył smętnym wzrokiem na głosujących górników. Był pewien, że każdy odda kartkę za Polską, bowiem nie było sztygara, który miał ich pilnować.

Tak to Hanys Noras, zatracony łajdus, przyczynił się do zwycięstwa w swoim okręgu.

Plebiscyt w Tarnowskich Górach

20 marca 1921 roku odbył się na Górnym Śląsku długo oczekiwany plebiscyt. Wzięło w nim udział 993 tys. mieszkańców. Za przynależnością do Niemiec opowiedziało się 59,6 % osób, za Polską 40,4 %. Spośród 192 tysięcy emigrantów, którzy uczestniczyli w głosowaniu, ponad 182 tysiące oddało głosy za Niemcami. Odliczając tę kategorię osób, proporcje uległy zmianie i wynosiły od 52, 7% do 47,3% na korzyść Niemiec.

Imigranci wpłynęli więc na wynik plebiscytu, ale go nie przesądzili. W powiecie tarnogórskim wyniki plebiscytu były dla Polski bardziej korzystne niż na całym Górnym Śląsku. Spośród 44739 głosujących za Polską opowiedziało się 27513 osób (61,75%), zaś za Niemcami 17078 osób (38,25%). W powiecie tarnogórskim w głosowaniu wzięło udział 5000 emigrantów z Niemiec i 50 z Polski. Przewagę głosów Niemcy odnotowali tylko w Tarnowskich Górach i Lasowicach.

Jan Nowak - bezpośredni świadek tamtych wydarzeń tak relacjonuje przebieg plebiscytu w Tarnowskich Górach: (...) Nadszedł pamiętny dzień plebiscytowy, niedziela 20 marca 1921 roku. Był to pogodny, wiosenny dzień, pełen nadziei i wiary w zwycięstwo dobrej sprawy. Do Tarnowskich Gór już przedtem przybyło ok. 5000 emigrantów ze wszystkich stron świata, zgłoszonych, sprawdzonych, opłaconych, podpłaconych, i utrzymywanych przez niemieckie biuro plebiscytowe. Ponieważ nie można było dla wszystkich znaleźć kwater, umieszczono pewną część w osobno na ten cel wybudowanych barakach w ogrodzie dworcowym, tuż po prawej stronie przed dworcem. Emigrantów zgłoszonych przez biuro polskie było tylko 50. (...) W poszczególnych lokalach wyborczych zasiadały od godz. 8 rano komisje mężów zaufania a na stole leżały kartki wyborcze (...) Każdy wstępujący, po skontrolowaniu przy stole jego nazwiska i uprawnienia do głosowania w spisie otrzymywał 2 kartki wyborcze i 1 kopertę. Jedna kartka nosiła napis „Polska - Polen” a druga „Deutschland - Niemcy”. Następnie (głosujący) udawał się do komórki, wkładał 1 kartkę do koperty a drugą palił nad świecą, powracał do stołu wyborczego i wrzucał kopertę do urny (...) Udział w głosowaniu w dzień plebiscytu był bardzo żywy. Koło godz. 5 po południu brakowało jeszcze tylko kilku ociężałych, których osobno powołani mężowie zaufania przyprowadzali. Wszyscy obywatele miasta Tarnowskich Gór i emigranci uprawnieni do głosowania, skorzystali ze swego prawa oprócz dwóch lub trzech osób, których „nie było w domu” Lokale wyborcze były czynne do godziny 19, a następnie odbyło się liczenie głosów. (...) Liczyliśmy robiąc kreski na kratkowanym arkuszu, Niemcy..., Niemcy..., Niemcy..., a dopiero każda 5 lub 6 kartka głosiła Polskę (...) Gorączka mnie brała i pot płynął z czoła, Niemcy zaś z tryumfalnym uśmiechem szeptali „wir haben gesiegt” (myśmy zwyciężyli).

Radość Niemców była jednak przedwczesna. Niemcy wygrali plebiscyt w samych Tarnowskich Górach natomiast w powiecie przeważały głosy za Polską (...).

Oprac. basz
Reprodukcje: Propaganda plebiscytowa Encyklopedia Powstań Śląskich,Opole 1982r.