Śląskie korzenie Chopina?

 

Felieton

Jak to z okrągłymi rocznicami zazwyczaj bywa, w Roku Chopinowskim pojawiło się mnóstwo publikacji na temat jednego z największych synów naszego narodu. Używam tutaj tego trącącego myszką terminu dlatego, że chciałbym poruszyć temat, dotychczas pomijany w rozważaniach o Chopinie.

O jego dzieciństwie w Polsce, tułaczce na obczyźnie, kręcono filmy, wydano powieści. Śledzono jego kontakty, przyjaźnie, nie omijano nawet jego życia erotycznego. Postaci rodziców spowijał cień, jego dalszych przodków - całkowity mrok. Pora rzucić trochę światła na sprawę genealogii rodziny artysty. Ojciec Francuz, więc po mieczu korzeni rodu należałoby szukać nad Sekwaną, czy Loarą. Większość naukowców poszła przeto tym tropem. Zgodnie z ich twierdzeniami, początki rodu Chopinów sięgają Francji. Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Jakiś czas temu wiele zainteresowania i polemik wywołał artykuł dowodzący wielkopolskiego pochodzenia przodków kompozytora.

Artykuł ten, skądinąd ciekawy, opierał się na tak wątpliwych przesłankach, że skłonił mnie do zainteresowania się tym tematem. W poszukiwaniach rzetelniejszych źródeł, pomocnych w jego rozwinięciu, natknąłem się na pracę profesora Reszpondka, dowodzącą niezbicie, iż korzeni rodu Chopinów szukać trzeba na Górnym Śląsku!

Tak, dla mnie też teza ta stanowiła zaskoczenie, tym uważniej przyjrzałem się argumentom profesora. Tok jego rozumowania, był niezwykle przejrzysty i pozbawiony jakichkolwiek emocji (praca została wydana wiele lat temu, nie zmąciła jej więc atmosfera okołorocznicowych celebracji). Naukowiec, zdając sobie sprawę z nowatorstwa swych badań, był jednocześnie przekonany, iż jedynie oparcie się na materiałach źródłowych i warsztacie naukowym, składającym się z różnych dziedzin wiedzy, zdoła przekonać do wyciągniętych wniosków.

Profesor Reszpondek wyszedł z założenia (szczególnie na Śląsku jedynie słusznego), iż o nazwisku rodowym świadczyć może jego fonetyczny rdzeń. Ziemia śląska, od wieków przechodząca z rąk do rąk, poddawana reformacjom i kontrreformacjom, germanizacji i polonizacji, jak żadna inna, charakteryzuje się częstą zmianą nazw miejscowych, jak też (co dla nas najistotniejsze), nazwisk jej mieszkańców. Biorąc to przede wszystkim pod uwagę, ukierunkowany dodatkowo podobieństwem brzmienia, począł przeprowadzać szczegółową analizę historyczno - osadniczą Szopienic, obecnej dzielnicy stolicy Górnego Śląska.

Jak wiadomo; nazwy miejscowości można podzielić głównie na dwie grupy: związanych ze światem zwierząt i przedmiotów (zgodnie ze współczesną klasyfikacją - kategoria nazw topograficznych), oraz oznaczających zespół potomków lub poddanych człowieka, którego imię lub przezwisko tkwi w nazwie miejscowej (nazwy patronimiczne). W przypadku Szopienic (jak także np. Sowic), można się było wahać między jedną z tych grup (od szopy), a drugą (nazwisko, przezwisko Szopa). Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, a raczej dzięki uporczywym poszukiwaniom, do ręki profesora trafił stary manuskrypt, ocalały po pruskiej sekularyzacji zakonów. Kilka zawartych w nim zdań wyjaśniło i sprawę pochodzenia nazwy miejscowości, i sprawę, o której tu cały czas mowa.

Kronikarz pisze: „ Zasię od owego Szopy... ( który - dopisek mój) zrazu miejsce owo karczował.... stąd cały okręg lasu nazywać się począł Szopin”. Tak więc za czasów piastowskich, osadę tę zwano Szopinem, a mieszkańców - Szopinami. Nadrzędną funkcję odgrywał tu prasłowiański sufiks -in, który oznaczał przynależność od osoby („mamin”), lub przynależność terytorialną, plemienną („Rusin”). Podobne zależności zachowały się do dziś w nazwach Cieszyn (od Cieszka), Żyglin (od Żegły ), Sulęcin (od Sulęty).*

Osada rozwijała się szybko, korzystając z dogodnego położenia i odkrytych tu złóż rudy. Założono kuźnicę, utrzymywano ożywione stosunki handlowe z pobliskim Królestwem Polskim. W rejestrach opactwa cystersów w Rudach odnaleźć możemy kilku Szopinów. Nazwisko brzmiące podobnie, lecz pisane po łacinie widnieje na liście studentów uniwersytetu w Bolonii. Pierwsze ciosy temu rozwojowi zadały wojny husyckie i najazdy taborytów. Wojna trzydziestoletnia - ten „śląski wiek klęski”, doprowadził do ruiny nie tylko tę osadę. Śląsk, będący pod berłem katolickich Habsburgów, przeszedł prawie w całości na protestantyzm, toteż stał się głównym terenem walk, tej religijnej wojny. Zginęło około 35% ludności Śląska. Straty i zniszczenia nie rozkładały się jednak równomiernie. W miastach i osadach, z których ludność nie mogła ujść w góry lub lasy, liczby te wyglądały jeszcze bardziej przerażająco. Do tego obrazu należy dodać ogromne kontrybucje nałożone na śląskie księstwa i miasta, bicie niskowartościowej monety, gwałty i bestialstwo wygłodzonego żołdactwa, epidemie i zarazy. Na Górnym Śląsku sytuacja przedstawiała się jeszcze gorzej. To tu szalały bandy lisowczyków, tędy przechodziły wojska i o ile Wrocław i Brzeg nie zostały zdobyte; to na prawym brzegu Odry nie ocalało żadne miasto.
Jednym z najpewniejszych sposobów na zachowanie życia, było mniej czy bardziej dobrowolne zaciągnięcie się do którejś z armii. Zazwyczaj całe rodziny i osady, widzące wokół siebie tylko spustoszenie i widmo zarazy i głodu, dołączały się do zwycięskich lub wycofujących się wojsk. W taki to sposób, wojna trzydziestoletnia przyczyniła się do migracji, których podłożem nie była chęć polepszenia swego losu („za chlebem”), lecz po prostu instynkt zachowania życia i ciągłości rodu. I tak, do dzisiaj w Polsce odnajdujemy ślady narodowościowych enklaw (np. holenderskich pod Cieszynem, uchodźców z Bambergu w Wielkopolsce). W Europie takich skupisk jest znacznie więcej. Spora grupa Ślązaków osiadła w Westfalii (tam też został podpisany dlugo oczekiwany pokój), wielu jednak z nich pociągnęło bardziej na zachód. Profesor Reszpondek, słusznie wiążąc losy tych ludzi z ruchami wojsk, przejrzał dokumenty armii Księcia Lotaryńskiego. Przeczucie go nie zawiodło. W jednym z raportów natknął się na wzmiankę o dzielnych („brave”) „chopinois” ze Śląska („Silesie”), którzy w nagrodę otrzymali prawo do osiedlenia się w wybranym miejscu. Znając przybliżoną datę ich osiedlenia się, profesor przejrzał siedemnastowieczne mapy Lotaryngii. Wśród kilku nazw o rdzeniu „chop” odnalazł jedną brzmiącą Chopin. Nie szczędząc trudów i kosztów dotarł w te rejony. Niestety, wioski o tej nazwie nie udało mu się odnaleźć. Rozmowy z okoliczną ludnością także nie przyniosły nic odkrywczego. Nie zrażony tym, zaczął wertować księgi parafialne i w jednej z nich, w miejscowości Lachoperie (!), natrafił na nazwiska brzmiące bardzo swojsko: Doulinbau (Dulęba), Vitecque (Witek), Proudhleaux (Prudło), Losogne (Lasoń), z przewagą takich nazwisk jak: Chopagne, Chopique, Chopen. O tym, że dotarł do celu swoich poszukiwań utwierdziły go imiona, takie jak dziwacznie zapisany Wojciech, Maciej, Błażej, a także bardziej zrozumiałe, choć nietypowe dla tej okolicy: Walenty, Konstanty, Norbert i Fryderyk!

Ze zrozumiałych względów nie stać było profesora na podjęcie dodatkowych badań, związanych z tym tropem. Praca kończy się apelem o jego podjęcie, o kontynuację badań tak pomyślnie rozwiniętych. Zwraca też uwagę na ich doniosłość dla nauki śląskiej. Wiele kwestii czeka na rozstrzygnięcie: począwszy od prześledzenia historii wioski Chopin i połączenia w klarowną całość linii rodowej ojca Fryderyka Chopina, skończywszy na warstwie muzycznej Jego arcydzieł. Zdaniem profesora Reszpondka i piszącego te słowa, w muzyce Chopina tkwią nieprzebrane zasoby śląskiej muzyki ludowej, które czekają na odkrycie. Nie zapominajmy, że Konserwatorium Warszawskie tworzyli głównie muzycy ze Śląska, polonez to przecież taniec oparty na trojoku, a w Impromptu Nr 3 ciągle pobrzmiewają dźwięki mietlorza.

Ukochany nauczyciel i opiekun duchowy Fryderyka - Józef Elsner (z Nysy) zapisał: „Ilekroć wspominałem o nadodrzańskich łąkach i ręka moja nuty tam zasłyszane wydobywać z pianina poczęła, dusza Fryderyka przenosiła się jakby w te same strony i dziwnie oddalonym się wydawał”.

Jan Hahn

* Nazwę Szopienice osada przybrała w drugim, dziewiętnastowiecznym okresie rozwoju, przyjmując „nowocześniejszą” końcówkę, wzorowaną na pobliskich miejscowościach.