Marzenia do spełnienia

Posiedzenie Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Pierwszy z lewej Kazimierz Kutz, pierwszy z prawej Marek Plura
Posiedzenie Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Pierwszy z lewej Kazimierz Kutz, pierwszy z prawej Marek Plura

Rozmyślania o Górnym Śląsku

Rzadko się zdarza, by życie tak szybko, jak na zamówienie, spełniało życzenia i realizowało podsunięty mu scenariusz.

W poprzednim numerze wyraziłem życzenie, by w tym roku spełniły się marzenia regionalistów i śląska mowa ustawowo uznana została za język. Przedstawiłem też sylwetkę posła Marka Plury jako „jedynego sprawiedliwego”, na którego w tej sprawie jeszcze można liczyć. Gdy piszę te słowa, Prezydium Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej pozytywnie zaopiniowało przedstawiony przez posła Marka Plurę projekt właściwej ustawy. Po spełnieniu pewnych wymogów formalnych projekt zostanie poddany pod głosowanie Sejmu jako propozycja całego Klubu Platformy Obywatelskiej. Zważywszy na czas głosowania (przed wyborami) i liczbę głosów na Górnym Śląsku, o wynik można być spokojnym. I nic to, że postępowanie w tej sprawie szlachetnym i bezinteresownym nie jest i przypomina czasami metodę „kija i marchewki”. Liczy się efekt końcowy i jego reperkusje.

Pierwsze echa tego wydarzenia dotarły i do mnie. Znalazły się pieniądze w województwie na wydanie (przez Przymierze Śląskie) ślabikorza (elementarza śląskiego). Już teraz urzędnicy wspierają działania mające poparcie najbardziej znaczącej partii. Cóż to będzie, gdy obligowani będą do tego ustanowieniami Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej! Gwarantowane przez rząd środki, pozwolą na realizację (nie tylko na druk) tysięcy pomysłów i projektów pozwalających zahamować obumieranie śląskiej mowy, uporządkować ją, dotrzeć do jej przebogatych pokładów. I nie będzie to praca tylko dla językoznawców. Efektem tych działań będzie utwierdzenie się w naszej tożsamości, jej rozwój. Naprawdę trzeba być bardzo krótkowzrocznym, zaślepionym, czy wręcz ślepym, by nie dostrzec w tym korzyści dla Górnego Śląska. Chyba, że widzi się wszystko doskonale, tylko uważa się (i głośno nie mówi, bo to niepoprawne politycznie), że konkursy gwary, wice Masztalskich i beranie Bercika to wystarczające pole do popisu dla chcących wyrazić swą tożsamość Ślązaków. „Język śląski” to instrument, którym można wygrać i wyartykułować nastroje i tęsknoty zbyt odbiegające od tyle lat budowanego wizerunku pracowitego, lecz uległego i niezbyt rozgarniętego „mieszkańca krainy węgla i stali”.

Jan Hahn