Jeszcze o języku śląskim i jednym (?) sprawiedliwym

Rozmyślania o Górnym Śląsku

3 grudnia minął rok od wizyty w Sejmie RP przedstawicieli górnośląskich środowisk. Uświadomiła ona przedstawicielom parlamentu fakt istnienia na Górnym Śląsku sporej grupy naukowców, dziennikarzy i społeczników o poglądach ciut innych niż te oficjalne, reprezentujących poziom nawet jak na standardy stołeczne, bardzo wysoki.

Kunszt wypowiedzi i argumentacji, sposób prowadzenia dyskusji Alojzego Lyski, Jerzego Gorzelika, Michała Smolorza, nie wymieniając znanego już w Warszawie Kazimierza Kutza, wywarł wtedy mocne wrażenie. Gospodarze spotkania – posłowie z Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych otwarcie wyrażali zdziwienie, że tak – okazuje się, istotna dla regionu i umotywowana pod względem naukowym i społecznym sprawa jak uznanie mowy śląskiej za język regionalny, nie znalazła zainteresowania i wsparcia w tak licznej przecież grupie posłów z Górnego Śląska.

W końcu jednak znalazł się  parlamentarzysta, który sprawę tą wziął prawie w całości na siebie. Mimo, że porusza się na wózku inwalidzkim, zaangażowaniem, mobilnością i energią zawstydza innych posłów. Sam byłem na dwóch konferencjach i trzech zebraniach poświęconych mowie śląskiej, zwołanych przez niego. Daje z siebie wszystko, nie tylko w tej sprawie - na początku lutego, dla przykładu, przybył do Tarnowskich Gór, by spotkać się z osobami niepełnosprawnymi. Mowa tu o pośle Marku Plurze. Wśród prawie pięciuset osób, które zapomniały o swych powinnościach i ograniczają się do uczestnictwa w sejmowym kabarecie, (nie wspominając już o śląskich posłach, których skuteczność i dbałość o sprawy regionu wyśmiały już wszystkie gazety) wyrasta on na przysłowiowego, biblijnego, ostatniego sprawiedliwego. Być może przez niego sejmu mijającej kadencji nie potępimy  w czambuł.

Wracając zaś do języka śląskiego. Starania o przyznanie śląskiej mowie statusu języka regionalnego nie są wyrazem wybujałej ambicji, próbą sztucznego odróżnienia od języka polskiego. Są próbą ratowania języka ojców, zachowania tego, co jeszcze z niego zostało. Płynnie i pięknie po śląsku mówią nieliczni. Większość z nas posługuje się sztucznym śląskim, z polską składnią, porównaniami i określeniami zaczerpniętymi z kanonu lektur szkolnych i z telewizji. Do słów języka literackiego dodajemy w razie potrzeby śląskie końcówki. Używamy około 50 % mniej śląskich wyrazów niż nasi rodzice. Oni z kolei znali połowę słów, którymi posługiwali się dziadkowie. Prawie nie używamy już charakterystycznych porównań, powiedzonek, przysłów, wyliczanek – ausdrukow. W tradycyjnych śląskich domach dzieci mówią wyłącznie po polsku, także na podwórku. Tak rozpoczyna się agonia języka. Musimy ten proces powstrzymać, by nie być współsprawcami śmierci czegoś, co w największej mierze identyfikuje nas, jako Ślązaków. Musimy działać energicznie i szybko, niewielu bowiem pozostało takich, którzy mowy śląskiej używają nieskażonej. Wielkie zadanie kodyfikacji języka, opracowania jego zasobów gramatycznych i leksykalnych, publikacja podręczników, wydawnictw popularnych i literatury pięknej nie może się powieść bez uchwalenia stosownej ustawy przez Sejm zawierającej stosowne rozporządzenia i uruchamiającej stosowne fundusze. Tak jest z językiem kaszubskim, który przeżywa renesans. A przecież skala problemu jest całkowicie inna. Mówienie ustami zasłużonych skądinąd popularyzatorów śląskiej mowy, że stawianie kwestii języka regionalnego jest działaniem politycznym i niepotrzebnym, jest blokowaniem lub wręcz pozbawianiem mowy śląskiej koniecznej pomocy, zgodą na szybką marginalizację śląskiej gwary i powolny, acz nieuchronny jej zanik.

W nowym roku życzę sobie i wszystkim mniej lub bardziej przejętym żywotnymi sprawami Górnego Śląska, by ta i wiele innych spraw, znalazła pomyślne zakończenie, by szeregi zdeklarowanych i czynnych sympatyków naszej mniejszej Ojczyzny – rosły.

Jan Hahn

P.S. Szykuję atrakcyjną nagrodę dla tego Czytelnika, który najdokładniej przetłumaczy następujące teksty:
Z polskiego na śląski: Anna nie potrafiła pojąć tego, że jej mąż Henryk, człowiek przesadnie oszczędny, uległ takiemu wydrwigroszowi Alojzemu i przepuścił w jego knajpie całą wypłatę.
Ze śląskiego na polski: Jak Francik wykopowoł korzyń z kosztyfoła, w krzokach wesoło gwizdoł gyrlic, zaś jak szoł nazod, ujrzoł pod potym karafioł, kery sie prawie co rozbiył. Na brzimie, z asta na ast skokała pinkawa i chichrała sie z ufifranych, francikowych sztulpow.
PS.P.S. W każdym numerze podawać będę najnowsze informacje o przygotowaniach do Światowego Zjazdu Tarnogórzan. Jego termin został ustalony wstępnie na 11 września 2010 roku (sobota przed pochodem „gwarkowskim”). Odbędzie się on na terenie pałacu w Rybnej. Program zależeć będzie od Waszych propozycji oraz od finansowego wsparcia firm i osób prywatnych.