Satrapa z UB

- Bóg rządzi światem a ja powiatem – mawiał Bonifacy Pendziński, kierownik Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnowskich Górach. Z dokumentów ujawnionych przez historyków katowickiego IPN wynika, że rządził do czasu, aż ze stanowiska szefa powiatowego UB wyrzucili go zwierzchnicy z województwa

Bonifacy Pendziński był kierownikiem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego od 1 października 1952 do 17 listopada 1954 roku. Był nieźle wykształcony jak na standardy UB, bo ukończył przed II wojną światową Gimnazjum Handlowe a po wojnie zdał maturę. Do UB należał od 1945 roku. W Tarnowskich Górach najpierw od marca 1949 roku był zastępcą kierownika PUBP. W 1952 roku pozytywnie scharakteryzował działalność Bonifacego Pendzińskiego kierownik UB w Katowicach Stefan Jurkowski. „Potrafi kierować i należycie wychowywać...zna teren...chce bić wroga klasowego” – napisał szef wojewódzkiej bezpieki.

W czasie, gdy Bonifacy Pendziński był kierownikiem tarnogórskiego UB, pracowało w powiatowym urzędzie od 57 do 61 funkcjonariuszy. Na uzbrojeniu mieli 51 pistoletów, 6 pistoletów maszynowych, ręczny karabin maszynowy i 6 karabinów. – Praktycznie każdy funkcjonariusz był uzbrojony – zauważa Kornelia Banaś z katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

W latach 50. XX wieku pracownicy UB zajmowali się głównie kontrolą zakładów pracy. Komórka bezpieki znajdowała się w każdym zakładzie. Szczególnie sprawdzane były największe firmy: ZAMET w Strzybnicy, Śląskie Zakłady Przemysłowe i parowozownia ze stacją kolejową. Czasy szczytowego stalinizmu sprzyjały także poszukiwaniom wrogów klasowych. Na co przede wszystkim zwracali uwagę ubecy? Zwłaszcza na wypadki w pracy, które rozpatrywane były jako potencjalny sabotaż. Jesienią 1953 roku nawet Komitet Centralny PZPR apelował do Urzędu Bezpieczeństwa o pomoc w dostawach żywca od rolników. W związku z przymusowymi dostawami żywności aresztowani zostali w powiecie tarnogórskim 2 rolnicy, którzy wrogo wypowiadali się o spółdzielniach i obowiązkowych dostawach. Sprawa skierowana została do prokuratury.

Jednak na pracę Bonifacego Pendzińskiego rzucił cień anonim, jaki dotarł do władz UB w Warszawie. W niepodpisanym liście autor zarzucał szefowi tarnogórskiej bezpieki: kłusownictwo, wykorzystywanie służbowej broni oraz samochodów do nielegalnych polowań, tolerowanie pijaństwa wśród podwładnych. Wszczęte dochodzenie objęło także zastępcę kierownika tarnogórskiego PUBP Stanisława Romba, który w tym czasie został awansowany na szefa Urzędu Bezpieczeństwa w Lublińcu.

Bonifacy Pendziński bronił się, że zarzuty były nieprawdziwe, a autorami anonimu były wrogie elementy. Stanisław Romb przyznał się do jednorazowego wykorzystania służbowego samochodu Rejonowego Przedsiębiorstwa Robót Budowlanych do polowania w czasie wolnym. Poza tym jeździł na polowania na rowerze. Wyjaśnił, że odstrzelił zgodnie z zezwoleniem 2 dziki, 1 jelenia a nie 30 zwierząt, jak napisano w anonimie. Z kolei Pendziński tłumaczył, że nie zapłacił w rzeźni za zdjęcie skóry z upolowanej zwierzyny, bo robotnik nie żądał wynagrodzenia. Sprawę Bonifacego Pendzińskiego umorzono, a Stanisław Romb otrzymał naganę.

Anonim spowodował, że następne opinie o pracy szefa tarnogórskiego UB nie były już tak dobre. W 1953 roku zwierzchnicy dostrzegli u Pendzińskiego wygodnictwo, brak zdolności organizatorskich, niewłaściwą kontrolę pracowników, którzy przez kilka miesięcy realizowali ten sam plan pracy. Jako członek egzekutywy powiatowej PZPR jednocześnie szef UB nic nie robił sobie z Podstawowej Komórki Partyjnej. Uwagi krytyczne dotyczą też moralności. – Nie posiada cech dobrego wychowawcy. Lubi często wypić – napisali kontrolerzy w 1953 roku.

Mimo to Bonifacy Pendziński został w 1954 roku awansowany na kapitana i za osiągnięcia w walce z wrogami PRL otrzymał zegarek. W nagrodę delegowany został w 1954 roku do Warszawy na dwuletnie szkolenie, które miało wyeliminować braki teoretyczne w jego wiedzy. Zanim 17 listopada 1954 roku zwolniony został z tarnogórskiego UB specjalna komisja rozpoczęła w październiku kontrolę w sprawie moralnego prowadzenia się Bonifacego Pendzińskiego.

W wyniku dochodzenia wykryto, że za rządów Pendzińskiego w tarnogórskiej bezpiece doszło do zerwania współpracy z kontaktem poufnym, bo funkcjonariusz UB wdał się w romans z żoną tajnego informatora. Doszło też do dekonspiracji lokalu bezpieki, bo pijany umundurowany ubek leżał  na schodach obok tajnej siedziby. Poza tym ubowcy wykupywali towar z tanich jatek mięsnych, kradli tłuszcz z rzeźni.

Zdarzyło się, że kierowca UB pił wódkę z cywilem, którego przyszedł zatrzymać sierżant milicji. Kierowca wywiózł sierżanta i pijanego cywila do Bizji, gdzie wysadził milicjanta i odjechał z cywilem. Natomiast szef UB uwolnił aresztowanego z posterunku w Świerklańcu, wcześniej wysyłając sierżanta milicji do niezaistniałej awantury w gospodzie. W wyniku kontroli Bonifacego Pendzińskiego usunięto dyscyplinarnie z UB, zwolnieni zostali także 4 funkcjonariusze, kolejny dostał naganę. Do prokuratury trafił wniosek zarzucający kierowcy UB pobicie obywatela.

Zdaniem historyków z katowickiego IPN tak surowe kary wymierzone tarnogórskim ubekom w 1954 roku spowodowane były dostrzeżeniem przez władze słabości w działaniu Urzędu Bezpieczeństwa. Przyczyniła się do tego również ucieczka Józefa Światły na Zachód i jego demaskujące UB audycje nadawane przez Radio Wolna Europa.

Bedrys