Święto starsze niż "Dni Gwarków"

Kopalnia ołowiu koło Tarnowskich Gór, ok. 1870 r., diorama, akwarela i gwasz
Kopalnia ołowiu koło Tarnowskich Gór, ok. 1870 r., diorama, akwarela i gwasz

Jak pamiętamy pomysł zorganizowania imprezy historyczno-kulturalnej Dni Gwarków zrodził się w czasie pobytu Antoniego Gładysza na święcie Winobrania w Zielonej Górze. Gładysz zafascynowany zielonogórskim pochodem postanowił podobną imprezę zorganizować w Tarnowskich Górach – co udało się w 1957 roku. Dlaczego jednak inspiracji szukano tak daleko, skoro Tarnowskie Góry miały własną tradycje, górniczą i to starszą niż zielonogórska?

16 lipca 1784 r. w szybie Rudolfine, na terenie dzisiejszego parku Kunst w Bobrownikach Śląskich dokonano pierwszego odkrycia, jak napisał Friedrich Wilhelm Reden pięknego i wspaniałego ołowiu. Ówczesny proboszcz tarnogórskiej parafii ewangelickiej Johann Wilhelm Pohle wygłosił z tej okazji poruszającą mowę podczas nabożeństwa dziękczynnego. Nabożeństwo wywarło tak wielkie wrażenie na załodze kopalni i parafianach, że uchwalono corocznie je powtarzać w obydwu kościołach (ewangelickim i katolickim). Święto obchodzono najpierw 16 lipca, a później przesunięto je na pierwszą niedzielę po 16 lipca.

Uroczystości zaczynały się  nocnym przemarszem przy pochodniach i muzyce. Następnego dnia o świcie, górnicy, hutnicy i urzędnicy zbierali się u początku ulicy Krakowskiej i ruszali pochodem na Rynek przed Urząd Górniczy (tam gdzie dziś wznosi się Ratusz), gdzie odbierali sztandary. Następnie udawali się na nabożeństwa: wpierw do znajdującego się po przeciwnej stronie Rynku kościoła ewangelickiego potem do katolickiego kościoła Piotra i Pawła. W kościele ewangelickim kazania wygłaszano na zmianę: dwa lata z rzędu po niemiecku, trzeciego roku po polsku, a w kościele katolickim były dwa kazania: pierwsze po niemiecku drugie po polsku.

Po nabożeństwie wracano przed Urząd Górniczy, oddawano chorągwie i pochód ruszał do wylotu ulicy Krakowskiej, gdzie się rozwiązywał. Na koniec urzędnicy udawali się na  obiad i zabawę do Urzędu Górniczego.

Jedno z najwspanialszych świąt odbyło się w lipcu 1884 r. z okazji obchodów stulecia istnienia państwowej kopalni Fryderyk. Zjawili się wówczas ze swoimi chorągwiami delegacje ze wszystkich regionów przemysłowych Niemiec: z Zagłębia Ruhry i Saary, nawet z Lotaryngii, a tłumy zachwyconych mieszkańców oklaskiwały wówczas niekończący się przemarsz (ulicą Krakowską do Rynku) górników i hutników.

W przeciwieństwie do dzisiejszych Gwarków w święcie brali udział tylko prawdziwi pracownicy kopalń i hut. Gdy na początku XX wieku górnictwo i hutnictwo prawie całkowicie zamarło – nie miał  go kto świętować. Ponadto nieliczne zachowane przekazy świadczą, że święto było także powodem konfliktów. Zdominowany przez protestantów Urząd faworyzował parafię ewangelicką, co było negatywnie postrzegane przez katolicką większość robotników. Zapewne święto miało również patriotyczny (tzn. proniemiecki) charakter – były to ważne powody do zatracenia po 1922 roku pamięci o tej tarnogórskie tradycji.

Tak więc w 1957 roku powstała „nowa tradycja” oparta o nie związane z Tarnowskimi Górami wzorce: Święto Winobrania z Zielonej Góry i co jest przemilczane, ale widoczne - Święto 1 Maja. Do dziś utrzymał się przemarsz przed dygnitarzami... czy VIP-ami - jak dziś ich się z angielska zwie, zlikwidowano tylko trybunę. Data – początek września – to właśnie czas zbioru winogron. Trudno dziś powiedzieć – dlaczego nie sięgnięto w 1957 roku do autentycznej tradycji tarnogórskiej? Czy z powodu niewiedzy? Czy niechęci do „niemieckiego” święta?... ale przecież zielonogórskie święto było tym bardziej „niemieckim”.

Dzisiaj, w XXI wieku, gdy dawne konflikty są już tylko historią, warto by sięgnąć po przynajmniej niektóre elementy autentycznej tarnogórskiej tradycji.

Marek Wojcik
Informacje o dawnym tarnogórskim
święcie  zaczerpnięto z: Fedor Bojanowski:
Kościół Zbawiciela.  Dzieje Parafii Ewangelickiej
w Tarnowskich Górach, s. 30 i 31
Jan Nowak: Kronika miasta i powiatu
Tarnowskie Góry, s.111 Paul Klose,
Ulica Krakowska w „Entenring” nr 1, s.83