Mniej planów, więcej improwizacji

Rozmyślania o Górnym Śląsku

Stosunek do armii, do wojska, zdecydowanie jest lepszy teraz, niż w czasach, gdy była ona ludowa, niemniej powiedzenie komuś, że hołduje wojskowym zwyczajom, może być poczytane za komplement z gatunku wątpliwych. Tymczasem jesteśmy świadkami ofensywy militarnej terminologii: nasi przywódcy w Brukseli nie prowadzą rozważnej polityki – zwierają szeregi, zawierają sojusze, atakują i - osiągają wytyczone cele, lub wracają na tarczy.

Jeden z polityków gotów był umrzeć za francuskie miasto, poczym haniebnie poległ w samolocie Lufthansy. Gdzie nie spojrzeć, otaczają nas batalie, kampanie i ofensywy. Nic dziwnego, że czujemy się coraz częściej jak w okopach, na linii frontu, w dodatku na straconych pozycjach.

Tryumfy nad Wisłą święci dziś strategia. Dziwić to może w kraju, w którym jedyne sukcesy militarne były dziełem husarskiej, ułańskiej fantazji, czy też desperacji. Gdzie strategia powinna kojarzyć się z osławionymi planami pięcioletnimi i złowieszczymi, choć chwała Bogu i historii, niespełnionymi zamiarami „czerwonych” zmasowanego ataku na „niebieskich” i opanowania Europy. Gdzie ofensywa stonek kartoflanych miażdżyła kampanie ziemniaczane, a widmo sznurka do snopowiązałek rozkładało starannie zaplanowaną kampanię żniwną.

Nic to. Każde miasteczko, najmniejsza gmina musi mieć swoją strategię! Pal licho, gdy jest to ogólna strategia rozwoju – potrzebna przy wnioskach o dotacje z UE. Tworzy się jednak z rozpędu strategie ochrony środowiska, rozwiązywania problemów alkoholowych, gospodarki odpadami. Powiat Tarnogórski opracował nawet obszerną strategię energoelektryczną. Obawiam się, że powoli sens i pożytek tych opracowań zbliża się do znaczenia, skuteczności i powodzenia „wytycznych” z przeszłości. Bliższy obserwator zabiegów nad tworzeniem strategii wie, że polegają one na wypełnianiu gotowych już szablonów i w zależności od wiodącej firmy, siedmiotysięczne miasteczko „x” może mieć identyczną strategię ze stutysięcznym miastem „y”.

Często dobrze napisana strategia staje się legitymizacją, alibi dla źle działającego zespołu osób (zawiedli kooperanci). Gorzej opracowana strategia może być czynnikiem hamującym rozwój (strategia tego nie uwzględniała). W działalności kulturalnej i promocyjnej (o której chcę pisać), lecz przecież nie tylko – liczą się przede wszystkim kreatywność i inwencja osób kierujących tą działalnością. Sławetna kampania promocyjna Województwa Śląskiego przygotowana przez firmę z Krakowa („Pozytywna energia”, „Cieszyn się bardzo” i.t.p.) może, by i miała szanse na sukces, gdyby prowadzili ją inni ludzie. Zarząd Sejmiku Województwa w tym składzie i w takiej egzotycznej partyjnej konfiguracji na sukces nie daje żadnej gwarancji. Żeby wypromować, wyraźnie zwiększyć znaczenie regionu, muszą na jego czele stanąć ludzie z wizją, z poczuciem posłannictwa, którzy do swojej wizji potrafią przekonać resztę. Takim człowiekiem (jak niedawno wskazał Michał Smolorz) był  Franz Josef Strauss, który z zapyziałej, rolniczej prowincji uczynił Bawarię najbogatszym i najnowocześniejszym landem. Takie predyspozycje (choć nieporównywalnie mniejsze możliwości) miał Jerzy Ziętek. Oni strategii nie potrzebowali. Tworzyli ją czynem i faktem.

Kurczowe trzymanie się planów i strategii niszczy kreatywność i samodzielność myślenia. Nagradzanie osób wzorowo przestrzegających przepisów i piszących wspaniałe sprawozdania i plany pracy może prowadzić na manowce marazmu, zastoju i przeciętniactwa. Niedostrzeganie ciekawych indywidualności twórczych, pomysłów, trendów jest marnowaniem szans i potencjału. Niedostosowanie się do otaczających nas przemian i wydarzeń, nienadążanie za najlepszymi, to przyczyna i początek nieuchronnego regresu. Podam kilka przykładów takich reakcji na puls życia odnoszących się do naszego miasta. I tak: w ostatnich miesiącach, pobudzane przez telewizję, niezmiernie wzrosło zainteresowanie tańcem. W Tarnowskich Górach parę dni temu w szkole na Przyjaźni odbył się I Ogólnopolski Turniej Tańca Towarzyskiego o Puchar Burmistrza Tarnowskich Gór zorganizowany przez Szkołę Tańca „Mistral”, nasze zespoły taneczne zarówno folklorystyczne, jak i tańca nowoczesnego od lat mają renomę lepszych w regionie. Aż się prosi, by (nie zaglądając do strategii) skonsolidować siły powiatowo-gminne i stworzyć silny ośrodek tańca, z prestiżowym ogólnopolskim (później międzynarodowym) turniejem. Tak jak stało się to z tańcem klasycznym w Bytomiu. Aspiracje tarnogórskiego środowiska plastycznego także wydają się być niespełnione, choć są wysokie i słuszne. Profesor Werner Lubos wytycza niejako ścieżkę zapraszając do naszego miasta profesorów Akademii Sztuk Pięknych z Wrocławia, Katowic i Krakowa wraz ze studentami i ich dziełami. Wernisaże, połączone z występami artystycznymi w Galerii „Pod-Nad” są, najekskluzywniejszymi wizytówkami Tarnowskich Gór. Ostatnie występy Barbary Lubos-Święs z akompaniamentem Adama Snopka, Mateusza Adamczyka z rewelacyjnym kolegą akordeonistą polukrowane kołoczem, dobrym winem i owocami południowymi podawanymi na zakończenie zrobiły na gościach spore wrażenie i wyrobiły wyśmienitą markę. Nie byłoby wielkim problemem rozwinąć te kontakty i zorganizować stały, międzynarodowy (artyści z miast i powiatów partnerskich) plener malarski, owocujący wzbogacaną co rok galerią. Miasto, jak mało które, słynie ze swych mieszkańców, którzy jak mogą zaświadczają o łączących ich z nim więzach. Dlaczego jeszcze nie zorganizowaliśmy Zjazdu Tarnogórzan?

Sukcesy Justyny Kowalczyk wywołały wzrost zainteresowania biegami narciarskimi. Zorganizowany przed jeszcze jej medalami i Pucharem Świata  II Bieg Narciarski „Nad doliną Dramy” o Puchar Burmistrza Miasta zgromadził wiele osób z dalszych miejscowości, zachwyconych urokiem i różnorodnością trasy. To kolejny impuls ku temu, by Tarnowskie Góry stały się znaczącym centrum biegów przełajowych i na orientację (latem) i narciarskich.

Pozostając przy naturze i ruchu. Podkreślamy w publikacjach i wydawnictwach urodę naszych lasów. Pół Górnego Śląska wykorzystuje tę urodę odejmując  jej tzw. „runo leśne” nie dziękując ani nie przepraszając za ten uszczerbek. Uczyńmy to piękno bardziej głośnym, a jego wdzięki niech się staną przedmiotem zabiegów – zorganizujmy Mistrzostwa Polski w zbieraniu grzybów (Bogatynia potrafiła zorganizować kilka lat temu Mistrzostwa Europy).

Pomysłów takich można zgłosić wiele. Wszystkie wymagają wkładu finansowego i zaangażowania osób o kwalifikacjach i zdolnościach nieprzeciętnych. Niezbędna dla ich realizacji jest przychylna atmosfera dla takich poczynań władz miasta, czy powiatu. Ich sukces obarczony jest pewną dozą niepewności, samo jednak podjęcie się takich zadań świadczyć będzie wszem i wobec o atmosferze panującej w mieście (powiecie) przychylnej dla działań niebanalnych, wykraczających poza schematy. A co byśmy nie powiedzieli, to strategie są swego rodzaju schematami. Odłóżmy więc na moment strategie i plany i wsłuchajmy się w puls miasta (powiatu). Czy nie wyrasta nam nowy, obiecujący pisarz (poeta, instrumentalista, zespół, malarz – można dopisać), czy ktoś (prywatnie, środowisko, organizacja pozarządowa) nie zgłosił jakiegoś ciekawego postulatu, nie wyraził chęci realizacji jakiegoś projektu? Na lekceważące traktowanie proroków we własnym mieście (kraju, powiecie) mamy zgodnie z biblijną tradycją przyzwolenie, nie wolno jednak marnować miejscowych talentów, gdyż to przebaczone nie zostanie.

Jan Hahn

 

Okładka Montes nr 37

Okładka Montes nr 37