Śląska godka

Rozmyślania o Górnym Śląsku

Spoglądając na tytuł, którym zbiorczo opatrzono moje refleksje, chciałoby się powiedzieć: dość rozmyślań, brać się do roboty! Czas (jak już w poprzednim „Montesie” podkreśliłem) nastał dla Górnego Śląska sprzyjający. Nie można go zmarnować, bo lepszej okazji może nam już nie dać.

Najżywotniejsze dla nas sprawy zostały odpowiednio uwypuklone, zdołały przyciągnąć uwagę najwyższych i ważnych czynników. Trzeba teraz przejść do czynów. Należy udowodnić, że potrafimy tworzyć zręby naszej tożsamości, nie tylko o niej dyskutować. Że umiemy szybko i sprawnie uporać się z problemami, wydawałoby się nierozwiązywalnymi.

Dotykam tu sprawy śląskiego języka, głównego, wydaje się, wyznacznika naszej odrębności. Ludzie czynu, nie bacząc na nieprzychylne w większości opinie „autorytetów językowych”, dotyczących projektu kodyfikacji języka śląskiego, nie zrażając się pomijaniem tej sprawy w ustawie o mniejszościach i językach etnicznych, dokonali tego, że 18 lipca 2007 roku Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych wpisała język śląski do rejestru języków świata, a Międzynarodowa Organizacja Językowa nadała mu symbol ISO. Otrzymała bowiem w dużej ilości niezbite dowody, że mowa taka żyje i się rozwija. A o tym, czy nazwać ją językiem, decydują wyłącznie nią się posługujący. Wiem o tym dobrze ja sam, jako, że wyuczyłem się jednego języka (serbskochorwackiego), a teraz automatycznie znam trzy (serbski, chorwacki i od 1998 r. bośniacki) prawie wcale nie różniące się od siebie, istniejące teraz jednak oddzielnie z przemożnej woli ich użytkowników. Argument przeto przeciwników uznania szlonskiej godki za język, że jest zbyt podobna do polskiego, by nadawać jej taki status, wydaje się w tym i w wielu innych, kontekście bałamutny i wypływający z pobudek pozalingwistycznych. Drugi koronny kontrargument: śląski „nie nadaje się” na teksty naukowe i poważną literaturę, po śląsku można opowiadać jedynie kawały lub klechdy.

To fakt, że większość ukazujących się śląskich tekstów jest słabych i cudacznie napisanych, gdzie literacki polski miesza się ze śląskim jak w tytule piosenki „Podej mi terozki swą dłoń”. Pojawiają się jednak rzeczy takie jak autorstwa Paździora, które Kazimierz Kutz określił jako arcydzieło. W przeciwieństwie bowiem do krytyków i utyskiwaczy zdaję sobie sprawę z tego, że tworzywo – język śląski, jest jeszcze jak gips w proszku – czeka na użycie. Czy będzie się nim zapełniało dziury i pękniecia, lepiło koszmarne figurki, czy rzeźbiło posągi – zależeć będzie od użytkowników. Pierwsze wiersze w języku macedońskim, rozprawy filozoficzne w fińskim były źródłem kpin i docinków i wywoływały uśmieszki wyższości (głównie oczywiście u Bułgarów i Szwedów). Jeśli się chce opublikować rezultaty pracy naukowej, pisać można po angielsku, lub polsku. W jakim jednakże innym niż śląski języku przekazać może Ślązak swój najbardziej osobisty stosunek do ziemi, na której mieszka? Gerhard Hauptmann otrzymał Nobla za „Tkaczy” napisanych w dialekcie dolnośląskim. Z pewnością przeczytamy jeszcze wiele pięknych powieści o Górnym Śląsku, pisanych piękną polszczyzną, prawdziwa wszakże saga o Śląsku i Ślązakach powstać musi w języku śląskim.

Na razie trwa dyskusja nad sposobem zapisywania śląskiej godki. Sposobów jest kilka. Różnie też te zapisy są przyswajane. Do niektórych trudno przywyknąć. Wydawane są słowniki, wikipedia w mowie śląskiej, choć działa kilka dni, przegania w ilości haseł Kaszubów, którzy tworzą ją już kilka lat. Ten potężniejący z dnia na dzień zapał, ta powiększająca się rzesza ludzi piszących po śląsku i tworzących już jego podstawy, oczekuje tylko jednego: jak napisał jeden z internautów: teraz ino kodyfikacjo i bydzie z gorki!

Pierwszą próbą znormalizowania zasad użycia śląskiej mowy, będzie spotkanie 30 czerwca w Teatrze Wyspiańskiego w Katowicach poświęcone językowi śląskiemu. Poprowadzi je wicemarszałek Senatu (weźmie je także pod swój patronat) - niestrudzona Krystyna Bochenek. Imprezie patronuje też – uwaga!: Rada Języka Polskiego.

Udział zapowiedzieli już językoznawcy i znawcy tematu, politycy i samorządowcy. Z uwagi na ich rangę, zanosi się na konferencję o dużym, wręcz przełomowym znaczeniu.

Jan Hah