Ilu nas jest?

Rozmyślania o Górnym Śląsku

W niezmiernie ostatnio ożywionych i postawionych na wysokim już szczeblu dyskusjach nad sprawami śląskimi, padają liczby, mające przekonać wszystkich do zwiększonej samorządności (autonomii) regionu i zaklasyfikowania śląskiej godki do rangi języka.

60 tysięcy osób podało w ostatnim spisie powszechnym, że głównym, pierwszym językiem, jakim posługują się w domu – jest śląski. Ponad 173 tysiące zalicza siebie do narodowości śląskiej. Liczby te może i same w sobie są imponujące (w porównaniu z innymi mniejszościami w Polsce), jednak wobec ilości mieszkańców regionu czy województwa, stanowią znikomy procent. Dziwi i irytuje mnie fakt, że tym wątpliwym argumentem posługują się członkowie Ruchu Autonomii Śląska i najwięksi zwolennicy autonomii i języka śląskiego. Dają oni bowiem do ręki wszelkiej maści przeciwnikom śląskości kontrargumenty, z których taki oto: „skoro z was taki margines, to siedźcie cicho”, byłby najłagodniejszy. Ponadto sami umniejszamy naszą siłę i liczebność, w fałszywym świetle ukazując realia demograficzne i socjologiczne na Górnym Śląsku. Przystępując bowiem do decydującej już rundy rozmów o statusie mowy śląskiej i prac kodyfikacyjnych, warto znać w przybliżeniu liczbę Ślązaków zamieszkujących Polskę i świat, i mową śląską się posługujących. Do tych 173 tysięcy i 50 tysięcy już nie sięgać. Liczby te zasygnalizowały tylko problem. My zaś powinniśmy ten problem właściwie określić, sformułować i przedstawić odpowiednim osobom, a przede wszystkim reszcie Polski. Krótko mówiąc: musimy wiedzieć (z najmniejszym, jak to tylko jest możliwe, błędem statystycznym) ilu nas jest i wiela poradzi godać.

Nie wiem, czy w przeddzień prac w sejmie nad poprawkami do ustawy o mniejszościach i językach regionalnych nie potraktować tego problemu priorytetowo. Najrozsądniej, co prawda, byłoby poczekać na kolejny spis powszechny i odpowiednio wcześniej zadbać, by rachmistrzowie byli do swej pracy należycie przygotowani. Nie marnujmy jednak czasu i wyjątkowo sprzyjającej atmosfery wokół spraw śląskich. Zanim odpowiednie instytuty i ośrodki wezmą się fachowo do roboty (otrzymają konkretne zlecenie), spróbuję sam (napoczynając, mam nadzieję, dyskusję) spojrzeć kalkulacyjnie na to zagadnienie. Odpowiedzmy najpierw na pytanie, dlaczego nie brać pod uwagę wyników spisu powszechnego. Po pierwsze – zostały one zaniżone przynajmniej dziesięciokrotnie poprzez zakaz wpisywania narodowości śląskiej, wydany przez miejskich organizatorów spisu. Jako rachmistrz stosowałem się do wytycznych z Warszawy dopuszczających wpisywanie narodowości śląskiej. Większość rachmistrzów wykonywała jednak polecenia płatnika (urzędu), w rezultacie dochodziło do sytuacji takich, że na przykład w Sowicach, połowa ulicy określiła swoją narodowość jako śląską (poinstruowani przeze mnie, że mogą to uczynić), druga połowa - polską (inny rachmistrz). W sumie wyszło na to, że Świerklany pod Rybnikiem zamieszkuje 90 % Ślązaków, w Piekarach Śląskich, w Tarnowskich Górach i niektórych dzielnicach większych miast – 20%. Z danych wynikało też, że w Radzionkowie Ślązacy stanowią mniej niż 10% populacji! Trzeba pamiętać także, że wyniki dotyczyły Województwa Śląskiego – składającego się tylko w 48% z ziem śląskich. Większość – to Małopolska!

Nie możemy opierać się na zafałszowanym spisie, powoływać się na liczby przystające nijak do rzeczywistości. Póki co przyjmijmy kalkulacje naukowców, prowadzących różnego rodzaju badania socjolingwistyczne. Twierdzą oni, że Ślązaków (także Polaków-Ślązaków i Niemców-Ślązaków) w granicach historycznego Górnego Śląska jest około 20-30%. Na terenach nie obejmujących obszarów, na których Ślązacy praktycznie już nie mieszkają (wiele powiatów zachodnich tzw. Opolszczyzny, spora część tzw. Podbeskidzia) Ślązacy nieznacznie przekraczają 40%.

Kazimierz Kutz policzył, że po II wojnie światowej (nie licząc akcji wysiedleń) Górny Śląsk opuściło około 1,5 miliona osób. Ilu z nich żyje i jaki procent potomstwa przyznaje się do śląskości – trudno dociec. Można jednak ostatnio zaobserwować wzmożoną aktywność na rzecz Śląska młodych ludzi mieszkających w Niemczech. Najwyraźniej widać to w Internecie, ale i we władzach nowych stowarzyszeń zajmujących się ochroną i wspieraniem śląskiej mowy są ludzie z dwoma paszportami. Skoro jesteśmy przy mowie. Liczba osób używająca śląskiej mowy zbliżona jest do liczby osób czujących się Ślązakami. Nigdy jednak jej nie przewyższy. O ile bowiem ktoś może czuć się Ślązakiem, a godać niy poradzi (Kilar, Urbanowicz), to sytuacja odwrotna jest jedynie hipotetyczna. W każdym bądź razie są to liczby milionowe, jakkolwiek by nie liczyć. Są nas miliony! Miliony, które powoli tracą cierpliwość. Jak długo można dawać nie otrzymując nic w zamian? Miliony, które zaczynają upominać się o swoje.

Jan Hahn