Zasługi Hrabiego Fryderyka Von Redena dla rozwoju Górnego Śląska i Ziemi Tarnogórskiej

Obelisk Redena  w Tarnowskich Górach
Obelisk Redena w Tarnowskich Górach

C Z Ę Ś Ć   I I I

Na początku lat 80-tych XVIII w. staje Reden przed trudnym zadaniem reaktywowania górnictwa rudnego w okręgu tarnogórskim. Podejmowane wcześniej przez gwarków próby ożywienia tamtejszego górnictwa zakończyły się niepowodzeniem, gdyż nie dysponowali oni odpowiednimi kapitałami, niezbędnymi do ponownego uruchomienia kopalni. Fryderyk Reden przekonał natomiast króla, że obowiązek odbudowy górnictwa powinno wziąć na sobie państwo.

Kopalnia miała jednak powstać na terenie bytomskiego państwa stanowego, którego właściciele twierdzili, że posiadają wyłączne prawo do eksploatacji kopalin na tym obszarze. Po trwających dwa lata trudnych negocjacjach, osiągnięto porozumienie, dotyczące tych spornych kwestii.

Ród Donnersmarcków nie uzyskał wprawdzie regale górniczego, lecz w zamian otrzymał zwolnienie z dziesięciny, płaconej na rzecz skarbu państwa. Przyznano mu również prawo pierwszeństwa przy zakładaniu nowych kopalń na terenie rodowych posiadłości ziemskich. Prace górnicze w rejonie Bobrownik rozpoczęto w październiku 1783r., a przy drążeniu szybów pracowało 72 górników /w tym 42-Niemców i 30-Polaków/.

W dniu 16 lipca na głębokości 18m w szybie Rudolfina znaleziono pokład rudy ołowiu i srebra. Dwa dni później podobnego odkrycia dokonano w szybie Łyszczonka, oraz w szybie Opala. W dniu tym do kopalni przyjechał Reden i gdy sztygar wyniósł w niecce urobek i pokazał go Redenowi, ten wzruszony z płaczem upadł na kolana i dziękował za to Bogu. W 1784r. nowej państwowej kopalni srebra i ołowiu nadano nazwę „Fryderyk”.

Następne szyby zgłębiono w rejonie : Bobrownik, Suchej Góry oraz pod Sowicami i Stolarzowicami. Kopalnia zatrudniała około 200 robotników i wydobywała średnio 3 tys. rudy rocznie. Koszty uruchomienia zakładu (głębienie szybów, drążenie chodników, zarobki załogi, narzędzia i materiały) wyniosły 120 tys.talarów. Górnicy pracujący w kopalni „Fryderyk”, bardzo szybko zetknęli się z nadmiarem wody, napływającej do chodników kopalni. Aby ją usunąć, sięgnięto do starego i wielokrotnie już wypróbowanego sposobu, montując na szybie Kunst w 1785r. kunszt wodny. Było to urządzenie, składające się z kieratu konnego, poruszającego dwie pompy odwadniające, zainstalowane w szybie kopalnianym. Ponieważ nie mogły one sobie poradzić z nadmiarem wody, wkrótce na kopalni zamontowane zostały dwa dodatkowe kunszty wodne.

Aby mogły one sprawnie pracować kopalnia musiała utrzymywać jednak 120 koni, co kosztowało 14 tys. talarów rocznie.  Na tamte czasy była to suma dość znaczna, a odwadnianie kopalni tymi urządzeniami okazało się dość drogie i mało efektywne. Aby zaradzić tej niekorzystej sytuacji w 1785r. hr. F. Reden polecił budowę sztolni odwadniającej „Pomagaj Bóg”. Uważano wtedy, że jest to najlepszy, najskuteczniejszy i najtańszy sposób osuszenia kopalni.

O roli sztolni w górnictwie niech świadczy zdanie, pochodzące ze starego XVIII - wiecznego dokumentu, dotyczącego górnictwa : „Lepszej drogi nie masz ku ratunku rzeczy górnej i osuszenia tych gwałtownych wód, tylko przywiedzenie sztoły ziemnej, którą by podeszłe a spuszczone wody być mogły”.

Sztolnia miała 2,6m wysokości i 1m szerokości, była drążona ręcznie przy pomocy kilofów, pyrlików i żelazek. Pokruszoną skałę przenoszono nieckami lub taczkami, natomiast na powierzchnię wyciągano ją przy pomocy kołowrotów ręcznych, ustawionych nad szybami, przylegającymi do sztolni. W skałach twardych nie stosowano obudowy, natomiast część wyrobisk, przechodzących przez słabsze skały, obmurowywano.

Budowa przy której pracowało 62 górników, okazała się skomplikowanym i drogim przedsięwzięciem, które nie spełniło początkowo pokładanych w nim nadziei. W 1789r., gdy koszty drążenia sztolni doszły do 200 talarów za 1m bieżący wyrobiska, zaczęto się zastanawiać nad wstrzymaniem dalszych prac.

Jednak budowę postanowiono kontynuować dalej i w 1806r. zadanie ostatecznie ukończono. Sztolnia miała wtedy 9 km długości, z czego 900m było obmurowane. Kosztowała wprawdzie 240 tys.talarów, ale odprowadzała tyle wody, że można było wtedy zrezygnować z pracy maszyn parowych, zamontowanych na kopalni w późniejszym okresie. Wcześniej, bo w 1786r., w Strzybnicy rozpoczęto budowę huty srebra i ołowiu „Fryderyk”. Przerabiano w niej rudę bezpośrednio w piecach szybowych, potem utleniano otrzymany ołów w celu uzyskania srebra, a następnie glejtę redukowano ponownie do ołowiu.

Huta otrzymała 2 piece szybowe, 1 piec rafinacyjny i 1 piec od odsrebrzania. Urządzenia huty napędzane były kołami wodnymi, a dostarczana z kopalni ruda wzbogacana była w systemie płuczek. Początkowo wytapiano w niej 290t ołowiu, 200t glejty i 300kg srebra rocznie. Gdy ją rozbudowano o 1 piec szybowy i 2 piece rafinacyjne, produkcja uległa zwiększeniu do 490t ołowiu, 420t glejty i 450kg srebra.

Za zasługi przy budowie huty i kopalni król pruski Fryderyk Wilhelm II nadaje Redenowi w 1786r. tytuł hrabiowski i stanowisko wyższego radcy finansowego.

Zamontowane na kopalni odwadniarki i budowana sztolnia nie potrafiły jednak poradzić sobie z nadmiarem wody napływającej do kopalni. Dlatego też F. Reden postanowił zerwać z wielowiekową tradycją górniczą związaną z dotychczas stosowanymi sposobami odwadniania kopalni przy pomocy odwadniarek konnych lub sztolni. Jego zamiarem stało się zamontowanie w Tarnowskich Górach najnowocześniejszego wtedy urządzenia, jakim była maszyna parowa, poruszająca pompy odwadniające. W tym celu udał się w 1787r. do Anglii, gdzie w zakładach Penydarran (płd. Walia), należących do słynnego konstruktora Hompfraya, zakupił 32 calową maszynę systemu Newcomena.

Załadowano ją w porcie Cardiff na statek i przewieziono drogą morską do Szczecina. Tam przeładowano ją na barki, którymi przetransportowano Odrą do Koźla, skąd furmankami dotarła do kopalni „Fryderyk”.

Ważące 31 ton urządzenie zamontowano, pod nadzorem jego twórcy, w specjalnie w tym celu wzniesionym budynku.

19 stycznia 1788r. pierwsza na ziemiach polskich maszyna parowa rozpoczęła pracę w szybie Kunst kop. „Fryderyk”. Maszyna ogniowa, bo tak ją wtedy nazywano, składała się z kotła parowego, wykonanego z kutych blach miedzianych, połączonych nitami. Para, wytwarzana w kotle, kierowana była do ustawionego pionowo, otwartego od góry cylindra o średnicy 80cm i wysokości 2m. W jego wnętrzu znajdował się tłok, połączony poprzez tłoczysko i łańcuchy z poziomą belką (wahaczem), przenoszącym ruch tłoka na przyłączone z drugiej strony żerdzie, poruszające pompy.

Ogromny ciężar żerdzi ciągnął tłok maszyny w górę, a w ślad za tłokiem do cylindra wpływała para. Gdy znalazł się on w górnym położeniu dopływ pary zamykano, a do cylindra wtryskiwano zimną wodę. Ochłodzona para ulegała skropleniu wytwarzając w cylindrze próżnię. Wtedy do pracy przystępowało ciśnienie atmosferyczne, które z ogromną siłą spychało tłok w dół. Ruch tłoka był przenoszony na wahacz który ciągnął tłoki pomp w górę. W ciągu minuty urządzenie wykonywało 15 takich skoków, wypompowując 1,5m3 wody z głębokości 50m.

Maszyna kosztowała 15 tys talarów, co stanowiło wtedy sumę większą niż całoroczny zarobek wszystkich pracowników kopalni. Jednak wydatki ponoszone na jej utrzymanie (3,7 tys.talarów rocznie) były i tak trzykrotnie niższe, niż pieniądze przeznaczone do tej pory na funkcjonowanie odwadniarek konnych.

Zainteresowanie tym najnowszym cudem techniki było ogromne. Wielu ciekawskich, wśród nich także wybitne osobistości, przybywało do Tarnowskich Gór, aby podziwiać pracę maszyny ogniowej. Niektórzy z nich swoje wrażenia zawarli we wpisach do złotej księgi miasta. Jednym z pierwszych był słynny niemiecki poeta J. W. Goethe, który pełen podziwu wpisał do księgi wiersz, sławiący rzetelność i pracowitość tarnogórskich gwarków. Inny podróżnik Karol Lamprecht, który oniemiał na widok maszyny parowej, dokonał takiego wpisu: „Niżej podpisanemu przypomniało się na widok maszyny miejsce z Szekspira, gdzie mówi, że są rzeczy na ziemi i niebie, o którym się filozofom nie śniło”. Kilka lat później poeta J. U. Niemcewicz, zanotował w swoim dzienniku, że widział machinę zastępującą siłę dwustu koni. „Wylewa ona 400 wiader wody na minutę, tak olbrzymimi potokami leci woda z gór tarnowskich w szyby nie mające nawet 25 sążni głębokości”.

Dzięki pracy maszyny parowej osuszono podziemia kopalniane i przystąpiono do eksploatacji bogatych pokładów rudy ołowiu i srebra, niedostępnych do tej pory. Sama maszyna służyła górnikom jeszcze przez wiele lat. Wyciągała wodę z szybów Abracham i Pachały, a w 1801r przeniesiono ją na szyb Fryderyk sztolni Pomagaj Bóg. W 1834r. sprzedano ją do kopalni węgla „Król” w Chorzowie, skąd po kilku latach trafiła do kopalni „Fanny”. Z niej to, najnowocześniejsze kiedyś w górnictwie urządzenie, trafiło w 1857r. na złom i zostało przetopione, a uzyskany metal posłużył do budowy innych maszyn górniczych.

W latach 1790-1808 na kop. „Fryderyk” zamontowano jeszcze 7 maszyn parowych o średnicy cylindrów wynoszącej : 20, 24, 40, 48, 60 cali. Elementy do niektórych z nich zostały wykonane w hutach „Ozimek” i „Gliwice”, przez znanego konstruktora Holtzhausena. I tak od budowy elementów maszyn parowych zaczęła się historia przemysłu maszynowego na Górnym Śląsku.

Adam Frużyński
Ciąg dalszy nastąpi