Pamięć

Spotkanie po latach
Spotkanie po latach

Rozmyślania o Górnym Śląsku

Mój osobisty ośrodek pamięci otrzymał w ostatnich dniach dwa przykłady  jej funkcjonowania w dwóch różnych krajach. Dotyczą one II Wojny Światowej. Pierwszy dostarczyła mi Gabriela Horzela – Szubińska.

W kolorowym, angielskim czasopiśmie poświęconym lotnictwu, znajduje się historia nietypowego pomnika. Nie wdając się w pasjonujące szczegóły detektywistycznego wręcz docierania do prawdy, podaję ostateczny rezultat i sens tych poszukiwań. W pewną noc w 1941 roku, na ziemię w hrabstwie Surrey spadł niemiecki bombowiec.

Trzech członków załogi zginęło na miejscu, jednego – żyjącego jeszcze – wyciągnęła z wraku 16-letnia wtedy uczestniczka kursu na sanitariuszkę. Po czterdziestu z górą latach, (tak jak u nas w Krupskim Młynie), grupka ludzi zaczęła odtwarzać tło tego wydarzenia. Spod ziemi wydobywają szczątki bombowca. Docierają do spisu załogi. Zgłaszają się piloci, którzy ten samolot zestrzelili. Właścicielka terenu, na który spadł Heinkel 111 postanawia upamiętnić to wydarzenie. Ponieważ jest rzeźbiarką, decyduje, by na miejscu katastrofy wznieść pomnik młodego niemieckiego pilota. W międzyczasie okazuje się, że ocalały strzelec jeszcze żyje. Sprawa staje się głośna i nabiera rangi symbolu. W 56. rocznicę wypadku następuje odsłonięcie pomnika. Recytowane są słowa Kemala Paszy – Atatürka: „Wy matki, których synów wysłano do dalekich krain, otrzyjcie łzy z oczu, bo wasi synowie spoczywają teraz w naszej ziemi w pokoju, a straciwszy życie na naszej ziemi stali się jednocześnie naszymi synami”.

Pomnik niemieckiego lotnika
Pomnik niemieckiego lotnika

Co kierowało Anglikami stawiającymi pomnik pilotom przybywającym znienacka, by bombardować ich miasta i zabijać ich bliskich? Co powodowało Oliwią – tą młodziutką sanitariuszką, by pojechać do Niemiec i podać rękę ocalałemu strzelcowi, jak czyniła to 57 lat wcześniej? Myślę, że obok chęci autentycznego pojednania, ukazania okrucieństwa, absurdalności wojny, u podłoża opisywanych tu działań legła wielusetletnia cywilizacja i wyrosłe z niej człowieczeństwo.

I przykład drugi – z Malborka. Łyżka koparki łamie kości i szkielety setek (około dwóch tysięcy) ciał starszych mężczyzn, kobiet i dzieci. Pobieżne już oględziny wskazują na to, że są to ofiary mordów i egzekucji dokonanych na ludności, która nie zdążyła (lub nie chciała) opuścić miasta w 1945 roku. Czyli na Niemcach (Mazurach?). Czynniki decyzyjne z burmistrzem i prokuratorem na czele zamykają sprawę, wznawiając prace pod przyszły hotel. Są jednak w mieście ludzie, którzy mają inny stosunek do ludzkich szczątków. Robią zdjęcia, publikują je w internecie i zadają pytania: jakie byłyby reakcje, gdyby koparki natrafiły na takie znalezisko załóżmy na Białorusi? Czyżby górą miałaby być azjatycka, barbarzyńska mentalność, charakteryzująca się pogardą dla ludzkiego życia, zwłaszcza obcoplemiennego?

Dlaczego piszę o tym pod winietą „Rozmyślania o Górnym Śląsku”? Bo Ślązaków, jak mało którą nację, chowa ziemia w różnych swych zakątkach i niezbyt często spoczywają w niej w pokoju. Bo Ślązacy, by zachować pamięć o swych poległych przodkach natykają się nader często na tę drugą – wschodnią, mentalność i doznają skutków jej działania, czyli upokorzeń.

W kraju, w którym niezmiernie ważną i wpływową instytucją jest Instytut Pamięci Narodowej, w którym mamy ministra od miejsc pamięci, nie wolno było wspominać o dziesiątkach tysięcy wywiezionych na wschód Ślązakach, o pomordowanych w Zgodzie i w innych obozach po wojnie, nie mówiąc już o próbach postawienia tym ofiarom pomnika. Minister od pamięci – pan Andrzej Przewoźnik walczy zaciekle z inicjatorami wystawienia tablic poległym w I i II wojnie światowej mieszkańcom Górnego Śląska. Podaję jego nazwisko nie bojąc się oskarżeń o zniesławienie, ponieważ ostatnie jego działania i wypowiedzi wymusiły w grudniu ubiegłego roku oficjalną skargę śląskiej delegacji w Sejmie. On i jemu podobni (np. w Malborku), każą oficjalną pamięć w Polsce (dotyczy to także Żydów), łączyć z przymiotnikami: wybiórcza, szczątkowa, zwyrodniała.

Jan Hahn

Reprodukcje ze zbiorów Gabrieli Horzeli-Szubińskiej
 

Okładka Montes nr 36

Okładka Montes nr 36