W poszukiwaniu zaginionego

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_36_03-P1060324a.jpg

Obrazy Mieczysława Muławskiego - Część III

Piekarnia Balli

Przyzwyczailiśmy się do widoku, który otwiera się przed nami, gdy idąc od Rynku podcieniami skręcimy w ulicę Gliwicką i kierujemy się nią do placu, na którym stoi czasem więcej, czasem mniej, straganów. Niektórzy Czytelnicy nie znają innego.

Ale jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia wszystko z tej perspektywy wyglądało inaczej.

Na obrazie Mieczysława Muławskiego to, po bokach narożniki dwóch budynków stojących do dzisiaj. Na tym po lewej – pierwszym miejskim ratuszu i siedzibie  Urzędu Górniczego – do dziś tkwi w murze hak, o który zaczepiona była linka wiszącej lampy oświetlającej kiedyś skrzyżowanie ulic Gliwickiej i Ratuszowej. Jej bloczek zachował się na budynku po prawej stronie.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_36_03-3a.jpg

Między nimi to, typowa dla dawnych Tarnowskich Gór chata parterowa z wysokim poddaszem, kryta papą. Drzwi po lewej prowadziły do warsztatu zegarmistrzowskiego Beyera. Zaś te z prawej do piekarni. To była pierwsza w mieście piekarnia parowa. Prowadził ją mistrz piekarski Jan Balla.

Kupowali u niego towar nie tylko mieszkańcy. W latach międzywojnia mistrz zaopatrywał też w chleb, stacjonujący w mieście 11. Pułk Piechoty. Konkretnie, w jego wojskową odmianę zwaną - komiśniakiem. Ten pieczony w foremkach w jakich piecze się babki, ciemny, z przynajmniej 60% udziałem mąki żytniej i na zakwasie, wytrzymywał kilkudniowe przechowywanie, nie tracąc przy tym nic ze swych właściwości.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_36_03-P1070621a.jpg

Podczas I wojny światowej był najważniejszym składnikiem prowiantu całej armii Monarchii Austro - Węgierskiej.   Jego walory ceniło sobie jednak nie tylko wojsko i bohaterowie „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka.” W dzień dostawy przed piekarnią Balli gromadzili się miejscowi bezrobotni, polując na chwilę nieuwagi strażników, by uszczknąć choćby bochenek z wyładowanych nimi wojskowych wozów.

Dziś nie istnieje piętrowy domek po lewej stronie piekarni, gdzie mieszkał p. Stencel - wielki pasjonat sportu. Pracownik Urzędu Miejskiego i autor licznych artykułów w Gwarku.

Nie ma też samej piekarni. Ale w obrazie, na szybie okna pozostał utrwalony na zawsze – napis:  J BALLA. Skromnie się prezentuje na tle dzisiejszych reklam.

RED